source
stringlengths
4
21.6k
target
stringlengths
4
757
Przez kilka jesienno-zimowych miesięcy nasze stopy były uwięzione w skarpetkach, rajstopach, kozakach i botkach. Nie oszukujmy się – zimą zaniedbujemy stopy, dlatego początek wiosny to idealny czas na przeprowadzenie akcji regeneracyjnej. Co zrobić, by znów stały się gładkie i piękne? Pora na intensywne złuszczanie i odżywienie skóry stóp. Przygotuj stopy na wiosnę i lato Jeśli przez całą jesień i zimę regularnie używałaś peelingu i kremu nawilżającego, prawdopodobnie teraz musisz tylko pomalować paznokcie na intensywny kolor i możesz założyć sandałki. Jeśli jednak ulegałaś lenistwu i nie poświęcałaś czasu na pielęgnację stóp, masz przed sobą nieco trudniejsze zadanie. Spokojnie, wszystko da się zrobić, ale potrzebujesz strategii i odpowiednich narzędzi, aby w domowych warunkach doprowadzić stopy do porządku. Od czego zacząć? Pielęgnacyjna kąpiel dla stóp Pierwszym krokiem powinno być zmiękczenie naskórka. Przygotowanie kąpieli do stóp zajmie kilka minut, a efekty będą spektakularne. Potrzebujesz tylko plastikowej miski, ciepłej wody oraz trochę soli do stóp. Do mieszanki warto dodać oliwę z oliwek, która świetnie nawilża. Jeśli masz problem z nadmiernym poceniem albo skłonność do grzybicy, zastosuj olejek lawendowy. Po kilkunastominutowym moczeniu stóp w ciepłej wodzie możesz przejść do kolejnych etapów domowego pedikiuru. Skóra jest teraz miękka, dlatego łatwiej będzie ci usunąć martwy naskórek. Złuszczanie gwarancją sukcesu Kolejny krok to złuszczanie zgrubiałego naskórka. Do wyboru masz kilka skutecznych akcesoriów. Najtańszą opcją jest dwustronna tarka – powierzchnia gruboziarnista dobrze radzi sobie z szorstkimi piętami, a drobnoziarnista nadaje się do wygładzania całych stóp. Jeśli jesteś fanką naturalnej pielęgnacji, możesz wypróbować pumeks wulkaniczny. Skała wulkaniczna ma porowatą strukturę, dzięki której skutecznie ściera martwy naskórek. Po zastosowaniu pumeksu wulkanicznego stopy stają się bardzo miękkie i gładkie. Lubisz gadżety ułatwiające dbanie o urodę? Jeśli tak, pilnik elektryczny to coś dla ciebie! Obrotowa głowica z granulkami szybko i skutecznie usuwa zrogowaciały naskórek. Wystarczy włączyć urządzenie i przesuwać główką po powierzchni stóp. Elektryczny pilnik wykonuje całą pracę za ciebie, jest wygodny w użyciu i zajmuje mało miejsca. Minusy? Musisz na niego wydać więcej niż na tarkę czy pumeks. Najtańsze modele kosztują ok. 50 zł, a najdroższe ok. 150 zł. Najbardziej popularny elektryczny pilnik to obecnie urządzenie Scholl Velvet Smooth. Jeśli lubisz eksperymenty i urodowe nowinki, powinnaś skusić się na skarpetki złuszczające. Ten gadżet to hit do pielęgnacji stóp! Skarpetki zawierają mieszankę kwasów i substancji złuszczających, które pozwalają pozbyć się zgrubień i odcisków. Skarpetki trzeba tylko wyjąć z opakowania, założyć na stopy i zostawić na czas określony przez producenta. Efekty nie są widoczne od razu po zdjęciu złuszczających skarpetek, ale po kilku dniach zauważysz, że skóra zaczyna schodzić. Ten etap trwa dłużej, ale z pewnością będziesz się cieszyć idealnie gładkimi stopami. Intensywna wiosenna regeneracja Po usunięciu twardej skóry pora na nawilżenie i regenerację. W zależności od stanu stóp masz do wyboru różne kosmetyki. Na bardzo przesuszoną skórę i popękane pięty potrzebujesz odżywczego produktu. Warto sięgnąć po naturalne masła i olejki, które natłuszczają, nawilżają i tworzą warstwę ochronną. Dobrze sprawdzi się olej kokosowy, masło shea oraz olej ze słodkich migdałów. Jak je stosować? Po wymoczeniu i starciu naskórka nanieś na stopy grubą warstwę wybranego produktu, wmasuj go w skórę i włóż bawełniane skarpetki. Ten zabieg najlepiej wykonać wieczorem i spać w skarpetkach. Rano obudzisz się z pięknymi i miękkimi stopami. Po intensywnej kuracji regenerującej musisz kontynuować pielęgnację. Aby skóra była przez cały czas gładka i nawilżona, trzeba regularnie wcierać w nią krem do stóp. Wystarczy używać go raz dziennie, by szybko zauważyć pozytywne efekty. Gładkie i nawilżone stopy świetnie się prezentują w lekkich sandałkach, są seksowne i dodają pewności siebie. Jeśli zaniedbałaś swoje nogi, powinnaś już teraz wcielić w życie plan regeneracyjny. Dzięki kilku prostym zabiegom będziesz gotowa na lato!
Skuteczne metody na gładkie stopy
Karbownica służy do nadawania włosom bardzo drobnych fal. W ten sposób można uzyskać dość oryginalny wygląd, który był popularny przede wszystkim w latach osiemdziesiątych. Jednak jeśli kondycja naszych włosów leży nam na sercu, to powinniśmy zakupić lepszej jakości sprzęt, który nie wysuszy i nie połamie naszych kosmyków. Karbownice są coraz częściej wykorzystywane przez kobiety na całym świecie. Nie tylko pozwalają na pofalowanie włosów, ale – a może nawet przede wszystkim – nadają im dużą puszystość. Na dodatek gofrownice do włosów, jak często są nazywane karbownice, nie kosztują zbyt dużo. Tylko na co zwrócić uwagę przy ich wyborze? Budowa Pod wieloma względami karbownica to urządzenie bardzo podobne do prostownicy i przy wyborze obu tych gadżetów należy kierować się tymi samymi kryteriami. Jednym z najważniejszych elementów są płytki grzewcze. Najlepiej szukać modelu, który będzie wyposażony w płytki ceramiczne, turmalinowe, ceramiczno-turmalinowe lub tytanowo-turmalinowe. Szczególnie polecane są płytki turmalinowe, ponieważ zapobiegają one elektryzowaniu się włosów. Dzięki temu te mają połysk, są gładkie i nie wyglądają, jakby były przesuszone. Regulacja temperatury Różne włosy wymagają innego traktowania. Delikatne i zniszczone nie powinny być modelowane przy wykorzystaniu zbyt wysokiej temperatury. Eksperci zalecają, aby w przypadku takich włosów korzystać maksymalnie ze 170 stopni Celsjusza. Z kolei włosy grube, mocne i zadbane można modelować nawet przy 200 stopniach Celsjusza. Dlatego też dobrym wyborem będzie karbownica z regulacją temperatury. Wiele modeli pozwala na wybranie jednego z kilku poziomów nagrzania, a niektóre same automatycznie dobierają temperaturę do naszych kosmyków. Moc i czas nagrzewania W sprzedaży można znaleźć karbownice o mocy nawet do 150 W. Im wyższa moc, tym szybciej nagrzewają się płytki i błyskawicznie można zabrać się za modelowanie włosów. Chociaż może się to wydawać błahostką, to jednak warto zakupić model, który po krótkiej chwili jest już gotowy do pracy. Pozwoli nam to zaoszczędzić trochę czasu, a my będziemy mogły stworzyć efektowną fryzurę nawet w kilka minut. Dodatki O tym, czy dane urządzenie jest dobre, czy bardzo dobre, często decydują drobiazgi. Wiele karbownic charakteryzuje się podobnymi funkcjami oraz możliwościami i dlatego o zakupie danego modelu decydują np. dodatki. Warto zwrócić uwagę na takie elementy jak: długość kabla, aby korzystanie ze sprzętu było wygodne, a także szerokość płytek grzewczych. Bardzo przydatne są także wymienne płytki. Dzięki temu możemy mieć dwa urządzenia jednocześnie – prostownicę, jeśli włożymy płaskie płytki, oraz karbownicę, gdy wykorzystamy pofalowane. Nie bez znaczenia są także takie aspekty jak: ergonomiczny kształt, powierzchnia antypoślizgowa do pewniejszego trzymania urządzenia, które ze względu na swoją wysoką temperaturę jest jednak niebezpieczne, oraz termoizolacja. Warto wcześniej sprawdzać, co oferuje dany model karbownicy, aby urządzenie spełniało nasze wymagania. Polecane firmy W sprzedaży można znaleźć karbownice w cenie od kilkudziesięciu do nawet 200 złotych. Najlepiej wybrać urządzenie, które zostało wyprodukowane przez renomowaną firmę z dużym doświadczeniem w tworzeniu sprzętów fryzjerskich. Do takich należą między innymi: BaByliss, Rowenta czy też Remington. Urządzenia tych marek zapewniają dobre i przede wszystkim długie działanie sprzętu bez obaw o kondycję włosów, o ile odpowiednio dobierzemy model.Karbownica to urządzenie, które wykorzystuje wysoką temperaturę do modelowania naszych włosów. Już samo to powinno spowodować w nas większą ostrożność. W końcu takim sprzętem łatwo można sobie zrobić krzywdę lub po prostu zniszczyć włosy. Dlatego też nie warto oszczędzać i lepiej zainwestować w lepszy model od znanego producenta.
Karbownica – jak wybrać?
Zdarza się, że za sprawą jednej roli aktor zostaje zaszufladkowany, a jego kariera nie ma szans się później rozwinąć. Jest aktor, który wręcz nienawidzi jednej ze swoich ról, irytuje się strasznie, kiedy jest o nią pytany, a gdy film pojawia się w telewizji, to nigdy go nie ogląda. Chodzi o Wojciecha Pokorę i postać Marysi, którą stworzył w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Jemu na szczęście udało się wyzwolić i zagrać jeszcze w wielu innych świetnych produkcjach. Skąd czerpię tę wiedzę? Właśnie ukazała się książka „Z Pokorą przez życie”, w której dziennikarz Krzysztof Pyzia rozmawia z Wojciechem Pokorą o jego życiu. Pan Wojciech to już przecież osiemdziesięciolatek, więc pora na pewne podsumowania jest jak najbardziej odpowiednia. Trzeba jednak przyznać, że w rozmowach tych dwóch panów pojawia się jeszcze pewien pierwiastek kobiecy. Żona aktora, Pani Hanna Pokora, w sposób jedocześnie bardzo subtelny, ale i konkretny, uzupełnia jego wspomnienia. W wyniku współpracy tej trójki otrzymujemy bardzo obszerny, ciekawy i nieszablonowy obraz życia i pracy jednego z najlepszych polskich aktorów. Dlaczego nieszablonowy? W książkach wspomnieniowych bardzo często znajdują się informacje o tym, co spowodowało, że ich bohater wybrał taką, a nie inną drogę życiową, czemu został aktorem, pisarzem czy linoskoczkiem. Tutaj oczywiście to znajdziemy. Aktorzy oczywiście muszą jeszcze opowiedzieć o swoich najważniejszych rolach, sypnąć jakimiś anegdotkami o kolegach i może wspomnieć coś o rodzicach. Tutaj to wszystko też jest. Ale Pokora pokazał także trochę swojej nie zawsze różowej prywatności. Opowiedział o trudnej relacji z teściami, o tym, co go martwi w relacji z córką, wspomniał także o pewnej rysie na swoim charakterze. Zrobił to wszystko w tak wyważony i delikatny sposób, że pozostaje tylko skłonić głowę i powiedzieć: chapeau bas, Panie Wojtku. Laurka Kiedy pojawiają się w książce wspomnienia kolegów aktora, to wszyscy wypowiadają się o nim w samych superlatywach, ale dzięki temu, że te fragmenty przeplatają się z rozmowami autorów, nie mamy poczucia sztuczności, takiej uładzonej rzeczywistości, w której wszystko jest świetne, a wszyscy wspaniali. Pokora podczas lektury okazuje się być świetnym człowiekiem, który pomimo ogromnego talentu jest jednak całkiem zwyczajny, udało mu się nie stać się ofiarą swojego sukcesu. Ma swoją ukochaną działkę, miłość do rodziny, samochodową pasję i nie czuje potrzeby „bywania”. Jeden z wielkich To na pewno człowiek należący do pokolenia wielkich polskich aktorów. Mam wrażenie, że takich ludzi jest coraz mniej. Warto sięgnąć po książkę „Z Pokorą przez życie” choćby po to, aby jeden z nich pozostał w naszej pamięci. Źródło okładki: www.proszynski.pl
„Z Pokorą przez życie” Wojciech Pokora, Krzysztof Pyzia – recenzja
Sylwester obchodzony jest hucznie praktycznie w każdym domu. Szykując sylwestrowe menu na tę najbardziej szaloną noc w roku, należy kierować się nie tylko czasem, który trzeba poświęcić na przygotowanie potraw, ale również różnorodnością składników i wrażeniem wizualnym. Sałatki, które pojawią się na naszym stole, nie mogą być przesadnie sycące, w końcu będzie jeszcze mnóstwo innych potraw, ale goście też nie mogą chodzić głodni – noc będzie długa. W czym podać sałatkę? Zanim dojdziemy do przepisów na najpopularniejsze sałatki, warto zastanowić się, czy mamy w czym je podać. Kolorowe sałatki zawsze wyglądają pięknie, więc same w sobie mogą stanowić niebanalną ozdobę każdego stołu. Zawsze warto podawać je w przezroczystych salaterkach. Obowiązkowo należy uwzględnić tu sałatki wielowarstwowe, które są układane z kontrastujących warstw warzyw i innych dodatków. Sałatkę można również podać na dużym talerzu, ozdabiając ją zielonymi liśćmi sałaty. Jeśli chcemy czymś zaskoczyć naszych gości, można podać niewielkie porcje sałatek np. w łódeczkach z papryki czy ogórków – będą nie tylko pyszne, ale i pięknie się zaprezentują. Stawiając sałatkę w dużej salaterce na środku stołu, należy pamiętać o pozostawieniu dla gości dwóch łyżek lub specjalnych szczypców. Oczywiście duża salaterka niekoniecznie musi być przezroczysta. Modne są też porcelanowe miski i naczynia ze stali nierdzewnej. Dodatki do sałatek Aby sałatka była doskonała, dobrze jest zadbać o idealnie pasujące do niej dodatki. Jeśli ma zostać uzupełniona jogurtem, śmietaną czy dipem, warto pomyśleć o podaniu sosu w osobnej sosjerce lub specjalnych niewielkich miseczkach przeznaczonych do dipów. Na stole zawsze elegancko prezentują się dozowniki z oliwą i octem, udekorowane gałązkami aromatycznych ziół. Sylwestrowe hity Sałatka Gyros. Najbardziej popularna na imprezach to sałatka gyros. Wielowarstwowa, z odpowiednio doprawionym mięsem i świeżymi warzywami, nie wymaga dużego nakładu pracy, za to niesamowicie się prezentuje, jest pyszna i… znika w bardzo szybkim tempie (dlatego warto zrobić jej więcej). Do przygotowania sałatki potrzebujemy: dwie piersi z kurczaka, kapustę pekińską, 6 ogórków konserwowych, puszkę kukurydzy, dwie cebule, przyprawę Gyros, ketchup, majonez. W pierwszej kolejności kroimy filet z kurczaka i obficie obsypujemy przyprawą gyros, następnie smażymy go na gorącym oleju do momentu uzyskania złotego koloru. Kiedy mięso będzie stygło, możemy pokroić drobno kapustę pekińską, ogórki i cebulę. Składniki umieszczamy w salaterce w następującej kolejności: mięso, ketchup, ogórki, cebula, kukurydza, kapusta pekińska, majonez. Sałatkę najlepiej wykonać dzień wcześniej, żeby przez noc mogła przegryźć się w lodówce. Sałatka Nuggets. Panierowany kurczak, świeża i chrupiąca sałata oraz żółty ser to idealne i sycące połączenie. Warto dodać sos musztardowy, który nada potrawie wyrazistości. Do przygotowania sałatki potrzebujemy: pierś z kurczaka, przyprawę do nuggetsów, opakowanie mieszanki sałat, pomidorki cherry (250 g), żółty ser (100 g), musztardę i oliwę z oliwek. W pierwszej kolejności kroimy filet z kurczaka, obtaczamy go w przyprawie i smażymy na złocisty kolor. Następnie kroimy pomidorki w ćwiartki i ser w kostkę. W salaterce mieszamy wszystkie składniki – świeżą sałatę, kawałki kurczaka, pomidorki i ser. Dodatkowo przygotowujemy sos musztardowy składający się z ok. 2 łyżeczek musztardy i 5 łyżek oliwy z oliwek. Sos najlepiej podać osobno, by każdy mógł indywidualnie doprawić swoją porcję. Sałatka z ananasem i szynką. Ostatni hit to sałatka wykonana z szynki, ananasa i sera. Jest nie tylko kolorowa, ale też smaczna i ekspresowa w realizacji. Do przygotowania sałatki potrzebujemy: 6 jajek, szynkę konserwową dobrej jakości (300 g), puszkę ananasa, puszkę kukurydzy, żółty ser (280 g), majonez, jogurt naturalny, sól, pieprz. W pierwszej kolejności gotujemy jajka na twardo, a następnie obrane ze skorupek ścieramy na tarce na dużych oczkach, tak jak ser. Odsączonego ananasa i szynkę kroimy w kostkę. Trzy łyżki majonezu mieszamy z trzema łyżkami jogurtu oraz 4–5 łyżkami soku z ananasów. Sos doprawiamy do smaku solą i pieprzem. W salaterce układamy składniki w następującej kolejności: kukurydza, szynka, ananas, odrobina sosu, ananas, jajka, reszta sosu, żółty ser. Te sałatki z pewnością zaskoczą gości i uświetnią każdą niezapomnianą imprezę sylwestrową. Smacznego!
Sylwestrowe sałatki
Osoby, które mają siedzącą pracę są narażone na choroby kręgosłupa, takie jak lordoza lub kifoza, bóle pleców oraz zastój mięśni. Dwa rodzaje ćwiczeń, które można wykonywać nie wstając od biurka mogą nas przed tym uchronić. Wystarczy nawet kilka minut aktywności trzy razy w tygodniu. Pierwsza kategoria to ćwiczenia izometryczne, czyli polegające na kurczu mięśni. – Wystarczy siedząc przy biurku wyprostować nogę w kolanie, napiąć ją i wytrzymać około 30 sekund. Potem zrobić to samo z drugą. Napinać można również mięśnie ramion, brzucha, karku oraz plecy i klatkę piersiową. Do drugiej kategorii należą ćwiczenia rozciągające. To wszelkiego rodzaju wymachy ramion, skręty tułowia oraz wyciągnięcia kończyn na możliwie daleką odległość. Szczególnie często należy ćwiczyć nogi, ponieważ kiedy siedzimy, pogarsza się w nich krążenie krwi. Trenerzy radzą więc wyciągać je i uginać w kolanach na zmianę, kręcić stawami w kostkach i kolanach oraz podnosić naprzemiennie do góry o kilka centymetrów i rysować nimi koła w powietrzu. Możemy również siedząc wykonywać skłony lub wstać na chwilę i, opierając się o ścianę, napinać całe ciało, robić przysiady lub przykuce. Zamień krzesło na piłkę Przy obu rodzajach ćwiczeń najważniejsze jest jednak zachowanie prawidłowej pozycji. Należy więc siedzieć z lekko wciągniętym brzuchem, wyprostowanymi barkami i głową skierowaną do przodu. Czasami, żeby wymusić taki układ ciała, trenerzy radzą zamienić krzesło na dużą, gumową piłkę do fitnessu i to na niej siedzieć pracując przy biurku. To dlatego, że nie jest ona zbyt stabilna, a dzięki temu wymusza na nas prawidłową postawę ciała, przy której łatwiej utrzymać równowagę i uchronić się przed upadkiem. Na takiej piłce nie da się jednak usiedzieć ośmiu godzin pracy, bo byłoby to zbyt męczące dla całego organizmu. Alternatywą może być tak zwana poduszka sensoryczna, napełniana powietrzem i wyglądająca jak beret, którą można położyć na krześle. Siedząc na niej nie tylko wymuszamy odpowiednią pozycję, ale również masujemy mięśnie pośladków, zwłaszcza, jeśli poduszka ma niewielkie wypustki. Rozładuj stres i popraw krążenie W biurach czasami spotyka się niewielkie gumowe piłki, służące do ugniatania ręką podczas pracy. Z jednej strony rozładowują one stres, z drugiej rozgrzewają zastałe nadgarstki oraz masują palce. Nieco rzadziej stosuje się ciężarki, ponieważ zwykle nie ma miejsca na to, żeby je gromadzić przy biurku. Mimo to trenerzy zachęcają do tego, by niewielkie, półkilogramowe, nosić ze sobą na przykład w torebce. Do ćwiczeń wykonywanych przy biurku możemy bowiem podchodzić luźniej, jak do zabawy i wykonywać rzadziej, kiedy tylko znajdziemy nieco wolnego czasu. Żeby zobaczyć efekty wystarczy pięć do dziesięciu minut ćwiczeń trzy razy w tygodniu. Dzięki temu rozluźnimy mięśnie, poprawimy krążenie w całym ciele, wypracujemy odpowiednią pozycję, pobudzimy organizm, gdy ogarnia nas senność oraz rozładujemy stres.
Dbaj o formę za biurkiem: ćwiczenia, które możesz wykonywać w pracy
Kupno samochodu używanego to zadanie dla desperata lub eksperta motoryzacyjnego. Transakcje, gdy sprzedający nie posiada kompletu potrzebnych dokumentów, w tym dowodu rejestracyjnego, to ogromne ryzyko, raczej nie warte zachodu. Cena takiego samochodu będzie zapewne rewelacyjnie niska, ale późniejsze koszty – jeżeli zdecydujemy na zakup – mogą okazać się znacznie wyższe. Dodatkowo możemy mieć sporo kłopotów. Auto oferowane w okazyjnej cenie, ale bez kompletu dokumentów, to najczęściej nie wyjątkowa okazja, ale próba oszustwa. Kupno auta bez dowodu rejestracyjnego to duża lekkomyślność. Oczywiście sprzedający będzie nas zapewniał, że nie ma problemu, ale nie jest to prawda. Czeka nas żmudne tułanie się po urzędach, w których każda nietypowa sprawa wymaga dokładnego i wnikliwego rozpoznania. W końcu może okazać się, że pozytywne załatwienie sprawy nie jest możliwe. Zawieramy transakcję Przeważnie dopiero podczas podpisywania umowy dowiadujemy się, że sprzedający „zapomniał” dowodu rejestracyjnego lub innego dokumentu, ale natychmiast go wyśle. Oczywiście nigdy go nie dostaniemy. Jeżeli samochód nie ma wymaganych dokumentów, ale był już zarejestrowany w Polsce, możemy próbować je odzyskać, jednak tylko w macierzystym wydziale komunikacji. Jeżeli np. kupujemy samochód na giełdzie w Krakowie, a był on zarejestrowany w Szczecinie, to czeka nas wycieczka. Podczas zawierania transakcji musimy zwrócić uwagę na następujące szczegóły: Auto musi posiadać kartę pojazdu, czyli dokument przypisany do konkretnego auta. W nim zawarta jest historia danego samochodu. Duplikat dokumentu możemy otrzymać tylko w wydziale komunikacji, w którym auto jest zarejestrowane. Jeśli nie posiadamy karty pojazdu, nie uda się nam przerejestrować auta. Jeżeli dotychczasowy użytkownik chce nam sprzedać auto z tzw. „miękkim” dowodem rejestracyjnym, jest to dla nas sygnał ostrzegawczy, ponieważ ten typ dokumentu jest wydawany wówczas, gdy urząd sprawdza legalność papierów pojazdu. Zwróć uwagę, czy auto ma ważny przegląd techniczny, choć przy braku dowodu rejestracyjnego będzie to trudne. Jeżeli poprzedni właściciel nie wykonał badania w stacji diagnostycznej, to być może obawiał się, że auto nie przejdzie pozytywnie badania technicznego. Brak ubezpieczenia OC. Kupujący musi posiadać ubezpieczenie już w dniu nabycia pojazdu. Należy pamiętać, że wyjechanie nieubezpieczonym samochodem na drogę publiczną może zakończyć się mandatem w przypadku kontroli policyjnej, nawet jeśli wybraliśmy się tylko na krótką jazdę próbną. Zakup nieprzerejestrowanego auta. Jeśli dane w dokumentach i dane sprzedawcy nie zgadzają się, musimy zadbać o tzw. ciągłość umów, co wiąże się z zebraniem wszystkich umów od chwili sprzedaży auta przez osobę wymienioną w dokumentach. Formalnie zatrzymanie dowodu rejestracyjnego nie jest przeszkodą w dokonaniu transakcji. Niemniej jednak pamiętać należy, że właśnie w tym dokumencie są zapisane różne adnotacje, istotne przy weryfikacji danych. Tylko ktoś, kto jest w danej chwili właścicielem pojazdu, jest uprawniony do odbioru zatrzymanego dowodu rejestracyjnego. Oczywiście, jeżeli przedstawi dokument potwierdzający usunięcie uszkodzeń, z powodu których został zatrzymany. A dowód rejestracyjny może zostać zatrzymany w bardzo wielu przypadkach, które trudno przewidzieć. Oto przykład: pan Marek kupił auto bez dowodu rejestracyjnego, bo poprzedni właściciel zapewnił go, że dokument zatrzymała policja i jest do odebrania w UK. Jak się później okazało, dowód został zatrzymany z powodu podrobionej pieczątki badania technicznego. Trudno opisać, ile problemów miał pan Marek, kiedy okazało się, iż ów dokument spoczywa w aktach sądu rejonowego jako dowód rzeczowy w sprawie. Auta sprowadzane z zagranicy Co roku sprowadza się do Polski kilkaset tysięcy aut, a ich średni wiek szacowany jest na 10 lat. Zajmujący się takim procederem handlarze nastawieni są na szybki i znaczny zysk. Kupują więc w Niemczech auta rozbite, tanie, niesprawne, a nawet zakwalifikowane w tym kraju jako złom i po szybkiej naprawie próbują je sprzedać, przerzucając koszty na kupującego. Rejestrując auto sprowadzane z zagranicy, potrzebujemy m.in. dowodu rejestracyjnego. Często zdarza się jednak sytuacja, gdy nieuczciwi sprzedawcy przedstawiają nam fałszywe dokumenty, wykorzystując fakt, że możemy nie być świadomi, jak powinien taki dokument wyglądać. Lampka alarmowa powinna nam się zaświecić również wówczas, gdy sprzedający proponuje nam podpisanie umowy, w której nie figurują jego dane. Przygotuj właściwą umowę Obecność prawnika, specjalne druki czy konkretne zapisy nie są wymagane podczas podpisywania umowy kupna sprzedaży samochodu. Umowa nie powinna być jednak zawierana „na kolanie”, bo może umknąć nam kilka istotnych zapisów, które powinny się w nie znaleźć. Przede wszystkim w umowie należy zabezpieczyć interesy kupującego. Pamiętaj, że auto może po 20 km okazać się złomem, a ty podpisałeś, że znany ci jest stan techniczny auta i nie będziesz miał wobec sprzedającego żadnych roszczeń. W umowie powinniśmy zawrzeć: dane sprzedającego i kupującego (tj. imiona, nazwiska, numery dowodów osobistych, numery PESEL), datę transakcji, opis samochodu (tj. markę, model, numer VIN, numer rejestracyjny, rok produkcji). Warto dodatkowo podać: aktualny stan licznika, informacje o ewentualnej wypadkowej przeszłości auta (w tym stwierdzone uszkodzenia) oraz ilość odebranych kluczyków (powinny być dwa komplety).
W jakich sytuacjach można kupić samochód bez dowodu rejestracyjnego? Na co zwrócić uwagę?
Dzień Dziadka obchodzimy w Polsce tuż po Dniu Babci, czyli 22 stycznia. Z tej okazji warto wręczyć dziadkowi praktyczny upominek, który będzie wyrazem miłości, wdzięczności oraz szacunku. Podpowiadamy, co kupić, aby sprawić radość obdarowanemu. Prezenty „zrób to sam” Kiedyś popularne było wręczanie w Dniu Dziadka bukietu kwiatów i laurki z życzeniami. Własnoręcznie wykonana kartka z uroczą dedykacją to wciąż doskonały upominek, szczególnie jeśli daje go dziecko. Wystarczy kolorowy papier, nożyczki i odrobina kreatywności, by niewielkim kosztem wyczarować coś niepowtarzalnego. W ten sam sposób – najlepiej przy pomocy rodziców – wnuczęta stworzązakładkę do książki, ręcznie malowane pudełeczko na drobiazgi(np. na okulary czy spinki do mankietów) lub album ze zdjęciami i rodzinnym drzewem genealogicznym. Praktyczne gadżety Praktycznym, lecz wciąż eleganckim prezentem, są wszelkiego rodzaju kosmetyki. Woda kolońska lub dobrej jakości krem do twarzy z pewnością spodobają się każdemu dziadkowi. Wielu producentów przygotowuje specjalne zestawy upominkowe z serią kosmetyków dla mężczyzn, zawsze ładnie opakowane w pudełko lub koszyczek. Jeśli znamy ulubiony zapach dziadka, wybór będzie jeszcze łatwiejszy. A jeśli nie będziemy do końca pewni, zawsze możemy poprosić o pomoc babcię, która zna go przecież najlepiej. Niesłabnącą popularnością w Dniu Dziadka cieszą się wszelkiego rodzaju akcesoria i dodatki. Elegancki krawat o oryginalnej fakturze, nieco nowocześniejsza mucha (np. w grochy albo w kratę), a nawet szelki sprawią przyjemność każdemu starszemu panu. Warto rozważyć także bawełnianą koszulę z kołnierzykiem, kapelusz w stylu lat 50., skórzany portfel, oryginalny pasek oraz parasol. Te gadżety przydadzą się każdemu gentlemanowi, bez względu na wiek! A może nasz dziadek jest zapalonym czytelnikiem, miłośnikiem podróży albo melomanem? Zdecydowanie ułatwia to wybór idealnego podarunku na Dzień Dziadka. Najnowsza książka autorstwa ulubionego pisarza, album z malowniczymi zdjęciami najdalszych zakątków świata (ewentualnie obraz z ciekawym widokiem) albo płyta winylowa (chociaż łatwiej znajdziemy CD) to zawsze trafiony prezent. Ciekawy byłby również zestaw krzyżówek, łamigłówek, szarad lub obrazków logicznych, oczywiście wręczony w zestawie z eleganckim długopisem. Upominki odzwierciedlające hobby dziadka sprawdzą się bez pudła. Jeśli wędkuje, wybierzmy zestaw spławików lub nową żyłkę, jeśli uprawia ogród – trudne do zdobycia sadzonki krzewów albo zestaw drobnych narzędzi do sadzenia kwiatów. Dziadek z przyjemnością skorzysta z nowych piłeczek do golfa, szklanych szachów,kompletu narzędzi do majsterkowania albo zestawu przypraw (jeśli tylko babcia dopuszcza go do garnków!). A może jeszcze coś innego? Pomysłów prezentu na Dzień Dziadka jest mnóstwo, wszystko zależy od tego, jaki charakter oraz upodobania ma obdarowywana osoba. Dla dziadka pozostającego w formie możemy wybrać kijki do nordic walkingu (bardzo popularnego wśród seniorów), a dla miłośnika kultury – bilety do teatru, operetki albo kina. Można również połączyć Dzień Dziadka z Dniem Babci i zafundować dziadkom np. rejs promem lub romantyczną kolację we dwoje. Warto pamiętać, że upominki wykonane samodzielnie mają taką samą wartość jak wyszukane w sklepie. Wspólne zdjęcie dziadków i wnucząt oprawione we własnoręcznie ozdobioną ramkę będzie znaczyło tyle samo, co markowa koszula oraz krawat. Najważniejsze są pamięć oraz serce włożone w znalezienie idealnego upominku.
Praktyczne upominki na Dzień Dziadka do 50 zł
Noszenie czapki z daszkiem to nie tylko domena chłopców. Takie nakrycie głowy w ostatnim czasie podbija serca także dziewczynek, które równie dobrze mogą wyglądać w sportowej czapce. Popularna bejsbolówka świetnie sprawdza się podczas słonecznych dni, gdyż wygodny daszek skutecznie chroni przed rażącymi promieniami. Jaką czapkę z daszkiem zaproponować dziewczynce? Sprawdź najciekawsze modele! Czapka z daszkiem dla dziewczynki – dlaczego warto? Przede wszystkim czapka z daszkiem to doskonała ochrona przed ostrymi promieniami słońca. Nie każda dziewczynka lubi nosić okulary przeciwsłoneczne, dlatego takie nakrycie głowy świetnie się sprawdzi. Czapkę można założyć także podczas uprawiania sportu, co zapewni komfort i ochroni głowę przed słońcem. Jeżeli zdecydujesz się na zakup czapki wykonanej z dobrej jakości materiału, to jest duża szansa, że w takim nakryciu głowa twojej córki nie będzie się nadmiernie pocić. Wydaje się, że bejsbolówki zarezerwowane są wyłącznie do sportowych aktywności. Nic bardziej mylnego! W ostatnich sezonach czapki z daszkiem nosi się do codziennych strojów i łączy się je z różnymi stylizacjami. Trend na bejsbolówki to połączenie wygody i stylu ulicznego, który na dobre wdarł się do dziewczęcych kompozycji.Czapka z daszkiem pasuje zarówno do rozpuszczonych włosów, jak i do gładkich kucyków. Świetnie może wyglądać nawet z sukienką, jeżeli wybierzesz prosty, sportowy model wykonany z dzianiny. Wielkim hitem wśród nastolatek są czapki z prostym daszkiem, które w wielu kręgach są absolutnym niezbędnikiem. Czapki z daszkiem dla kilkulatki – bajkowe propozycje Najmłodszym dziewczynkom spodobają się z pewnością czapeczki z ulubionymi postaciami z bajek i filmów dla dzieci. Do najpopularniejszych nakryć głowy należą te z bohaterami Krainy Lodu. Bejsbolówka z Elzą i przyjaciółmi na pewno zrobi wrażenie na małej miłośniczce hitu Disneya. Bardzo lubiane przez najmłodsze dziewczynki są także czapeczki z Myszką Minnie. Wśród bohaterek, które znajdują się na czapkach dla kilkulatek, nie może zabraknąć Violetty. Nakrycia głowy z tej serii utrzymane są w różowej kolorystyce, która jest szczególnie lubiana w tym wieku. Czapki Disneya to hit wśród kilkulatek i każda mała modnisia chętnie sięgnie po takie nakrycie głowy w upalne dni. Sportowe czapki z daszkiem dla dziewczynek Dziewczynki nieco starsze oraz te, które lubią spędzać czas aktywnie, chętnie założą w słoneczny dzień sportową czapkę z daszkiem. Szczególną popularnością w tym dziale cieszą się markowe nakrycia głowy. Wielu dziewczynom mogą spodobać się bejsbolówki Adidas. Bardzo modne są także propozycje marki Nike. Sportowe czapki dzięki odpowiedniemu wykonaniu świetnie sprawdzają się podczas uprawiania sportu. Głowa twojej córki nie będzie się nadmiernie pocić, a wyprofilowany daszek ochroni przed rażącym słońcem.Dziewczynki preferujące nieco bardziej uliczny styl chętnie założą full cap, czyli popularne czapki z prostym daszkiem. Są one w ostatnim czasie niezwykle modne i pasują doskonale także dziewczynkom. Czapki z daszkiem dla dziewczynki – za ile? Cena czapki zależy w dużej mierze od marki, która ją produkuje. Za zwykłe bejsbolówki nie zapłacisz więcej niż 20 złotych. W takiej cenie z łatwością znajdziesz modne nakrycia głowy, które mogą spodobać się twojej córce. Bejsbolówki w najmniejszych rozmiarach dostępne są już nawet poniżej 10 złotych.Czapki popularnych marek sportowych kosztują za to przeważnie powyżej 50 złotych. Cena nakrycia głowy uzależniona jest też często od jakości materiałów wykorzystanych do jej produkcji oraz od ewentualnych nadruków i aplikacji, które zdobią daszek. Czapka z daszkiem to niezwykle wygodne, a do tego modne nakrycie głowy w słoneczne dni. Dziewczynki mogą nosić je do rozpuszczonych lub spiętych włosów i zawsze wyglądają świetnie. Bejsbolówki sprawdzają się najlepiej podczas uprawiania sportu, ale można je z powodzeniem wykorzystywać także w codziennych stylizacjach. Praktyczne nakrycie głowy przyda się zwłaszcza podczas wycieczek lub jazdy na rowerze. Jest doskonałą alternatywą dla kapeluszy i chustek. Z pewnością przyda się podczas nadchodzących wakacji.
Czapki z daszkiem na słoneczne dni – modne propozycje dla dziewczynek
Bieganie i joga wydają się bardzo odległymi dyscyplinami, ale kto spróbował je połączyć, na pewno nie żałuje. Joga to spokojna forma aktywności, ale tylko z pozoru jest łatwa i przyjemna. W rzeczywistości wymaga nie mniejszego wysiłku niż bieganie. Dzięki połączeniu tych dwóch aktywności można poprawić swoją sprawność i technikę. Osoby trenujące bieganie często poza rozciąganiem zapominają o innych ćwiczeniach. Wzmocnienie mięśni jest niezbędne do poprawy zwinności, szybkości, pomaga także zwiększyć pokonywany dystans. W czym pomoże joga? To świetna forma pracy nad ciałem, odpowiednia dla każdego. Takie urozmaicenie treningu pomoże zachować równowagę osobom wybierającym bardziej intensywne formy ruchu. Pokonywanie coraz dłuższych tras to nie wszystko. Mocniejsze mięśnie zapewnią większą stabilność i uchronią przed kontuzjami. Bardziej elastyczne sprawią, że zdecydowanie zwiększysz swoje możliwości. Joga to nie tylko ćwiczenia fizyczne, zyskuje też sfera duchowa. Osoby słabsze odzyskają siłę nie tylko fizyczną, ale też emocjonalną. Joga pomaga budować pewność siebie, otwartość, daje spokój i relaks. Regularne ćwiczenie jogi wspomaga leczenie dolegliwości bólowych, głównie związanych z przeciążeniami. Najskuteczniej działa na dolegliwości związane z kręgosłupem i stawami biodrowymi. Wpływa na stabilność emocjonalną, łagodzi stany lękowe, jest zalecana w leczeniu depresji. Czego potrzebujesz, żeby ćwiczyć jogę? W bieganiu najważniejsze jest odpowiednie obuwie, w praktyce jogi niezbędna jest dobrze dobrana mata. Powinna mieć odpowiednią grubość, fakturę i być zrobiona z antypoślizgowego materiału. Ten sam wygodny strój, niekrępujący ruchów, może posłużyć do biegania i praktykowania jogi. Czas na odpoczynek Na co dzień żyjemy szybko, a regularne biegi nie pozwalają na zwolnienia tempa. Na dłuższą metę bez odpowiedniego odpoczynku i regeneracji może być to źródłem stresu dla organizmu. Odpoczynek jest konieczny, żeby nie dopuścić do wyczerpania. Joga jest świetnym sposobem na wyciszenie i zachowanie odpowiednich proporcji pomiędzy intensywnym i spokojnym wysiłkiem. Odpręża fizycznie i psychicznie, wzmacnia system immunologiczny, optymalizuje ciśnienie, polepsza koncentrację. Istotne są techniki oddechowe, na które joga kładzie nacisk. Zastosowanie ich w codziennym życiu może pomóc wyciszyć złe emocje, kiedy będzie taka potrzeba. Asany, czyli pozycje jogi, nie oddziałują tylko na mięśnie, docierają o wiele głębiej do organów wewnętrznych, układu nerwowego oraz umysłu. Jak joga może pomóc biegaczom? Gibkość i elastyczność nie jest najważniejsza dla większości biegaczy. Liczy się szybkość i wytrzymałość. Rozciąganie to dla wielu osób najnudniejsza część treningu i nie poświęcają na nią wystarczająco dużo czasu. Niedokładne i zbyt krótkie ćwiczenia nie dają odpowiednich rezultatów. Stąd wielu biegaczy ma przykurcze mięśniowe. Z czasem prowadzi to do większego ograniczenia ruchomości. Gibkie ciało to tylko jeden z aspektów jogi, z czasem na pewno uda się zauważyć jej szersze działanie. Wpływa też na kości, płuca, inne organy, wielu osobom pomaga uporać się z problemami i złym samopoczuciem. Jak zacząć? Jeśli masz już matę, zacznij od praktyki kilku prostych asan. Technika jest bardzo istotna, bo tylko poprawnie wykonane ćwiczenia przyniosą oczekiwany efekt. Poprawnie wykonywane asany korzystnie wpływają na biodra i kręgosłup. Ułożenie rąk i całej obręczy barkowej oddziałuje na szyję i głowę. Nie można ominąć żadnego poziomu. Należy skupić się na poprawnym ułożeniu całego ciała. Z czasem będzie to coraz łatwiejsze. Zwykle w jednej pozycji należy wytrwać od 30 sekund do minuty, w tym czasie szukamy w ułożeniu ciała stabilności i zadowolenia. Pozycje nie powinny sprawiać bólu. Na bardziej wymagające przyjdzie czas. Początkowo skupiaj się na tych łatwiejszych.
Dlaczego biegacze potrzebują jogi?
Duże plecaki to takie, których pojemność wynosi co najmniej 100 l. Są na tyle pakowne, że powinny zmieścić się w nich rzeczy potrzebne na tygodniowy wyjazd. Oto, czym charakteryzuje się ich oferta na Allegro. Sto litrów i więcej Najpojemniejsze plecaki, które znaleźliśmy na Allegro, mają pojemność 140 litrów (wraz z kominem). Plecaki o dużych gabarytach są bogato wyposażone. Mają najczęściej drugą kieszeń w klapie i trzecią naszytą na klapę (można wykorzystać ją jako miejsce na kanapki lub książki). Są wyposażone w płaską kieszeń na przodzie, dwie obszerne, kryte, zapinane na suwak kieszenie z boków i siatkę ze sznura gumowego, za którą można wetknąć np. mapę. W zależności od tego, czy model jest jedno-, czy dwukomorowy, mają dolną komorę otwieraną w zakresie 270 stopni lub wygodny dostęp do dolnej części – wystarczy rozpiąć zamek błyskawiczny. Zazwyczaj jednak takie plecaki są dwukomorowe. Do dolnej komory doszyto paski trokowe służące do przypięcia małego namiotu lub karimaty. Pasków trokowych w dopracowanych modelach jest więcej. Są umieszczone na górnej klapie i po bokach, by można było przymocować do nich np. składane kijki trekkingowe. W niektórych modelach są przypinane siateczki na napój, latarkę lub inne rzeczy, które warto mieć pod ręką, i saszetkę na okulary lub dokumenty itp. Wentylacja W tych plecakach zadbano również o samopoczucie wędrowca, który zmęczony zaczyna się pocić. Szczególnie w części pleców. Bo mokre plecy to poważne zagrożenie dla zdrowia. Wiedzą o tym ci, którzy nie boją się ruszać w trasę również wtedy, gdy wieje chłodny wiatr. Bardzo łatwo wówczas się przeziębić. Dlatego, aby zmniejszyć naturalną reakcję organizmu na temperaturę i brak dostępu powietrza, są stosowane specjalne systemy ułatwiające jego cyrkulację ze szczelinami wentylacyjnymi skutecznie odprowadzającymi pot. Minimalizują pocenie się i zapewniają komfort użytkowania nawet w najtrudniejszych warunkach. System nośny W tego typu plecakach dopracowano również system nośny. Po pierwsze plecaki mają ergonomiczny stelaż wewnętrzny z aluminium, karbonu lub plastiku. Po drugie są wyposażone w system regulujący nachylenie plecaka. Po trzecie są w nich szerokie szelki z siateczką ułatwiającą wentylację i odprowadzającą pot. Po czwarte szelki mają klamerki, które pozwalają na wygodne i szybkie ich dopasowanie, a jednocześnie zapobiegają wysuwaniu się z nich pasków. Po piąte posiadają wygodny miękki dolny pas umożliwiający odciążenie ramion i przeniesienie części ciężaru z barków na biodra. Materiał Tego typu plecaki są wykonane z wysokogatunkowej codury. To materiał odporny na ścieranie się oraz rozdarcia, w zasadzie nieprzemakalny i odporny na niszczące działanie promieni UV dzięki specjalnym warstwom ochronnym. Pakowne plecaki Mountain Extreme. Plecak 140-litrowy (komora 120 l + komin 20 l) sześciokieszeniowy. Posiada stelaż aluminiowy sprawdzony w ekstremalnych warunkach. Do plecaka można dokupić czarny lub czerwony pokrowiec przeciwdeszczowy w cenie 17 zł. Jego masa wynosi tylko 1,9 kg. Cena: 177, 21 zł. Aviator 100L Dark Camo. Nawiązuje stylizacją do plecaków używanych przez komandosów. Posiada dzieloną kominem komorę główną. Plecak wyposażono w pełni regulowany system nośny z wyjmowanym stelażem umożliwiający dostosowanie go do potrzeb każdej osoby bez względu na jej wzrost. Troki, D-ringi oraz system ekspanderów pozwalają zabrać ze sobą dodatkowy ekwipunek, a pasy kompresyjne umożliwiają zmniejszenie objętości plecaka. Ma pojemność 100 l. Cena: 389 zł. Interesującym modelem jest plecak Daiwa Mission, który choć jest przeznaczony dla wędkarzy, może okazać się przydatny podczas pieszej wędrówki, szczególnie na trasach o mokrej nawierzchni. Ma ogumowane dno i nietypową dla plecaków formę regularnego prostopadłościanu. * Daiwa Mission. Ma dużą kieszeń zewnętrzną zapinaną na zamek, dwie mniejsze kieszenie zewnętrzne po bokach, usztywnione plecy z wszytymi poduszkami oraz wzmocnione ogumowane dno. Komora główna o wymiarach: 37 x 23 x 44 cm. Pojemność 110 l. Cena: 259 zł. Ofert dużych plecaków jest wiele i na pewno każdy wybierający się w trasę znajdzie model, który spełni wymagania.
Przegląd najbardziej pojemnych plecaków turystycznych
Pogoda się psuje, co nie oznacza, że możesz przestać się ruszać. Proponujemy wyposażenie się w domowy sprzęt do treningów kardio. Sprawdź, co wybrać: bieżnię, rowerek stacjonarny, stepper czy ergometr wioślarski. Bieżnia Treningi biegowe w domu niekoniecznie muszą oznaczać wielokilometrowy trucht w towarzystwie ulubionego serialu. Na bieżni można też robić krótkie i mocne jednostki. Zaletą domowej bieżnijest to, że zapewnia dobrą amortyzację, pamiętaj jednak, że bieganie nie każdemu służy. Jeżeli masz nadwagę lub problemy z układem krążenia, zanim zaczniesz trenować, skonsultuj się z lekarzem. Przed kupnem sprzętu określ dokładnie, czego potrzebujesz. Jeżeli dopiero zaczynasz przygodę ze sportem w domowym zaciszu i nie masz przekonania, czy bieganie w ogóle ci się podoba, postaw na prosty, stosunkowo tani model. Na co jeszcze zwrócić uwagę? Ważny parametr to prędkość maksymalna. Są bieżnie, na których nie można się zbytnio rozpędzić. Wolniejsze bieżnie są mniejsze, lżejsze i prostsze, ale mają ograniczone zastosowanie. Dla większości osób nie ma to znaczenia, bo nie trenują z dużą prędkością. Jeśli jednak jesteś zaawansowanym biegaczem, zwróć uwagę na prędkość maksymalną. Inaczej zaryzykujesz, że w pewnym momencie skończy ci się „zasięg”. Dopuszczalny kąt nachylenia. Przeważnie możliwość ustawienia wznosu jest funkcją przydaną, ale nie trzeba ustawiać kąta powyżej 10%. Na rynku są jednak również modele z nachyleniem do 20% . Kompatybilność z elektroniką sportową. Jeżeli korzystasz np. z pulsometru, sprawdź, czy bieżnia będzie współpracowała z różnymi rodzajami pasów (tzn. czy będzie „łapała” sygnał, wyświetlając wynik na monitorze). Rower stacjonarny Domowy rower treningowyma uniwersalne zastosowanie, bo w odróżnieniu od bieżni może być używany np. przez osoby z nadwagą. Często jest też wykorzystywany np. w rehabilitacji, ale posłuży i do zaawansowanych treningów kolarskich (w tym wypadku możesz rozważyć nawet zakup rowerka magnetycznego, chociaż jest stosunkowo drogi). Rowery różnią się systemem napędu (masz do wyboru magnetyczny lub mechaniczny) oraz zaawansowaniem. Dlatego przed wyborem warto sprawdzić, czy dany rodzaj spełni twoje oczekiwnaia, bo np. większość rowerków nie nadaje się do treningów triathlonowych (lepiej wybrać trenażer). Stepper To urządzenie, które nie tylko pozwala na treningi aerobowe, ale także wzmacnia mięśnie pośladków i nóg. Symuluje ruch wykonywany podczas wchodzenia po schodach. Zaletą stepperajest to, że zajmuje bardzo mało miejsca, można go więc po złożeniu wsunąć pod łóżko. Są steppery proste oraz skrętne. Niektóre modele mają linki boczne, umożliwiające ćwiczenie także górnej połowy ciała, a inne słupek z przodu, mający zapewnić większą stabilnośc ruchu. W czasie prostych i krókich treningów przydatny będzie ministepper (jest delikatniejszy), ale jeżeli chcesz z niego korzystać intensywniej, warto postawić na pełnowymiarowy. Ergometr wioślarski Ergometr wioślarskijest jednym z bardziej uniwersalnych urządzeń do domowego cardio: w czasie wiosłowania pracuje intensywnie całe ciało, łącząc trening siłowy z wydolnościowym. Wadą urządzenia jest jednak rozmiar. Ze względu na specyfikę ruchu wioślarskiego ergomenty są bardzo długie i w związku z tym często nie da się ich wstawić do małego mieszkania. Choć jeśli się uprzemy, jest to możliwe. Jak widać, przed zimą warto zainwestować w sprzęt do treningów kardio, bo dzięki niemu utrzymasz formę przez cały sezon i nie będzie ci groziło zimowe przybieranie na wadze.
Sprzęt kardio do mieszkania
Mikołajki to kolejna okazja w roku, aby obdarować upominkiem bliską sercu kobietę. Matka, siostra, dziewczyna, żona, przyjaciółka, która na co dzień wykonuje makijaż, z pewnością ucieszy się, gdy po rozpakowaniu pudełka jej oczom ukaże się paleta z kolorowymi kosmetykami. Paleta do makijażu – rodzaje Paleta do makijażu to zestaw kilku lub kilkunastu kosmetyków zamkniętych w jednym opakowaniu. W jej skład wchodzą produkty kolorowe, którymi można wykonać makijaż oczu, ust i twarzy, a zatem: cienie do powiek, szminki, róże do policzków, rozświetlacze i bronzery. Ich liczba i mnogość wariantów kolorystycznych jest uzależniona m.in. od wielkości palety. Oprócz dużych palet (do makijażu całej twarzy) są dostępne mniejsze, zawierające kosmetyki do wykonania make-upu danej jej partii, a więc tylko do oczu, ust lub konturowania. Na przykład w skład zestawu do malowania warg wchodzą szminki i błyszczyki w różnych kolorach i o odmiennym wykończeniu (satynowym, matowym, połyskującym). Zestaw do makijażu oka – paleta cieni marki Zoeva Zwolenniczkom eksperymentów na powiekach warto podarować paletę kilkunastu cieni, która umożliwi kontynuowanie zabawy makijażem, na przykład marki Zoeva, która produkuje wysokiej jakości pędzle do makijażu i kosmetyki kolorowe (koszt zakupu waha się od 49 do 79 zł). Paleta do makijażu oczu tej niemieckiej firmy zawiera 10 cieni do powiek. Wśród palet tej marki dostępnych na Allegro znajdziemy m.in. zestaw cieni o nazwie Naturally Yours z produktami w odcieniach beżu i brązu, które sprawdzą się w codziennym makijażu. Są trwałe i dobrze napigmentowane. Nie osypują się, a ich aplikacja i blendowanie są łatwe. Paniom, które preferują bardziej intensywny makijaż oka, można podarować paletę o nazwie Smoky, w której dominują cienie w takich kolorach, jak szarość, czerń, brąz i fiolet. Inspirację do jej stworzenia stanowiła aura towarzysząca zmierzchowi. Zestaw do makijażu twarzy – paleta modelująca kontur twarzy marki IsaDora Paleta modelująca kontur twarzy marki IsaDora to produkt, w skład którego wchodzą trzy kosmetyki: róż, bronzer i rozświetlacz. Pierwszy z nich ożywia twarz. Nanosimy go na środek policzków. Zadaniem bronzera jest wysmuklenie twarzy i podkreślenie jej rysów. W tym celu należy go nałożyć poniżej linii kości policzkowych, na skrzydełka nosa, a także wzdłuż linii włosów. Z kolei rozświetlacz aplikujemy na środek czoła i powyżej kości policzkowych. Jeśli chcemy wysmuklić nos, warto go nałożyć również na jego szczyt. Koszt zakupu palety Face Sculptor marki IsaDora to niespełna 100 zł (do opakowania jest dołączony pędzel o skośnie ściętym włosiu). Produkty są dostępne w trzech wariantach kolorystycznych: Warm Peach, Cool Pink i Nude. Zestaw do makijażu ust – Paleta marki Rainbow Paleta marki Rainbow zawiera aż 32 pomadki do ust w niemal wszystkich kolorach tęczy (począwszy od odcieni czerwieni, przez róże i pomarańcze, aż po tonację beżową). Koszt zakupu wynosi 29,90 zł. Kosmetyki kolorowe są zamknięte w lekkim i estetycznym etui, które nie zajmuje wiele miejsca. Jak zapewnia producent, są wydajne i wyróżniają się dobrą pigmentacją. Wystarczy jedno pociągnięcie pędzla (pomadki o konsystencji kremowej aplikujemy pędzelkiem do ust w kształcie kociego języka), aby uzyskać pożądany intensywny kolor. Paleta do makijażu oczu, twarzy lub ust to trafiony prezent mikołajkowy dla niemal każdej kobiety. Kolorowych kosmetyków nigdy za wiele...
Palety do makijażu – pomysł na mikołajkowy prezent dla niej
Mycie okien to jedna z najbardziej uciążliwych prac domowych. Na szczęście na rynku nie brakuje akcesoriów, za pomocą których możemy ją sobie odrobinę ułatwić. Jednym z nich jest nowoczesna myjka akumulatorowa. Czy warto się w nią zaopatrzyć? Wszechstronne zastosowanie Myjka akumulatorowa (nazywana niekiedy odkurzaczem) służy przede wszystkim do mycia okien, jednak możemy ją wykorzystać również do innych prac domowych. Sprawdzi się m.in. podczas czyszczenia innych szklanych powierzchni, takich jak blaty stołów, witryny w szafkach oraz lustra. Po zamontowaniu teleskopowego trzonka lub dodatkowych końcówek pomoże nam również uporać się z zabrudzeniami m.in. na wysoko usytuowanych lub trudno dostępnych elementach przeszklonych mebli. Z myjki akumulatorowej chętnie skorzystają także kierowcy, którzy szczególnie w sezonie jesienno-zimowym muszą sobie radzić z nieestetycznymi zaciekami na szybach. Praca z wykorzystaniem tego poręcznego oraz niezwykle lekkiego urządzenia jest znacznie szybsza, wygodniejsza i mniej męcząca, a uzyskany efekt – zdecydowanie lepszy. Nie powoduje ona powstawania zacieków, precyzyjnie usuwa resztki wody ze środkami myjącymi i bez problemu dociera to wszystkich zakamarków. To urządzenie, w które zdecydowanie warto zainwestować. Myjka Kärcher WV 2 Plus. Idealna do mycia okien oraz płaskich powierzchni szklanych, takich jak szyby samochodowe, lustra, witryny oraz kabiny prysznicowe. Wyposażona została w diodę LED, która wskazuje stan naładowania akumulatora, i pojemnik na brudną wodę. Czas pracy na baterii wynosi ok. 25 min. W zestawie również: koncentrat do czyszczenia okien, spryskiwacz z padem z mikrofibry, ssawka o szerokości 28 cm oraz ładowarka. Cena: od 227,45 zł. Myjka Leifheit 51114. Elektryczne zasysanie wody gwarantuje skuteczne mycie bez ściekającej wody i nieestetycznych zacieków. Umożliwia pracę w poziomie, pionie oraz nad głową. Duży wlot ułatwia opróżnianie pojemnika na brudną wodę. Teleskopowa przedłużka dołączona do zestawu ułatwia czyszczenie trudno dostępnych miejsc. Litowo-jonowa bateria umożliwia pracę przez ok. 30 min. Cena: od 179 zł. box:offerCarousel Na co zwrócić uwagę Myjkę akumulatorową obsługuje się zazwyczaj jedną ręką, dlatego powinna być na tyle lekka, by korzystanie z niej nie było męczące. Większość modeli dostępnych na rynku waży ok. kilograma. Trzeba jednak pamiętać, że waga myjki będzie się zwiększała w trakcie pracy, ponieważ zbiera ona wodę do zbiornika znajdującego się na rączce. Kolejnym ważnym czynnikiem decydującym o zakupie jest czas działania baterii, który wynosi średnio 30 min, oraz czas ładowania. Akumulatory w tego typu akcesoriach są stosunkowo niewielkie, a tym samym niezbyt wydajne. Istotny jest również komfort używania myjki, na który składają się m.in.: pojemność oraz sposób opróżniania zbiornika na wodę, profilowanie rączki, dostępność akcesoriów dodatkowych oraz zakres gwarancji. Wyposażenie dodatkowe Aby zakup myjki akumulatorowej opłacał się w 100%, warto wybrać taki model, który wyposażony jest w różnego typu akcesoria dodatkowe. Mogą to być m.in. końcówki ssące do zbierania wody o różnej szerokości, które umożliwią czyszczenie powierzchni o różnym ukształtowaniu i rozmiarze. Niektórzy producenci dołączają do zestawu spryskiwacze z miękką nakładką do mycia oraz przedłużki teleskopowe z kilkustopniową regulacją długości, zwiększające zasięg urządzenia. Myjka akumulatorowa umożliwia sprawne i szybkie mycie okien oraz innych powierzchni szklanych. Pozwala zaoszczędzić nie tylko mnóstwo czasu, ale również energii, którą można wykorzystać w znacznie przyjemniejszy sposób. Jest zdecydowanie warta zakupu i przyda się w każdym domu. Przeczytaj również: Kupujemy mop parowy
Myjka akumulatorowa do okien. Czy warto w nią zainwestować?
Do niedawna byliśmy przekonani, że zabieg eksfoliacji może być przeprowadzany wyłącznie przez doświadczoną kosmetyczkę w profesjonalnym studiu urody. Okazuje się jednak, że dzięki pojawieniu się wielu profesjonalnych kosmetyków, przy wypełnianiu zaleceń dostępnych na ulotce, ten odmładzająco-regenerujący zabieg można zrobić samodzielnie w zaciszu domowym. Oczywiście, jak każdy zabieg kosmetyczny, należy go stosować z rozwagą i umiarem. Jeśli chodzi o kobiece piękno, specjaliści zawsze podkreślają, że mniej znaczy więcej. Czym jest eksfoliacja? Eksfoliacja to zabieg chemicznego złuszczania naskórka kwasami owocowymi AHA, BHA i PHA, czyli peeling polegający na złuszczeniu i usunięciu zrogowaciałej warstwy naskórka. Dlaczego staje się coraz bardziej popularnym zabiegiem? Pozbywamy się w ten sposób martwych komórek naskórka, które nie tylko utrudniają wchłanianie cennych składników odżywczych dostarczanych skórze wraz z kosmetykami, ale także odpowiadają za zmęczony wygląd, widoczne zanieczyszczenia, zmarszczki i przebarwienia. To one blokują prawidłowe wytwarzanie kolagenu i elastyny w skórze właściwej. Usuwając je podczas eksfoliacji, oczyszczamy dogłębnie skórę, przywracając jej młody, świeży i zdrowy wygląd. Przed eksfoliacją Zanim przystąpisz do zabiegu, powinnaś odpowiednio przygotować swoją twarz. Pomoże ci żel przygotowujący do eksfoliacji, który doskonale oczyści skórę. Jest bardzo prosty w użyciu. Wystarczy nanieść niewielką ilość preparatu na wilgotną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Następnie kolistymi ruchami, delikatnie masując, trzeba rozprowadzać go na powierzchni skóry przez ok. 4 minuty. Po upływie wskazanego na ulotce czasu należy zmyć preparat dużą ilością wody. Eksfoliacja box:imagePins box:pin Eksfoliacja kwasem migdałowym ma obecnie najwięcej zwolenniczek. Peeling ten jest wyjątkowo delikatny dla skóry, nie powoduje pieczenia i zaczerwienienia, a poza tym szybko przynosi oczekiwane rezultaty. Jako jedyny z kwasów owocowych nie wykazuje właściwości fotouczulających, co oznacza, że zabieg z jego użyciem można wykonywać również latem czy podczas jesiennych podróży do ciepłych krajów. W ofercie polskiej marki Bielenda, która oferuje całą gamę kosmetyków do przeprowadzania eksfoliacji, znajdziesz preparat: 40 proc. kwas migdałowy + AHA + kwas laktobinowy, który – jak zapewnia producent – odmładza, wygładza, rozjaśnia przebarwienia i zmniejsza zmarszczki. Wśród polskich marek, które oferują swoim klientom preparaty przeznaczone do eksfoliacji, jest również Ziaja. box:offerCarousel Kwasy nakłada się na oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy, szyi i dekoltu za pomocą pędzelka kosmetycznego. Należy przy tym pamiętać, aby omijać okolice oczu. Działanie kwasu z kolei należy zatrzymać neutralizatorem, nanosząc go za pomocą wacików kosmetycznych na okolice objęte zabiegiem. Po rozprowadzeniu zmywamy preparat dużą ilością letniej wody i osuszamy skórę za pomocą chusteczek kosmetycznych. Po eksfoliacji Na zakończenie zabiegu przyda się regenerująco-odżywcza maseczka po eksfoliacji, która łagodzi podrażnienia, koi zaczerwienioną skórę, zmniejsza obrzęk i swędzenie. Zaleca się, aby maskę nakładać grubą warstwą na skórę, a następnie miejsca z preparatem przykryć folią kosmetyczną. Maseczkę zmywamy letnią wodą. Następnie na miejsca objęte zabiegiem tonizujemy, osuszamy i nanosimy krem ochronny SPF 5O. W ofercie wielu producentów znajdziesz gotowe zestawy do eksfoliacji, w których są niezbędne preparaty kosmetyczne i instrukcje potrzebne do prawidłowego przeprowadzenia zabiegu. box:offerCarousel Kto powinien zdecydować się na eksfoliację? Na zabieg peelingu kwasami owocowymi powinien zdecydować się każdy, kto zmaga się z szarą, zmęczoną, wysuszoną, pozbawioną blasku i energii skórą. Jeśli zauważasz liczne zmarszczki, przebarwienia i trądzik, również możesz zdecydować się na zabieg. Wskazaniem do wykonania eksfoliacji są blizny, rogowacenie przymieszkowe i łojotok. Peeling może być wykonywany zarówno w przypadku cery suchej, jak i tłustej oraz mieszanej. Pamiętaj! Jeśli zabieg eksfoliacji będziesz wykonywać po raz pierwszy w domu, warto abyś skonsultowała się ze swoją kosmetyczką lub dermatologiem. Tylko oni znają doskonale twoją skórę i mogą pomóc ci w wyborze odpowiednich kosmetyków pielęgnacyjnych tak, aby twoja skóra była bezpieczna, a efekty wykonanego zabiegu – spektakularne.
Eksfoliacja w domu coraz bardziej modna. Jak przeprowadzić ją prawidłowo?
Platerowane naczynia i sztućce były modne w XIX wieku. I nic dziwnego, ponieważ barwą i blaskiem przypominają szlachetny metal, a kunsztowne wykonanie sprawia, że na pierwszy rzut oka trudno odróżnić przedmiot srebrny od pokrytego tym kruszcem. Platery są to pokryte warstwą srebra metalowe sztućce lub naczynia, które masowo rozpoczęto wytwarzać w XIX wieku. Były one odpowiedzią na zaspokojenie ambicji mieszczan, którzy nie mogli sobie pozwolić na zakup prawdziwych kosztownych sreber. Naczynia platerowane natomiast są tańsze i bardziej praktyczne w jadalni – są lżejsze od srebra i łatwe w pielęgnacji. Historia platernictwa Jak to często bywa, genialne wynalazki powstają przez przypadek. Tak też było z platerami. W 1743 r. angielski rzemieślnik Thomas Boulsover, naprawiając rękojeść noża, przypadkowo połączył ze sobą dwie blachy: miedzianą i srebrną. W efekcie powstał arkusz, który po procesie walcowania przypominał srebro. Wraz z postępem technologicznym połowy XIX wieku (m.in. zamiast walcowania wprowadzono galwanizowanie) koszty produkcji platerów zmniejszały się, ceny malały, a popyt sukcesywnie się zwiększał. Pierwsze platery były pokrywane grubą warstwą srebra. Kiedy się przetarła, spod spodu było widać mosiężną warstwę w kolorze żółtym. Zaczęto więc platerować naczynia z białych metali, czyli miedzi, cynku i niklu Producenci platerów Najpopularniejsze platery pochodzą z polskich i niemieckich fabryk. W Polsce były to m.in. warszawskie fabryki Józefa i Alfonsa Fraget, Romana Plewkiewicza, Zakład Platerniczy Norblinów (tzw. Norblin), w Niemczech natomiast – Württembergische Metallwarenfabrik oraz J.P. Kayser & Sohn. Oznaczenia na platerach Platery sygnowano znakami towarowymi firm i fabryk, często wpisanymi w kwadrat, owal lub okrąg. Obok znaków znajdują się oznaczenia numeryczne informujące o ilości srebra. 90 – oznacza zastosowanie 90 gramów srebra na 24 decymetrach kwadratowych powierzchni wyrobu (zdarzały się też powłoki grubsze, np. 100 czy 150 gramów albo cieńsze – 60, 40, a nawet 20 gramów). I/0 – zastosowano 1 gram srebra na 1 decymetr powierzchni. 0 – przedmiot był srebrzony podwójnie. EP – przedmiot platerowany metodą galwaniczną (oznaczenie na wyrobach niemieckich). OX – przedmiot oksydowany. NS oraz N – tzw. nowe srebro, czyli stop miedzi z niklem oraz cynkiem. Alpacca – stop zastępujący srebro. GALW – przedmiot platerowany metodą galwaniczną (oznaczenie na wyrobach polskich). Jak dbać o platery? Wyroby srebrzone, czyli m.in. platery, z czasem się wycierają. Jeśli przetarcia są duże, trzeba przedmiot oddać do renowacji. Takie naprawy nie są kosztowne w przeciwieństwie do napraw polegających na uzupełnianiu brakujących elementów. Srebro, a więc wyroby platerowane również, ciemnieją pod wpływem dwutlenku siarki zawartego w powietrzu. Aby je oczyścić z powstałego nalotu, można zastosować zarówno specjalne preparaty do czyszczenia srebra, jak i sposoby domowe: zanurzyć w roztworze soli, roztworze sody i octu albo czyścić na sucho popiołem lub pastą do zębów (bez mikrogranulek). Po wyczyszczeniu najlepiej umieścić je w zamkniętej w szafce, a jeszcze lepiej owinąć w bibułkę oraz folię aluminiową i schować. Naczynia platerowane są produkowane również współcześnie. Kontynuatorem tradycji fabryk Frageta i Henneberga, które połączyły się w 1965 r., jest firma Hefra – jedyny polski producent naczyń srebrnych i platerowanych.
Co to są platery?
Każda z nas lubi wyglądać pięknie, a im mniej czasu nam zajmie przygotowanie się do wyjścia, tym lepiej! Biżuteryjne spinki do włosów są wybawieniem dla kobiet, które nie lubią długo stać przy lustrze, a pragną mieć zawsze nienaganną fryzurę. Z ich pomocą możesz wystylizować się na leśną rusałkę, Audrey Hepburn lub studentkę college’u. Pomysłów jest wiele, tylko trzeba z nich skorzystać! Styl i szyk w minutę Nie jesteś typem kobiety, która wstaje rano godzinę wcześniej, by zrobić perfekcyjną fryzurę, a jednak lubisz dobrze wyglądać? Rozwiązanie jest niezwykle proste – postaw na biżuteryjne spinki do włosów! Dzięki nim każde (!) najprostsze uczesanie przemienisz w szykowną fryzurę w mniej niż minutę. Możesz je wykorzystać w pracy, na imprezę, a nawet na swój ślub. Biżuteryjne spinki do włosów występują w wielu różnych wersjach, np. w kształcie: serca, księżyca, nożyczek, kluczy, listków i gałązek. Klasyczne wsuwki mogą być ozdobione diamencikami albo perłami. Fanki natury mogą wpiąć we włosy sztuczny kwiat. Pomysłów i ozdób jest naprawdę wiele, dlatego przedstawiamy proste i szybkie fryzury z wykorzystaniem ozdobnych spinek. Pomysł na fryzury z biżuteryjnymi spinkami do włosów Kucyk Wysoko związany kucyk to jedna z ulubionych fryzur modelek i każdej dziewczyny. Dlaczego? Bo jest prosta i szybka do zrobienia, uratuje cię, gdy zaśpiszy do pracy i nie ma czasu na umycie włosów. W jedną sekundę możesz jej nadać bardziej szykowny charakter. Wystarczy, że w gumkę do włosów wepniesz spinkę w ciekawym kształcie albo ze sztucznym kwiatem. Fryzura godna gwiazdy, a zrobiona w minutę! Kok Kok robimy na dwa sposoby – na czubku głowy lub nisko nad karkiem. Zacznijmy od pierwszej wersji. Wokół koczka możesz stworzyć „wianek” z małych kwiatków lub zainspirować się Audrey Hepburn w Śniadaniu u Tiffany’ego i wpiąć z przodu, na środku koka mały diadem. W kok nad karkiem wepnij kwiatek lub piękną spinkę. Fanki stylu hippie, które lubią czuć się jak rusałki, mogą luźno związać koczek, a z boku głowy wpiąć wsuwki w kształcie listków lub gałązek. Rozpuszczone włosy Pamiętasz trend z lat 90., czyli spinki w okolicach skroni? Warto wykorzystać ten patent, zwłaszcza że wróciła moda na tamte lata. Nawet jeśli nie jesteś grzeczną uczennicą, taka fryzura cię odmłodzi i doda uroku. Poza tym jest praktyczna i sprawi, że włosy nie będą wpadać ci do oczu. Po prostu wepnij ładną spinkę przy twarzy i zostaw rozpuszczone włosy. Upięta góra Kolejny pomysł na fryzurę, gdy włosy nie są pierwszej świeżości, a nie mamy czasu ich umyć. Zazwyczaj najbardziej przetłuszczają się włosy przy twarzy i na czubku głowy, dlatego warto je spiąć. Jeśli jednak nie chcesz znowu robić sobie koka lub kucyka, mamy inne rozwiązanie. Górne pasma zaczesz z tyłu głowy i zepnij biżuteryjną spinką np. w kształcie kokardki lub serca. Włosy rosnące „pod spodem” rozczesz i rozpuść. Prosto i efektownie. Fryzura ślubna Biżuteryjne spinki do włosów można wykorzystać na większe i ważniejsze okazje, np. by stworzyć oryginalną i szykowną fryzurę na ślub. Jeśli nie masz pomysłu na fryzurę, może właśnie ozdobne spinki do włosów cię zainspirują? Mogą urozmaicić zarówno rozpuszczone włosy, jak i kok. W internecie z łatwością znajdziesz mnóstwo inspiracji, jak wykorzystać spinki. W wypadku ślubnej fryzury szczególnie pięknie będą wyglądać wsuwki ozdobione perełkami, w kształcie serca, diademu, kokardki. Jeśli bierzesz ślub latem, możesz wczepić we włosy kwiatowe spinki, które podkreślą letni klimat. Pamiętaj, by pasowały charakterem i kolorem do biżuterii ślubnej oraz sukni. Biżuteryjne spinki do włosów to prosty, tani i jakże efektowny sposób na stworzenie pięknej fryzury. Miej kilka ozdobnych spinek pod ręką, a nawet w najbardziej zabiegany i stresujący dzień będziesz zachwycać swoim wyglądem.
Biżuteryjne spinki do włosów
Osoby, które grają w koszykówkę, powinny doskonalić kozłowanie, podania do zawodników oraz rzuty do kosza. Ci, którzy będą najlepsi w tym sporcie, mają szansę zakwalifikować się do prestiżowej ligi NBA. Draft NBA (wybór zawodników) odbywa się raz w roku. Gra w NBA (National Basketball Association) to marzenie wielu koszykarzy. W tej profesjonalnej amerykańsko-kanadyjskiej lidze grało dotąd 3 Polaków: Cezary Trybański, Maciej Lampe i Marcin Gortat. Podstawy gry w koszykówkę Pierwszy krok do tego, by móc starać się o przyjęcie do NBA to perfekcyjna gra w koszykówkę. Najlepiej doskonalić ją od najmłodszych lat, często ćwicząc i wciąż próbując nowych technik. Aby rozwijać się w tej aktywności, nie trzeba kupować drogiego sprzętu ani ubrań. Wystarczy piłka do koszykówki, spodenki, koszulka, np. z nazwą ulubionej drużyny i dobrze amortyzujące obuwie. Buty koszykarskie powinny zakrywać kostkę. Najważniejsze umiejętności młodego gracza to kozłowanie piłki, jej podanie oraz rzut do kosza. Kozłowanie jest niezbędne do tego, by móc poruszać się po boisku z piłką. Należy nauczyć się tej umiejętności oburącz. Po opanowaniu jej w miejscu, można urozmaicić ćwiczenia, rozpoczynając od marszu, biegu i kozłowania ze zmianą kierunku. Podanie piłki to kolejny niezwykle istotny element gry w koszykówkę. Podczas meczu korzysta się z niego wielokrotnie. Istnieje kilka rodzajów podań: * sprzed klatki piersiowej, kiedy piłka leci poziomo wprost do zawodnika, * podanie kozłem, wykonywane także sprzed klatki piersiowej po mocnym odbiciu piłki od parkietu; powinna ona trafić prosto do rąk zawodnika; * podanie piłki znad głowy oburącz, które powinno zostać wykonane precyzyjnie i bez wahania; to ważne, ponieważ podczas podania może dojść do przechwycenia piłki przez obrońców, * podania zza pleców, * jedną ręką, tzw. hakiem (gdy trzeba podać piłkę na dużą odległość). Ostatnią ważną umiejętnością gracza jest rzut do kosza, która odpowiada za zdobywanie punktów przez drużynę. Należy je ćwiczyć codziennie, pod różnymi kątami i z różnych odległości. Draft NBA- kwalifikacje Do NBA najłatwiej dostać się Amerykanom, ponieważ gra w lidze wymaga mnóstwa zaangażowania, determinacji i natychmiastowego dostosowania się do zasad panujących w drużynie. Osoby mieszkające w Stanach lub Kanadzie nie muszą przechodzić okresu aklimatyzacyjnego, jak Europejczycy żyjący w innej strefie czasowej. Dobrze orientują się też w amerykańskich realiach i są przyzwyczajeni do systemu szkolenia, który jest stosowany na tym obszarze. Charakteryzuje się on m.in. wywieraniem dużej presji na zawodników. Draft (wybór) NBA, czyli proces mający na celu pozyskać zawodników do ligi NBA, odbywa się co roku. Każdy zawodnik z USA, który bierze w nim udział musi mieć ukończone 19 lat. Amerykanie mają obowiązek spędzić minimum rok w college, szkole wyższej bądź na uniwersytecie. Tzw. międzynarodowi zawodnicy powinni być w wieku 22 lat lub wyższym. Draft składa się z 2 rund. Jedna drużyna z ligi NBA może wybrać jedną osobę w rundzie. Każdy z zespołów ma numer, z którym wybiera kandydatów w ramach losowania. Używa się do niego 14 piłeczek pingpongowych, z których wybierane są 4. Po upływie miesiąca odbywa się właściwy draft wraz z ceremonią. W jej trakcie ogłaszane są nazwiska wybranych zawodników, rozpoczynając od numeru 1. Każda z drużyn ma prawo zrezygnować z wyboru lub zaproponować zmianę. Draftujący zespół przez rok ma prawo negocjować i podpisać kontrakt z zawodnikiem, jeśli zgłosi taką chęć do 15. lipca. Wszelkie reguły dotyczące procesu kwalifikacji są opisane w umowie zbiorowej z 2005 r. (tzw. CBA). Zawodnicy, którzy mają najlepsze wyniki mogą zagrać w słynnym Meczu Gwiazd NBA.
Mecz Gwiazd NBA: jak zacząć grać w koszykówkę i w jaki sposób można zakwalifikować się do NBA?
Do niedawna router był kojarzony z dostępem do Internetu za pośrednictwem sieci kablowej lub operatora telekomunikacyjnego. Konieczne było zasilanie z gniazdka elektrycznego. Teraz sytuacja mocno się zmieniła. Można kupić zewnętrzny router zwany hotspotem, który można zabrać dosłownie wszędzie. Przenośny hotspot to idealna propozycja dla osób, które często podróżują i zabierają ze sobą kilka urządzeń. Potrzebują w każdej chwili utworzyć i udostępnić sieć Wi-Fi. Wtedy hotspot jest rozwiązaniem idealnym. To także obowiązkowy gadżet dla wieloletniej rodziny, która wybiera się na wakacje. D-LINK DWR-932 Marki D-Link nie trzeba przedstawiać, ponieważ od lat jest widoczna na rynku sprzętu sieciowego. Ich doświadczenie pozwala oferować ciekawe urządzenia w niskich cenach. Takim przykładem jest D-LINK DWR-932, który umożliwia połączenie się z siecią 4G LTE. Modem współpracuje z każdym systemem operacyjnym, a dodatkowo jest kompatybilny z Wi-Fi 802.11n/g/b. Wbudowany port microUSB pozwala także na ładowanie zewnętrznych urządzeń. Oczywiście utworzona sieć bezprzewodowa jest bezpieczna, ponieważ dostępne jest szyfrowanie WPA/WPA2 oraz przycisk Wi-Fi Protected Setup (WPS) do szybkiego parowania urządzeń z routerem. Akumulator pozwala na 4 godziny pracy bez ładowania. box:offerCarousel Huawei E5573 Kolejny ciekawy mobilny router, zwany hotspotem, który nie kosztuje dużych pieniędzy, a oferuje dobrą funkcjonalność. Przede wszystkim umożliwia zamontowanie karty SIM i połączenie się ze stacją bazową (w technologii LTE), by następnie udostępnić sieć Wi-Fi dla innych urządzeń. Maksymalna prędkość transmisji danych wynosi 150Mb/s. Obsługiwane standardy Wi-Fi to 802.11b/g/n 2.4GHz, 5.0GHz, 2x2 MIMO. Akumulator o pojemności 1500 mAh umożliwia około 6 godzin pracy. Huawei E5573 ma także wbudowany repeater Wi-Fi, który przełączy płatny Internet od operatora na darmowe Wi-Fi. box:offerCarousel Huawei E3372 W porównaniu do wszystkich innych modeli wymienionych w zestawieniu ten sprzęt wyróżnia się zdecydowanie inną konstrukcją. Jest to typowy stick (podobny do pendrive’a), który można podłączyć do laptopa. Trzeba jednak pamiętać, aby pomyśleć o jakimś przedłużeniu za pomocą kabla USB, ponieważ jeśli wepniemy go bezpośrednio w port, to łatwo go złamać (uszkodzić). Huawei E3372 oferuje pobieranie danych do 150 Mb/s, a wysyłanie do 50 Mb/s. Urządzenie umożliwia podłączenie dwóch anten zewnętrznych. box:offerCarousel TP-Link M7350 Jest to jeden z najpopularniejszych mobilnych routerów, zwanych hotspotem, który obecnie można kupić. Cechuje się dobrym stosunkiem ceny do funkcjonalności. Urządzenie TP-Link M7350 współpracuje z siecią LTE, co dla użytkownika jest bardzo dobrą wiadomością. Sieć Wi-Fi można stworzyć w dwóch pasmach (2,4GHz lub 5GHz). Maksymalna prędkość pobierania danych wynosi 150Mb/s, a wysyłania do 50Mb/s. Hotspot pozwala na obsługę do 10 połączeń bezprzewodowych jednocześnie. Wszystkie informacje o aktualnym trybie pracy sprzętu widnieją na ekranie. Akumulator o pojemności 2000 mAh pozwala na 8 godzin pracy. W konstrukcji znajduję się także slot microSD o pojemności 32 GB. box:offerCarousel Hotspoty z 3G Obecnie na rynku są jeszcze modele hotspotów wyposażonych tylko i wyłącznie w modem 3G. Taki wybór zdecydowanie odradzam z dwóch powodów. Urządzenia z LTE nie są już tak drogie, a po drugie 3G oferują znacznie, ale to znacznie wolniejszy transfer niż 4G.
Przenośny hotspot na wyjazd
Jeżdżąc na co dzień samochodem, możemy spotkać się z przeróżnymi warunkami atmosferycznymi. Pogoda w Polsce jest na tyle kapryśna, że warto zaznajomić się z zasadami i radami, które pozwolą nam czuć się pewnie oraz bezpiecznie, nawet gdy za oknami gęsta mgła. Mgła jest na tyle zdradliwa i niebezpieczna, że ogranicza nam w dużym stopniu jeden z najpotrzebniejszych w jeździe samochodem zmysłów – wzrok. Daje złudzenie wolnej jazdy, a nagle wyłaniające się z jej zasłony przeszkody mogą bardzo nas zaskoczyć. Przygotowanie auta do jazdy we mgle – światła i wycieraczki O dobry stan i kondycję naszego samochodu powinniśmy dbać na co dzień. Być przygotowanym na każde warunki, nawet te najtrudniejsze. Niesprawne elementy techniczne mogą zagrozić bezpieczeństwu naszemu oraz innych uczestników drogi. W wyposażeniu obowiązkowym każdego auta znajdują się światła przeciwmgielneprzednie oraz przynajmniej jedno światło przeciwmgielne tylne. Przepisy prawa drogowego nie nakładają na nas obowiązku ich używania, a jedynie dopuszczają ich użytkowanie w warunkach ograniczonej widoczności. Warto z nich korzystać, ponieważ technologia ich budowy została opracowana specjalnie na potrzeby nieprzejrzystej, wilgotnej pogody. Są położone dość nisko, aby ich światło nie odbijało się w cząsteczkach wody unoszących się w powietrzu, a jak najbardziej rozświetlało drogę, po której się poruszamy. Mglista pogoda charakteryzuje się dużą wilgotnością niemal zawieszoną w powietrzu. Woda ta ma tendencje do osiadania na przedmiotach w ruchu, tak więc również na naszym samochodzie. Aby nie dać się zaskoczyć, powinniśmy mieć wycieraczkizawsze w dobrym stanie. Kontrolujmy zużycie piór. Sprawdzajmy, czy dobrze zbierają wodę i nie pozostawiają smug. W takich warunkach widoczność jest bardzo ważna, a ograniczona dodatkowo przez mokrą szybę może prowadzić do niebezpieczeństwa. W warunkach miejskich, ale nie tylko, przyda się również płyn do spryskiwaczy. Woda w powietrzu miesza się z zawartym w nim pyłem, dymem oraz zanieczyszczeniami, które mogą osiąść na szybie, po prostu ją brudząc. Podczas takiej jazdy zwykle kilka razy będziemy przemywać szybę, więc warto mieć płynu pod dostatkiem. Technika jazdy we mgle Najskuteczniejszą techniką jazdy we mgle jest stała obserwacja znaków drogowych poziomych, czyli po prostu linii namalowanych na drodze. Mgła zwykle przy samej ziemi jest trochę rzadsza, dzięki czemu bez trudu pozostaniemy na swoim pasie. Pamiętajmy, że ciągłe linie oznaczają zakaz ich przekraczania, może to wskazywać, że zbliżamy się do zakrętu, wysepki czy skrzyżowania. Także wyprzedzanie we mgle jest bardzo wymagającym manewrem. Kodeks drogowy zaleca używanie podczas wymijania krótkich sygnałów dźwiękowych za pomocą klaksonu, w celu ostrzeżenia innych uczestników drogi o naszym zbliżaniu się. W praktyce jest to przepis dość zapomniany i takie postępowanie może zaskoczyć innych kierowców. Zachowajmy więc należytą ostrożność, a jeśli nie jest to konieczne, unikajmy wyprzedzania. Mgła jest bardzo złudna. Podczas jazdy występuje u nas wrażenie zwolnienia tępa. Gdy nie widzimy przesuwającego się dookoła krajobrazu, możemy odnosić wrażenie, jakbyśmy byli w miejscu. Jest to bardzo niebezpieczne zjawisko, dlatego warto stale kontrolować prędkość za pomocą licznika. Dostosowanie jej do warunków to kolejny stopień do bezpiecznej jazdy. Pamiętajmy, aby zachować odpowiedni odstęp od pojazdów poprzedzających nas. Często „przyczepiamy się” do auta z przodu, które niemal nas prowadzi, jednak w momencie nagłego hamowania możemy nie mieć wystarczająco dużo miejsca na zatrzymanie. Bardzo ważny podczas mgły okazuje się nasz słuch. Szczególnie jeśli przyjdzie nam przejechać przez niestrzeżony przejazd kolejowy. Czasem lepiej zatrzymać się, zgasić silnik i nasłuchiwać. Nadjeżdżający pociąg daje o sobie znać bardzo cichymi dźwiękami na trakcji oraz szynach. Warto poświęcić nabraniu pewności chwilę, ponieważ rozpędzony skład potrafi pojawić się nagle. Jazda we mgle nie należy do najłatwiejszych i początkujący kierowcy mogą mieć z nią problemy. Poruszając się jednak po drogach w naszym położeniu geograficznym, musimy być przygotowani na wystąpienie przeróżnych zjawisk. Mgła należy do najbardziej zdradliwych i niebezpiecznych. Zachowując jednak wyostrzone zmysły i najwyższą ostrożność, nie mamy się czym martwić.
Jak jeździć we mgle?
Galaxy Tab S3 to topowy tablet Samsunga. Urządzenie ma nową, szklaną obudowę, procesor Snapdragon 820, 4 GB RAM-u, ekran Super AMOLED o przekątnej 9,7 cala oraz piórko S Pen. Specyfikacja Samsung Galaxy Tab S3 wyświetlacz: 9,7 cala, Super AMOLED (proporcje ekranu 4:3), HDR, 2048 x 1536 pikseli; Gorilla Glass 4 chipset: Qualcomm MSM8996 Snapdragon 820 (2x 2,15 GHz + 2x 1,6 GHz Kryo) grafika: Adreno 530 RAM: 4 GB pamięć: 32 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: nano łączność: LTE, Wi-Fi 802.11ac (2,4 + 5 GHz), Wi-Fi Direct, Bluetooth 4.2 z aptX i LE, GPS z A-GPS i GLONASS system operacyjny: Android 7.0 Nougat aparat główny: 13 Mpix, f/1,9, 27 mm, LED, autofocus, nagrywanie wideo w rozdzielczości 2160p/30 fps lub 1080p/60 fps aparat przedni: 5 Mpix, f/2,2, nagrywanie wideo w rozdzielczości 1080p funkcje: czytnik linii papilarnych, USB typu C (3.1), szybkie ładowanie, piórko S Pen czujniki: akcelerometr, żyroskop, światła, kompas bateria: 6000 mAh wymiary: 237,3 x 169 x 6 mm masa: 434 g (wersja LTE), 429 g (wersja Wi-Fi) Konstrukcja Design urządzenia robi wrażenie – Tab S3 to szklano-metalowa konstrukcja o grubości zaledwie 6 mm, i to bez odstającego aparatu. Urządzenie przypomina więc ekstremalnie powiększony smartfon Galaxy S7 (videotest), choć nie ma zaoblonego szkła. Wykonanie tabletu jest znakomite, jakość użytych materiałów topowa, a spasowanie elementów wzorowe. box:imageShowcase box:imageShowcase Ekran zabezpiecza tafla szkła Gorilla Glass 4, został on również otoczony 9-milimetrowymi ramkami przy dłuższych krawędziach oraz około 18-milimetrowymi przy krótszych. Pod spodem znalazły się dwa przyciski nawigacyjne, dotykowe i podświetlone, pomiędzy którymi ulokowano odstający przycisk główny, zintegrowany z czytnikiem palca. Nad ekranem, oprócz logo Samsunga, dostrzec można niewielki obiektyw przedniej kamery oraz czujniki. Więcej dzieje się na cienkich krawędziach – cztery głośniki rozłożono po dwa na każdym krótszym boku. Na dole, pomiędzy nimi są dwa gniazda – USB typu C (3.1) oraz wyjście słuchawkowe 3,5 mm. Z prawej strony, w górnej części zamontowano przyciski włącznika oraz regulacji głośności. Pośrodku krawędzi znajduje się tacka czytników: karty microSD oraz, w wersji z modemem LTE, nanoSIM. Obok wspomnianej tacki widoczne są mikrofony. Na lewym boku widać magnetyczne gniazdo do podłączenia klawiatury, której niestety brak w zestawie sprzedażowym. box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase Szklane plecy (również chronione przez Gorilla Glass 4) są ozdobione przez logo producenta oraz logo AKG – warstwa audio została bowiem opracowana we współpracy z austriacką marką. Obiektyw aparatu z diodą doświetlającą trafił prawie na sam szczyt, a pierścień zabezpieczający optykę odstaje tylko minimalnie. Do tabletu dołączane jest piórko S Pen – spłaszczone, ogumowane, z jednym przyciskiem oraz zawieszką. W komplecie otrzymuje się kilka zapasowych rysików oraz narzędzie do ich wymiany. box:imageShowcase box:imageShowcase Ergonomia i użytkowanie Obudowa prezentuje się świetnie, ale także... przeraża. To jednak duża tafla szkła, co prawda, mocnego, ale lepiej uważać, by urządzenia nie upuścić. Tab S3 jest też dość ciężki. Mimo że waży grubo poniżej 0,5 kg, to nadal czuć go w ręku i przy dłuższym użytkowaniu może zmęczyć dłonie. Należy też przygotować się na to, że widocznych smug i odcisków palców na obudowie nie da się uniknąć. Opisywany tablet przyjemnie trzyma się w dłoni – cienka obudowa pozwala wygodnie trzymać urządzenie, ale wąskie ramki przy dłuższych krawędziach nie każdemu przypadną do gustu. Ja musiałem raczej opierać S3 o dłoń, a nie chwytać go za krawędzie, dlatego że mój palec czasami stykał się z ekranem, a co za tym idzie – korzystanie z wyświetlacza innym palcem bywało problematyczne. Tablet nie ignoruje stykających się palców przy krawędziach, tak jak to robią telefony Galaxy S7 Edge, S8 i S8+. Nawigacja nie sprawi problemów, szczególnie jeśli wcześniej miało się do czynienia ze smartfonami Samsunga. Przyciski na boku lekko odstają i, jak zwykle, pracują wzorowo – klik jest sprężysty i odpowiednio głęboki. Klawisz Home również spisuje się jak należy, a wbudowany czytnik palca działa bardzo dobrze – jest aktywny, wystarczy przyłożyć palec, by zaczął działać. Skanowanie przebiega szybko, ale zdarzają się pomyłki. Dotykowe przyciski nawigacyjne są podświetlone na biało, światło jest mocne, ale czas podświetlenia krótki. Głośniki stereo produkcji AKG rozmieszczono po dwa na każdą stronę. Tablet automatycznie konfiguruje stereo przy zmianie z uchwytu horyzontalnego na wertykalny i odwrotnie. Dźwięk jest czysty, bezpośredni, a mocy nie brakuje. Nie można jednak liczyć na niskie tony, nadal słychać, że nagłośnienie znajduje się na krawędziach, a nie na froncie. Rysik jest wygodny w użyciu. Pozwala nawigować po ekranie, nie dotykając go końcówką. Przycisk na nim umieszczony uruchamia w systemie dodatkowe funkcje, a w aplikacjach graficznych działa jak gumka. System ma dodatkową ikonkę ekranową z wygodnymi skrótami, w tym notatkami, opcją rysowania po ekranie, wycinania zrzutów ekranu lub tłumaczenia. Rysik rozróżnia 4096 punktów poziomu nacisku, a opóźnienia są znikome – pisanie lub rysowanie przebiega naturalnie i intuicyjnie, daje czystą satysfakcję. Można opierać się dłonią o ekran, w trakcie korzystania z rysika głośniki emitują przyjemne szuranie ołówka. Wyświetlacz Ekran to już bardzo dobrze znany panel typu Super AMOLED. Rozdzielczość 2048 x 1536 pikseli daje na przekątnej 9,7 cala zagęszczenie równe 264 ppi. Jest ono wystarczające, by czcionki były precyzyjne, a grafika efektowna. Jak na flagowy tablet rozdzielczość i tak jednak mogłaby być wyższa, choćby dlatego, że flagowe smartfony Samsunga przekroczyły już barierę 500 ppi. Jak zwykle w przypadku AMOLED-ów wyświetlacz cechuje idealna czerń, wysoki kontrast i mocno nasycone kolory. Biel prezentuje się naturalnie, jest właściwie lekko żółtawa, ale można to dostosować. Z kątami widzenia nie ma problemu, a i podświetlenia nie zabraknie. Proporcje 4:3 świetnie sprawdzają się przy czytaniu, przeglądaniu Internetu oraz rysowaniu, gorzej jest z wideo w panoramicznym formacie 16:9. Interfejs dotykowy działa bardzo dobrze, a obsługuje 10 punktów dotyku. System operacyjny i wydajność Zaskoczenia nie ma, Android w wersji 7.0 zawiera nakładkę Samsunga w najnowszej wersji wizualnej – górna belka oraz ekran ustawień są uproszczone, czytelne i minimalistyczne. Oprogramowanie jest jednak trochę nie na czasie. Brakuje nowego asystenta Bixby, a lewy pulpit to ponownie agregat newsów Briefing. W pamięci wgrane są dodatkowe aplikacje Samsunga i Microsoftu oraz sklep z ebookami Legimi, a także programy graficzne. System został wzbogacony o wspomniane wcześniej opcje rysika. Zastosowany układ budzi wątpliwości. Południowokoreański producent nie zdecydował się na najnowszego Snapdragona 835 – zamontowano starszy model 820, nawet nie wersję poprawioną – 821. Trzeba jednak pamiętać, że układ nadal oferuje bardzo wysoką wydajność, zatem trudno specjalnie narzekać. Urządzenie działa błyskawicznie, aplikacje startują szybko, a obsługa Tab S3 to czysta przyjemność. Do dyspozycji są 4 GB pamięci RAM, co w pełni wystarcza, gorzej jest z pamięcią wbudowaną – 32 GB. Można ją, co prawda, rozszerzyć za pomocą kart microSD, ale wbudowane 64 GB w standardzie byłoby mile widziane. W benchmarkach Galaxy Tab S3 uzyskał 137141 punktów w AnTuTu 6.2.7, 1638 punktów single-core oraz 3998 multi-core w Geekbench 4 oraz 2510 punktów w 3DMark SlingShot Extreme. Bateria Akumulator nie jest duży (6000 mAh), ale czas pracy nie zawodzi. Podczas testów uzyskiwałem do 7 godzin na włączonym ekranie przez 2 dni pracy z aktywnymi Wi-Fi i LTE, więc tabletu można używać intensywnie prawie przez cały dzień, surfując po sieci, oglądając filmy itp. W praktyce, przy rzadszym korzystaniu, po ładowarkę sięga się co kilka dni, a sam proces ładowania jest szybki – trwa około 2 godzin. Multimedia – gry, aparat, audio Wydajność w grach jest znakomita – można pograć we wszystkie tytuły 3D, gry będą działać płynnie, rozrywka jest satysfakcjonująca. Można docenić też rozbudowane tytuły 2D – gry zręcznościowe na takim ekranie robią wrażenie, także te obsługujące wielodotyk dla dwóch osób. Tablet to kiepskie narzędzie do fotografowania, stąd aplikacja aparatu jest uproszczona. Do dyspozycji są tryby: HDR, panorama, zdjęcia 3D, fotografowanie jedzenia oraz profesjonalny (regulacja ekspozycji, ISO w zakresie 100–800, balansu bieli). Do wyboru są także efekty oraz cyfrowy makijaż. Jakość zdjęć z tylnego obiektywu jest bardzo dobra – wrażenie robią ostrość, odzwierciedlenie barw, poprawna ekspozycja i balans bieli. Po przybliżeniu widać wady – miękkość i niską szczegółowość. Czasami zdarzają się nieostre ujęcia, ostrość można stracić także podczas nagrywania wideo. Przedni obiektyw 5 Mpix w dobrych warunkach oświetleniowych zapewnia niezłe selfie i satysfakcjonujące rozmowy wideo. Zdjęcia poniżej. box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase Jakość dźwięku na słuchawkach, podobnie jak na głośnikach, jest bardzo dobra – to brzmienie czyste, przestrzenne i szczegółowe, a także neutralne i uniwersalne. Łączność Nie miałem najmniejszych problemów zarówno z zasięgiem, jak i wydajnością LTE lub Wi-Fi. GPS obsługuje także satelity GLONASS, można zatem liczyć na precyzyjną nawigację. Szkoda jedynie, że Bluetooth nie jest w wersji 5.0 (jak w Galaxy S8), ale przynajmniej obsługuje kodek aptX. Podsumowanie Samsung Galaxy Tab S3 to bardzo dobry tablet, którego właściwie jedyny mankament stanowi cena. Urządzenie jest bardzo drogie, kosztuje około 3300 zł za wersję z LTE i 2900 zł za wariant pozbawiony modemu. Przy takich cenach brakuje tabletowi więcej pamięci wbudowanej, obecności flagowego układu Snapdragon 835, a i rozdzielczość ekranu mogłaby być wyższa. Mile widziana byłaby też klawiatura w zestawie, tymczasem trzeba ją dokupić za ponad 400 zł. Jeśli cena nie gra roli, to opisywany tablet może dać dużo satysfakcji, bo ma wiele atutów. Robi wrażenie wykonaniem, ekranem, wysoką wydajnością, ergonomią i świetnym rysikiem, a można liczyć też na dobry aparat oraz dopracowany system operacyjny. Oferta mimo wszystko i tak prezentuje się korzystnie na tle głównego konkurenta, czyli iPada Pro 9,7 cala, który jest dostępny w tej samej cenie, ale ma gorszy wyświetlacz, nie posiada rysika w zestawie, a jego piórko rozpoznaje o połowę mniej punktów nacisku i wymaga ładowania.
Test tabletu Samsung Galaxy Tab S3 – szklany flagowiec
Szkło dekoracyjne pozwala nie tylko na funkcjonalne, ale również na niebanalne oraz efektowne wykończenie kuchni. Coraz częściej w projektach aranżacyjnych wykorzystuje się płytki i panele szklane, które ożywiają wnętrze i łatwo je utrzymać w czystości. Czy warto w nie inwestować? Szkło na ścianach Szkło na ścianach bez wątpienia jest nowoczesnym rozwiązaniem, dlatego coraz chętniej sięgają po nie architekci wnętrz. Jest ono praktyczne, wielofunkcjonalne, ale też eleganckie i stylowe. Możliwości wykorzystania szkła jest wiele – możemy zabezpieczyć nim przestrzeń nad blatem kuchennym, wykończyć prysznic, stworzyć niebanalną aranżację w salonie. W zależności od potrzeb oraz środków do wyboru mamy szklane płytki (doskonała alternatywa dla glazury ceramicznej), kolorową mozaikę alboefektowne panele. Płytki (dekory, listwy, kafelki) i mozaikę kupimy niemal w każdym kolorze, tworząc jednolite lub wielobarwne zestawienia. Panele można kłaść w różnych konfiguracjach – przezroczyste na pomalowaną wcześniej dowolnym kolorem lub pokrytą tapetą ścianę, z nadrukiem (np. panoramą Nowego Jorku lub pejzażem jesiennym) na monotonną powierzchnię, której nie zamierzamy odnawiać. Innym ciekawym sposobem wykorzystania szkła na ścianie są luksfery, czyli przezroczyste, puste w środku bloczki szklane. Producenci oferują luksfery białe i kolorowe, gładkie i wzorzyste, o różnej grubości i w wielu rozmiarach. Muruje się je (tak jak pustaki czy cegły) za pomocą specjalnej zaprawy o właściwościach elastycznych. Konstrukcja z luksferów z powodzeniem zastępuje klasyczną ścianę działową i wygląda zdecydowanie ciekawiej. Zapewnia również dostęp światła do pomieszczeń, w których nie ma okna – wystarczy wmurować kilka luksferów np. w ścianę między kuchnią a salonem. Płytki, luksfery i panele ze szkła można kupować gotowe lub zamawiać na wymiar, co pozwoli na dopasowanie ich nawet do najbardziej niestandardowych kuchni czy łazienek. Na życzenie klienta wycina się w nich (podczas montażu lub jeszcze u sprzedawcy) otwory, m.in. na gniazdka elektryczne, śruby do zamontowania relingów i inne elementy, które zamierzamy na nich zamontować. Dlaczego warto? Szkło dekoracyjne ma wiele zalet, z których powodu warto rozważyć jego wykorzystanie w aranżacji. Jest gładkie, jednolite, bez wyraźnych łączeń, dzięki czemu prezentuje się nowocześnie i elegancko. To doskonały łącznik między kuchnią a salonem. Łatwo je także utrzymać w czystości – wystarczy zaopatrzyć się w specjalny płyn do mycia szkła. Dodatkowo ułatwia ich konserwację fakt, że nie wymagają stosowania fug, w których często zbiera się brud i pleśń. Szkło jest odporne na wilgoć, wysoką temperaturę, działanie pary wodnej i inne czynniki zewnętrzne. Trudno je zarysować czy uszkodzić (płytki oraz panele szklane są specjalnie zabezpieczane), dlatego sprawdza się w mieszkaniach, w których przebywają dzieci oraz czworonogi. Elementy szklane optycznie powiększają i rozjaśniają przestrzeń, więc warto stosować je w małych i pozbawionych okien pomieszczeniach (np. w ciemnej kuchni, łazience ze względu na oszczędność miejsca połączonej z toaletą). Płytki ze szkła doskonale komponują się z ceramicznymi, dając ogromne możliwości aranżacyjne. To propozycja przede wszystkim dla indywidualistów lubiących nietuzinkowe projekty i dekoracje. Dodatkowe wykorzystanie oświetlenia LED pozwoli na wyeksponowanie szklanej aranżacji, a przy tym stworzenie efektu 3D. Szkło to materiał nowatorski i warto je wykorzystać.
Płytki ścienne ze szkła
Choć kobiety zwykle wzdychają do wysokich panów, ponadstandardowy wzrost wcale nie musi być błogosławieństwem. Wysocy mężczyźni mają zwykle ogromny problem z doborem garderoby współgrającej z ich posturą. O czym warto pamiętać, kompletując strój, aby uniknąć wpadki? Kłopotliwe proporcje Dla panów wyzwaniem jest nie tylko znalezienie ubrań zakrywających nadgarstki i kostki, ale również takich, które zamaskowałyby często zaburzone w ich przypadku proporcje ciała. Dodatkowe centymetry rozkładają się zazwyczaj dość nierównomiernie – tułów bywa wydłużony kosztem stosunkowo krótkich nóg bądź odwrotnie: nogi wydają się niebotycznie długie, podczas gdy korpus sprawia wrażenie skurczonego. Do tego dochodzi problem chudych ramion, ud i łydek, co optycznie wydłuża sylwetkę, nie mówiąc już o tym, że bywa źródłem sporych kompleksów. Zadaniem umiejętnie dobranego stroju jest zharmonizowanie figury, uwydatnienie jej atutów i zatuszowanie mankamentów. Postaw na długie fasony Zasada ta powinna przyświecać mężczyznom zarówno w przypadku T-shirtów i koszul, jak i okryć wierzchnich. Zbyt krótka góra, sięgająca jedynie pasa, sprawi, że sylwetka będzie sprawiać wrażenie dłuższej niż w rzeczywistości. Z podobnych względów należy wystrzegać się wpuszczania ubrań w spodnie. Taki trik na dobre wyjdzie osobom o bardziej korpulentnej budowie ciała. Na korzyść wysokich panów zadziałają koszulki z rękawem do łokcia, najlepiej polówki lub te z okrągłym dekoltem. Jeśli preferujemy koszule, zaopatrzmy się w fasony z podwijanymi rękawami. Wybierając kurtkę, warto zrezygnować z modeli typu bomber. Ściągacze, będące ich znakiem rozpoznawczym, podrywają materiał ku górze, co optycznie kurczy całość. Lepiej postawić na wydłużone fasony, np. parki. Podobną zasadą należy kierować się przy zakupie innych typów okryć wierzchnich – niezależnie od tego, czy będzie to jeansowa katana czy skórzana kurtka, szukajmy krojów sięgających za pośladki. Zagraj spodniami To chyba najmniej problematyczny element garderoby. Obecnie spodnie bardzo często produkowane są z nadwyżką materiału, dzięki czemu wystarczy drobna przeróbka krawiecka, by dostosować je do własnych potrzeb. Panowie o długich nogach dobrze będą się prezentować w biodrówkach, zwłaszcza jeżeli lekko zawiną je na wysokość kostek. Ważna jest także szerokość nogawek. Skinny niepotrzebnie zwrócą uwagę na długie i często chude nogi. Nie popadajmy jednak w skrajność – spodnie typu skate, zwłaszcza z obniżonym krokiem, także nie dodadzą uroku. Najlepszym rozwiązaniem będą modele regularne – dopasowane, ale nieopinające łydek. Rozsądnie dobierz obuwie Pokaźny wzrost często idzie w parze ze sporym rozmiarem stopy. Co zrobić, by buty nie przypominały przysłowiowych kajaków? Przede wszystkim należy unikać uniesionych czubków, które wydłużone obuwie mocno akcentuje. Stopa, zwłaszcza wąska, wydaje się wówczas o kilka rozmiarów większa. Z podobnych względów warto unikać obuwia z niewielkim obszarem sznurowania. Dobrym pomysłem jest natomiast zakup masywnych butów sięgających za kostkę, bowiem wizualnie skracają nogi. Uważaj na kolory Częstym błędem panów o wzroście powyżej 190 cm jest zakładanie ubrań w jednolitym kolorze. Efekt? Jeszcze bardziej wydłużona i wyszczuplona sylwetka. Postawmy na grę różnymi, ale zbliżonymi do siebie barwami, najlepiej pastelowymi, ciepłymi. Wbrew pozorom, warto wykorzystać także wzory i desenie, dzięki którym możemy dodać objętości klatce piersiowej, odwracając jednocześnie uwagę od szczupłych nóg. Najlepszym przyjacielem wysokich mężczyzn są bez wątpienia poziome pasy. Stonowane barwy pozostawmy zaś tam, gdzie chcemy zatuszować dysproporcje, np. na rękawach.
Jak powinien ubierać się wysoki mężczyzna?
Sony XB950N1 to mobilne słuchawki bezprzewodowe z ANC, stworzone dla fanów mocnego basu. Producent obiecuje wysokiej jakości brzmienie, dobrą izolację od odgłosów otoczenia oraz nawet 22 godziny działania. Sprawdziłem, czy obietnice zostały spełnione. Jeszcze niedawno zakup słuchawek z dobrym akumulatorem i ANC wymagał wydatku rzędu 1200–1800 zł. Aktualnie słuchawki za 500–800 zł nierzadko działają prawie dobę na akumulatorze i posiadają skuteczne ANC. Miałem okazję przetestować np. modele Sennheiser HD 4.50BTNC (test) oraz JBL E65BTNC (test), które stanowiły świetną alternatywę dla topowych słuchawek z aktywnym tłumieniem hałasu. Tytułowe Sony MDR-XB950N1 również wpisują się w nurt długo działających słuchawek z ANC, spodobają się szczególnie melomanom gustującym w basowej muzyce. Czy warto wydać na nie 699 zł? Specyfikacja Sony MDR-XB950N1 konstrukcja: wokóluszna, zamknięta interfejs: Bluetooth 4.1 z NFC, aptX, A2DP, AVRCP, HSP, HFP zasięg: do 10 m przetworniki: dynamiczne 40 mm pasmo przenoszenia: 20 Hz–20 kHz czas pracy: do 22 godzin z ANC masa: 290 g (bez kabla) Wyposażenie W zestawie jest solidny woreczek z kieszonką w środku oraz okablowanie. Sony XB950N1 powinny być wyposażone w dwa przewody – słuchawkowy oraz USB do ładowania. Niestety tego drugiego zabrakło w sztuce testowej. Kabel słuchawkowy mierzy 120 cm i jest zakończony wtyczkami 3,5 mm z obu stron, prostą oraz kątową. Wygląd Słuchawki zostały wykonane z tworzyw sztucznych, cechują się nowoczesnym wzornictwem i masywnym kształtem. Tym razem design jest bardziej minimalistyczny niż w innych słuchawkach marki – dominuje jednolity kolor, wykończony matowo i chropowato. W efekcie XB950N1 są dosyć uniwersalne pod względem wizualnym, przynajmniej w wersji czarnej. Testowany model w kolorze zielonym wygląda już nieco bardziej futurystycznie, ale nadal wpada w oko. box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase Muszle słuchawek są okrągłe i tylko w nieznacznym stopniu wypukłe. Interfejs został rozdzielony pomiędzy obie strony – sam w sobie jest rozbudowany. Na prawej muszli znajduje się regulacja głośności, suwak sterowania muzyką, a także czujnik NFC. Na lewą stronę trafiły: włącznik z diodą, przycisk podbicia basu z diodą, złącze microUSB, wejście 3,5 mm oraz przycisk NC z diodą. Obie słuchawki posiadają dodatkowe mikrofony systemu tłumienia i zostały ozdobione logiem marki. Nauszniki są dwukrotnie grubsze niż same muszle słuchawek. Zostały wypełnione pianką pamięciową i zszyte na krawędziach. Pady częściowo osłaniają przetworniki, które zabezpieczone są dodatkowymi siateczkami. box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase Muszle zamocowano na pałąku za pomocą podwójnych widełek, które okalają je w górnej części. Widełki nacięte są w taki sposób, że odsłaniają otwory wzmacniające bas, zabezpieczone metalowymi siateczkami. Widełki pozwalają na składanie słuchawek na płasko oraz łamanie muszli do wnętrza pałąka (jedna na drugą). System regulacji rozmiaru jest rozsuwany i zainstalowany na aluminiowych szynach – oferuje po dziesięć precyzyjnych skoków na stronę. Pałąk został wyklejony od spodu miękką opaską ze sztucznej skóry, samą opaskę wypełniono gąbką. Komfort i obsługa Słuchawki są duże, ale mimo to lekkie. Ergonomia wypada bardzo dobrze, ale trzeba mieć na uwadze, że XB950N1 nie są słuchawkami małymi i dyskretnymi. Muszle oraz pałąk wyraźnie odstają od głowy, szczególnie odznaczają się grube nauszniki. W efekcie słuchawki rzucają się w oczy, a do tego zajmują sporo miejsca w plecaku, nawet złożone i umieszczone w pokrowcu. Większe małżowiny uszne mogą nie zmieścić się wewnątrz wąskich, eliptycznych wcięć w nausznikach, ale nie powinno to sprawiać żadnego problemu. Pady osiadają na głowie niczym poduszki, idealnie neutralizując nacisk konstrukcji. Opaska pałąka również spełnia swoje zadanie i nie uciska czubka głowy, a regulacja rozmiaru powinna wystarczyć dla każdego użytkownika. box:imageShowcase box:imageShowcase Komory przetworników są wentylowane w celu wzmocnienia basu, więc izolacja pasywna nie jest idealna. Z wyłączonym ANC słychać dźwięki otoczenia, które jednak nadal nie przeszkadzają w trakcie odsłuchów. Moim zdaniem ANC warto mieć włączone przez cały czas – funkcja nie pogarsza jakości muzyki, a wbudowane aktywne tłumienie hałasu sprawdza się świetnie, wzorowo eliminuje szum wiatru, hałas wentylatorów lub warkot silników. Po włączeniu funkcji ANC świat zewnętrzny znika, słuchacz pozostaje sam na sam z muzyką. Sterowanie rozwiązano bardzo dobrze – interfejs został rozmieszczony tak, że do wszystkich przycisków wygodnie sięga się kciukami. Regulację głośności łatwo wyczuć, a odskakujący suwak sterowania sprawdza się znakomicie. Przesunięcia suwaka zmieniają utwory, a wciśnięcia odpowiadają za pauzowanie i kontrolę rozmów. Bezproblemowo lokalizuje się włącznik na lewej słuchawce, który jest wklęsły. To samo tyczy się przycisku aktywnego tłumienia (NC), który z kolei jest wypukły. Trochę trudniej jest z przyciskiem podbicia basu o płaskim, ale za to szerokim kształcie, w celu komfortowego korzystania należy zapamiętać gdzie się znajduje. Po kabel USB sięga się rzadko. Słuchawki mogą działać do 22 godzin z włączoną funkcją ANC i do 24 godzin bez ANC. W przypadku transmisji z włączonym kodekiem aptX czas pracy ulegnie skróceniu o około 2 godziny. Oprogramowanie Słuchawki można skonfigurować za pomocą aplikacji Sony Headphones Connect. Oprócz wskaźnika naładowania dostępne są efekty przestrzenne Surround, możliwość dostosowania ilości basu w trybie podbicia niskich tonów, jak również włączenia trybu ANC. Po aplikację warto sięgnąć szczególnie z myślą o regulacji basu w trybie Extra Bass. box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase Brzmienie Producent dotrzymał obietnicy, niskie tony odgrywają pierwszoplanową rolę. Brzmienie słuchawek jest efektowne i rozrywkowe, więc priorytet miała muzykalność, a nie wierność lub analityczny przekaz. Jednocześnie nie wycięto pozostałych pasm, zatem mimo że basu jest dużo, dźwięk pozostaje dosyć bezpośredni. Nie ma jednak wątpliwości, że XB950N1 zostały stworzone do muzyki: trance, dubstep, drum and bass, trip-hop, rap, popularnej itp. Bas jest obfity w średnim i niskim zakresie. Potrafi być masywny i gęsty, a także wibrujący i „tłusty”. Duża dawka niskich tonów nadaje brzmieniu ciepłego charakteru, więc słuchawki są łagodne dla uszu. Bas nie należy do detalicznych ani szybkich – tworzy raczej obły fundament muzyki, powoli się przelewa, ale nadal potrafi zabrzmieć energicznie, czyli mocniej uderzyć lub efektownie pulsować. Ilość niskich tonów można wyregulować w aplikacji, dzięki czemu brzmienie udaje się dopasować do swoich preferencji lub słuchanej muzyki. Podbicie niskich tonów pozwala uzyskać absolutną dominację basu, wtedy słuchawki brzmią jak subwoofer i wręcz drgają na głowie. Możliwe jest także uszczuplenie niskich tonów, jeśli jest ich za dużo, przydatne szczególnie w lżejszej muzyce. Pasmo średnie nie jest totalnie zalane przez bas. Jakimś sposobem producent uzyskał niezłą równowagę – bas wychodzi przed szereg, ale nadal nie tłumi wokali lub instrumentów perkusyjnych. Głosy wokalistów nie są pozycjonowane idealnie z przodu, ale nadal słychać je wyraźnie i można z powodzeniem śledzić teksty piosenek. Czytelne pozostają także gitarowe riffy, więc słuchawki poradzą sobie także z muzyką rockową oraz cięższą metalową, w której zabrzmią odpowiednio masywnie. Wysokie tony zostały tylko nieznacznie przyciemnione, ale wciąż jest ich odpowiednia ilość, by brzmienie było klarowne. Słuchawki nie zabrzmią krystalicznie czysto i jasno, są raczej zagęszczone i klimatyczne. Dzięki temu wysokie tony nie syczą, a muzyka raczej nigdy nie zabrzmi ostro i chudo. Nie można jednak liczyć na wysoką szczegółowość lub wyjątkowo klarowny dźwięk – priorytet miała rozrywka i łagodność. Scena dźwiękowa jest niewielka i dosyć ciasna. To także sprawka basu, który wydaje się wypełniać każdy zakamarek przestrzeni. Słuchawki brzmią głównie w obszarze głowy, chociaż słychać pewien akcent w zakresie stereofonii – niektóre instrumenty wybrzmiewają jakby obok uszu. Separacja instrumentów jest przeciętna – wszystkie dźwięki są blisko siebie i nie ma pomiędzy nimi dużych dystansów. Podsumowanie Jeśli szukasz efektownego brzmienia z basem serwowanym w obfitych dawkach, raczej nie zawiedziesz się na Sony XB950N1. Basu jest pod dostatkiem, ale jeszcze nie tłumi on pozostałych pasm. XB950N1 to też efektowne wizualnie i komfortowe słuchawki, które zapewniają wygodną obsługę i długi czas pracy. Funkcjonalność także zasługuje na pochwałę: nie zabrakło regulowanego podbicia basu, wsparcia dla kodeka aptX oraz aktywnego tłumienia hałasu, które spełnia swoje zadanie, eliminując szum i zgiełk miasta. Szkoda, że scena dźwiękowa nie jest większa, a rozdzielczość dźwięku wyższa. Nie można liczyć na szczegółowe i krystalicznie czyste brzmienie, ale poziom jest i tak satysfakcjonujący. Trzeba pamiętać, że nie są to słuchawki dla użytkowników szukających naturalnego i wiernego dźwięku, lecz raczej ściśle rozrywkowej sygnatury. Jeśli liczy się bas i efektowność, warto wydać 699 zł. W innym wypadku lepiej zwrócić uwagę na Focal Listen Wireless (test) lub Sennheiser HD 4.50BTNC (test). Słuchawki dostępne są także w wersji XB950B1, trochę tańszej, działającej krócej i pozbawionej funkcji aktywnego tłumienia. Zalety: dobre wykonanie; efektowne wzornictwo; bardzo dobra ergonomia; wygodna obsługa; wbudowane ANC; podwójny mechanizm składania; regulowane podbicie basu; długi czas działania; rozrywkowe brzmienie z mocnym i wibrującym basem, ale nadal odpowiednio czytelną średnicą i górą pasma. Wady: duże wymiary; mała scena dźwiękowa; niska szczegółowość; niezbyt uniwersalne brzmienie.
Test Sony MDR-XB950N1 – słuchawki Bluetooth dla miłośników basu
Lato to pora roku, która zachęca nas do „wskoczenia” w lekkie ubrania oraz bikini. Warto więc zadbać o to, aby jeszcze przed wakacjami osiągnąć wspaniałą i nienaganną sylwetkę. Już teraz rozpocznij walkę o płaski brzuch, aby latem cieszyć się wspaniałą rzeźbą. Podpowiadamy, jakie ćwiczenia będą najskuteczniejsze oraz jak szybko pozbyć się nieestetycznej oponki. Czy to możliwe w dwa tygodnie? Niestety, dwa tygodnie to zbyt mało, aby nadrobić kilka miesięcy stosowania nieodpowiedniej diety oraz unikania ćwiczeń. Choć istnieją pewne sposoby na to, aby przyspieszyć odchudzanie brzucha, trzeba pogodzić się z tym, że wzmacnianie mięśni wymaga czasu. Dwa tygodnie to jednak idealny czas na to, by rozpocząć regularne ćwiczenia i nabrać systematyczności. Dobre nawyki pomogą ci uzyskać wspaniałe rezultaty w niedalekiej przyszłości. Dzięki nim późniejsze ćwiczenia będą znacznie łatwiejsze i nie będziesz więcej zmuszać się do znajdowania czasu na treningi. Od czego zacząć? Na początku najlepiej sporządzić plan treningowy uwzględniający rodzaj oraz czas trwania poszczególnych ćwiczeń. Wystarczy około 15-20 minut dziennie – z czasem możesz stopniowo zwiększać liczbę powtórzeń. Jeśli zmagasz się z nadwagą, oprócz treningu siłowego sięgnij także po ćwiczenia, które pomogą ci szybko zrzucić zbędne kilogramy, na przykład trening cardio. Każdą sesję rozpoczynaj od przynajmniej kilkuminutowej rozgrzewki, aby zwiększyć jej skuteczność oraz zapobiec bolesnym kontuzjom. Pamiętaj również, aby zadbać o wygodny strój i matę oraz by zawsze mieć pod ręką butelkę z wodą mineralną. Robimy brzuszki Brzuszki to najpopularniejsze ćwiczenie na brzuch. Ich zaletą jest przede wszystkim to, że można je wykonywać bez żadnego sprzętu, choć warto przy nich wykorzystać różne akcesoria, takie jak ławeczki gimnastyczne, piłki czy ciężarki.Brzuszki powinny być możliwie najbardziej różnorodne, aby zapewnić wszechstronny rozwój wszystkich partii mięśni – rób więc nie tylko proste, ale również skośne i angażujące zarówno dolną, jak i górną część brzucha. Możesz wykonywać je na macie w pozycji leżącej lub na powierzchni pochyłej, aby zwiększyć obciążenie. Warto także użyć obciążników na ręce w postaci ciężarków lub małych butelek z wodą. Inne ćwiczenia Oprócz brzuszków doskonałym ćwiczeniem są nożyce pionowe oraz poziome. Wykonuje się je, leżąc na plecach z rękami ułożonymi wzdłuż ciała i wymachując nogami kilkanaście centymetrów nad ziemią. W tej pozycji możesz również po prostu podnosić i opuszczać wyprostowane nogi. Dobrym ćwiczeniem jest także rowerek oraz standardowa deska. Osobom zapracowanym, które nie są w stanie poświęcić dużej ilości czasu na pracę nad sylwetką, poleca się trening ABS, czyli zestaw bardzo intensywnych ćwiczeń wykonywanych w krótkim czasie. Trwa on zazwyczaj kilkanaście minut i jest niezwykle skuteczny. Ważne jest tutaj to, aby ćwiczenia były wykonywane bez przerw i by angażowały jak największą liczbę mięśni. Zadbaj o dietę Nawet najlepsze ćwiczenia okażą się niewystarczające, jeśli nie będziesz się prawidłowo odżywiać. Aby cieszyć się pięknym brzuchem, koniecznie musisz zmienić swoje nawyki i zacząć stosować dietę – inaczej mięśnie nie będą widoczne spod warstwy zbędnego tłuszczyku. Przede wszystkim unikaj głodówek, które osłabiają organizm i postaw na zbilansowany jadłospis zawierający pięć małych posiłków dziennie. Kontroluj także liczbę spożywanych kalorii i dostosuj ją do rodzaju i intensywności wykonywanych ćwiczeń. Ogranicz także spożywanie soli i cukru, fast foodów oraz dań smażonych. Uważaj także na alkohol, który nie tylko jest bardzo kaloryczny, ale również znacznie spowalnia proces spalania tłuszczu. Zobacz również: Brzuch robi się w kuchni Poznaj kilka sztuczek Czasem wystarczy naprawdę prosty zabieg, aby uzyskać płaski brzuch w zaledwie kilka sekund. Możesz na przykład kupić wyszczuplającą bieliznę lub strój, który odwróci uwagę od kilku zbędnych kilogramów. Świetnie sprawdzą się tutaj pionowe, podłużne wzory oraz wszelkie tkaniny zawierające drobne i wyraziste elementy. Doskonałym wyborem będzie również kolor czarny, który od lat znany jest z tego, że fantastycznie wyszczupla. Staraj się również chodzić w pozycji wyprostowanej, gdyż wówczas będziesz wydawać się lżejszy.
Płaski brzuch w dwa tygodnie
Pogoda coraz bardziej rozpieszcza. Jest to idealna okazja do organizacji pikniku z przyjaciółmi lub rodziną. Kosz ze smacznymi przekąskami już zapakowany, ale jak się ubrać, aby nie zaliczyć modowej wpadki i czuć się komfortowo? Wiosenny piknik to okoliczność, w której liczy się wygoda. Na nic zdadzą się buty na szpilce oraz obcisła sukienka. Te rzeczy zostaw raczej na wieczorną imprezę. Kilka elementów garderoby pozwoli ci stworzyć zestaw, w którym będziesz czuć się swobodnie i dobrze wyglądać. Niezawodne jeansy Każda z nas ma w swojej szafie ulubione jeansy, w których dobrze się czuje. Są wygodne, a w zależności od zestawienia z dodatkami dają look odpowiedni na różne okazje. Również w przypadku pikniku warto je wykorzystać. Stylizację świetnie uzupełni koszula z motywem kwiatowym. Łączka na delikatnym materiale będzie pięknie współgrać z naturalnym otoczeniem. Na stopy załóż wygodne tenisówki. Będą najlepszym wyborem, gdy trzeba będzie dojść na miejsce spotkania. Płócienna torba pomieści akcesoria, które będziesz chciała zabrać ze sobą. Nie przesadzaj z dodatkami. Okulary przeciwsłoneczne oraz zegarek idealnie dopełnią efekt końcowy. Szorty w marynarskim stylu Styl marynarski to wspaniały pomysł na upalne spotkania na zewnątrz. To tak często powracający trend, że można go stosować w każdym sezonie. Jeśli piknik odbywa się nad wodą, tym bardziej nawiąże do otoczenia. Elementami stałymi są kolory: czerwień, biel i granat. Postaw na czerwone szorty oraz załóż sznurkowe sandałki na płaskiej podeszwie. Będzie ci wygodnie i przewiewnie. Na górę załóż koszulkę w paski. Akcentem podkreślającym styl będzie bransoletka z przywieszkami – kotwice i koła sterowe to świetne rozwiązanie. Kapelusz ochroni twoją głowę przed przegrzaniem oraz dopełni stylizację. Sukienka na piknik Piknik i relaks na trawie nie wykluczają możliwości założenia sukienki. Wybierz zwiewny model do kolan w jasnym, pastelowym kolorze, a na pewno zachwycisz swoim wyglądem towarzyszy. Mimo polowych warunków można sobie pozwolić na szczyptę kobiecości. Całość uzupełnij prostym obuwiem. Białe sandałki to strzał w dziesiątkę. Torebka w kształcie koszyka i słomkowy kapelusz i masz gotowy zestaw. Taka stylizacja jest bardzo dziewczęca i romantyczna. Nie należy przesadzać z dodatkami i strojnością, aby uniknąć efektu przebrania. Krótki kombinezon Letnie kombinezony nieśmiało zyskują popularność. Ich zwiewne wersje to idealny sposób na połączenie praktyczności szortów z kobiecością sukienki. Jeśli planujesz aktywnie spędzić czas, ten element garderoby to dobre rozwiązanie. Wybierz model na ramiączkach podkreślający dekolt i nie krępujący ruchów. Na nogi załóż sportowe buty. Być może rozegracie rundę siatkówki albo ringo? W razie niepogody weź ze sobą jeansową kurtkę – świetnie ochroni przed wiatrem. Ten sportowy szyk wykończysz plecakiem, który wygodnie będzie nieść na plecach, a i pomieści niemało. Spódnica na piknik Jeśli spódniczka to ten element garderoby, z którym nie rozstajesz się wiosną, to również na piknik możesz ją założyć. Ważne, żeby nie była zbyt strojna, obcisła. Masz się czuć swobodnie. Sprawdź, czy bez problemu możesz w niej usiąść i dobrze się w niej czujesz. Rozkloszowana, zwiewna spódnica we wzory to świetny wybór. Na górę załóż jednokolorowy top na ramiączkach. Tenisówki nawiązujące kolorem do spódnicy idealnie będą z nią współgrać oraz zapewnią wygodę. Okulary przeciwsłoneczne i niezobowiązująca torebka – jesteś gotowa do wyjścia. Piknik to bardzo przyjemny sposób na spędzanie ciepłych dni. Nawet w mieście można wybrać się do parku, rozłożyć kocyk i delektować się otoczeniem natury. Wybierając się na takie spotkanie, staraj się nie przesadzać z ilością dodatków, postaw na wygodny strój w jasnych kolorach.
Stylizacje na piknik
Szachownica, inaczej nazywana koroną, jest wspaniałą rośliną cebulową, która zdobi nasze ogrody wczesna wiosną. Należy ona do rodziny liliowatych, ale w przeciwieństwie do lilii cieszy oko już w maju. Dlaczego nazwana została szachownicą? Jej nazwa łacińska fritillaria oznacza kubek do gry w kości, co odzwierciedla kształt jej kwiatów. Polska nazwa odnosi się do jedynego gatunku dziko u nas rosnącego, będącego pod ścisłą ochroną – Fritillaria meleagris, czyli szachownicy kostkowatej. Pozostałe zostały sprowadzone z Azji i Ameryki Północnej do Europy w XVI wieku w dwóch odmianach: szachownica cesarska i perska. Dziś trochę o Frittilarii. Szachownica – czym urzeka? Są to niezwykłe byliny cebulowe o przepięknych dzwonkowatych kwiatach, występujących w dużej palecie bar. Mogą to być odmiany zarówno niskie, jak i bardzo okazałe, które pięknie prezentować się będą na eksponowanych miejscach jako pojedyncze rośliny lub eksplozja barw w grupie. Odmiany szachownicy Do czołowych odmian nalezą: wcześniej wspomniana szachownica kostkowata – odmiana o zabarwieniu w kratkę, która przypomina planszę do gry w szachy – stąd właśnie polska nazwa. Jest to roślina dość niska, bo dorastająca do 20–30 cm wysokości. Jej dzwonkowate kwiaty są różowo-fioletowe, z wyraźnie rysującą się ciemnofioletową kratką. Jedyne odmiany, które pozbawione są kratki to odmiana Alba oraz Aphrodite. Szachownica kostkowata kwitnie od kwietnia do maja. Jako że roślina ta występuje u nas w środowisku naturalnym, w odróżnieniu od reszty jej kuzynek, preferuje głównie tereny podmokłe: zarośla, niskie torfowiska, bagna oraz wilgotne łąki. W ogrodzie warto posadzić ją w pobliżu oczek wodnych czy strumyków. szachownica Michajłowskiego – odmiana ta dorastająca do 20 cm wysokości pochodzi z północno-wschodniej Turcji. Cechą charakterystyczną tej odmiany są bordowo-filetowe dzwonkowate kwiaty z żółtą krawędzią, o wspaniałym, piżmowym zapachu. Kwitnie od kwietnia do maja. box:imagePins box:pin szachownica cesarska – inaczej nazywana cesarską koroną, pochodzi z gór Iranu i Turcji. Z dużej cebuli wyrasta pęd: gruby, mięsisty i sztywny, ma on około 100 cm wysokości. Wydłużone liście tej szachownicy rozmieszczone są okółkowo do połowy jej pędu, a na szczycie tworzą pióropusz. Spod niego zwisa od 6 do 8 lub więcej dużych, dzwonkowatych kwiatów, które osiągają nawet 6 cm średnicy. Dostępne są w różnych barwach: od pomarańczowo-ceglastych po piękne żółcie – roślinę tę widać z daleka. Jeśli chodzi o aromat, niestety, szachownica zwyczajnie nieprzyjemnie pachnie, a cebule jej są trujące, ale dzięki temu odstrasza ona gryzonie – podobnie jak czosnki ozdobne. Jej piękne kwiaty podziwiać możemy od kwietnia do maja. Do najpopularniejszych odmian należą: żółta Lutea; czerwona Rubra Maxima; Aurora oraz pomarańczowo-brązowy Orange Brillant. kolejną odmianą jest szachownica perska – pochodzi ona z Azji Mniejszej i Iranu, a jej cechą charakterystyczną są liście spiralnie rozłożone na pędzie. Roślina dorasta do 80 cm wysokości, a na jednym pędzie kwiatów może być od 10 do bagatela 50 sztuk kwiatów. Kolor odmiany też jest wyjątkowy – ciemny fiolet z szarym połyskiem, a środek brązowy. Kwiaty możemy podziwiać w maju. Szczególną uwagę zwraca na siebie odmiana Albia i Ivory Bells. Jak uprawiamy szachownicę? Oprócz szachownicy kostkowatej, która woli stanowiska wilgotne, reszta odmian preferuje stanowiska słoneczne, przepuszczalne i żyzne. Jako że rośliny te są narażone na zagniwanie z powodu zalegającej wody – przy glebie zwięzłej, przed posadzeniem na dno dołka wsypujemy drenażową warstwę drobnego żwirku lub piasku. Koniecznie przed nadejściem zimy należy obłożyć rabaty ściółką, np. liśćmi i gałązkami świerkowymi. Zabezpieczymy cebulki w razie bezśnieżnej i mroźnej zimy. Ukoronowana szachownica powinna mieć zaszczytne miejsce w każdym ogrodzie. Dzięki temu, że dostępna jest w odmianach o różnej docelowej wysokości, może być ona sadzona i jako bylina rabatowa w kompozycji z innymi roślinami, a także jako pojedyncza roślina na wyeksponowanym stanowisku ku zazdrości odwiedzających. Szachownicy mówimy – tak.
Szachownica – niezwykłe rośliny wiosny
Ogrodniczki będą hitem lata 2015. Jak wykorzystać je w stylizacjach ulicznych? Z czym możemy zestawiać ten element garderoby? Dla wszystkich tropicielek trendów mamy świetną wiadomość – ogrodniczki ponownie wracają do mody. To letni hit, który już od kilku lat pojawia się na światowych ulicach. Istnieje wiele odmian tego elementu garderoby. A sposobów na wykorzystywanie ogrodniczek w stylizacji jest jeszcze więcej. W naszym poradniku publikujemy podstawowe informacje na temat tego elementu garderoby. Jak nosić ogrodniczki? Z czym je zestawiać? Co zakładać pod ogrodniczki? Ogrodniczki – skąd się wzięły? Ogrodniczki wywodzą się z estetyki lat 60. i 70., kiedy to kombinezony najróżniejszej maści były jednym z podstawowych elementów garderoby ówczesnych modnisiów. Na fali hippisowskiej kultury ogrodniczki zrobiły niezłą sławę, przechodząc do historii mody. Damskie ogrodniczki pojawiły się również w latach 90., wprowadzając nutkę nonszalancji do tej jakże kiczowatej dekady. Ogrodniczki są typowo ulicznym elementem ubioru, który świetnie się sprawdza ze sportową odzieżą. Najczęściej na rynku spotkamy jeansowe lub tekstylne ogrodniczki. Pod względem długości nogawki mogą być krótkie (typu szorty) lub długie. Z reguły powinny być wystarczająco luźne, by fason nie krępował naszych ruchów. Jak dopasować ogrodniczki do stylizacji? Ogrodniczki to jeden element łączący w sobie dół oraz górę, więc możliwości stylizacyjne są dość skromne. Do tego typu ubrania koniecznie musimy dobrać odpowiednie obuwie. Najczęściej styliści zalecają dobrać sneakersy na platformie lub trampki na lekkim podwyższeniu. Niektóre gwiazdy udowodniły, że ogrodniczki mogą także nadawać się do eleganckiej stylizacji. Katie Holmes czy Helena Christensen uwielbiają zakładać zwykły jeansowy kombinezon w połączeniu z flanelową koszulą, klasycznym trenczem oraz eleganckimi balerinkami. Ogrodniczki idealnie sprawdzą się także w typowo ulicznych, casualowych klimatach. Możemy założyć pod spód np. biały T-shirt, tank-top lub niezobowiązującą koszulę. Świetnym pomysłem może być także jednolita bluza z kapturem. Jak nosić ogrodniczki? Istnieje wiele ciekawych sposobów na noszenie ogrodniczek. Po pierwsze, górne guziki podtrzymujące dół. Jeden z nich może być rozpięty, a jedna z szelek może seksownie zwisać na plecach. Kolejna rzecz to podwinięte nogawki. Szczególnie letnią porą jest to bezapelacyjnie hit wśród ulicznych strojów. Taka stylizacja będzie najlepiej się sprawdzać w przypadku typowo sportowych looków. Tymczasem, jeśli zakładamy ogrodniczki z szortami (czyli krótkimi nogawkami), za wszelkie skarby trzeba unikać pończoch, założenie których byłoby jedną, wielką wpadką. Warto także uważać na ogrodniczki z kieszeniami w okolicach brzucha – mogą go uwydatnić i spowodować, że sylwetka będzie wyglądać ciężko. Ogrodniczki ponownie będą wiosenno-letnim hitem. Ten element garderoby wywodzący się z estetyki lat 60. można wykorzystać na wiele sposobów w stylizacji zarówno eleganckiej, jak i sportowej. Należy jednak pamiętać, by odpowiednio dobrać pozostałe części looku, by wszystko było spójne i zgodne z naszą wizją.
Ogrodniczki ponownie na topie – jak je nosić?
Sezon biwakowy to doskonała okazja do wyczyszczenia lub odświeżenia namiotu, który posłuży nam podczas wakacyjnych wojaży. Jak się do tego zabrać? Jakie preparaty będą nam potrzebne? Pranie namiotu Materiał, z którego produkuje się namioty, wymaga szczególnej uwagi. Możemy go prać wyłącznie ręcznie, wykorzystując przeznaczone do tego profesjonalne preparaty. Tradycyjne środki piorące przeznaczone do domowych tekstyliów mogą naruszyć strukturę tkaniny, pozbawiając ją właściwości wodoodpornych i uszkadzając włókna. Źle czyszczony namiot może się zatem stać bezużyteczny. Jeżeli nie mamy pod ręką odpowiednich preparatów, zastąpmy je wodą z dodatkiem szarego mydła. Uprany namiot najlepiej jest wysuszyć na świeżym powietrzu, unikając miejsc narażonych na intensywne działanie promieni słonecznych. Mydło Dr. Beckmann. Ekologiczne niemieckie mydełko do usuwania z tekstyliów, dywanów oraz tapicerki uporczywych plam, m.in. z trawy, błota, oleju, krwi i tuszu. Nie zawiera barwników, substancji zapachowych ani konserwantów. Sposób użycia: tkaninę zwilżamy wodą, a plamę nacieramy mydłem i pozostawiamy na kilka minut. Po tym czasie powstałą pianę zmywamy i wycieramy szmatką. Gramatura: 100 g. Cena: od 4,49 zł. box:offerCarousel Odświeżanie namiotu Plamy należy usuwać z powierzchni namiotu natychmiast, używając szczotki o miękkim włosiu, gąbki lub ściereczki oraz czystej wody. Trzeba szorować materiał niezbyt mocno, ponieważ łatwo go uszkodzić. Wnętrze namiotu powinniśmy natomiast regularnie odkurzać lub zamiatać. Jest to ważne nie tylko ze względów estetycznych, ale także dlatego, że kamyki czy gałązki mogą uszkodzić tkaninę. Uwagę należy zwrócić również na suwaki. Wymagają czyszczenia szczoteczką, co pomaga usunąć spomiędzy ząbków drobiny piasku, oraz oliwienia. Wykonując co jakiś czas te proste czynności, znacząco wydłużymy żywotność zamków. Konserwacja namiotu Namiot należy co jakiś czas – najlepiej po każdym praniu – impregnować. Zadaniem impregnatu jest ochrona wodoodpornej powłoki materiału i zabezpieczenie przed działaniem promieni słonecznych. Najwygodniejsze do nałożenia są impregnaty sprzedawane w formie aerozolu, np. Mountval Helmet Clean & Fresh lub Nikwax Tent & Gear Solarproof. Powinniśmy również sprawdzić, czy w namiocie nie pojawiła się pleśń lub grzyby. W sklepach turystycznych znajdziemy preparaty zapobiegające rozwojowi szkodliwych mikroorganizmów. Co jeszcze warto wiedzieć? Namiot należy dokładnie wyczyścić zarówno przed wyprawą, jak i po powrocie do domu. Ściereczką z mikrofibry usuwamy kurz i upewniamy się, że wszystkie elementy są sprawne, a na powierzchni materiału nie pojawiły się przetarcia. Niezwykle istotne jest to, aby namiot dokładnie wysuszyć przed złożeniem – najlepiej na powietrzu lub przy użyciu papierowych ręczników. Jeżeli nie jest to możliwe, należy go jak najszybciej przenieść w nowe miejsce i natychmiast rozłożyć, rozpoczynając suszenie. Jeżeli materiał będzie wilgotny, namiot może zacząć gnić i stanie się bezużyteczny. W domu warto przechowywać go w dobrze wentylowanym pomieszczeniu, najlepiej bez pokrowca, np. luźno złożony na półce. Ściereczka Vileda. Ściereczka do usuwania kurzu i innych zanieczyszczeń. Można jej używać zarówno na mokro, jak i na sucho. Dzięki właściwościom elektrostatycznym nie wzbija drobinek kurzu w powietrze. Jest o 40% bardziej wydajna od tradycyjnych ściereczek. Rozmiar: 30 cm × 40 cm. W opakowaniu znajduje się 1 sztuka. Cena: od 5,99 zł. Regularne czyszczenie i konserwowanie namiotu znacznie wydłuży jego żywotność. Warto o tym pamiętać, jeżeli nie chcemy wymieniać sprzętu każdego sezonu.
Jak czyścić i konserwować namiot?
Każde dziecko marzy o własnym pokoju. Co zrobić w przypadku, gdy nie jest to możliwe? Walki rodzeństwa o pokój to częste zmartwienie wielu rodziców. Mimo to wiele rodzin nie może pozwolić sobie na tak duże mieszkania, aby każde dziecko miało osobny kąt. Jak zaaranżować przestrzeń dla dzieci tak, aby każde mogło znaleźć swoje miejsce? Dzieci często nie rozumieją, dlaczego każde z nich nie może mieć osobnego pokoju. Pokaż im, że możesz świetnie zaaranżować wspólną przestrzeń tak, aby pokochały ją i nie chciały zamienić jej na nic innego. Udowodnij, że można połączyć pasje dzieci nawet w różnym wieku, aranżując wspólny pokój, w którym każde znajdzie coś dla siebie. Przedstawiamy kilka prostych sposobów na stylowe połączenia i funkcjonalizm. Meble Na rynku dostępne są meble, które pozwalają na przechowywanie rzeczy każdego dziecka, a jednocześnie dzielą przestrzeń, tworząc strefy. Idealnie sprawdzą się tu łóżka piętrowe, które są praktyczne w niewielkich pokojach. W przypadku maluchów takie rozwiązanie pozwoli zaoszczędzić bardzo dużo przestrzeni i przeznaczyć ją np. na miejsce do zabawy. W małych, ciasnych pokojach wybierz jasny kolor mebli – to powiększy optycznie pomieszczenie. Poza tym biel to dobry kolor dla dzieci, nie przytłacza, a rozjaśnia pokój. Idealne barwy dla dzieci to również pastelowe odcienie – miętowy, błękitny, seledynowy, różowy.Im dziecko jest większe, tym gromadzi więcej przedmiotów, na które trzeba znaleźć odpowiednie miejsce. W związku z tym warto pomyśleć o szafie i mniejszych szafkach, w których dzieci będą mogły trzymać ubrania, zabawki, książki oraz inne potrzebne im elementy. Zastanów się nad dużą, podwójną szafą na ubrania, w której bez problemu pomieścisz rzeczy obu pociech. Bez względu na to, czy masz dwie dziewczynki, dwóch chłopców, czy dziewczynkę i chłopca – każde z nich będzie miało swoją część w szafie, w której będzie miejsce na przechowywanie ubrań. Strefa do zabawy W przypadku kilkuletnich maluchów warto pomyśleć o specjalnym kąciku do zabawy. Dla małych dzieci jest to bardzo ważny aspekt życia, dlatego trzeba stworzyć im jak najlepsze warunki do gier, budowania zamków z kloców, rysowania itp. Początkowo wystarczy niewielki kolorowy stoliczek dostosowany do wzrostu dziecka oraz dwa krzesełka dla rodzeństwa, aby każde z nich mogło swobodne się bawić. Blat powinien być na tyle duży, aby spokojnie wystarczył dla dwójki dzieci. Przestrzeń do nauki Jeśli dzieci są starsze, stolik można zastąpić biurkami łączonymi, aby każde z rodzeństwa miało przestrzeń do nauki i odrabiania prac domowych. Biurka najlepiej ustawić pod oknem, aby dzieci miały duży dostęp do światła naturalnego. Światło słoneczne powinno padać w przeciwną stronę ręki, którą dziecko pisze. W przeciwnym razie, gdy dziecko odrabia lekcje przy sztucznym świetle w ciemnej części pokoju, narażone jest na szybsze nabycie wady wzroku. Ważne jest, aby biurka miały odpowiednią ilość szafek, w których można przechowywać książki i szkolne przybory. Dodatki Jeśli masz małe dzieci, pamiętaj, aby fronty szuflad pozbawione były wystających uchwytów, które mogą narazić dziecko na dodatkowe urazy. Jeśli twoje dziecko ma ulubione postaci z bajek, pozwól mu poczuć się w swoim pokoju jak w prawdziwym świecie zabaw. Pomyśl o dużym motywie z bajki na głównej ścianie. Jeśli dzieci lubią inne bajki, możesz podzielić ścianę na dwie części i na każdej z nich przykleić inną naklejkę. Pod łóżkiem możesz umieścić wysuwane pojemniki na pościel i zabawki, aby można było je schować i aby nie przeszkadzały podczas innych czynności. Nie zawsze możemy pozwolić sobie na oddzielne pokoje dla każdego dziecka, szczególnie jeśli mieszkamy w mieszkaniu, a nie w domu. Jednak bez problemu możesz zaaranżować pokój dzieci tak, by odpowiadał każdemu z nich. Pomyśl o wielofunkcyjnych meblach, które pomogą zaoszczędzić miejsce. Rozważ także podzielenie pomieszczenia na strefy – do zabawy, nauki i snu. Tak urządzona przestrzeń z pewnością będzie komfortowa dla obu pociech.
Jak urządzić pokój dla dwójki dzieci?
Uniwersalna, funkcjonalna i praktyczna. Dobra walizka powinna służyć nam przez lata, być odporna na uszkodzenia oraz mieścić dużo rzeczy na małej powierzchni. Podpowiadamy, jak znaleźć idealny model walizki. Wybór walizki urasta do nie lada wyzwania, kiedy się stanie przed półką uginającą się od wzorów, kolorów i wielkości. W gąszczu możliwości niejedna osoba traci orientację i cierpliwość, dlatego zanim ruszysz na poszukiwania, dowiedz się, na co warto zwrócić uwagę. W końcu walizka podróżna ma spełnić konkretne funkcje, a nie tylko ładnie wyglądać. Kolor, wzór i modne wykończenie to kwestia preferencji i takie rozterki trzeba rozwiązywać indywidualnie. Są amatorzy klasyki, którzy zawsze wybierają ponadczasowe kolory, jak granat i czerń, oraz proste minimalistyczne formy. Są też miłośnicy wysmakowanego wzornictwa czy najmodniejszych trendów, którzy bez interesującej walizki nie pokażą się na lotnisku. I jedni, i drudzy mają swoje racje. Zaletą prostych walizek w neutralnych kolorach jest ich ponadczasowość, ale niestety nierzadko giną one w tłumie podobnych walizek podczas odbioru bagażu po zakończonym locie. Wymyślną walizkę w odważnych kolorach łatwiej dostrzec na taśmociągu, ale bywa, że modny w danym sezonie wzór czy kolor szybko traci swoją atrakcyjność. Wybór należy do ciebie! Estetyczne rozterki zostaw sobie jednak na później, a najpierw zwróć uwagę na rzeczy najważniejsze. Jakość i cena box:imagePins box:pin) Znasz powiedzenie, które mówi o tym, że kto tanio kupuje, ten kupuje dwa razy? Zanim więc skusisz się na okazję dnia, bo będzie tańsza niż wszystkie inne, zastanów się, czy dobrze robisz. Walizka ma być funkcjonalna, praktyczna, wykonana z dobrych gatunkowo materiałów i ma mieć dobre zabezpieczenia. To inwestycja na lata, która będzie przemierzać z tobą kilometry, i w czasie, kiedy ty będziesz wygodnie siedzieć na pokładzie samolotu, ona będzie przerzucana z miejsca na miejsce i układana pod stosem ciężkich toreb. Chyba nie chcesz, by takie starcie z obsługą lotniska zakończyło się katastrofą po jednym locie? Oczywiście tania walizka nie zawsze oznacza, że kupujesz produkt, który nie sprawdzi się podczas trudów podróży. Upewnij się jednak, że wykonano ją z solidnych materiałów i w sposób, który zapewni ochronę twoich rzeczy oraz twój święty spokój. Ceny przyzwoitych walizek zaczynają się przeważnie nawet od 150 zł, jednak większość z nich to wydatek rzędu kilkuset złotych. Im częściej podróżujesz, tym zasadniejszy jest zakup bardzo dobrego i wytrzymałego produktu. Materiały Nowoczesne walizki wykonane są z lekkich i wytrzymałych materiałów, które gwarantują dobre zabezpieczenie zawartości przed zniszczeniem. Materiał jest kluczowym kryterium, na które powinno się zwrócić uwagę, wybierając walizkę. To od niego zależy, czy to, co zapakujesz do środka, dojedzie na miejsce w dobrym stanie. Na rynku znajdziesz walizki twarde, półtwarde i miękkie, które przeważnie wykonane są z tworzyw sztucznych, jak ABS, poliwęglan, polipropylen, oraz włókien syntetycznych, jak nylon i poliester. ABS Walizki twarde najczęściej wykonane są z ABS-u. Jest to bardzo twarde tworzywo sztuczne w przystępnej cenie, ale warto pamiętać o tym, że jest mało elastyczne i łatwo ulega pęknięciom czy zarysowaniom. Decydując się na zakup walizki z ABS-u, pamiętaj, żeby pakować do środka dużo rzeczy i tym samym zwiększyć amortyzację, oraz o tym, by wybrać model o porowatej fakturze, na której mniej widać zarysowania. Walizki z ABS-u znajdziesz w ofercie Dielle czy Ochnik. box:offerCarousel Poliwęglan Drugą grupę walizek twardych stanowią modele z polikarbonu (poliwęglanu). Są to również walizki o dużej twardości, ale jednocześnie są też elastyczniejsze. W wyniku uderzenia odkształcają się, by po czasie powrócić do pierwotnej formy, dzięki czemu sprawdzają się w przypadku podróży samolotowych. Zaletą nie do przecenienia jest również ich mała waga, co ma niebagatelne znaczenie, gdy zabieramy ze sobą dużo rzeczy. Niestety walizki z polikarbonu nie należą do tanich produktów, ale ten wydatek niesie ze sobą wiele korzyści, które warto wziąć pod uwagę. Modele z polikarbonu ma w swojej ofercie na przykład firma Bagia. box:offerCarousel) Polipropylen Ostatnia grupa wśród walizek twardych to walizki z polipropylenu, czyli tworzywa, które łączy właściwości ABS-u i polikarbonu. Pod względem twardości i odporności na uszkodzenia mechaniczne plasują się pomiędzy walizkami z ABS-u a polikarbonowymi, dodatkowo są odporne na wysoką temperaturę i wilgoć. Polipropylen jest jednak tworzywem cięższym niż pozostałe, co należy wziąć pod uwagę przy zakupie. Walizki z polipropylenu oferuje np. Puccini. box:offerCarousel Walizki materiałowe Walizki miękkie są równie popularne co ich twardsze odpowiedniki. Są elastyczne, a co za tym idzie powracają do swojego pierwotnego kształtu, trwałe i często tańsze od walizek twardych. Niestety narażone są na rozcięcia oraz wilgoć, nie zabezpieczają również dobrze przedmiotów delikatnych z kartonu czy szkła. Świetnie nadają się jako walizki kabinowe. Do ich produkcji używa się zazwyczaj syntetycznych tekstyliów z włókien poliestrowych i nylonowych. Często mają wiele wygodnych przegródek i kieszeni, co pozwala lepiej zorganizować pakowanie i posegregować rzeczy. Decydując się na taką walizkę, zwróć uwagę na współczynnik Denier określający gęstość włókien w materiale – im wyższy, tym bardziej wytrzymała walizka. Miękkie walizki kabinowe znajdziesz na przykład w ofercie firmy Wittchen czy Roncato. box:offerCarousel Walizki półtwarde są wypadkową pomiędzy omawianymi wyżej grupami produktów. Często wykonuje się je z tworzywa sztucznego EVA. Cechuje je większa elastyczność niż walizki twarde, a jednocześnie pozostają dość twarde i dobrze chronią zawartość przed uszkodzeniem. Kółka i zabezpieczenia box:imagePins box:pin Chyba nikt nie wyobraża sobie w obecnych czasach, żeby walizka nie miała kółek. Zazwyczaj jest ona wyposażona w zestaw dwóch lub czterech kółek oraz wygodny wysuwany uchwyt, który umożliwia ciągnięcie jej za sobą. Pamiętaj jednak, że kółka kółkom nierówne i nie ma nic bardziej irytującego niż kółko, które nie chce się obracać lub blokuje się w jednej pozycji, uniemożliwiając komfortową jazdę. Dobra walizka ma kółka kauczukowe, które obracają się we wszystkich kierunkach i są wyposażone w łożyska, które można wymienić w razie potrzeby. Kółka plastikowe są tańsze, ale pamiętaj, że szybciej się ścierają i nie są tak komfortowe w użytkowaniu, a czasem trzeba nie tylko ciągnąć walizkę za sobą po lotnisku, ale również po mieście. box:offerCarousel W kwestii zabezpieczeń najlepiej sprawdzi się kłódka szyfrowa TSA, zwłaszcza w przypadku osób podróżujących za ocean. Amerykańscy funkcjonariusze bezpieczeństwa otwierają i zamykają je bez uszkodzenia walizki. Rozważ również zwykłe kłódki na kluczyk lub szyfr – zwartość twojej walizki będzie bezpieczniejsza, a ty będziesz podróżować spokojniej. Poszukując dobrej walizki, przeanalizuj swoje potrzeby, częstotliwość podróżowania, ilość i charakter rzeczy, które ze sobą przewozisz. Tylko wtedy uda ci się dobrać walizkę, która spełni swoje zadanie. Pamiętaj również, że czasem warto wydać trochę więcej i cieszyć się dobrym produktem przez wiele lat.
Czas na podróże – jak wybrać dobrą walizkę?
Gracze komputerowi mogą grać w różne gry – strategie, strzelanki, wyścigi, sportowe czy też przygodowe. Jednak ostatnio dużym powodzeniem cieszą się symulacje. Zaczęło się od bardzo przyjemnego symulatora farmy, a skończyło… No właśnie. Producenci gier prześcigają się w wymyślaniu coraz to ciekawszych gier z tego gatunku. Oto kilka z nich. Symulacje to dzisiaj ogromny rynek. W sprzedaży można znaleźć wiele ciekawych pozycji, ale kilka z nich to szalone pomysły twórców, w które po prostu trzeba zagrać. Symulator operacji Chyba każdy w trakcie swojego młodzieńczego życia marzy, aby zostać lekarzem. Niewielu osobom się to udaje. Na szczęście ci, dla których jest to powód do rozpaczy, mogą – za sprawą gry komputerowej – doznać pocieszenia. W symulatorze operacji musimy przeprowadzać operacje. Gra jest szalenie trudna i wymaga wprawy. Maksymalna cena to zaledwie 25 zł. Symulator chleba Jeśli myśleliście, że symulator operacji to coś dziwnego, to co powiecie na symulator chleba? W grze „I am Bread” wcielamy się w kanapkę, a naszym celem jest dostanie się do tostera. Sprawę znacząco utrudnia skomplikowane sterowanie, bowiem każdy róg kromki chleba jest kierowany osobno. Grę można kupić w cenie do 50 zł. Symulator mechanika samochodowego To może nie jest już tak szalona symulacja jak kromki chleba, ale i tak jest dość ciekawa. Tym razem wcielamy się w mechanika samochodowego i musimy naprawiać auta zasmuconych klientów. Wbrew pozorom nie jest to zadanie łatwe i wymaga dużej zręczności. Najnowszą wersję – „Car Mechanic Simulator 2015” – można kupić już w cenie kilkunastu złotych. Symulator Kozy Dobrze przeczytaliście – symulator kozy. Wcielamy się w to przemiłe zwierzę i musimy niszczyć wszystko, co znajduje się na naszej drodze. Gra została okraszona sporą dawką humoru, bo jak inaczej nazwać kozę, która łapie młotek przy pomocy swojego języka i niszczy wszystko dookoła? Symulator Kozy okazał się sporym sukcesem. Grę można kupić w cenie około 30-50 zł. Symulator Kozy Grozy Jakby tego było mało, to twórcy Symulatora Kozy postanowili jeszcze bardziej zaszaleć. Owocem tego jest Symulator Kozy Grozy. Do zwykłego symulatora zwierzęcia wystarczy dodać krwiożercze zombie, różne klasy kóz (wojownik, mag, łotrzyk, łowca i… mikrofalówka), a to wszystko wrzucić do gry online. Tak, Symulator Kozy Grozy to gra sieciowa z gatunku MMO. Gra kosztuje mniej więcej 50 zł. Symulator złomowiska To już nieco mniej szalony pomysł, w końcu chodzi o zwykłe złomowisko. Gra pozwala nam się wcielić w pracownika takiego przybytku, który musi sterować wielkimi maszynami i niszczyć to, co zostało wyrzucone przez mieszkańców miasta. Chociaż może się to wydawać dziwne, ale gra naprawdę wciąga. Symulator złomowiska kosztuje w granicach 25-50 zł. Symulator budowy mostów Skoro symulatory pozwalają nam zostać lekarzem, mechanikiem, chlebem, kozą czy wreszcie pracownikiem złomowiska, to czemu nie miałyby też pozwolić na pracę architekta. A tak chyba należałoby nazwać to, co robimy w symulatorze budowania mostów. To kolejna dość wymagająca gra. W końcu zbudowanie wytrzymałego i trwałego mostu nie jest łatwe, a na szali są ludzkie życia. Gra kosztuje do 50 zł.To zaledwie kilka propozycji szalonych symulatorów. Jest jeszcze kilka bardziej szalonych, ale trudno jest je kupić w Polsce. Wystarczy chociażby wspomnieć o symulatorze odkurzacza, niedźwiedzia, drwala, sprzątaczki, picia napojów gazowanych czy też symulatorze kamienia. Producenci gier prześcigają się w jak najbardziej zwariowanych pomysłach i jak na razie wychodzi im to bardzo dobrze. Przeczytaj również: 10 najlepszych gier zręcznościowych
7 najdziwniejszych symulacji
Spośród maszyn stosowanych do obróbki materiału warto zwrócić uwagę na frezarki. Maszyny te wykorzystuje się w różnego rodzaju zakładach produkcyjnych i warsztatach, przy obróbce narzędzi, przyrządów czy maszyn. W produkcji jednostkowej jak i masowej. Za ich pomocą operator może uzyskać dowolny kształt. Dzięki zastosowaniu odpowiedniej, dostosowanej do potrzeb i obranych celów maszyny, praca staje się szybka, bezproblemowa oraz precyzyjna. Wprawne frezowanie materiału wymaga właściwego urządzenia – zastanówmy się nad rodzajami oraz zastosowaniami frezarek dostępnych na rynku. Podział frezarek Frezarki możemy podzielić, biorąc pod uwagę ich budowę, na frezarki jednowrzecionowe i wielowrzecionowe. Ze względu na umiejscowienie wrzeciona wyszczególniamy frezarki górnowrzecionowe oraz dolnowrzecionowe. * Frezarki górnowrzecionowe – ich wrzeciono znajduje się nad stołem. Służą do masowego frezowania zewnętrznego oraz wewnętrznego, na całej powierzchni obwodu danego przedmiotu. * Frezarki dolnowrzecionowe – wrzeciono umiejscowione jest bezpośrednio pod stołem. Są bardziej niebezpieczne niż frezarki górnowrzecionowe, dlatego są rzadziej spotykane. Polecane są wyłącznie osobom wykwalifikowanym, które znają obsługę tego urządzenia. Możemy wyróżnić także frezarki pionowe, poziome i uniwersalne. Na co zwrócić uwagę wybierając frezarkę? Obecne na rynku frezarki rozróżnia również wyposażenie standardowe i dodatkowe. Kupując frezarkę powinniśmy zwrócić uwagę na takie parametry jak: powierzchnia stołu, rodzaj silnika napędowego, rodzaj sterowania, rozdzielczość elektroniczna, powtarzalność pozycjonowania, dokładność, moc, obroty maksymalne wrzeciona oraz jego maksymalna odległość od powierzchni stołu. Ważnymi elementami są również rodzaj mocowania narzędzia, jego gabaryty i masa. Sprawdźmy także okres i warunki gwarancji udzielanej przez producenta oraz dostęp do pomocy serwisowej. Konieczne jest określenie celów i materiałów do jakich ma być wykorzystane urządzenie. Odmiany frezowania Przy zakupie frezarki powinniśmy także zwrócić uwagę na odmiany frezowania. Inny rodzaj frezowania wymagany do jest do różnego rodzaju prac. Biorąc pod uwagę konstrukcję urządzenia, możemy wyróżnić trzy odmiany frezowania – pełne, niepełne i swobodne. Frezowanie pełne - wymiar obróbkowy jest w tym przypadku wymiarem wewnętrznym, powstają trzy powierzchnie obrobione, tzw. frezowanie trzystronne. Frezowanie niepełne - wymiar obróbkowy ma charakter mieszany, w obrabianym materiale powstają dwie powierzchnie obrobione. Frezowanie swobodne - wymiar obróbkowy ma prostopadły lub zbliżony kierunek, względem powierzchni obrobionej. Jest to frezowanie jednostronne - obrobiona zostaje jedna powierzchnia. Frezarki CNC Najnowocześniejszym typem frezarki jest tzw. Computerized Numerical Control. Urządzenia te charakteryzuje elektroniczne wyposażenie, wysoce rozbudowane funkcje, numeryczne sterowanie oraz szeroki profil działania. Istnieje również duży wybór wyposażenia dodatkowego do frezarek CNC. Wybór frezarki do zakładu przemysłowego, produkcyjnego czy warsztatu nie jest prosty, ze względu na fakt, iż samo urządzenie jest wysoce skomplikowane. Musimy wziąć pod uwagę typ oraz budowę urządzenia, jak i odmianę frezowania, jaką możemy za jego pomocą uzyskać. Ważna jest moc i maksymalne obroty wrzeciona. Solidna i wytrzymała konstrukcja urządzenia będzie dodatkowym atutem. Jeśli określimy cele i tryby pracy do jakich chcemy wykorzystać frezarkę oraz materiał na jakim będziemy pracować, wtedy dobrze określimy typ urządzenia, jakie jest nam potrzebne.
Rodzaje frezarek i ich zastosowanie
Piękny skalniak to marzenie każdego właściciela ogrodu. Wiosna jest najlepszą porą na jego zakładanie – rośliny będą miały czas się ukorzenić, zanim nadejdą letnie upały. Wystarczy trochę miejsca, ziemi, kamieni, żwiru, kilka narzędzi i odrobina chęci. Barwne kobierce kwiatów na tle szarych lub białych kamieni i zielonych iglaków – to prawdziwa uczta dla oczu. Nawet jeśli mamy niewielki ogródek, warto pomyśleć o choćby małym skalniaku w pobliżu ścieżki, ogrodzenia lub tarasu. Dobrze urządzony i obsadzony kwitnie od wczesnej wiosny do późnej jesieni, a nie wymaga wielkiego nakładu pracy. Wybór miejsca Skalniak powinien się znajdować w miejscu nasłonecznionym, najlepiej od strony wschodniej lub południowej (choć zbyt wielkie upały też nie są dobre dla roślin skalnych). Najlepiej, jeśli mamy w ogrodzie jakieś naturalne zagłębienia terenu lub wzniesienia, skarpy, resztki murków itp. Wówczas najlepiej tam sadzić odpowiednie rośliny. Jeśli jednak ogród jest położony na płaskim i równym terenie, wówczas trzeba najpierw stworzyć – z ziemi i kamieni– wrażenie górskiego krajobrazu. Skalniak musi być wkomponowany w otoczenie, w przeciwnym razie będzie wyglądał nienaturalnie (np. „sterczący” na środku trawnika). Warto zaaranżować go w pobliżu miejsc, gdzie często przebywamy: blisko tarasu, altany, oczka wodnego, ścieżki. Nie zaleca się urządzania skalniaka w bezpośrednim sąsiedztwie wysokich drzew liściastych, bo będą go zacieniać, odbierać kwiatom wilgoć, a jesienią zasypią liśćmi. Natomiast bardzo dobrym pomysłem jest sąsiedztwo drzew i krzewów iglastych. Tuje, jałowce, cisy, świerki, jodły, sosny będą stanowiły idealne tło dla roślin skalnych. Skalniak krok po kroku Łupek szarogłazowy, piaskowiec, białe otoczaki, kamienie dekoracyjne czy może kamień polny cięty lub łupany? Wybór odpowiedniego surowca może nie być łatwy. Warto w tej kwestii zasięgnąć porady specjalisty albo – jeśli mamy zmysł estetyczny – zaufać swojemu wyczuciu i samodzielnie skomponować skalniak. Ceny surowców są różne, ale kamień kosztuje przeważnie ok. 200 zł za tonę. Kiedy już stworzymy kamienną bazę skalniaka, trzeba zasypać go ziemią. Ważne jest, czy wybierzemy ziemię kwaśną, czy zasadową, bo od tego będzie zależało, jakie rośliny na niej zasadzimy. Pod iglaki wybieramy ziemię kwaśną, inne rośliny mogą wymagać ziemi zasadowej. Trzeba sobie dokładnie zaplanować, co gdzie będziemy siać czy sadzić, i dostosować do tego rodzaj gleby. Rośliny skalne z reguły są niezbyt wymagające, jeśli chodzi o warunki glebowe. Wybór gatunków mamy ogromny: zarówno byliny, rośliny cebulowe, jak i miniaturowe drzewka i krzewy. Oczywiście, powinny to być rośliny wieloletnie. Wśród roślin polecanych na skalniaki są takie, które kwitną tylko wczesną wiosną, niektóre tylko latem, a inne z kolei jesienią. Komponując skalniak, musimy wziąć pod uwagę porę kwitnienia roślin, aby przez cały rok (może z wyjątkiem miesięcy zimowych) efektownie się prezentował. Barwny kobierzec Rośliny skalne kwitną przepięknie, tworząc prawdziwe dywany i „poduchy” z wielobarwnych kwiatów lub ozdobnych liści. Tworząc skalniak, możemy się bawić kolorami jak na malarskiej palecie. Krokusy, sasanki, hiacynty, niskie tulipany, pierwiosnki będą go zdobiły wiosną. Rojniki i rozchodniki kwitną przez całe lato. Dobrym pomysłem jest zasadzenie roślin z ozdobnymi liśćmi, takich jak np. czyściec srebrzysty czy starzec. Inne popularne rośliny na skalniak to żagwin ogrodowy, gęsiówka, irga płożąca, szczodrzeniec położony, skalnica Arendsa, smagliczka skalna, miesiącznica trwała, owiec wieczniezielony, głodek kaukaski, wilczomlecz, pełnik europejski. Gatunków jest mnóstwo. Te rośliny z reguły wymagają gleby zasadowej, na kwaśnej sadzimy zaś jałowce, kosodrzewinę, wrzosy, różaneczniki, azalie. Nasiona roślin skalnych sprzedawane są w specjalnych zestawach, zawierających odpowiednio dobrane gatunki. Można też kupić od razu wyhodowane z nasion sadzonki – wtedy szybciej osiągniemy oczekiwany efekt. Założenie i pielęgnacja skalniaka, zwłaszcza na początku, wymaga sporego nakładu pracy, a także kosztów (najdroższe są kamienie i niektóre sadzonki, koszt nasion jest stosunkowo niewielki). Jednak efekt, jaki możemy osiągnąć, z pewnością wynagrodzi nam wszelkie trudy. Usiąść sobie w ogródku z filiżanką kawy i cieszyć oczy widokiem barwnych, kwiatowych kompozycji… Czy może być coś przyjemniejszego?
Skalniak w ogrodzie – niezbędne rośliny i akcesoria
Metalowe ogrodzenia czy balustrady, choć wydają się wytrzymałe i niezwykle trwałe, wymagają regularnej renowacji. Wyblakłe kolory, rdza czy odpadająca farba – to wszystko sprawia, że chcąc nie chcąc, jesteśmy zmuszeni przeprowadzić ten zabieg, który niestety jest dość czasochłonnym zadaniem. Podpowiadamy, jak w łatwy sposób samodzielnie odnowić metalowe konstrukcje, zapewniając im skuteczne zabezpieczenie i piękny wygląd na wiele lat. Deszcze, promienie słoneczne czy też gwałtowne zmiany temperatury to tylko niektóre z czynników wywierających negatywny wpływ na wygląd metalowych balustrad i ogrodzeń. Kiedy zauważymy pierwsze ślady zużycia pod postacią pęknięcia powłoki farby, to znak, że czas na przeprowadzenie renowacji. Oczywiście sposób, jaki wybierzemy do tego celu, zależy od stopnia zniszczenia. Zanim podejmiemy ostateczną decyzję, musimy wziąć pod uwagę wszystkie aspekty – czy doszło tylko do łuszczenia się farby, czy też pojawiła się rdza. Poniżej wskazówki, które pomogą nam wykonać samodzielnie renowację. Przygotowanie podłoża Zanim zaczniemy wykonywanie prac renowacyjnych, pierwszym krokiem powinno być zabezpieczenie podłoża przed ewentualnym zabrudzeniem farbą czy też podkładem. Do tego celu warto użyć folii ochronnej, rozkładając ją na całej szerokości podłoża i mocując taśmą samoprzylepną. Pamiętajmy, aby podczas renowacji metalowej balustrady zwrócić szczególną uwagę na miejsce łączenia posadzki z balustradą. W tym przypadku należy najpierw bardzo precyzyjnie okleić krawędzie podłoża samą taśmą, a następnie nałożyć na nią dodatkową warstwę folii. Czyszczenie balustrad i ogrodzeń Kolejnym krokiem, kluczowym dla trwałości powłoki farby, jest odpowiednie przygotowanie powierzchni balustrady i ogrodzenia. Najprostszym sposobem jest wykorzystanie do tego celu szczotki drucianej. Jeśli rdza odchodzi bez problemu i stosunkowo równomiernie, możemy poprzestać na tej metodzie w oczyszczaniu. W przeciwnym razie warto wypróbować specjalny preparat do usuwania starych powłok malarskich. Na pomalowanej nim powierzchni powinny pojawić się tak zwane bąble spulchniające farbę, a jeśli tak się stanie, wówczas łuszczące pozostałości należy zeskrobać szpachelką. Jeśli rdzy było dużo i nie została usunięta w całości, możemy użyć preparatu odrdzewiającego. Kiedy już pozbędziemy się jej na dobre, wtedy należy przemyć balustradę benzyną ekstrakcyjną i dopiero zacząć malowanie farbą – najpierw podkładową, a później dekoracyjną. Metalowe balustrady i ogrodzenia – malowanie Decydując się na samodzielne przeprowadzenie malowania metalowych konstrukcji balustrad i ogrodzeń, musimy się do tego odpowiednio przygotować. Koniecznie warto zaopatrzyć się w specjalne detergenty, które posłużą nam do odtłuszczenia powierzchni, oraz farbę, począwszy od gruntującej, podkładowej, a zakończywszy na nawierzchniowej. Oczywiście możemy użyć także uniwersalnego preparatu, który będzie pełnił te trzy funkcje równocześnie, jednak jeśli zależy nam na wyjątkowej trwałości, najlepiej jest dostosować się do tradycyjnych metod. Pamiętajmy również o tym, że chcąc poprawić przyczepność poszczególnych powłok, przed nałożeniem kolejnej warstwy należy poprzednią zmatowić papierem ściernym. Jak widać, malowanie balustrad nie jest aż tak bardzo skomplikowanym zadaniem, dlatego jeśli mamy odrobinę wolnego czasu, możemy wykonać je w pełni samodzielnie. Pamiętajmy jednak, aby wziąć pod uwagę wszystkie wyżej wymienione wskazówki, a z pewnością szybko i skutecznie się z tym uporamy.
Jak przeprowadzić samodzielnie renowację metalowych balustrad i ogrodzeń?
Prezent komunijny to w większości przypadków pamiątki, książki, obrazki i inne przedmioty, które dziecko doceni dopiero po latach. Są również prezenty sprawiające radość i frajdę. Jednym z nich jest z pewnością konsola do gier, która zapewni wiele godzin wspaniałej rozrywki nie tylko dziecku, ale i całej rodzinie. Poznajmy kilka ciekawych propozycji. PlayStation 4 Pro box:offerCarousel Pierwsza propozycja to wzmocniona konsola PlayStation 4 Pro, przeznaczona dla bardzo wymagających użytkowników, którzy oczekują wspaniałej grafiki w rozdzielczości 4K z obsługą gamutu Rec.2020 oraz technologią HDR. Takie połączenie sprawia, że najnowsze gry wyglądają zachwycająco i wyciskają wszystko, co się da, z telewizorów 4K z HDR. Oczywiście w przypadku starszych modeli Full HD obraz również będzie bardzo dobry. Oprócz tego konsola zapewnia obsługę najnowszych aplikacji, pozwala przeglądać Internet i oglądać filmy. Cena tego modelu w zależności od wersji (dodatkowe pady, gry itp.) wynosi od 1600 do 2100 złotych. PlayStation 4 Slim box:offerCarousel Kolejna propozycja obsługuje te same gry, ale oferuje nieco gorszą jakość grafiki w porównaniu do wersji Pro. Mimo to konsola PlayStation 4 Slim to kawał świetnej maszyny do zabawy i rozrywki nawet dla wymagających graczy, którzy posiadają starszy telewizor z rozdzielczością Full HD. Co ciekawe, konsola ta obsługuje technologię HDR, dzięki czemu akcja na ekranie wygląda fantastycznie mimo nieco niższej rozdzielczości. Zaletą jest również dużo niższa cena. Zarówno do konsoli PlayStation 4 Slim, jak i Pro, można dokupić Playstation Move, Playstation Camera czy zestaw do wirtualnej rzeczywistości - PlayStation VR. Szczególnie ten ostatni jest kuszący, gdyż przenosi rozgrywkę na zupełnie nowy poziom. Rozgrywka w wirtualnej rzeczywistości z roku na rok rozwija się coraz mocniej. Podstawowe zestawy kosztują około 1150 złotych, zaś wersje z dodatkowym kontrolerem oraz grami dostępne są w cenie około 1700 złotych. Wśród ciekawszych gier na PS4, dla dzieci w wieku komunijnym, znajdziemy takie tytuły jak: KNACK II, seria gier LEGO, Minecraft, FIFA 18 czy Gran Turismo Sport. Xbox One X box:offerCarousel Oto najpotężniejsza konsola na świecie – Xbox One X. Oferuje wszystko, co obecnie najlepsze w świecie elektronicznej rozrywki, czyli rozdzielczość 4K, odtwarzacz Blu-ray 4K, technologię HDR, obsługę 10-bitowej palety kolorów oraz płynność animacji na poziomie 60 klatek na sekundę. Jeśli użytkownik dysponuje odpowiednim telewizorem, który jest w stanie obsłużyć wszystkie dostępne technologie, na ekranie zobaczy prawdziwy spektakl złożony z pięknej grafiki, płynnej animacji i efektów specjalnych – szczególnie w grach, które są przystosowane do współpracy z odmianą "X" konsoli Microsoftu. Cena? Podstawowy zestaw to koszt około 1850 złotych, ale za 2100–2200 złotych otrzymamy wariant z dodatkowymi grami lub kontrolerem. Xbox One S box:offerCarousel Oto skromniejsza i dużo tańsza odmiana tej samej konsoli. Model Xbox One S obsługuje maksymalnie rozdzielczość Full HD oraz animację o nieco mniejszej liczbie klatek na sekundę, ale nadal możemy cieszyć się wysoką jasnością HDR oraz tymi samymi grami, a jest ich naprawdę mnóstwo. W cenie około 900 złotych otrzymamy podstawowy zestaw bez gier i dodatków, ale w cenie około 1500 złotych jest już wersja z dodatkowym kontrolerem, grami a nawet sensorem Kinect, który pozwala na świetną zabawę przed telewizorem dla całej rodziny. Na konsole od Microsoftu również znajdziemy wiele ciekawych tytułów: Forza Horizon 3, Sea of Thieves, seria gier LEGO, Minecraft czy FIFA 18. Nintendo Switch box:offerCarousel Na zakończenie ciekawa propozycja dla tych, którzy lubią grać zarówno przed telewizorem, jak również w podróży. Nintendo Switch to połączenie konsoli stacjonarnej z przenośnym tabletem do gier, do którego wystarczy podłączyć dołączone do zestawu kontrolery Joy-Con. Co więcej, jeden kontroler może służyć do tradycyjnej gry na kanapie, jak również rozrywki ruchowej – można go podzielić na dwie części i trzymać w obu dłoniach. Elementy posiadają również czujniki ruchu, które przenoszą na ekran gesty gracza. Cena podstawowego zestawu to około 1350 złotych, zaś zestawy z dodatkowymi grami kosztują około 1600–1700 złotych. Biblioteka gier na Nintendo Switch nie jest tak bogata, jak w przypadku wyżej wymienionych konsol, niemniej oferuje nie mniej ciekawe tytuły jak np.: Legend of Zelda: Breath of the Wild, seria gier z nieśmiertelnym Mario, Splatoon 2. Gier na tę konsolę cały czas przybywa. Warto również wspomnieć o Nintendo Labo. Kreatywnym projekcie gier na tę konsolę, przenoszącym gry poza wirtualny świat.
Konsola na prezent komunijny – Komunia 2018
Welon ślubny to jeden z najważniejszych atrybutów panny młodej. Chociaż coraz częściej kobiety rezygnują z niego na rzecz tiar, fascynatorów albo wianków wykonanych ze świeżych kwiatów, to zwolenniczki tradycji wciąż poszukują dla siebie modelu idealnego. Czym kierować się w trakcie dokonywania wyboru welonu ślubnego? Idealny welon ślubny – jak wybrać? Welon należy dopasować do odcienia sukni ślubnej. Jeżeli kobieta wybrała model w kolorze ecru (ciepłym odcieniu bieli), śnieżnobiały dodatek (w zimnym odcieniu bieli) spowoduje, że będzie sprawiała wrażenie przybrudzonej. Ponadto welon powinien współgrać ze stylem kreacji (im bardziej ozdobna, tym powinien być skromniejszy) i eksponować jej detale (na przykład głęboki dekolt na plecach). Wówczas znaczenie ma jego objętość (wyróżnia się trzy szerokości welonu: 140, 180 i 275 centymetrów). Co więcej, welon ślubny musi korespondować z materiałem, z którego wykonano suknię. Najczęściej szyje się go z tiulu, koronki, szyfonu i jedwabiu, a wykańcza haftem, lamówką lub koronką, jak na przykład welon hiszpański (szyty z koła i ozdobiony koronką). Wybierając odpowiedni model, trzeba wziąć pod uwagę również kształt twarzy panny młodej i planowaną fryzurę. Nie bez znaczenia pozostaje wzrost i figura kobiety. Welon ślubny a sylwetka panny młodej Niska kobieta powinna wybrać welon półdługi lub krótki, który nie skróci jej sylwetki. Jeżeli upnie go wysoko, doda sobie kilku cennych centymetrów. Natomiast wysoka panna młoda nie powinna decydować się na bardzo długi model, ponieważ dodatkowo optycznie ją wydłuży. Bardzo szczupła kobieta może pozwolić sobie na wielowarstwowy, drapowany model z tiulu. W tym przypadku objętość jest wskazana – optycznie wymodeluje linię sukni. Jeżeli mankamentem figury kobiety są szerokie ramiona, aby ich nie podkreślać, należy zdecydować się na welon dłuższy niż do linii ramion. W przeciwnej sytuacji będą wydawały się większe niż są w rzeczywistości. Welon a fason sukni ślubnej panny młodej Krótki welon będzie dobrze prezentował się w duecie z suknią ślubną stylizowaną na lata 50. i 60., o długości sięgającej za kolano lub krótką kreacją o rozkloszowanej spódnicy. Welon o długości około 50 centymetrów sprawdzi się również w przypadku sukni o prostej linii ze zdobieniami w okolicy linii ramion. Welon ślubny o średniej długości (około 70 centymetrów) jest uniwersalny i pasuje do sukni o wielu fasonach, m.in. o kroju litery A i klasycznej księżniczki. Jego linia kończy się w miejscu, w którym suknia zaczyna się rozszerzać. Model, który jest krótszy z przodu (na wysokości biustu), a dłuższy z tyłu (na wysokości talii), sprawdzi się w zestawieniu z suknią o bogato zdobionym dekolcie, gdyż jego kształt pozwoli wyeksponować jej detale. Natomiast panny młode, które zdecydowały się na suknię o kroju syreny, powinny wybrać bardzo długi welon ślubny sięgający powierzchni ziemi. Ten model nie sprawdzi się jednak w połączeniu z suknią z trenem, która wymaga, aby welon był dłuższy o co najmniej 15 centymetrów od trenu. W tym przypadku najlepiej zdecydować się na tzw. welon kościelny. Na wybór odpowiedniego modelu welonu ślubnego wpływa wiele czynników: wzrost i figura panny młodej, krój, kolor i styl sukni (nowoczesny, klasyczny lub retro). Warto zapamiętać, że po dokonaniu zakupu nie należy prasować delikatnej tkaniny. Na kilkanaście dni przed uroczystością wystarczy rozłożyć welon ślubny na oparciu fotela albo zawiesić go na wieszaku, wówczas materiał samoistnie się rozprostuje.
Jak wybrać welon ślubny?
Opaski fitness stały się niezwykle pożądanym gadżetem. W sprzedaży jest wiele modeli od najróżniejszych producentów. Ceny smartbandów wahają się od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych. Podpowiadamy, które opaski do mierzenia aktywności są warte uwagi. Wszelkiego rodzaju fitbandy, podobnie jak smartwatche, zdobywają w ostatnich latach popularność. Urządzenia należące do kategorii technologii wearables zwykle służą do mierzenia aktywności ruchowej. Oto siedem modeli opasek fitness z różnych kategorii cenowych, które warto brać pod uwagę, myśląc o zakupie takiego gadżetu. Huawei Band A2 - funkcje smartwatcha box:offerCarousel Propozycja opaski fitness z funkcjami smartwatcha w budżetowym wydaniu. Monitoruje podstawowe aktywności: liczy kroki, kalorie, mierzy puls oraz jakość snu. Jest wyposażona w tryb Sport - możemy mierzyć czas treningu marszowego, biegowego oraz podczas jazdy na rowerze. Ponadto urządzenie posiada moduł Bluetooth - sparujemy je z urządzeniami mobilnymi i zapiszemy naszą aktywność w bezpłatnej aplikacji Huawei Wear. Opaska fitness od Huawei może na co dzień służyć też jako zegarek. Cena Huawei Band A2 wynosi około 150 złotych Fitbit Alta HR - wyświetlanie powiadomień ze smartfona box:offerCarousel Fitbit jest wiodącym producentem opasek fitness. Model Alta HR to typ opaski sportowej z funkcją SmartTrack - automatycznym rozpoznawaniem aktualnie wykonywanej czynności fizycznej. Nie musimy klikać i wybierać opcji treningowej, opaska rozpozna czy np. w danym momencie mamy trening biegowy. Ponadto oferuje wszystkie popularne funkcjonalności: liczenie kroków, kalorii, śledzenie długości i jakości snu. Opaska wyświetla też powiadomienia ze smartfona (jeśli jest z nim sparowana przez moduł Bluetooth) i jest wyposażona w dyskretne alarmy. Zgodnie z nazwą opaska mierzy też puls. Aktualnie kosztuje około 600 złotych. Garmin Vivofit 4 - wodoodporny monitor aktywności box:offerCarousel Firma Garmin to kolejny z kluczowych producentów monitorów aktywności. W kolejnej, już czwartej wersji urządzenia znalazła się bateria, której nie trzeba ładować przez rok. Vivofit 4 wyposażono w kolorowy wyświetlacz, na którym ukazują się wszystkie pożądane przez nas informacje. Jak na opaskę fitness przystało: liczy kroki, dystans, spalone kalorie, monitoruje sen i dostarcza spersonalizowanych danych związanych z ustalonym przez nas dziennym celem kroków. Opaskę możemy nosić pod prysznicem, jak i podczas pływania na basenie. Jej aktualna cena oscyluje w granicach 360 złotych. Xiaomi Mi Band 2 box:offerCarousel Tym razem budżetowa wersja opaski fitness od Xiaomi. Chiński fitband kosztuje poniżej 100 złotych. Jednak bardzo poprawnie mierzy naszą aktywność fizyczną i monitoruje sen. Na plus jest też jej wodoodporność (możemy się kąpać, mając Mi Band 2 na ręku). Ponadto opaska jest wyposażona w wyświetlacz, na którym widnieje aktualna godzina, liczba przebytych kroków i spalonych kalorii. Jest wyposażona w moduł Bluetooth, dzięki czemu możemy ją sparować ze smartfonem i korzystać z bezpłatnej, dedykowanej aplikacji producenta. Garmin Vivosmart 3 box:offerCarousel Kolejna propozycja od Garmina. Tym razem Vivosmart oznaczony cyfrą trzy. Opaska łączy w sobie funkcje fitbandu i smartwatcha. Jest wyposażona w: krokomierz, monitorowanie aktywności, monitorowanie snu, pomiar spalonych kalorii, pomiar tętna na nadgarstku i wyświetlanie powiadomienia z telefonu. Ponadto Vivosmart 3 można używać biorąc prysznic oraz pływając na basenie. Jeśli opaska jest sparowana ze smartfonem za pomocą modułu Bluetooth to oprócz otrzymywania powiadomień możemy też sterować odtwarzaczem muzyki w telefonie. Aktualnie Garmin Vivosmart 3 kosztuje około 600 złotych. Sony Smartband 2 SWR12 - fitband bez wyświetlacza box:offerCarousel W ofercie japońskiej firmy Sony znalazł się smartband SWR12. Jest to jedyna propozycja bez wyświetlacza. Opaska jest wodoszczelna, monitoruje aktywności fizyczne, sen, liczy kroki i mierzy puls. Jest wyposażona w łączności Bluetooth i NFC. Opaska obsługuje też dyskretne powiadomienia - za pomocą podświetleń wbudowanych diod LED wiemy np. kiedy ktoś do nas dzwoni, a kiedy dostajemy wiadomość. Aktualnie smartband od Sony kosztuje około 300 złotych. Samsung Gear Fit 2 Pro - zakrzywiony ekran box:offerCarousel Samsung Gear Fit 2 Pro to najnowszy z fitband w rodzinie inteligentnych zegarków Samsung Gear. Opaska kosztuje ok. 700 zł i została wyposażona w zakrzywiony ekran Super AMOLED, akcelerometr, barometr, czujnik żyroskopowy oraz czujnik pomiaru tętna. Gear Fit 2 Pro ma wbudowane moduły Bluetooth i GPS, a po sparowaniu ze smartfonem otrzymujemy m.in, powiadomienia. Urządzenie pozwala też na odbieranie i wykonywanie połączeń telefonicznych. Na uwagę zasługuje fakt, że opaska jest wyposażona w 4 GB pamięci wewnętrznej oraz 1,5 GB pamięci operacyjnej. Poprzez fitband możemy odtwarzać muzykę (wymagane słuchawki Bluetooth). Z kolei dzięki klasie wodoodporności 5 ATM możemy śmiało pozwolić sobie na aktywność w płytkiej wodzie, np. pływanie na basenie lub w wodach otwartych. Podsumowanie Na podstawie danych zebranych przez czujniki w opaskach fitness połączone z nimi aplikacje mobilne zainstalowane w smartfonie mogą sprawdzać, czy użytkownik ma dobre nawyki ruchowe. Aplikacja potrafi też zasugerować zmiany w trybie życia, które mogą pomóc w odchudzaniu lub poprawić jakość snu. Poza tym coraz więcej modeli pełni funkcję smartwatcha - informuje nas o powiadomieniach w mediach społecznościowych, czy połączeniach telefonicznych.
Opaski fitness – 7 polecanych modeli
Długie wakacyjne podróże wymagają odpowiedniego przygotowania samochodu. Poza sprawdzeniem hamulców, płynów eksploatacyjnych czy niezbędnych dokumentów warto wyposażyć się w akcesoria, które w razie usterki ułatwią jej usunięcie. Walizki spakowane, samochód załadowany – można wsiadać i ruszać na długo wyczekiwany urlop. Podróż samochodem wiąże się jednak z możliwością pojawienia się usterki. Część winy bardzo często leży po stronie kierowców, którzy przed wyjazdem nie dokonują podstawowego serwisu. Na niektóre problemy jednak nie mamy większego wpływu. Pęknięta opona czy problemy z elektroniką mogą przydarzyć się każdemu bez względu na to, czy jest to młody, czy doświadczony kierowca. Przed wyjazdem w długą podróż warto zabrać ze sobą kilka narzędzi, które ułatwią pozbycie się usterki. Co warto mieć Awaria koła. Jednym z najczęściej spotykanych problemów w podróży jest bez wątpienia przebita opona. Bardzo często kierowcy zapominają o sprawdzeniu, czy w wyposażeniu znajduje się „zapasówka”. Najczęściej przydarza się to właścicielom samochodów z instalacją gazową, w których zazwyczaj montuje się butlę w miejscu koła zapasowego. box:offerCarousel Bardzo często przy próbie odkręcenia „kapcia” okazuje się też, że tradycyjny klucz seryjny nie spełnia swojego zadania. Powodem są najczęściej zbyt mocno dokręcone szpilki przez wulkanizatora lub zapieczone, zardzewiałe śruby, do których odkręcenia potrzeba sporo siły. Wielu kierowców po wyczerpujących próbach zdemontowania koła decyduje się w końcu na wezwanie pomocy – ta usługa kosztuje ok. 200 zł. Cena w dużej mierze zależy też od odległości, jaką serwisant musi przejechać, żeby do nas dotrzeć. W związku z tym warto zabrać ze sobą w trasę akumulatorowy klucz udarowy, który bez problemu poradzi sobie z odkręceniem każdego koła. Na pewno warto mieć taki sprzęt w przydomowym garażu, gdzie nie ma za wiele miejsca. Rozładowany akumulator Bez sprawnego akumulatora nie ruszymy z miejsca, nawet jeśli pozostałe podzespoły samochodu są w idealnej kondycji. O rozładowanie akumulatora nie trzeba się szczególnie starać. Wystarczy chwila nieuwagi, pozostawienie samochodu na włączonych światłach czy niewyłączenie radia na noc. Jeśli bateria nie jest już w najlepszym stanie, może się okazać, że z dnia na dzień odmówi współpracy. W domu bez problemu możemy spróbować odratować akumulator, podpinając go pod prostownik lub odpalając samochód przez kable od innego pojazdu. Jak jednak poradzić sobie z problemem, będąc kilkaset kilometrów poza miejscem zamieszkania? Wydawać by się mogło, że nie pozostaje nic innego jak wezwanie pomocy. Owszem, chyba że mamy ze sobą power bank – przenośne urządzenie rozruchowe. box:offerCarousel Na pierwszy rzut oka niczym nie różni się od popularnych power banków, z tym że poza funkcją ładowania urządzeń, jak smartfon czy tablet, umożliwia awaryjne odpalenie pojazdu za pomocą niewielkich klem dołączonych w zestawie. Problemy z prądem Współczesne samochody są naszpikowane elektroniką, która znacznie poprawia komfort jazdy, ale i ona może odmówić współpracy. Ważnym elementem instalacji elektrycznej są bezpieczniki, które chronią instalację i wszystkie urządzenia przed przegrzaniem czy spaleniem. W przypadku zwarcia bezpiecznik przyjmuje na siebie skok natężenia prądu i rozłącza obwód elektryczny. W takiej sytuacji do chronionego urządzenia (komputera pokładowego, reflektorów itp.) nie dochodzi prąd, dopóki przepalony bezpiecznik nie zostanie wymieniony na nowy. Jeśli w aucie przestanie grać radio, to jeszcze nic strasznego. Gorzej, jeśli po zmroku nagle wyłączą się światła albo w deszczowy dzień przestaną działać wycieraczki. Czy przez dany obwód płynie prąd, łatwo sprawdzić za pomocą testera bezpieczników, który trzeba wozić ze sobą. box:offerCarousel Sama diagnoza usterki to nie wszystko – potrzebny jest też zestaw zapasowych bezpieczników. To też warto zabrać W samochodzie może dojść do usterki, której nie jesteśmy w stanie samodzielnie naprawić, trzeba więc wezwać pomoc. Wyjmujemy telefon, którego bateria jest nienaładowana! Bez dostępu do gniazdka nigdzie nie zadzwonimy… W takiej sytuacji z opresji może nas wybawić ładowarka samochodowa. box:offerCarousel Pożytecznym urządzeniem jest również lokalizator GPS. Nie musimy przejmować się, czy na danym parkingu samochód na pewno jest bezpieczny albo czy będziemy pamiętać, gdzie zaparkowaliśmy auto. W każdej chwili na smartfonie możn sparawdzić lokalizację pojazdu. Niektóre lokalizatory mają też funkcję alarmu, np. Dotsens Car Assistant, który umożliwia również blokadę zapłonu z poziomu dołączonej w zestawie aplikacji. Przed wyjazdem w długą podróż należy przygotować samochód na wypadek awarii. Nie zapomnijmy też o zabraniu apteczki, kamizelki odblaskowej i trójkąta ostrzegawczego.
Długa podróż autem – czyli jak nie dać zaskoczyć się usterce
Często kojarzy się ze światem przestępczym. Nic dziwnego – zasłania prawie całkowicie twarz, dlatego wygląda się w niej groźnie. Tymczasem kominiarka, zwana inaczej balaklawą, jest niezastąpiona podczas uprawiania wielu sportów, zwłaszcza tych, w których głowa, szyja i kark narażone są na wyziębienie. To przez głowę tracimy najwięcej ciepła, więc aby nie zmarznąć, tradycyjnie zakładamy zimą czapkę i owijamy się grubym szalikiem. Czy jednak podczas aktywności fizycznej obie części garderoby się sprawdzą? Jeśli zależy nam na wygodzie i najlepszej ochronie przed chłodem, mamy alternatywę: jest nią kominiarka. Na niepogodę koniecznie termoaktywna. Co to znaczy „termoaktywna”? Na rynku są kominiarki z różnych materiałów: wełniane, bawełniane czy z polaru. Choć cieszą się popularnością, podczas aktywności fizycznej nie radzą sobie z odprowadzaniem wilgoci. Jeśli uprawiamy sport, najlepszym rozwiązaniem jest więc kominiarka termoaktywna. Wykonana z materiału o odpowiedniej konstrukcji włókien i strukturze skutecznie odprowadza wilgoć na zewnątrz. Skóra pozostanie sucha i maksymalnie chroniona przed wychłodzeniem. Z kolei zawarta w tkaninie elastyna zapewni kominiarce rozciągliwość i właściwy kształt. Wybierzmy model z materiału wzbogaconego jonami srebra, które znane są z właściwości bakteriobójczych i zarazem zapobiegają powstawaniu nieprzyjemnego zapachu. Jeśli mamy skórę delikatną i wrażliwą na wszelkie nierówności i usztywnienia, kupmy wersję wykonaną techniką bezszwową lub ze szwem płaskim, mocnym i bezuciskowym (autolap). Jaki fason? box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel Na pierwszy rzut oka wszystkie kominiarki są do siebie podobne. W rzeczywistości różnią się fasonami, kolorami i zdobieniem. Popularnością cieszą się zwłaszcza te, na których pojawiają się wojskowe motywy moro, siejące grozę czaszki (Rough Radical) czy dziwne zwierzęta. Najlepsze i najpraktyczniejsze modele mają w miejscach ust, nosa i uszu siateczkę, która ułatwia przepływ powietrza i porozumiewanie się z otoczeniem (Brubeck – ok. 63 zł, R-Radical – od 7,50 zł). Czasami zamiast niej pojawia się specjalne rozcięcie ułatwiające oddychanie. Jeśli zamierzamy uprawiać sport w gorszą pogodę, wybierzmy fason z podwójnym materiałem w części twarzowej i z przedłużonym kołnierzem, jeszcze lepiej chroniący szyję przed chłodem oraz słońcem (4F). Z kolei szerokie pole widzenia, szczególnie ważne choćby podczas jazdy motocyklem czy na nartach, zapewni kominiarka z jednym dużym otworem na oczy (Viking). Dla kogo będzie odpowiednia? Kominiarka termoaktywna jest niezbędna podczas uprawiania wszelkich sportów outdoorowych, m.in. narciarstwa, snowboardu, trekkingu, a także jazdy na motorze i na rowerze. Sprawdzi się także w trakcie codziennego joggingu czy spacerów w chłodny dzień. Aby dobrze chroniła przed zimnem i wiatrem, musi przylegać do ciała niczym druga skóra. W żaden sposób nie może też krępować ruchów. Aby z powodzeniem zmieściła się pod kaskiem albo w kieszeni, powinna też być odpowiednio cienka (Nike Pro Hyperwarm Hood – 89 zł, Thermo Active firmy Sesto Senso – 35 zł). Dla motocyklistów Osoby, które muszą często odsłaniać twarz, np. motocykliści, mogą się zdecydować na neoprenową maskę termoaktywną. Choć nie zapewni ciepła całej głowie, łatwiej się ją zakłada i zdejmuje. Najlepszą ochronę przed zimnem zapewni fason z wydłużonym kołnierzem i otworem wentylacyjnym X – PORTS. Umieszczony celowo z boku ust ma uniemożliwić dostanie się zimnego powietrza bezpośrednio do gardła. Większość kominiarek można nosić na wiele sposobów. Będą praktycznym kominem lub też stylową opaską. Aby dobrze spełniały swoją funkcję, należy je po każdym wysiłku uprać, używając do tego proszków bez zmiękczaczy, np. tych dla dzieci, lub zwykłego szarego mydła. Odpowiednio konserwowane dłużej będą nam służyć, zachowując przy okazji swoje walory estetyczne.
Dla kogo kominiarka termoaktywna?
Jeśli nie masz pomysłu, jak zachęcić swoje dziecko do oglądania książeczek albo szukasz pomysłowej zabawki, która zatrzyma uwagę twojego brzdąca na dłużej, odpowiedź jest prosta – książeczka interaktywna! Ten pomysłowy gadżet to dobry pomysł na prezent zarówno dla niemowlaka, jak i malucha. Czy wiesz, którą warto wybrać? Książeczka Bajeczka od Vtech – cena ok. 79 zł Jest doskonałym pomysłem na prezent nawet dla rocznego szkraba. Książeczka kryje w sobie dźwięki i piosenki, które zachęcą maluszka do wspólnej zabawy. Motywują dziecko do powtarzania słów, a dzięki radosnej intonacji przykuwają uwagę na dłużej. Książeczka posiada moduł muzyczny do śpiewania, nauki nazw zwierzątek i powtarzania prostych słów, np. mama. Jej dodatkowym plusem jest posiadanie świecących i ruchomych elementów. Mówiąca Książeczka Edukacyjna od Smily – cena ok. 69 zł Książeczka od Smily to strzał w dziesiątkę zarówno dla malucha, jak i przedszkolaka, a nawet starszaka. Dzięki kilku modułom edukacyjnym twój smyk nie tylko pozna literki i cyferki, ale także odkryje ciekawe odgłosy, a nawet będzie mógł nauczyć się odczytywać godziny na zegarku. Ta książeczka interaktywna to zabawka, która rośnie z dzieckiem i zapewnia mu długie chwile mądrej zabawy. Interaktywna książeczka od Clementoni – cena ok. 49 zł Clementoni proponuje książeczki z bohaterami przygód Disneya. Znajdziemy w nich Myszkę Miki, Minnie i zabawnego psa Pluto, którzy są bobasami. Ta pełna przygód książeczka oczaruje każdego szkraba dzięki kolorowym obrazkom i ciekawym historiom, które może przeczytać rodzic. Proponowana jest niemowlakom już od 6. miesiąca życia. Jest dostępna w polskiej i angielskiej wersji językowej. Poczytaj mi Mamo od Smily Play – cena ok. 59 zł Wśród najchętniej wybieranych książeczek interaktywnych dla maluchów znajdziemy także tę od Smily Play Poczytaj mi Mamo, która przeznaczona jest dla najmłodszych pociech. Nie ma ona tekstu pisanego, a każda strona to inna scenka, w której udział biorą kolorowe misie. Książeczka posiada ruchome elementy i efekty dźwiękowe. Maluch może odkrywać jej tajniki, a przedszkolak może wymyślać całą historię zabawy na podstawie obrazka, który widzi. To doskonały pomysł na pobudzanie wyobraźni dziecka i oczywiście wspaniałą zabawę. Autobus szkolny z książeczką interaktywną – cena ok. 51 zł Pomysłową zabawką jest także szkolny autobus, na dachu którego znajdziemy mini książeczkę interaktywną. Ta wielofunkcyjna zabawka sprawdzi się zwłaszcza dla dzieci raczkujących i chodzących, bowiem autobus sam jeździ i zmienia kierunek swojej trasy po napotkaniu przeszkody. Na jego dachu znajdziemy książeczkę z interaktywnymi przyciskami o różnych kształtach i kolorach, które twój maluszek może odkrywać każdego dnia. Książeczki interaktywne dla niemowląt Warte uwagi są także miękkie książeczki interaktywne dla niemowląt. Dzięki materiałowi są one bezpieczne dla najmłodszych dzieci, ponieważ są lekkie i nie posiadają twardych krawędzi. Na swoich stronach mają ukryte pod materiałem guziki, np. odgłosy zwierząt czy inne codzienne odgłosy, takie jak brzęczenie szklanki i szum wody. Popularne są również dwustronne książeczki z sensorycznymi elementami, np. szeleszczącymi wypustkami, chropowatymi powierzchniami itp. Powodzeniem cieszą się zwłaszcza książeczki Taf Toys czy książeczki kontrastowe.
Książeczki interaktywne do 100 zł
Do tego, że znajomość języków obcych jest w życiu niezbędna, nie trzeba nikogo przekonywać. Naukę warto rozpocząć jak najwcześniej, a możliwie najdłużej powinna się ona odbywać w formie zabawy i angażującej aktywności. Idealnie nadają się do tego gry komputerowe. Poznaj najciekawsze propozycje. Dzieciaki uwielbiają korzystać z technologii, a przed komputerem potrafią spędzać całe godziny. Warto przekuć czas zabawy w aktywność, która będzie niosła za sobą aspekt edukacyjny. Grając w gry językowe, a także ulubione pozycje w wersjach obcojęzycznych, dziecko mimowolnie poznaje i zapamiętuje nowe słówka i zwroty, uczy się dzięki samodzielnemu odkrywaniu i kojarzeniu, co sprawia, że nowo zdobyta wiedza znacznie szybciej się utrwala. Królik Bystrzak – język angielski box:offerCarousel Wciągająca gra, w której dziecko razem z Królikiem Bystrzakiem i jego przyjaciółmi przemierza miasteczko Colourville, odwiedzając m.in. miejscową szkołę, sklep czy zamkowe komnaty. W każdym z nich dziecko poznaje nowe słówka, które podczas zadań są powtarzane i utrwalane. Gra jest przeznaczona dla dzieci w wieku od 4 do 7 lat. Ma trzy poziomy trudności, które dostosowują się automatycznie do umiejętności małego gracza. Podczas rozgrywki opartej na siedmiu miejscach do odkrycia i dziewięciu zadaniach do wykonania maluch ma możliwość poznania, usłyszenia i powtórzenia 300 angielskich słówek. Równolegle z postępami w grze automatycznie tworzony jest raport dla rodzica, który może się zapoznać z osiągnięciami dziecka i sprawdzić, z jakimi zadaniami miało największą trudność i co warto by jeszcze przećwiczyć. Bolek i Lolek – język angielski box:offerCarousel Gra dla dzieci od piątego roku życia angażuje dziecko w przygody w świecie przybysza z kosmosu o imieniu Titi. Kosmita zgubił części do swojej rakiety i potrzebuje pomocy w ich odnalezieniu. Razem z graczem do akcji ruszają Bolek i Lolek. Wszystkie postaci komunikują się w języku angielskim, jedynie pierwszy z chłopców odgrywa rolę tłumacza, pomagając dziecku w zrozumieniu zawiłości fabuły i zadań do wykonania. A jest ich całkiem sporo, m.in. kolorowanie, malowania, budowanie potworów, przygotowywanie jedzenia czy porównywanie obrazków i znajdowanie różnic między nimi. Rozgrywka jest podzielona na kilka etapów, których poziom trudności stopniowo wzrasta, a rakieta Titi staje się coraz bardziej kompletna. Gracze mają również dostęp do obrazkowego słownika podzielonego na 15 kategorii tematycznych. Początkowo czarno-białe grafiki nabierają koloru wraz z pojawianiem się w grze i poznawaniem ich przez gracza. Disney Magic English box:offerCarousel Program nauki języka angielskiego Magic English został opracowany przez specjalistów z m.in. The British Council i łączy naukę z zabawą w towarzystwie bohaterów najpopularniejszych bajek Disneya. Razem z Myszką Miki, Arielką, 101 dalmatyńczykami czy Tarzanem dzieci rozwiązują zadania sprawdzające czytanie, słuchanie, pisanie i mówienie. W zabawie wykorzystywane są multimedialne aktywności, takie jak karaoke, nagrywanie swojego głosu, układanki, a także zadania przeznaczone do wydrukowania i rozwiązania już po wyłączeniu komputera, w celu utrwalenia zdobytych wiadomości. Gry w oryginalnej wersji językowej box:offerCarousel Starszym dzieciom, które krzywią się już na sam widok płyty z grą edukacyjną, możemy zaproponować ich ulubione gry, jednak w innej wersji językowej. Możemy wykorzystać do tego gry obcojęzyczne lub po prostu zmienić język w ustawieniach gry. Dzieci wciągną się w rozgrywkę, jeśli będą to znane i popularne obecnie tytuły. Interesujące propozycje znajdziemy m.in. w serii gier Lego: Jurassic World, Avengers, Marvel Super Heroes, Harry Potter, Władca pierścieni czy Hobbit. Pozycją obowiązkową dla wszystkich fanów sagi jest również Lego Star Wars. Grając w obcym języku, dziecko przede wszystkim osłuchuje się z wymową i akcentem, poznaje praktyczne zwroty i samodzielnie odkrywa ich znaczenie. Pozwala to na bieżący kontakt z językiem obcym i jego naturalne stosowanie. Wybierając językową grę dla dziecka, pamiętajmy, aby była dostosowana do jego wieku, możliwości i umiejętności. Warto kierować się oznaczeniem wieku na opakowaniu i indywidualnymi predyspozycjami dziecka. Gra musi być dla niego wyzwaniem możliwym do pokonania. Nie może być zbyt trudna, ponieważ dziecko szybko się zniechęci, a jeśli będzie za łatwa, nie dostarczy zakładanej porcji wiedzy.
Gry komputerowe, które pomogą twojemu dziecku w nauce języków obcych
Marynarka już dawno przestała być jedynie elementem garnituru. Sportowe kroje i kolory, rozmaite materiały począwszy od dresowej drapanej bawełny, na ziemistych odcieniach sztruksu kończąc, sprawiają, że jest to ubranie odpowiednie na każdą okazję. Jednak nawet największy rozrabiaka w odpowiednio dobranej marynarce przemieni się w małego dżentelmena. Odpowiednia do jeansów, eleganckich spodni, a w wersji mocno sportowej nawet do dresu. Może z powodzeniem zastępować rozpinany sweter lub bluzę, a wiosną i latem służyć jako kurtka. Oferta chłopięcych marynarek obejmuje wszystkie style i kolory, a każdy z nich dostępny jest w rozmaitych krojach i fasonach. Elegancka z kieszonką i dwurzędowymi guzikami, bawełniana z dopinanym dresowym kapturem i taka w wyraźną kratę – idealna dla małego rockmana. Przynajmniej jedna z nich powinna się znaleźć w szafie modnego chłopca. Na co dzień W odróżnieniu od bawełnianych bluz, które nosimy wszyscy, marynarka przyciąga wzrok, dodaje stylu i potrafi sprawić, że nawet najprostsze ubranie zmienia się w przemyślaną stylizację. Aby mały dżentelmen mógł zakładać je co dzień, powinniśmy wybrać wygodne i praktyczne materiały, które zapewniają komfort noszenia, łatwo się piorą i nie wymagają specjalnej pielęgnacji. Te warunki idealnie spełniają marynarki dresowe. Klasyczny krój został połączony z miękką i miłą w dotyku tkaniną, która jednocześnie dodaje luzu i nieco bardziej młodzieżowego charakteru. Elegancja w nowoczesnym wydaniu spodoba się nawet tym, którzy do tej pory stronili od takich stylizacji. Świetnie sprawdzi się również marynarka ze sztruksu. Fantastycznie zastąpi kurtkę, a założona na bluzę z kapturem nada jej interesujący charakter. Ciekawym wiosennym okryciem, inspirowanym uliczną modą brytyjską, jest również marynarka z kapturem. Wystarczy włożyć pod nią koszulkę z ciekawym nadrukiem i świetny zestaw gotowy. W rockowym klimacie Styl rockowy to nie tylko ramoneska i poprzecierana jeansowa kurtka. Gdy zależy nam na elegancji w nowoczesnym wydaniu, wystarczy zestawić gładką czarną marynarkę z jeansami (nawet z dziurami na kolanach) ibiałą koszulką. Taka stylizacja będzie modna, efektowna i chętnie noszona przez dziecko. Na co dzień możemy również sięgnąć po marynarkę w dużą kratę. Do niej jednak lepiej wybrać gładkie, jednobarwne spodnie, gdyż sama w sobie jest już wystarczająco efektowna. Pod nią powinien się znaleźć dopasowany kolorystycznie T-shirt. Nie zapominajmy o okularach przeciwsłonecznych i kapeluszu lub kaszkiecie. To świetne wykończenie stroju małego rockmana. Na wielkie wyjście Oczywiście w szafie małego dżentelmena powinna się znaleźć również elegancka marynarka, którą będzie mógł włożyć na ważne uroczystości. Święta i wydarzenia w przedszkolu lub szkole, śluby i spotkania rodzinne czy impreza urodzinowa to momenty, gdy najlepiej wybrać klasykę. Dla małego chłopca odpowiednia będzie granatowa lub szara marynarka o tradycyjnym kroju. Zrezygnujmy w tym wypadku ze smutnej czerni, a także z mało praktycznych beżów lub bieli. Wybierając okrycie o prostym fasonie i uniwersalnym kolorze, pozostawiamy sobie pole do nieograniczonych stylizacji. Gdy sytuacja tego wymaga, możemy je zestawić z białą gładką koszulą, eleganckimi spodniami i krawatem. Podczas mniej oficjalnych wyjść wybierzmy koszulę w delikatny, modny obecnie wzór, np. marynistyczny (kotwice, stateczki lub koła), delikatne kwiatki czy prążek. Marynarka to wymagający strój. Nawet kiedy chcemy osiągnąć sportowy i luźny efekt, zawsze powinna być wyprasowana. Pamiętajmy również, by nie kupować jej na wyrost. Musi dobrze leżeć na ramionach i mieć rękawy odpowiedniej długości. Gdy będzie za duża, zniekształci sylwetkę małego dżentelmena i nawet w najlepiej skrojonej marynarce zamiast stylowo będzie się prezentował niedbale. Wybierając marynarkę dla najmłodszych, zdecydujmy się na lekki i praktyczny materiał z niewielką domieszką syntetyków. Taka tkanina zapewni dostateczny dostęp powietrza i odprowadzi nadmiar wilgoci. W przypadku wiosennej i letniej marynarki warto również zrezygnować ze sztucznej podszewki.
Dżentelmen od dziecka. Marynarki dla najmniejszych chłopców
Gry sportowe rozwijają koordynację, spostrzegawczość, refleks i celność. Najczęściej są przeznaczone do zabawy na świeżym powietrzu. Niektóre z nich sprawdzą się również w domu. Może to być ciekawa propozycja szczególnie wtedy, gdy za oknem pada i jest zimno. Jakie gry sportowe do ogrodu i do domu znajdziemy na Allegro? Dart Dart to inaczej gra w rzutki. To jedna z propozycji, w którą można grać zarówno w ogrodzie, jak i w domu. Dla młodszych dzieci bardziej bezpieczne są kolorowe tarcze z piłeczkami na rzepy. Na tarczy widnieją pola z różnymi cyframi – punktami, które się zdobywa po trafieniu w nie. Tradycyjne lotki mogą mieć również plastikowe końcówki, co znacznie wpływa na bezpieczeństwo nieco starszych dzieci. Tablicę na rzutki wystarczy przyczepić na drzewie, a w domu na krześle, aby rozegrać rodzinny turniej. Kosztuje około 10 zł. Catch i squap Gra sportowa catch to dwie tarcze na ręce, do których przyczepia się piłkę na rzep. Gra jest przeznaczona dla dwóch osób. Każdy z graczy ma po jednej tarczy i rzuca do siebie nawzajem piłeczkę. Piłkę należy złapać na tarczę. Nie można jej łapać rękami. Zabawa dobrze sprawdza się na świeżym powietrzu, w ogrodzie, na plaży, nad jeziorem. Zestaw jest lekki i nie zajmuje wiele miejsca, a daje bardzo dużo frajdy i pozwala na dawkę ruchu. Cena – około 9 zł. box:offerCarousel Inną grą sportową, która jest nieco podobna do catcha, jest squap. Tu jednak piłka nie jest na rzep, a specjalna paletka służy do wystrzeliwania i łapania małej pomarańczowej piłeczki. Paletki mają tasiemki z regulacją długości, co pozwala na dopasowanie ich do mniejszej i większej ręki. Gra wymaga z początku nieco ćwiczeń, aby nauczyć się wyrzucać z paletki piłeczkę, szczególnie jeżeli jej zasady chcą przyswoić młodsze dzieci. Szybko zabawa staje się prawdziwą przyjemnością. Squap jest grą akcji i pozwala na dużą dawkę energicznego ruchu. Kosztuje około 45 zł. box:offerCarousel Badminton Kolejną grą sportową do ogrodu może być badminton. Dwie rakietki, jedna lotka i jedno boisko. Gra pozwala na rozładowanie nagromadzonej energii, rozwija zwinność, koncentrację i spostrzegawczość. Mając dwa zestawy do gry w badmintona, można grać w cztery osoby. Wówczas na każdej połowie pola znajduje się dwóch graczy, którzy wzajemnie nie pozwalają do upadku lotki na ich części. Cena zestawu do gry w badmintona to około 20 zł. box:offerCarousel Piłkarzyki Piłkarzyki, w przeciwieństwie do tradycyjnej gry w piłkę nożną, umożliwiają zabawę zarówno w ogrodzie, jak i w domu. Piłkarzyki stołowe można spokojnie ustawić w domu lub na podwórku i cieszyć się grą z przyjaciółmi i rodziną. W jednym z zestawów piłkarzyków znajdziemy dwie drużyny, maszty, naklejki z flagami, bramki, tablicę wyników oraz piłkę. Istnieje również możliwość sterowania bramkarzem. Koszt zakupu gry to około 40 zł. box:offerCarousel Paletka z piłeczką Do rozwijania koordynacji oko-ręka, zręczności i koncentracji możemy wybrać paletkę z piłeczką. Tę prostą grę dziecko może zabrać ze sobą wszędzie – do ogrodu, szkoły, na plac zabaw, nad morze, jezioro. Zajmuje bardzo mało miejsca. Zadaniem gracza jest jak najdłuższe odbijanie paletką piłeczki, która jest przyczepiona do drewnianej sklejki za pomocą gumy. Cena gry – około 8 zł. Świecący meteor Piłka to najczęściej używany sprzęt w grach sportowych. Nieważne, jakiej jest wielkości, pozwala na wiele różnych zabaw. Chcąc sięgnąć po coś zupełnie nowego i niespotykanego, możemy wybrać świecący meteor. To piłka w kształcie kamienia z kosmosu. Ma brązowy kolor i średnicę 5,5 cm. Jest nieduża i na pierwszy rzut oka mało efektowna. Magia dzieje się, gdy piłeczkę zaczynamy odbijać. Wówczas wydobywa się z jej wnętrza blask światła. Cena świecącego meteoru to około 15 zł.
Gry sportowe do ogrodu i do domu – przegląd
Wiosna i lato to idealny czas na szukanie weselnych propozycji dla małych księżniczek. Na rynku dostępnych jest wiele ciekawych modeli, począwszy od sukienek z falbankami, rozkloszowanych modeli z tiulu, a na szczególnie modnych w tym sezonie sukienkach koronkowych skończywszy. Podpowiadamy, które z nich warto wziąć pod uwagę podczas doboru weselnej garderoby dla dziewczynki. Koronkowa sukienka to hit tego sezonu! Pojawia się nie tylko w różnych fasonach, ale przede wszystkim w wielu odsłonach kolorystycznych. Choć jeszcze do niedawna stanowiła podstawę garderoby dla dojrzałej kobiety, dzisiaj zakładana jest zarówno przez nastolatki, jak i małe dziewczynki. Poniżej kilka propozycji stylizacji dla młodej damy na wesele. Sukienka czerwona box:imagePins box:pin box:pin box:pin Czerwień to kolor tego sezonu – pasuje do każdej dziewczynki, niezależnie od wieku. W tym sezonie szczególnie na topie są sukienki midi o rozkloszowanym kroju. Idealnie wpiszą się w weselny klimat, a najlepszym ich dopełnieniem będą złote dodatki. Małe torebki na ramię i eleganckie obuwie okażą się w tym przypadku niezbędne. Oprócz tego warto pamiętać o odzieży wierzchniej. W okresie letnim należy mieć pod ręką chociażby cienki kardigan. Skórzane balerinki zapinane na kostkę, w połączeniu ze zwiewnym kardiganem w kolorze écru, z pewnością przypadną do gustu każdej dziewczynce. Sukienka granatowa box:imagePins box:pin box:pin Kolejna propozycja dla młodej damy na wesele to granatowa sukienka z koronki. Klasyczny model z krótkim rękawem lub na grubych ramiączkach będzie trafionym pomysłem. Granat ma to do siebie, że idealnie współgra ze wszystkimi kolorami, dlatego dobór dodatków jest uwarunkowany wyłącznie osobistymi preferencjami dziewczynki. Można zdecydować się zarówno na kontrastujące detale, między innymi obuwie w mocnej czerwieni, jak też na klasykę gatunku, czyli pastelowe akcenty, np. lakierowane balerinki w pudrowym różu. Możliwości jest wiele, a wszystko zależy od własnych upodobań. Warto jednak stronić od ciemnych odcieni. Czarne lub granatowe buty zleją się z resztą i nie będzie już tak spektakularnego efektu. Sukienka różowa box:imagePins box:pin box:pin box:pin Chyba nie ma wątpliwości co do tego, że różowy kolor dedykowany jest zwłaszcza dziewczynkom. Małe księżniczki powinny być zatem w pełni usatysfakcjonowane z różowej stylizacji na wesele. Koronkowa sukienka w tym kolorze idealnie sprawdzi się w połączeniu ze srebrnymi akcentami. W przypadku letnich zestawów dobrym pomysłem będzie wykorzystanie sandałków. Lakierowany model z srebrnym kolorze, w połączeniu z kryształkową opaską na włosy stworzy efektowny zestaw. Kiedy jednak wesele odbywa się w okresie jesiennym, zawsze można zamienić odkryte obuwie na skórzane balerinki. Sukienki koronkowe podbijają rynek i sprawdzają się nie tylko w modzie weselnej. Producenci oferują szereg wzorów i fasonów, które wpiszą się w gusta nawet najbardziej wymagających dziewczynek. Dlatego nic dziwnego, że małe fashionistki coraz częściej i chętniej sięgają po ten wzór. Zestawiając ją z klasycznym obuwiem i eleganckimi dodatkami, można uzyskać naprawdę niepowtarzalny efekt.
Koronkowa sukienka – idealna propozycja dla dziewczynki na wesele
Deska rozdzielcza to element pojazdu, który z roku na rok przechodzi coraz większe zmiany. Elektroniczny prędkościomierz, nawigacja czy dotykowy panel radia bez wątpienia zwiększają komfort, ale mogą też spowodować spore utrudnienia. Problemy z deską rozdzielczą współczesnych pojazdów mogą oznaczać spore wydatki. Wszystko za sprawą ogromnej ilości elektroniki w nowoczesnych modelach aut. Chociaż w wielu przypadkach nowoczesne rozwiązania są bardzo funkcjonalne, to w razie awarii z naprawieniem usterki możemy sobie sami nie poradzić. Mówiąc o desce rozdzielczej, musimy pamiętać również o zegarach, które znajdują się najczęściej przed oczami kierowcy. Właśnie tam są umieszczone kontrolki zasługujące na szczególną uwagę. Problemy z prądem Brak zasilania to jeden z częstych problemów „widocznych” na desce rozdzielczej. Brak podświetlenia przycisków, licznika czy niedziałające radio najczęściej oznacza kłopoty z zasilaniem. Na szczęście nie zawsze musi się to wiązać z kosztowną wymianą sprzętu na nowy. Szukanie usterki radzimy rozpocząć od bezpieczników, które lubią się przepalać. Ich wymiana jest bardzo prosta i nie wymaga żadnej specjalistycznej wiedzy. Jesteśmy w nieco gorszej sytuacji, jeśli problem wywołała przepalona żarówka podświetlenia licznika lub tunelu środkowego. Niestety, jej wymiana może oznaczać konieczność rozbierania pewnych elementów kokpitu, które ze względu na plastikowe zatrzaski bardzo łatwo uszkodzić. Nielubiana kontrolka Jednym z ważniejszych elementów deski rozdzielczej jest bez wątpienia licznik z zegarami, najczęściej: prędkościomierzem i obrotomierzem. Właśnie w tym miejscu najczęściej umieszczone są różnego rodzaju kontrolki, które możemy zauważyć podczas włączania zapłonu. Po chwili jednak gasną aż do następnego przekręcenia kluczyka lub kłopotów z którymś z systemów auta. Zapalenie się lampki nie musi oznaczać kłopotów z samą deską, pełniącą raczej funkcję tablicy informacyjnej, na której umieszczane są komunikaty wysyłane przez komputer pojazdu. Kontrolka najczęściej gaśnie po usunięciu awarii lub uzupełnieniu brakujących płynów, jak np. lampka spryskiwaczy. Jedną z najczęściej wyświetlających się na deskach rozdzielczych jest kontrolka silnika (check engine). Przeważnie można ją zobaczyć w samochodach z instalacją LPG ze względu na problem z sondą lambda, odpowiedzialną za badanie składu mieszanki paliwowo-powietrznej. Bezpieczeństwo przede wszystkim Drugą z częściej widocznych na desce jest świecąca kontrolka poduszki powietrznej. Zignorowanie zapalenia się „żółtego silnika” da się zrozumieć, ale zlekceważenie komunikatu o problemie z systemem bezpieczeństwa może spowodować, że w sytuacji awaryjnej poduszki nie wystrzelą. A to grozi bardzo poważnymi konsekwencjami dla naszego zdrowia! Powodów zapalenia się tej lampki może być kilka, np. awaria maty obecności pasażera, wypięcie się któregoś z kabli centralki albo po prostu brak poduszki. To ostatnie często się zdarza w samochodach powypadkowych, w których właściciel zmienił wystrzelony kokpit, ale szkoda mu było pieniędzy na drogie poduszki. Jeśli więc kupujemy używany pojazd z zapaloną kontrolką airbag, radzimy skorzystać z komputera diagnostycznego. Powodem do obaw powinno być również niezapalenie się światełka poduszki powietrznej po włączeniu zapłonu na desce rozdzielczej. Trzeba bowiem wiedzieć, że nieuczciwi handlarze problem braku poduszek rozwiązują bardzo prosto – demontują żarówkę. „Gorsze dni” deski Może się zdarzyć, że wsiadając do auta, trafimy na „gorszy dzień” deski rozdzielczej. Najczęściej powodem jest wilgoć, która dostaje się do styków i któryś z zegarów, np. prędkościomierz, przestaje działać. Problem najczęściej powinien minąć sam po wyschnięciu przewodów. Jeśli jednak nie ustąpi, konieczne może się okazać rozebranie i przeczyszczenie styków preparatem do styków. Bywa również, że po przekręceniu kluczyka kontrolki zaczną „wariować”, a odpalenie silnika okazuje się niemożliwe. Najprawdopodobniej winowajcą jest rozładowany akumulator, a rozwiązaniem problemu – jego ponowne naładowanie. Deska rozdzielcza to bardzo rozbudowany element pojazdu, który ze względu na dużą ilość elektroniki lubi się psuć. Część usterek bez problemu rozwiążemy sami. Jeśli jednak okaże się, że wina leży po stronie silnika, a zapalona kontrolka informuje o problemie, zapewne będziemy potrzebować pomocy mechanika.
Kiedy w twoim aucie szaleje deska rozdzielcza
Wyjeżdżając na wakacje, chcemy przede wszystkim wypocząć i naładować baterie przed powrotem do pracy. W trakcie pobytu na biwaku ważny jest także komfort oraz właściwa organizacja. Niezastąpione w tym przypadku mogą się okazać składane meble turystyczne. Szafki i szafy turystyczne czy minikuchnie pomogą nam zachować ład i porządek w trakcie wakacji. Dzięki nim nasze ubrania nie będą porozrzucane po całym namiocie ani zwinięte czy pogniecione na dnie walizki. Specjalne szafki kuchenne pozwolą na stworzenie minianeksu kuchennego, w którym będziemy przygotowywać posiłki dla całej rodziny. Co więcej, ze względu na niewielkie rozmiary takich mebli oraz ich błyskawiczny montaż możliwe jest ich przewożenie nawet w bardzo małym samochodzie. Najmniej miejsca w bagażniku zajmują meble składane na płasko, zwróćmy zatem na to uwagę przed dokonaniem zakupu. Turystyczne szafki kuchenne Rozkładane i lekkie szafki kuchenne pozwolą nam na stworzenie kuchni w plenerze. Nawet jeśli wybieramy się pod namioty, możliwe stanie się przygotowanie posiłku dla całej rodziny. Szafki kuchenne mają najczęściej wygodne półki na kuchenne drobiazgi, stabilny blat, miejsce na kuchenkę gazową oraz wiatrochron, stelaż z aluminium, a pokrycie poliesterowe. Niektórzy producenci oferują również modele ze specjalnym obszernym schowkiem na butlę gazową. Wśród wielu dostępnych na rynku modeli warto zwrócić uwagę na szafkę kuchennąJum-Box Next Generation model CTW NG. Charakteryzuje się ona dużą wszechstronnością zastosowania oraz wytrzymałością, a waży niecałe 10 kg. Niewątpliwym atutem jest także nowoczesny wygląd aneksu. Szafka ma boczne kieszenie. Za produkt w komplecie z poręczną torbą zapłacimy 743 zł. Szafy i szafki turystyczne Osobom ceniącym turystykę caravingową z pewnością przypadną do gustuszafki i szafy turystyczne. Poukładanie w nich rzeczy na półkach pozwoli na zaoszczędzenie miejsca, a nasze ubrania będą chronione przed pyłem i kurzem. Taki turystyczny mebel możemy też z powodzeniem wykorzystać później w domu, np. jako szafę dla gości. Ciekawą propozycją jest duża, potrójna szafa, w której powiesimy ubrania na drążkach i zapobiegniemy ich wygnieceniu. Dodatkowe półeczki pozwolą nam na przechowywanie np. ręczników czy mniejszych ubrań. Szafa jest niezwykle pojemna, a po złożeniu zajmuje bardzo mało miejsca. Jest zamykana na zamki błyskawiczne pozwalające na niezależny dostęp do każdej z trzech części. System złączek umożliwia jej szybkie złożenie bez używania dodatkowych narzędzi. Cena: prawie 120 zł. Szafka Corby firmy Easy Camppozwoli nam na zachowanie ładu pod namiotem. Świetnie nadaje się do przechowywania żywności lub też innych potrzebnych na wyjeździe drobiazgów. Jest poręczna i bardzo łatwa w transporcie, składa się ją i rozkłada błyskawicznie. Konstrukcja jest lekka i odporna na wilgoć, ma też dodatkowe plastikowe zabezpieczenia. Warto zwrócić uwagę na boczne kieszenie na drobiazgi oraz siatkowe otwory wentylacyjne. Corby zawiera sześć pojemnych półek, a mocna konstrukcja pozwala na jej łatwe przenoszenie nawet po zmontowaniu. Górna ściana szafki świetnie sprawdzi się jako dodatkowa półka. Za szafkę zapłacimy ponad 400 zł. Meble turystyczne zwiększą komfort każdej wyprawy na biwak, pomogą zachować porządek na kempingu oraz przygotować posiłek. Takie wygodne rozwiązania sprawią, że nawet przebywając z dala od cywilizacji, poczujemy się jak w domu.
Meble, które zabierzemy na wakacje nawet małym fiatem
Gry na konsole nie są zarezerwowane tylko dla najmłodszych. Grać może każdy – od kilkulatka, przez dorosłego w kwiecie wieku, aż po seniora. Nawet dla osób starszych jest wiele gier, które sprawią dużo radości i z pewnością umilą wieczory. Mogłoby się wydawać, że konsole do gier powstały z myślą o młodszych graczach, ewentualnie 20-30-latkach, którzy dorastali już z komputerami i poprzednimi generacjami konsol. Ale dlaczego niby seniorzy powinni rezygnować z tej rozrywki? Jest mnóstwo tytułów, które na pewno przypadną do gustu także starszym osobom. I wcale nie muszą to być pasjanse i gry typu mahjong. Xbox 360 Zacznijmy od poprzedniej generacji konsol. Wciąż wiele jest tytułów, które zasługują na uwagę. Seniorom na pewno spodobają się gry z gatunku RPG. Charakteryzują się świetną historią i koniecznością myślenia w trakcie walki. Taką grą jest między innymi „Dragon Age: Inkwizycja”. Z całą pewnością nie jest to bezmyślna strzelanka. Każdy też lubi czasami poczuć adrenalinę związaną z dużymi prędkościami. W takim przypadku idealną propozycją będą wyścigi „Forza Horizon 2”. To doskonały tytuł dla każdego – najmłodszych, tych średnich, a także tych nieco starszych. Na pewno do gustu seniora przypadnie także strategia „Tropico 5”. To kolejna gra, która – zamiast refleksu i zręczności – wymaga myślenia i kombinowania. PlayStation 3 Na PlayStation 3 także można kupić grę „Dragon Age: Inkwizycja”, więc polecamy ją również posiadaczom konsoli Sony. Niestety seria „Forza” to tytuł ekskluzywny dla Xboksa. Na szczęście PlayStation ma godnego konkurenta, który wśród wielu graczy jest uznawany nawet za grę lepszą. Mowa o serii „Gran Turismo”, a w tym przypadku konkretnie o najnowszej odsłonie, czyli „Gran Turismo 6”. Mnóstwo torów, jeszcze więcej samochodów, liczne wyzwania – tytuł jest w stanie wciągnąć na długie godziny. Seniorom powinna się spodobać także gra „Little Big Planet”. Co prawda wymaga odrobiny zręczności, ale w dużej mierze opiera się na sprycie. No i sterujemy w niej sympatyczną, szmacianą lalką i nie ma mowy o przemocy. Xbox One Xbox One to nowsza generacja konsoli Microsoftu, a to oznacza, że oferuje jeszcze lepszą grafikę, większe możliwości i nowsze gry. Dlatego też „Forzę Horizon 2” zamieniamy na dużo lepszą „Forzę Motorsport 6”. Gra prezentuje się obłędnie i po prostu nie może się nie podobać, nawet seniorom. Proponujemy także jedną z najlepszych gier 2015 roku, na dodatek polskiej produkcji, czyli „Wiedźmina 3”. Jednak tytuł ten wymaga zręczności, więc na pewno nie będzie dobry dla każdego. Niektóre starsze osoby mogą sobie z nim po prostu nie poradzić, ale na pewno są tacy, którzy zatracą się w świecie stworzonym przez Andrzeja Sapkowskiego i CD Projekt RED. PlayStation 4 Na najnowszej konsoli Sony na pewno warto zainteresować się dwiema wyścigówkami – „Driveclub” oraz „WRC 5”. Druga będzie lepszą propozycją dla osób interesujących się rajdami samochodowymi z udziałem Roberta Kubicy. Koniecznie trzeba także wypróbować „Wiedźmina 3”, tak samo jak na Xboksie One. Na PS4 dostępna jest także gra „Little Big Planet 3”, a nawet „Dragon Age: Inkwizycja”. Trzeba pamiętać, że 2 lata na rynku to wciąż bardzo młody wiek dla konsoli i jeszcze pojawi się mnóstwo gier. Senior wcale nie musi grać w pasjanse, gry logiczne, szachy, sudoku i inne tego typu twory. Sporo jest gier, które mogą sprawić starszym osobom dużo radości, tak samo jak młodszym odbiorcom. Tak naprawdę wszystko zależy od możliwości oraz gustu danego gracza.
Gry na konsole dla seniorów? Dlaczego nie! Polecane tytuły
Zegarek stanowi element biżuterii, który w pewien sposób odzwierciedla charakter właściciela. W dzisiejszych czasach mnogość wzorów oferowanych przez producentów sprawia, że każdy jest w stanie dobrać dodatek, który pomoże mu wyrazić własną osobowość, zademonstrować poglądy czy po prostu idealnie dopełnić stylizację. Jakie trendy wśród miłośników czasomierzy panują w tym roku? Barwy wiosny Wiosną i latem pozwalamy sobie na odważniejsze eksperymenty kolorystyczne, ożywiamy stroje oryginalnymi dodatkami o intensywnych barwach i cieszymy oczy połączeniami soczystych tonacji. Taki zastrzyk energetyczny w garderobie pozwala nam odczuć przypływ sił witalnych i wykazać większy entuzjazm w stosunku do nowo podejmowanych wyzwań. Nic dziwnego, że wśród dominujących trendów tegorocznego lata znajdziemy dodatki wyróżniające się rozmaitymi połączeniami kolorów. Do najpopularniejszych należą zegarki ombre – przede wszystkim te łączące w sobie odcienie fioletu i błękitu. Subtelne mieszanie kolorów, przechodzących płynnie od najjaśniejszego do najciemniejszego tonu, czaruje delikatnością, a jednocześnie przyciąga wzrok. Kobietom pragnącym podkreślić swój temperament, polecamy zegarki o intensywnej barwie – obok pasków i tarcz odcinających się na tle skóry ostrymi pomarańczami czy czerwieniami nie sposób przejść obojętnie. box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel W stylu retro W ostatnich latach projektanci coraz śmielej nawiązują do estetyki minionych epok – cofamy się w czasie przy wyborze sukienek, kapeluszy, torebek czy butów. Moda na styl vintage nie ominęła również zegarków. Wśród wyjątkowych drobiazgów zaczerpniętych z przeszłości ogromną popularnością cieszą się cyfrowe zegarki z dużymi, kwadratowymi kopertami. Te modele na szerokich bransoletach doceni każda wielbicielka stylu retro oraz oryginalnych dodatków przełamujących nudne schematy. box:offerCarousel Magia detalu Nieprzemijającą popularnością cieszą się obrazki i hasła umieszczane na cyferblacie – umożliwiają one demonstrację przekonań czy zamiłowań. Obecnie możliwość dopasowania dodatków do charakteru jest prawie nieograniczona – wybierz motyw, który oddaje część ciebie i pokaż wszystkim wokół, co ci w duszy gra. Panie ceniące niebanalne, wyraziste wzory mogą wybierać wśród rozmaitej wielkości pasków, kropek i kratek. Pamiętając, że modowy diabeł tkwi w szczegółach, pozwól ulubionym deseniom uzupełnić starannie skompletowaną kreację. box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel box:offerCarousel Jelly time Nieustannym powodzeniem cieszą się także zegarki na gumowych lub silikonowych paskach. Ich uniwersalny wygląd, bogactwo kolorów i niska cena sprawiają, że w zbiorze każdej osoby dbającej o stylizację powinien znaleźć się przynajmniej jeden taki model. Czasomierze jelly pasują zarówno do stylizacji sportowych, jak i eleganckich. Przełamują monochromatyczne zestawienia i ożywiają nawet najzwyklejszy, codzienny look. Zapalonym sportsmenkom polecamy elastyczne opaski LED z podświetlaną godziną, dostępne w bogatej gamie kolorystycznej. box:offerCarousel Dusza na nadgarstku Nietypowy print, oryginalny kształt czy zaskakujący rodzaj zapięcia – te cechy nigdy nie wychodzą z mody z jednej prostej przyczyny – każdy z nas jest inny, a odpowiednio dobrany zegarek pozwala tę odrębność i wyjątkowość podkreślić w nienachalny sposób. Ogromny wybór niebanalnych rozwiązań prezentuje marka Swatch – wśród niekonwencjonalnych wzorów znajdziemy między innymi tarczę otoczoną miniaturowym zegarem z kukułką czy model z dwiema kopertami na jednym pasku. Każda kobieta, która lubi łamać schematy i wyróżniać się w tłumie z pewnością doceni także ponadczasowy urok zegarków na łańcuszku. Te urokliwe drobiazgi od lat urzekają eleganckim pięknem, a niektóre spośród misternie zdobionych ścianek to prawdziwe dzieła sztuki. Wszystkim miłośniczkom sekretów polecamy zwłaszcza modele z rzeźbionym tyłem, pozwalającym na przejrzenie zegarka „na wskroś” i obserwację pracy jego miniaturowego serduszka.
Najpiękniejsze damskie zegarki – lato 2017
W zimowe popołudnia, gdy dzieci zazwyczaj przebywają w domu, doskonałym pomysłem na wspólne spędzanie czasu jest przygotowanie ozdób choinkowych. Z prostych i łatwo dostępnych materiałów możecie wyczarować oryginalne bombki! Aby w zabawie mogły brać udział nasze pociechy w różnym wieku, proponujemy zaangażować zarówno dzieci w wieku przedszkolno-szkolnym, jak i młodsze rodzeństwo! Większe dzieci mogą zająć się tworzeniem ozdób, mniejsze – ozdabiać bombki różnymi kształtami. Więcej pomysłów na ozdoby choinkowe, które możecie zrobić razem z dziećmi, znajdziecie tu. Będą potrzebne: Kolorowe arkusze filcu Pomponiki poliestrowe Klej do hobby lub do tkanin Sznurek Nożyczki Ołówek Rzepy Szklanka Krok 1. Przyłóż szklankę do arkusza i odrysuj ołówkiem kółko, które będzie podstawą bombki. Krok 2. Przygotuj kilka kółek w różnych kolorach i wytnij je nożyczkami. Starsze dzieci mogą wycinać same, mniejsze potrzebują nadzoru rodziców. Krok 3. Ołówkiem na kolorowych arkuszach rysujemy ulubione kształty, np. serduszka, choinki, mogą być też proste figury geometryczne dla mniej wprawnych rysowników. Krok 4. Nożyczkami wytnij narysowane kształty. Krok 5. Odetnij mały kawałek rzepu – będzie potrzebna tylko ostra strona taśmy z rzepami. Krok 6. Klejem do tkanin przymocuj ostrą część rzepu na podstawę bombki (chropowatą stroną do góry). Krok 7. Poproś dzieci i razem wybierzcie odpowiednie kształty do każdej podstawy bombki. Nałóżcie filc na rzep. Krok 8. Gdy dana bombka się znudzi dzieci mogą zmieniać jej wygląd. dowolnie miksując kolory i wzory. To także świetne zajęcie dla najmłodszych dzieci! Krok 9. Pomponiki posmaruj klejem i naklej na bombkę. Krok 10. Nożyczkami zrób dziurki na sznurek i pomóż dzieciom przewlec go, a potem zawiąż. Krok 11. Gotowe ozdoby dzieci mogą dowolnie konfigurować, zmieniając wierzchnie dekoracje bombek.
Ozdoby choinkowe, które możesz zrobić z dzieckiem w domu – DIY
Tablety stają się coraz tańsze i szturmem podbijają polski rynek, zabierając część udziałów laptopom. Gdy jednak nie chcemy całkiem rezygnować z fizycznej klawiatury, z pomocą przychodzą tzw. hybrydy. Te ostatnie także stają się coraz tańsze, a wybór modeli zwiększa się w błyskawicznym tempie. Oczywiście pojawiają się też droższe (za około 2500 zł i więcej) warianty z mocniejszymi podzespołami (np. procesory Intel Core i3 czy Core i5), przeznaczone dla bardziej zaawansowanych użytkowników. Jednak póki co, rynek tanich hybryd zdominowały niedrogie (poniżej 1000 zł) tablety z systemem Android. Mimo tego, są to w większości przypadków „zabawki”, w jakich klawiatura jest dodawana niejako przypadkiem, bardzo często dlatego, że wykorzystuje ona łączność Bluetooth lub stanowi integralną część dołączanego futerału (korzystając z łączności przez microUSB) i z tego powodu jest łatwo wykrywana przez system operacyjny Google. Nie ma jednak mowy o tym, aby posiadała ona np. dodatkową baterię czy dysk twardy – Android to, bądź co bądź, system stworzony z myślą o interfejsie dotykowym. Inaczej ma się sytuacja z hybrydami z Windowsem 8, które początkowo nie były zbyt popularne z uwagi na wysoką cenę czy obecność Windowsa 8 w wersji RT, umożliwiającego jedynie uruchamianie aplikacji w interfejsie „kafelkowym” (bez opcji korzystania z tradycyjnych i wciąż zdecydowanie bardziej dostępnych programów). Obecnie jednak marki, takie jak Colorovo czy Modecom, oferują 10-calowe tableto-laptopy za niewiele ponad 1000 zł, zatem dopłata w stosunku do tabletów z systemem Google z wyższej półki (niekoniecznie z wbudowaną klawiaturą) jest stosunkowo niewielka. Microsoft w przypadku Windowsa 8 „odrobił lekcje” i wzorem Apple’a czy Google, stara się przywiązać użytkowników do swoich produktów z różnych kategorii: PC, laptop, tablet, hybryda. Coraz więcej danych czy ustawień może być przechowywanych w chmurze (OneDrive, znany wcześniej jako SkyDrive), zatem łatwo poszczególne urządzenia ze sobą zsynchronizować. Kolejną zaletą dla wielu osób jest możliwość uruchamiania na hybrydach aplikacji, z których na co dzień korzysta się na „dużych” komputerach, a także obecność Microsoft Office, mimo wszystko oferującego większe możliwości oraz kompatybilność niż pakiet biurowy w wykonaniu Google. Jak wcześniej wspomniano, hybrydy działające na Windowsie 8 wyposażone są w bardziej zaawansowane klawiatury. Do połączenia wykorzystują one metody autorskie, a nie Bluetooth czy USB, nie trzeba więc ich parować i ładować. Nierzadko posiadają też wbudowany dodatkowy dysk czy akumulator (np. popularny i ceniony Asus Transformer T100). Ponadto, korzystając z hybryd, należy przyzwyczaić się do innego niż zwykle rozkładu wagi – najczęściej bowiem to ekran jest cięższy niż klawiatura, chyba, że w tą ostatnią wbudowano dodatkową baterię czy dysk, zwiększający wagę. Hybryda to w zasadzie duży tablet, więc tak jak w przypadku tych ostatnich, powierzchnia matrycy jest błyszcząca, co sprawia, że kolory są bardziej nasycone, lecz wzmaga to wszelkiego rodzaju refleksy i utrudnia pracę w mocnym oświetleniu. Na pocieszenie pozostaje fakt, że w zamian otrzymuje się wyświetlacz, wykonany w technologii IPS, cechujący się barwami oraz kątami widzenia wyraźniejszymi, niż ma to miejsce w stosowanej najczęściej matrycy TN. Co więcej, w droższych laptopo-tabletach montowane są wyświetlacze o rozdzielczości Full HD, co jest rzadko spotykane w komputerach przenośnych z podobnej półki cenowej. Czy hybrydy mają przyszłość? Jak najbardziej, w końcu zawsze dobrze jest mieć tablet, do którego w razie potrzeby jesteśmy w stanie podpiąć typową klawiaturę. Można też wnioskować, że to rozwiązanie w niedługim czasie będzie należeć do produktów z systemem operacyjnym Microsoftu, które stają się coraz tańsze, a pozwalają przenieść możliwości „dużego komputera” do mniejszego urządzenia. Android powinien zdominować rynek tańszych komputerów z dołączaną klawiaturą, przeznaczonych dla mniej wymagających konsumentów. Wielkiego sukcesu nie należy zaś wróżyć hybrydom z dużym ekranem. O ile bowiem najczęściej kupowane są laptopy z ekranem 15-calowym, to wydaje się, że w przypadku hybryd maksimum stanowi 13 cali, co zapewnia odpowiedni kompromis pomiędzy wielkością ekranu a wagą całego urządzenia. Oczywiście, można spodziewać się też, iż rynek zdominują tanie hybrydy z ekranem 10 cali. " standardAllegro: "true" categoryId: "491" limit: 12 )
Tablet i laptop w jednym – hybrydowe „czy warto”?
Wielu użytkowników pojazdów na pewno słyszało nazwę „przepływomierz powietrza”. Jaka rolę pełni w samochodzie? W jakich jednostkach jest montowany? Przepływomierz – czym jest? Przepływomierz, a tak naprawdę przepływowy miernik masy powietrza, mierzy, ile powietrza trafia do silnika. Na podstawie jego wskazań komputer wylicza odpowiednią dawkę paliwa. W silnikach benzynowych pełni szczególnie ważną rolę, ponieważ od odpowiedniej dawki mieszanki paliwowo-powietrznej zależy efektywność spalania, praca silnika, a co za tym idzie – od ilość zużytego paliwa. Zlokalizowany jest w układzie dolotowym powietrza, znajduje się tuż za obudową filtra powietrza. Zobacz też: Płuca silnika spalinowego – kilka słów o filtrach powietrza Przepływomierz klapkowy Przepływomierz klapkowy najczęściej spotkamy w starszych silnikach. Jego zasada działania jest bardzo prosta i polega na wychylaniu się klapki o pewien kąt. Klapka ta jest połączona z potencjometrem. Jej kąt wychylenia zależny jest od strumienia powietrza, który dostaje się do układu. Informacja o kącie trafia do modułu mierzącego, który następnie przesyła ją do jednostki sterującej. Konstrukcja klapkowego przepływomierza jest bardzo wytrzymała. Jego najczęstszą usterką jest rozsadzenie klapy. Dzieje się tak najczęściej w jednostkach wyposażonych w instalację gazową. Powodem awarii jest płomień zwrotny, który powoduje gwałtowne zamknięcie klapy. Przepływomierz masowy Przepływomierz masowy najczęściej montowany jest w kolektorze dolotowym za filtrem powietrza. Pomiar masy powietrza odbywa się na zasadzie pomiaru natężenia prądu potrzebnego do utrzymania stałej temperatury drutu, który jest chłodzony przepływającym powietrzem. Drut wykonany jest z platyny. Aby utrzymać stałą temperaturę platynowego drucika, układ zwiększa ilość płynącego prądu. Wraz ze wzrostem prądu rośnie zapotrzebowanie na paliwo. Napięcie przepływomierza jest napięciem wyjściowym dla sterownika silnika, który odpowiada również za pracę wtrysku paliwa. Przepływomierz masowy jest bardzo czuły na zabrudzenia, dlatego aby uniknąć jego awarii, należy regularnie zmieniać filtr powietrza. Przy wymianie warto pokusić się też o wyczyszczenie układu, ale nie używajmy w tym celu wody. Przepływomierz typu VORTEX Jeden z najbardziej nowoczesnych oraz skomplikowanych w budowie przepływomierzy. Pomiar masy przepływającego powietrza odbywa się za pomocą ultradźwięków. W kolektorze dolotowym umieszczony zostaje generator, który odpowiedzialny jest za wytwarzanie drgań. W miejscu, w którym powstają drgania, zamontowany jest mikrofon, który wychwytuje ruchy powietrza. Użycie przepływomierza typu VORTEX wymaga montażu rozbudowanego systemu pomiarowego, który nie tylko dokona pomiaru, ale przekształci oraz przeanalizuje dane, a następnie dostarczy je do komputera. Zepsuty przepływomierz? Co ciekawe, producenci aut nie przewidują wymiany przepływomierza regularnie. Najczęściej do awarii dochodzi po około 100 000–120 000 kilometrów. Objawy usterki są wręcz identyczne jak w przypadku sondy lambda: silnik traci moc, jego praca staje się nierówna, zdecydowania wzrasta zużycie paliwa. W wielu przypadkach pierwszym objawem jest zapalenie się kontrolki CHECK ENGINE. W wielkim skrócie – awaria przepływomierza skutkuje dostarczaniem złych danych o ilości powietrza do komputera, a co za tym idzie – zostaje dobrana zła dawka paliwa, co skutkuje nierówną pracą silnika.
Przepływomierz powietrza – co to takiego i najczęstsze usterki
Zakup własnego mieszkania wiąże się z niemałym wydatkiem, zwłaszcza jeżeli ponosimy go samodzielnie ze względu na wolny stan cywilny. Początki życia singla na swoim nie należą do łatwych, ponieważ musi on wyposażyć każde pomieszczenie. Jak urządzić sypialnię dla jednej osoby w kawalerce za mniej niż 1500 zł, aby stanowiła idealne miejsce wypoczynku po trudach przeprowadzki? Współczesny singiel żyjący w dużym mieście jest nastawiony na robienie kariery zawodowej i niewiele czasu spędza w mieszkaniu. Zazwyczaj stanowi ono jedynie miejsce noclegu, dlatego z reguły nie chce on inwestować dużych środków finansowych w jego wyposażenie. Singiel poszukuje ekonomicznych i praktycznych rozwiązań, najważniejsza jest dla niego dobra organizacja przestrzeni (w przeciwieństwie do singielki, która przywiązuje wagę do estetyki). W jaki sposób funkcjonalnie urządzić pomieszczenie sypialniane w kawalerce, które jest jednocześnie salonem? Łóżko do sypialni singla W kawalerce sypialnia pełni funkcję pokoju dziennego, należy zatem wybrać mebel wypoczynkowy, na którym będzie można przyjmować gości, jak również wypocząć po powrocie z pracy. Najlepiej sprawdzi się model rozkładany – za dnia pełniący funkcję kanapy, a wieczorem jednoosobowego łóżka (na Allegro nabędziemy rozkładaną kanapę Balcerek, na której zasiądą dwie osoby, w cenie około 800 zł). Pracującemu i aktywnemu towarzysko singlowi brakuje czasu na odpoczynek w trakcie dnia, dlatego musi zadbać o komfort snu, który wpływa na wydajność jego pracy. Warto wziąć pod uwagę zakup mebla o powierzchni do spania wynoszącej 140 na 200 cm, pamiętając, że optymalna długość łóżka jest równa liczbie odpowiadającej naszemu wzrostowi powiększonej o 20 cm. Dopełnieniem aranżacji sypialni może być szafka nocna, która w ciągu dnia będzie pełnić funkcję stolika kawowego (cena mebla z dwiema szufladami w kolorze wenge to od 45 do 180 zł). Kołdra i poduszka do sypialni singla Do sypialni w kawalerce najlepiej zdecydować się na mebel wypoczynkowy z funkcją przechowywania. Na niewielkiej przestrzeni należy szczególnie dbać o porządek, bowiem wystarczy odłożyć kilka rzeczy nie na swoje miejsce, aby zaburzyć ład. Problem porannego ścielenia łóżka rozwiąże szuflada pod nim, do której szybko schowamy kołdrę i poduszkę. Najlepiej wybrać kołdrę o wymiarach 90 na 200 cm lub 140 na 200 cm – to standardowe wymiary kołder na łóżko dla jednej osoby (całoroczną kołdrę puchową poszytą bawełną kupimy w cenie 199 zł) i poduszkę o wymiarach 70 na 80 cm (model pikowany z lyocellu kupimy na Allegro w cenie do 150 zł). Zestaw pościeli do sypialni singla Dla w pełni komfortowego wypoczynku sypialnia powinna być dostosowana do gustu singla, zatem urządzona w jego ulubionym stylu: loftowym, klasycznym lub skandynawskim. Preferowana stylistyka determinuje kolorystykę i wzornictwo pościeli – poszwy na kołdrę i poszewki na poduszkę. Idealną propozycją dla singla wydaje się ta surowa w wyrazie. Jak uzyskać taki efekt? Wystarczy kupić komplet pościeli w odcieniach czerni, szarości i bieli (czarno-biały dwustronny model jest dostępny na Allegro w cenie od 45 zł). Suma wydatków na podstawowe meble i akcesoria do sypialni singla nie przekracza 1500 zł. Warto pamiętać, że w parze z realizacją dekoracyjnych marzeń powinna iść funkcjonalność wyposażenia. Jest to szczególnie ważne w kawalerce, której przestrzeń użytkowa jest niewielka.
Sypialnia dla singla za mniej niż 1500 zł
Zbiory opowiadań to bardzo przyjemne lektury na jesienne wieczory, których największą zaletą jest to, że trudno odczuć znużenie w trakcie ich czytania. Krótkie historie nie pochłoną też całej nocy lub kilku dni, a zaledwie godzinę lub dwie. Można uprzyjemnić sobie nimi czas przed snem lub w przerwach między obowiązkami. W poniższym zestawieniu znalazło się 5 tytułów bardzo różnych pod względem gatunkowym. Jest antologia obyczajowa, quasi-naukowa – z nutą mrocznych tajemnic, fantastyka w wydaniu znanego aktora, opowiadania reporterskie o USA oraz opowiadania z dreszczykiem autorstwa aż 17 pisarzy, zebrane w jednej książce. „Wiadomość” – Tove Jansson Autorka znana przede wszystkim jako “Mama” Muminków przez całe życie pisała również prozę dla dorosłych. „Wiadomość” to zbiór wspaniałych, skromnie i subtelnie napisanych 31 opowiadań, idealnych na długie jesienne wieczory. Tove Jansson zabiera czytelnika do krainy swoich przemyśleń, gdzie w znakomity i bardzo charakterystyczny sposób relacjonuje historie życia artystów, samotników, pasjonatów, ludzi samotnych oraz tych uwikłanych w toksyczne relacje. Historie, które nie mają morału ani punktu zwrotnego, są jedynie przekazem rzeczywistości. „Dagon” – H.P. Lovecraft Jedenaście opowiadań zebranych w tomie zatytułowanym „Dagon” to dzieło mistrza weird fiction, nieco odbiegające od jego innych książek. Tym razem autor nie przytacza historii szkaradnych monstrów, ale bardziej skupia się na próbach naukowego wyjaśnienia mrocznych tajemnic. Każde z opowiadań tworzy odrębną historię, ale po przeczytaniu wszystkich uzyskuje się spójną wizję fantastycznego świata Lovecrafta. „Kolekcja nietypowych zdarzeń” – Tom Hanks „Kolekcja nietypowych zdarzeń” to debiut literacki jednego z najbardziej rozpoznawalnych aktorów na świecie. Tom Hanks przedstawia w swojej książce zbiór 17 opowiadań o nietypowych postaciach, zupełnie oderwanych od rzeczywistości, podróżujących w czasie i samodzielnie konstruujących kosmiczne pojazdy. Język, którym się posługuje, jest lekki i pełny groteskowego humoru na najwyższym poziomie. W „Kolekcji nietypowych zdarzeń” Hanks przekonuje, że nie istnieją żadne bariery, świat nie ma granic i każdy może być nieśmiertelny. „Drobinki nieśmiertelności” – Jakub Ćwiek Autor bestsellerowego cyklu opowiadań „Kłamca” w swojej najnowszej książce zabiera czytelnika w podróż po Stanach Zjednoczonych. To co odróżnia „Drobinki” od innych tytułów Ćwieka, to brak literackiej fikcji. „Drobinki” to fantastycznie opowiedziane historie ludzi osobiście spotkanych przez pisarza w czasie jego inspirowanej popkulturą podróży po USA. Każde opowiadanie relacjonuje prawdziwe wydarzenia, opisuje rzeczywiste miejsca, ludzi i ich życie. Na końcu opowiadania zawsze znajduje się krótki opis okoliczności, w jakich powstało. „17 szram” – praca zbiorowa „17 szram” to kolejna po „11 cięciach”, „13 ranach” i „15 bliznach” antologia opowiadań autorów specjalizujących się w literaturze grozy i horroru. W „17 szramach” znalazły się utwory zarówno polskich, jak i zagranicznych twórców, pozycje kultowe oraz najnowsze dzieła, np. "Rozpruwacz" F. Paul Wilsona, "Ciało/Krew" Dawida Kaina oraz "18+" Pawła Waśkiewicza. Jest tutaj również "Legenda o Sleepy Hollow" Washington Irvinga, która stała się inspiracją dla Tima Burtona do nakręcenia filmu “Sleepy Hollow” z Johnnym Deppem w roli głównej. Wszyscy autorzy „17 szram”: Graham Masterton, Mort Castle, Michał Gacek, Dawid Kain, Kazimierz Kyrcz jr, Łukasz Radecki, Robert Cichowlas, Francis Paul Wilson, Aleksandra Zielińska, Jacek M. Rostocki, Ramsey Campbell, Krzysztof Maciejewski, Joseph Nassise, Washington Irving, Robert Ziębiński, Carlton Mellick III oraz Paweł Waśkiewicz.
Zbiory opowiadań najlepsze na długie jesienne wieczory
W ostatnich latach temat emigracji wrócił ze wzmożoną siłą. Ludzie opuszczają kraje, w których się urodzili, wychowali i prowadzili często szczęśliwe życie. Tak było przed wiekami, tak jest i dziś. Rozmaite oblicza emigracji od dawna analizie poddaje również literatura. Przygotowałem dla was zestaw kilku książek, które z sukcesem mierzą się z tym niełatwym tematem. Starałem się, by był on różnorodny, dlatego moje propozycje uwzględniają również komiks i książkę… dla dzieci. Polska inwazja Londyńczycy Ewy Winnickiej ze zdjęciami Chrisa Niedenthala to pierwsza odsłona zmagań autorki z tematem Polaków na Wyspach. Nie jest to jednak opowieść li tylko o emigrantach lat ostatnich, czyli osobach, które do Wielkiej Brytanii wyjechały wyłącznie „za chlebem”, ale o… Ziemianach na Marsie. Między 1939 a 1947 r. wojna i polityka wygnały tam prawie 200 tysięcy Polaków. Parafrazując słowa piosenki Davida Bowiego, pojechali sprawdzić, czy i jakie jest życie na Marsie. I wcale nie byli zachwyceni rezultatem. „Wylądowaliśmy na Marsie i żeby przeżyć, musieliśmy założyć tam Polskę", powiedział jeden z „najeźdźców”. Londyńczycy pokazują nam, jak żyło się Polakom na obcej planecie i kim stały się urodzone tam dzieci. Książka Winnickiej daje nam okazję, by poznać kilkanaście historii ludzi, którzy zmuszeni byli wyjechać i zacząć życie w zupełnie obcym dla siebie świecie. Drugie wydanie tejże książki wzbogacone zostało o pięć zupełnie nowych reportaży oraz tak zwany „samouczek emigranta”, który pierwotnie ukazał się w roku 1946 jako instrukcja dla Polaków chcących odnieść sukces za granicą. Temat polskich emigrantów w Wielkiej Brytanii z sukcesem kontynuowała Winnicka w książce Angole. Tym razem przyglądamy się ostatniej „polskiej inwazji”, w ramach której w ciągu ostatniej dekady wyemigrowało tam, jak niektóre szacunki podają, ponad milion osób. Autorka wybrała się w podróż po Wyspach, by dać głos przybyszom, niezależnie od ich statusu czy grupy społecznej. Mamy tutaj zatem rozmowy z polskimi robotnikami, studentami, przestępcami, a także bezdomnymi. Winnicka pyta ich, jak podoba im się kraj, dla którego postanowili opuścić swoją ojczyznę. Poznajemy ich wyspiarskie radości, rozczarowania, sukcesy, a także porażki. Angole to doskonałe uzupełnienie Londyńczyków, które jest pozycją obowiązkową na półce każdego, kto sięgnął już po poprzednią książkę autorki. Emigracja w obrazkach NIE dla najmłodszych Rozmówki polsko-angielskie Agaty Wawryniuk to reportaż bardzo oryginalny, bo przygotowany w formie komiksu. Na światowym rynku wydawniczym nie jest to żadna rewolucja, gdyż mieliśmy już z aplauzem przyjęty Phenian Guya Delisle'a czy równie dobrą Palestynę Joego Sacco, jednak w Polsce wciąż jest to pewna nowość. No i pojawia się Wawryniuk, z rozbrajającą szczerością prezentując nam scenki z życia młodych emigrantów w Wielkiej Brytanii. Wszystko w tym komiksie jest wyjątkowe – od tematyki po kreskę. Autorka nie zadowala się fotograficzną dokładnością, lecz serwuje nam grafikę mocno karykaturalną, co pozwala jej jeszcze lepiej uwydatnić wady i przywary swoich bohaterów. Warto wiedzieć, że Rozmówki polsko-angielskie zaczynały jako praca dyplomowa młodej artystki na wrocławskiej ASP, natomiast album ukończony został dzięki specjalnemu stypendium ufundowanemu przez sklep.gildia.pl. Poza tym komiks stał się laureatem dwóch nagród komiksowych w Polsce za najlepszy album 2012 roku: na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi oraz Festiwalu Komiksowa Warszawa. A to i tak nie wszystkie laury, jakie spadły na Wawryniuk za ten wyjątkowy pod każdym względem album. O emigracji dla najmłodszych Emigracja Jose Manuela Mateo i Javiera Martineza Petro przypomina nam o tym, że ten niezwykle istotny temat poruszać należy już wśród najmłodszych. Aby trafić do serc i umysłów dzieci, nie wystarczy jednak sama treść, dlatego autorzy postanowili nadać swojemu dziełu formę niecodzienną i przepiękną. To niezwykłe wydawnictwo… składa się w harmonijkę, jest przewiązane wstążką, a kiedy je rozłożymy, naszym oczom ukazuje się obraz nawiązujący do sztuki meksykańskiej. Bo właśnie o meksykańskich emigrantach książeczka Mateo i Martineza opowiada. Śledzimy losy dwójki dzieci, które wraz z rodzicami nielegalnie przekroczyły granicę, by szukać lepszego życia w Stanach Zjednoczonych. Emigracja to wydawnictwo niezwykle ważne, bo w piękny, a zarazem przejmujący sposób pokazuje najmłodszym, że świat jest miejscem, w którym nadal mamy bardzo dużo do zrobienia, zanim z pełnym przekonaniem będziemy mogli nazwać go miejscem wspaniałym. Brama do Ameryki Małgorzata Szejnert, która jest absolutną gigantką polskiego reportażu, za sprawą książki zatytułowanej Wyspa klucz zabiera nas na Ellis Island. Ta maleńka wyspa u wybrzeży Nowego Jorku przez długie lata określana była jako „brama do Ameryki”. Związane są z nią losy potężnej liczby imigrantów, którzy od końca XIX wieku aż do lat 50. wieku XX przybywali do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia bądź uciekając przed prześladowaniami. W tym czasie przez ten mały skrawek lądu przewinęło się około 12 milionów osób! Szczęśliwcy nie zabawiali tam dłużej niż kilka godzin, byli jednak tacy, którzy musieli czekać na przekroczenie „bramy Ameryki” nawet ponad rok. Imigranci poddawani byli kwarantannie i rozmaitym badaniom, które miały sprawdzić, czy nadają się do wkroczenia do „krainy marzeń i snów”. Byli też tacy, których w drogę powrotną odprawiano natychmiast, gdyż z różnych przyczyn absolutnie nie nadawali się do tego, by zostać obywatelami amerykańskimi. Szejnert z detalami odtwarza koleje losów emigrantów polskich, niemieckich, rosyjskich, żydowskich oraz włoskich, pozwalając nam jednocześnie przyjrzeć się postaciom komisarzy, pielęgniarek, lekarzy czy też tłumaczy, którzy na co dzień pracowali na Ellis Island. Piękna to i niezwykle cenna książka – tym wartościowsza, że wzbogacona o unikatowe archiwalne zdjęcia. Pozycja absolutnie obowiązkowa!
Najciekawsze reportaże o emigracji
Każdego roku na rynku gier pojawia się sporo nowości wartych uwagi, ciekawych rozszerzeń i aktualizacji znanych wszystkim klasyków. Prezentujemy pięć gier, do których w 2017 roku możemy zasiąść całą rodziną i zapewnić sobie wspaniałą rozrywkę. Systematycznie powiększa się oferta gier, rośnie również grupa ich miłośników i osób, które osobiście się przekonały, że może to być fantastyczny sposób spędzania czasu. Gry przeznaczone dla całych rodzin są coraz lepiej zaprojektowane i nastawione nie tylko na rozrywkę, ale także rozwijanie rozmaitych umiejętności i zacieśnianie więzi dziećmi z rodzicami. Interesujące nowości pozytywnie zaskakują również przystępnymi cenami. Wszystkie wymienione w poniższym zestawieniu kosztują dużo mniej niż 80 zł. Ciastem w twarz od Hasbro (od 36,50 zł). Gra zapewnia mnóstwo śmiechu, zabawy i zaskakujących sytuacji. Spodoba się wszystkim, którzy zawsze marzyli o wzięciu udziału w bitwie na torty albo lubią się po prostu czasem wybrudzić. W pudełku znajdziemy specjalny miotacz z rączką, na której umieszczamy gąbkę zmoczoną wodą lub solidną porcję bitej śmietany. Następnie każdy z graczy kręci rączką miotacza. Ci, którym uda się tak nią manewrować, że miotacz nie rzuci w nich swoją zawartością, otrzymują punkty. Wygrywa ten, kto pierwszy zdobędzie 25 punktów. Gra spodoba się szczególnie młodszym dzieciom. Świetnie rozładowuje napięcie i pozwala na odrobinę szaleństwa. Granna Tempo Junior (od 48,20 zł) To propozycja dla miłośników prostych zasad, lecz jednocześnie wielu wyzwań. Gracze losują ilustrowane karty kategorii, a następnie każdy stara się w ciągu 30 sekund wymyślić jak najwięcej związanych z nią słów. Czas odmierza dołączona do zestawu ukryta klepsydra. Dodatkowe karty i żetony pozwalają na rozszerzenie rozgrywki i stworzenie trudniejszych wariantów, dostosowanych do wieku, wprawy i możliwości uczestników. Dzięki temu w grze mogą brać osoby w różnym wieku i dla każdej będzie to wyzwanie. Planeta Nomino (od 55,99 zł) To najnowszy produkt Karola Madaja i Manuka Studio, czyli twórców przebojowej „Kolejki”. Tym razem gracze całą rodziną wyruszają na tytułową planetę Nomino, by odkryć jej tajemnice. W pudełku znajdziemy karty z tajemniczo wyglądającymi urządzeniami, zabawnie brzmiącymi nazwami i misjami dla dzielnych odkrywców. Zadaniem graczy jest ich dopasowywanie do siebie i układanie na planszy, za co otrzymują punkty w formie gwiazdek. Ten, kto zdobędzie ich najwięcej, zapisze się na kartach historii jako niezłomny eksplorator kosmicznych obiektów. Można wprowadzać nowe warianty rozgrywki i utrudnienia dla bardziej wprawionych graczy, co sprawia, że gra nie staje się nudna nawet po kilku partiach. Ego Family od Trefl (od 64,90 zł) Rodzina jest już w tytule. To wspaniała gra, dzięki której sprawdzimy swoją wiedzę na temat domowników i zacieśnimy relacje z nimi. Przed uczestnikami karty z 330 pytaniami i odpowiedziami do wyboru. Gracz losuje kartę, a pozostali obstawiają za pomocą kolorowych żetonów, którą odpowiedź wybierze. Punkty otrzymują ci, którzy odgadną prawidłowo. Zwycięża gracz, który zdobędzie najwięcej punktów, a tym samym najlepiej zna swoją rodzinę. Gra i zawarte w niej pytania mogą być świetnym pretekstem do porozmawiania na tematy do tej pory nigdy nieporuszane, a także do bliższego poznania poglądów czy sposobu myślenia naszych najbliższych. Trefl Strażak Sam Ready for Action (od 24,90 zł) To gratka dla wszystkich wielbicieli nieustraszonego strażaka Sama i jego współpracowników. Gracze przenoszą się do bajkowego Pontypandy, w którym mieszkańcy wiodą spokojne i sielankowe życie, ponieważ wiedzą, że dzielni strażacy całą dobę czuwają nad ich bezpieczeństwem. W pudełku znajdziemy pionki, planszę i żetony, dzięki którym uczestnicy wcielą się w dzielnych bohaterów realizujących niebezpieczne misje. Gra przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom serialu, ale także wszystkim, którzy marzą o przeżywaniu przygód. Nowe gry rodzinne obejmują szeroką tematykę, mają zróżnicowane zasady i czas rozgrywki. Dzięki temu bez problemu wybierzemy propozycję odpowiednią dla naszych domowników, która zapewni fantastyczną zabawę we własnym gronie.
Pięć najnowszych gier rodzinnych do 80 zł
Brzmi to paradoksalnie, ale w Polsce nie musimy mieć obowiązkowo w pojeździe apteczki samochodowej. Mimo że przepisy nas do tego nie zmuszają, warto zaopatrzyć się w ten element wyposażenia, ponieważ może pomóc nie tylko w prostych sytuacjach typu zwykłe skaleczenie, ale czasem nawet uratować życie. Samo posiadanie to jednak nie wszystko, trzeba jeszcze wiedzieć, co powinno być w apteczce i systematycznie sprawdzać jej zawartość. Bez tego ani rusz Do podstawowych elementów wyposażenia apteczki (np. din 13164, Godmar) należy plaster z gazą, kompres (czyli sama gaza), plaster bez gazy, opaska elastyczna/bandaż elastyczny, chusta opatrunkowa i tzw. koc ratunkowy. Nie ma on nic wspólnego z kocem, który zabieramy na plażę lub przykrywamy się w nocy – to cieniutki materiał o wymiarach 160 na 210 cm. Nie wszyscy zalecają, ale my jednak rekomendujemy również środek dezynfekujący, na przykład wodę utlenioną. Pomocnik w pierwszej pomocy Niektórych to może zdziwić, ale jednym z najważniejszych elementów, których w apteczce nie powinno zabraknąć, są jednorazowe rękawiczki z lateksu. Podczas udzielania pomocy musimy zadbać nie tylko o rannego, ale przede wszystkim o własne bezpieczeństwo. Przecież w przypadku zdarzenia drogowego może dojść do sytuacji, gdy będziemy ratować nieznaną nam chorą osobę. Po każdym użyciu rękawiczki należy wyrzucić. Przydadzą się również nożyczki bez ostrych końcówek. Do apteczki powinniśmy koniecznie dołączyć maskę/ustnik, które pozwolą bezpiecznie wykonywać sztuczne oddychanie bez narażenia swojego zdrowia. Przyda się też instrukcja udzielania pierwszej pomocy – należy przestudiować ją tuż po zakupie apteczki, a nie dopiero w momencie, gdy coś się wydarzy, bo wtedy czas odgrywa kluczową rolę. Tabletki powalczą z bólem Mimo że w wielu publikacjach medialnych i internetowych związanych z obowiązkową zawartością apteczki nie znajdziemy informacji o wyposażeniu apteczki w leki, zalecamy kilka z nich wozić w samochodzie. Przede wszystkim dotyczy to osób przewlekle chorych, by zaradzić ewentualnym dolegliwościom podczas jazdy lub mieć systematycznie zażywany medykament w razie pozostawienia go w domu, ale nie tylko. Zdrowi ludzie także powinni zawsze mieć w pojeździe tabletkę przeciwbólową (np. Apap, Ibuprom) pozwalającą opanować złe samopoczucie, by dotrzeć do celu, szczególnie jeśli tylko my posiadamy uprawnienia do prowadzenia samochodu lub po prostu jedziemy sami. Warto zabrać środek na zahamowanie biegunki, np. węgiel lub Stoperan. Wielu kierowców i pasażerów aut przerwę w pokonywaniu trasy wykorzystuje na zjadanie fast-foodów, które nie zawsze dobrze działają na trawienie. Czujność przede wszystkim Jednorazowy zakup apteczki i jej ewentualne doposażenie to nie wszystko. Niemal każdy medykament ma określoną datę przydatności do spożycia/zużycia. Zażycie przeterminowanego leku grozi poważnymi konsekwencjami dla zdrowia. Dlatego dwa razy w roku, np. przed zimowymi i letnimi feriami, trzeba przejrzeć stan środków medycznych w apteczce, te niepotrzebne włożyć do worka i zanieść do apteki, uzupełniając braki. To czynność tak samo ważna, jak okresowe czyszczenie klimatyzacji czy sprawdzanie poziomu oleju. Ważną rolę odgrywa przechowywanie apteczki – w miejscu, które łatwo zapamiętać, ale koniecznie pozbawionym promieni słonecznych, które źle działają na środki medyczne. Apteczki kosztują stosunkowo niewiele, standardowo kilkadziesiąt złotych, są różnej wielkości, niektóre obudowę mają z gumy, inne z plastiku. Bywają także mocowane na przylepce. Inwestycję trzeba poczynić, bo nigdy nie wiadomo, czy komuś w ten sposób nie zdołamy pomóc lub sami nie będziemy potrzebować ratunku.
Przegląd apteczki samochodowej – jak często robić?
Starsi gracze na pewno narzekają na poziom trudności dzisiejszych gier. Kiedyś wirtualna rozgrywka stawiała przed użytkownikiem dużo większe wymagania i trzeba było naprawdę mocno się natrudzić, aby ukończyć kolejne etapy. Jest jednak kilka tytułów, które przeszły do historii jako jedne z najtrudniejszych, jakie kiedykolwiek powstały. Dzisiejsze gry uchodzą za stosunkowo łatwe. Gracze rzadko mają ochotę stawać przed ciężkimi wyzwaniami i wysoko postawiona poprzeczka szybko ich zniechęca do tytułu. To spory problem dla nieco starszych graczy, którzy przyzwyczaili się do tego, że nic w wirtualnym świecie nie przychodzi zbyt łatwo. Jednak nawet dzisiaj można trafić na kilka gier, które uchodzą za piekielnie trudne. Seria „Dark Souls” To bez wątpienia jedne z najtrudniejszych gier, jakie kiedykolwiek powstały. „Dark Souls” i wszystkie późniejsze części uchodzą za matkę wszystkich trudnych gier na komputery i konsole. W grze wcielamy się w rycerza. Do dyspozycji mamy różne bronie i tarcze. Wydawałoby się, że to nic nadzwyczajnego, w końcu wiele jest gier umiejscowionych w średniowieczu. Jednak „Dark Souls” jest na tyle trudne, że prawdziwą przeszkodą są zwykli przeciwnicy biegający po planszy, np. kościotrupy z mieczami. System walki jest na tyle wymagający, że każdy gracz musi się przyzwyczaić do regularnej śmierci i wczytywania ostatnio zapisanej gry. Jednak prawdziwą przeszkodą są tzw. bossowie. Nie dość, że niezwykle silni i wytrzymali, to na dodatek kilka razy więksi od nas. Do niektórych walk trzeba podchodzić nawet kilkadziesiąt razy. Najnowsza, druga część – „Dark Souls 2 Scholar of the First Sin” – podtrzymuje tradycję serii. Seria „Ninja Gaiden” To kolejna seria, która powoduje u graczy z całego świata wyrywanie włosów, obgryzanie paznokci i rzucanie padami do konsol przez okno. Tym razem nie wcielamy się w rycerza, a wojownika ninja, którzy przy pomocy różnorakich broni musi rozprawić się z całymi zastępami przeciwników i bossami. W tym przypadku jest podobnie jak w „Dark Souls” – już normalni przeciwnicy są sporym wyzwaniem, a główne walki to już prawdziwy koszmar. Jednak seria „Ninja Gaiden” jest dużo bardziej zręcznościowa, a przez to chyba jeszcze trudniejsza. Nie tylko musimy skupiać się na walce, ale także wykazać się niemałym refleksem i opanowaniem. Seria składa się z kilku części, ale za najtrudniejszą uchodzi pierwsza odsłona z 2005 roku. Jednak pozostałe wydania również są niezwykle wymagające i trzeba uzbroić się w tonę cierpliwości, aby ukończyć „Ninja Gaiden”. „Mafia” Do historii przeszła pierwsza część legendarnej już gry „Mafia”, a konkretniej jedna misja, która była strasznie trudna do ukończenia. Mowa o misji na torze wyścigowym Formuły 1. Mało któremu graczowi udało się ją ukończyć w ogóle, nie mówiąc już o pierwszym podejściu. Misja była na tyle trudna, że twórcy byli zmuszeni wydać specjalną łatkę, która miała na celu wyłącznie obniżenie poziomu trudności tego jednego konkretnego zadania. Wysoko postawiona poprzeczka początkowo zniechęciła wielu graczy do tytułu. Aktualnie możemy grać w dwie części serii – „Mafię” oraz „Mafię II”, ale już została zapowiedziana „Mafia III” (data premiery nie jest jeszcze znana). „Diablo” Młodsi gracze mogą pomyśleć – co jest trudnego w „Diablo”? Jest to prosty dowód na to, że nie grali w pierwszą odsłonę serii z 1996 roku. O ile początkowo przedzieranie się przez hordy przeciwników nie sprawiało większego problemu, o tyle im bliżej piekła, tym poziom trudność znacząco wzrastał. Szczególnie dużym wyzwaniem byli bossowie, z tytułowym Diablo na czele. Kolejne pojedynki z głównym i finałowym bossem przyprawiały o prawdziwy ból głowy, a jedynym ratunkiem było zapisanie gry przed samą walką i próbowanie do skutku. Seria „Diablo” doczekała się już trzech głównych odsłon oraz kilku dużych dodatków. Najnowsza trzecia odsłona nie uchodzi już za specjalnie trudną. „Far Cry” Tutaj po raz kolejny mamy do czynienia z serią składającą się z kilku części, ale za naprawdę trudną uchodzi tylko pierwsza odsłona. „Far Cry” było w swoim czasie niezwykle głośną produkcją, która wyciskała z ówczesnych konsol wszystko, co tylko się dało. Do dzisiaj mówi się, że gra była tak naprawdę pokazem technologicznych możliwości silnika CryEngine. Wysoki poziom trudności zawdzięczamy przede wszystkim przeciwnikom, którzy – przeciwnie do większości filmów akcji – odznaczali się niezwykłą celnością. Już kilku jednocześnie potrafiło być sporym wyzwaniem, a z biegiem fabuły było po prostu coraz trudniej. Najnowsze „Far Cry 4” również jest wymagającą produkcją, ale już nie tak, jak pierwsza odsłona.Nie można także zapominać o starych grach z Amigi, Commodore czy też konsol NES i SNES. Brak możliwości zapisu sprawiał, że były to szalenie wymagające produkcje. Wystarczy chociażby przypomnieć sobie legendarną „Contrę”, którą trzeba było przejść na zaledwie trzech życiach.
Najtrudniejsze gry, jakie kiedykolwiek powstały
Biegacze, którym zależy na tym, aby możliwie długo uprawiać tę dyscyplinę, powinni szczególną uwagą i opieką objąć swoje nogi. Charakter tego sportu powoduje, że to właśnie one są w dużym stopniu narażone na kontuzje. O profilaktyce powinni pamiętać również ci, którzy bieganie traktują jako trening uzupełniający. Na jakie urazy należy uważać? Zapalenie ścięgna Achillesa Zapalenie ścięgna Achillesa pojawia się, gdy zostało ono naderwane lub przeciążone. Naderwanie można rozpoznać, kiedy w czasie biegania pojawi się ostry ból, który uniemożliwia rozciągnięcie łydki i stanie na palcach. Często dochodzi do tego obrzęk. Taka kontuzja ma miejsce w przypadku ćwiczenia w nieodpowiednim obuwiu, przetrenowania i osłabienia lub przy podejmowaniu intensywnej aktywności bez rozgrzewki, przez co ścięgno jest bardziej podatne na urazy. By wyleczyć ścięgno, należy je odciążyć, jak tylko się da (przerwa w treningach, unikanie chodzenia, noszenie miękkich, nieuciskających butów) oraz smarować miejsce kontuzji maścią przeciwzapalną. Lekarz może zalecić również doustne leki przeciwzapalne. Kolano biegacza Sporo osób słyszało prawdopodobnie o tzw. kolanie biegacza. Najczęściej oznacza chondromalację rzepki, czyli rozmięknienie jej chrząstki stawowej. Ból wokół rzepki może pojawiać się podczas treningu, a w życiu codziennym nasila się głównie przy schodzeniu (np. ze schodów) lub siedzeniu ze zgiętym kolanem. Omawianemu uszkodzeniu chrząstki rzepki (w różnej postaci) towarzyszy stan zapalny, który dodatkowo uniemożliwia jej swobodne poruszanie się w stawie. Taka kontuzja powstaje, gdy mięśnie czworogłowe ud są zbyt słabe, a sprzyja temu nadmierna pronacja (towarzysząca płaskostopiu). Gdy dolegliwość już się pojawi, treningi będą musiały zejść na dalszy plan i powinny odbywać się wyłącznie w odciążeniu. Leczenie jest długotrwałe i wymaga systematycznej kontroli specjalisty, który zleci prześwietlenie. Być może konieczne będzie zastosowanie stabilizatora. Zespół pasma biodrowo-piszczelowego Zespół pasma biodrowo-piszczelowego sygnalizowany jest przez narastający ból po zewnętrznej stronie kolana. Pojawia się on raczej na koniec biegu i może utrzymywać jeszcze po zakończeniu treningu. Ponadto kolano boli w tym miejscu również podczas wchodzenia po schodach i ucisku. Wynika to z podrażnienia jednej z powięzi, wynikającego z jej ocierania o część kości udowej. Rekonwalescencja trwa w tym przypadku około 1,5 miesiąca, by złagodzić objawy podaje się niesteroidowe leki przeciwzapalne. Naderwanie mięśnia brzuchatego łydki Kłujący, ostry ból w łydce to znak, że prawdopodobnie naciągnięty lub naderwany został mięsień brzuchaty łydki. Zdarza się to często podczas nieuwagi w trakcie rozciągania lub gdy jest to rozciąganie „zbyt ambitne” – ponad dozwolone (w danym momencie) granice ciała. Tutaj przerwa od treningów wynosi najczęściej tydzień do dwóch. W tym czasie stosuje się maści oraz leki przeciwzapalne. Zapalenie rozcięgna podeszwowego Ból po wewnętrznej stronie podeszwy stopy lub w okolicach pięty sygnalizuje prawdopodobnie zapalenie rozcięgna podeszwowego. Pojawia się on zazwyczaj zaraz po wstaniu z łóżka, kiedy stopa jest zastana lub w wyniku przeciążenia. Biegacz odczuwa dodatkowo jej sztywność. Dolegliwości te wywołuje stan zapalny spowodowany naderwaniem błony łącznotkankowej, występują one najczęściej u osób z nadmierną pronacją i suplinujących. W czasie leczenia odciąża się maksymalnie stopę, a pod piętę do butów wkłada się miękką wkładkę. Dodatkowo lekarz może zalecić leki i maści o działaniu przeciwzapalnym. W bardzo poważnych przypadkach konieczna może być operacja. Oprócz powyższych kontuzji, biegaczowi mogą przytrafić się różne pęknięcia lub złamania, które są najczęściej konsekwencją nagłych wypadków. Warto wiedzieć, co oznaczają różne bóle, żeby szybko zareagować we właściwy sposób. W każdym przypadku należy udać się do lekarza. Oczywiście życzylibyśmy sobie, aby kontuzje nie dopadały nikogo, prawidłowa technika i strój dobrany do warunków zmniejszą to ryzyko. Jednak czasami po prostu się przytrafiają i należy być na nie przygotowanym.
Najczęstsze kontuzje biegaczy – jak sobie z nimi radzić?
Przenosimy się do czasów II wojny światowej. Pora odeprzeć ataki niemieckich wojsk i przetrwać tytułowe 7 dni. O Westerplatte powstało wiele książek i filmów, które przekazują historię żołnierzy przelewających krew za ojczyznę. Teraz przyszedł czas na grę planszową. Jej autorem jest Łukasz Woźniak, więc polski akcent bije z każdej strony. W grze wcielamy się w polskiego oficera, który niestety nie będzie zmieniał historii na lepsze… Zawartość i przygotowanie do gry W całkiem dużym pudle znajdziemy: planszę do gry, 12 kart wydarzeń (6 pozytywnych i 6 negatywnych), 4 pionki polskich oficerów, 64 karty ataku niemieckiego (24 karty pierwszego etapu i 40 kart drugiego etapu), 6 dwustronnych kafli pól akcji, 5 żetonów dodatkowego ruchu, 4 żetony ograniczonego ruchu, 4 żetony dodatkowych akcji, 2 żetony spalonego pola, 74 cegły muru, 16 znaczników amunicji, 4 znaczniki granatu moździerzowego, 5 znaczników rany, 4 znaczniki miny oraz znacznik morale. Nie doświadczymy tutaj bajkowych grafik czy też nadmiaru koloru. Jak na tematykę wojenną przystało, wszystko zostało utrzymane w stonowanej kolorystyce. Grafika jest prosta i oszczędna. Gra jest przeznaczona dla od 1 do 4 graczy w wieku co najmniej 8 lat. Co oznacza, że możemy też spróbować zabawy w pojedynkę. Mamy do wyboru 3 różne poziomy trudności, dlatego przed rozpoczęciem przygotowań musimy się na któryś zdecydować. Różnią się one stroną kafli akcji, na których będziemy grać, torem morale oraz kartami wydarzeń. Kładziemy planszę na środku. Tasujemy 6 kafli akcji i układamy je odkryte na 6 polach akcji na planszy. Umieszczamy odpowiednie znaczniki na kaflach akcji (moździerz, miny i odbudowę muru). Wręczamy każdemu graczowi po 2 znaczniki amunicji. Obok planszy kładziemy pozostałe żetony. Znaczniki morale umieszczamy na torze morale. Kładziemy na każdym zaznaczonym polu na planszy i na kaflach akcji 6 cegieł muru obronnego w 2 rzędach. Każdy z graczy wybiera pionek oficera i stawia go na 1 z 5 wysuniętych pól obronnych. Obok planszy umieszczamy zakryty stos kart zamachu niemieckiego i potasowanych kart wydarzeń. Czas rozpocząć obronę… Przebieg rozgrywki Zadaniem graczy jest przeciwdziałać niemieckiemu atakowi. Gracz dowodzący obroną w swoim ruchu może przesunąć się o 2 pola i wykonać 1 akcję. Poruszamy się po kaflach budynków i wysuniętych pozycjach strzeleckich. W ramach akcji możemy wykorzystać to, na co pozwala nam specyfika danego budynku, lub po prostu oddać strzał. Budynki mogą nam pomóc w podkładaniu min, które zniszczą jednostkę, kiedy ta na nią najedzie. Dzięki nim możemy też uzupełnić amunicję, naprawić zniszczone cegły czy też odpychać niemieckich strzelców od murów. Jednym słowem będziemy się uwijać jak w ukropie. Nasi oficerowie zawsze strzelają celnie, a zestrzelone jednostki wroga odkładamy na stosie kart odrzuconych. Po zapełnieniu stosu 8 kartami pojawia się wydarzenie. Po 3 wydarzeniu uzupełniamy karty budynków. Stosy kart odrzuconych są odzwierciedleniem 7 dni obrony Westerplatte. Mamy 2 sposoby zakończenia gry. W sytuacji gdy mur zostanie zniszczony na 2 kaflach akcji, gracze przegrywają. Jednak jeżeli gracze przetrwają 7 dni obrony i dotrwają do końca tury ostatniego gracza, to wygrywamy. Podsumowanie „7 dni Westerplatte” jest grą o wielu wcieleniach. Doświadczymy tu nutki historii, a niektórzy będą mogli się wyedukować w temacie II wojny światowej. Ze względu na w miarę proste zasady gra świetnie się sprawdzi podczas rodzinnych rozgrywek. Różne poziomy trudności pozwalają dopasować rozgrywkę do zaawansowania graczy. Dodatkowo możemy wspólnie oddać się budowaniu strategii, a nic tak nie jednoczy jak ten sam cel. Wykonanie jest na bardzo dobrym poziomie. Rozgrywka dynamiczna i w miarę szybka, a klimat może być dodatkowym atutem dla fanów wojennej tematyki.
„7 dni Westerplatte” – recenzja gry
Czy do kwoty 2500 zł kupimy nową lustrzankę oferującą dużo więcej niż tańsze modele? Przyglądamy się temu, co oferują za taką kwotę producenci aparatów fotograficznych. Za 2500 zł z pewnością kupimy sam aparat, zwany korpusem lub z angielska – body. Ale często trafimy też ten sam aparat z tak zwanym „kitowym” obiektywem, czyli dołączanym do zestawu. Obiektywy te zazwyczaj nie oferują niestety jakości pozwalającej w pełni wykorzystać możliwości tak zaawansowanego aparatu jak lustrzanka. Warto o tym pamiętać i jeśli nas na to stać – kupić sam korpus i dobrać odpowiedni obiektyw oddzielnie. Jeśli jednak dopiero zaczynamy przygodę z fotografią, obiektyw typu „kit” będzie w sam raz na początek. Z czasem możemy go sprzedać i dokupić coś lepszego. Nikon D5300 To model Nikona, który wyróżnia się wbudowanym odbiornikiem GPS. Dzięki temu nasze zdjęcia zostaną zlokalizowane na mapie. Nie mogło też zabraknąć łączności Wi-Fi, dzięki której prześlemy zdjęcia bezpośrednio na tablet czy smartfon. 24,2-megapikselowa matryca, której towarzyszy procesor przetwarzania obrazu EXPEED4, zapewni wysoką jakość zdjęć. Czułość ISO wynoszącą do 12800 możemy zwiększyć aż do 25600 – pozwoli to robić dobrej jakość zdjęcia nawet w ciemnym otoczeniu. 39-polowy autofocus i nowoczesny 2016-pikselowy czujnik pomiaru światła zapewnią dokładne ostrzenie i ustawienie ekspozycji. W trybie seryjnym Nikon potrafi wykonać zdjęcia z szybkością 5 klatek na sekundę. Nie zabrakło programów tematycznych dla mniej zaawansowanych fotografów – mamy ich 16. Producent zapewnia, że Nikon D5300 nagrywa płynne wideo (60 klatek na sekundę) ze stałym ostrzeniem ruszającego się obiektu i dobrej jakości dźwiękiem (wbudowany mikrofon). 3,2-calowy wyświetlacz LCD zapewnia wysoką rozdzielczość obrazu: 1,037 mln punktów. Z akumulatorem i kartą pamięci Nikon D5300 waży 530 gramów. Nikon D5200 Jeśli chcemy nieco zaoszczędzić, możemy zdecydować się na ciągle dostępnego w sprzedaży poprzednika modelu D5300. Lustrzanka D5200ma tę samą 24,2-megapikselową matrycę, 39-polowy autofokus i 2016-pikselowy czujnik pomiaru światła. Zastosowano w niej jednak starszy procesor obrazu Expeed 3, który nie gwarantuje już tak wysokiej jakości obrazu jak Nikon D5300. Podobnie jak droższy model, opisywana lustrzanka robi zdjęcia seryjne z szybkością 5 klatek na sekundę i wyposażono ją w 16 programów tematycznych. Odchylany wyświetlacz jest nieco mniejszy (3 cale) i wyświetla mniej punktów: 921 tysięcy. D5200 jest minimalnie cięższy, z akumulatorem i kartą pamięci waży 555 gramów. Nie wyposażono go w łączność Wi-Fi. Canon 700D Lustrzanka japońskiej firmy wyposażona została w 18-megapikselową matrycę i przetwornik obrazu Digic 5. Całość zapewnia robienie zdjęć w trybie seryjnym z szybkością 5 klatek na sekundę. 3,2-calowy, dotykowy, ruchomy ekran wyświetla około 1,04 mln punktów. Canon nagrywa wideo w jakości Full HD z szybkością 30 klatek na sekundę, potrafi też utrzymać ostrość poruszających się obiektów. Maksymalna czułość ISO to 12800, z możliwością rozszerzenia do 25600. Razem z akumulatorem i kartą pamięci Canon 700D waży 580 gramów. Brakuje łączności Wi-Fi. Canon 600D Na aukcjach możemy jeszcze spotkać nowe egzemplarze poprzednika wyżej opisanego modelu. Czy warto zaoszczędzić? Canon 600D nie ma ekranu dotykowego, a maksymalna czułość ISO to 12800. Wolniej robi zdjęcia w trybie seryjnym – 3,7 klatki na sekundę. Wyposażono go w starszy procesor obrazu Digic 4, a wideo nagrywa z szybkością 25 klatek na sekundę. Oba aparaty mają tę samą 18-megapikselową matrycę, tak samo ostrzą i ustawiają ekspozycję. Pentax K-S1 Lustrzankę Pentax wyróżnia możliwość podbicia czułości ISO do aż 52100. Do tego 20-megapikselowa matryca, możliwość wykonywania zdjęć w trybie seryjnym z prędkością 5,4 klatek na sekundę i nagrywanie wideo w jakości Full HD z szybkością 30 klatek na sekundę. Pozbawiony dolnoprzepustowego filtru antyaliasingowego aparat charakteryzuje się według producenta maksymalizacją rozdzielczości, jaką można uzyskać na matrycy CMOS. Pentax K-S1 może pochwalić się również mechanizmem stabilizacji obrazu SR. 3-calowy wyświetlacz pracuje w rozdzielczości 921 tysięcy punktów. Aparat wraz z baterią i kartą pamięci waży 558 gramów.
Wybieramy lustrzankę do 2500 zł – przegląd modeli
Styl skandynawski jest popularny i rozpoznawalny na pierwszy rzut oka. Zastanawialiście się jednak, jakie przedmioty czy elementy są obowiązkowe dla takich wnętrz? Przypuszczam, że gdybyśmy zapytali o to dziesięć osób, znających się choć trochę na temacie, otrzymalibyśmy dziesięć różnych odpowiedzi. Spróbuję zatem ustalić własną subiektywną listę. Zakładając, że mamy już jasne wnętrza (biele, beże, szarości) drewniane podłogi, a liczbę naturalnych lub przemalowanych na jasno mebli ograniczyliśmy do minimum, posiadamy dużą jasną kanapę, a z okien zniknęły firany – możemy skupić się na dodatkach do domu. 1. Stół Czy stół jest dodatkiem? Dla niektórych nie będzie to sprawa taka oczywista. Jednak jeśli uświadomimy sobie, że w niektórych mieszkaniach ciągle jeszcze nie ma zwyczaju wspólnego siadania do stołu, że nie ma w nich porządnego mebla, albo że ten stoi gdzieś w rogu kuchni i ma tylko dwa wolne boki do siadania, bo każdy domownik je osobno, że na statystycznym polskim stole zmieszczą się tylko talerzyki z kanapkami czterech osób – sprawa robi się poważna. Stół to w skandynawskich domach to podstawowy element wyposażenia. To przy nim toczy się życie całej rodziny i nawet jeśli jesteś singlem – to przy stole jesz, pracujesz, grasz z przyjaciółmi w planszówki i plotkujesz z siostrą. W większej rodzinie przy stole odrabia się lekcje, tworzy ozdoby świąteczne, dekoruje ciasteczka i wyprawia przyjęcia. Stół zmieści się w każdym, nawet najmniejszym mieszkaniu i nie ma racji ten, kto mówi inaczej. Wystarczy znaleźć dla niego kawałek przestrzeni i należy to uczynić nawet kosztem innego mebla. Stół nigdy nie powinien stać pod ścianą, tylko na środku pokoju, salonu albo kuchni, musi być dostępny z każdej strony i mieć wiele krzeseł, nawet więcej niż domowników. Stół skandynawski jest drewniany i zawsze duży. 2. Ogień Skandynawski klimat jest zimny, dlatego mieszkania muszą być przytulne i ciepłe. Skandynawowie tę przytulność osiągają na wiele sposobów. Ogień jest jednym z nich. Już samo patrzenie na płomienie sprawia, że czujemy ciepło. W skandynawskich wnętrzach spotkamy piec kaflowy, kominek albo kozę. Ich wybór determinowany jest przez liczbę posiadanego metrażu, ale to bardzo ważny element w domu. Podobnie jak świece, które kupowane są tonami i ustawiane wszędzie. W Polsce większego zapatrzenia w świece dokonujemy w okresie świąt, zwłaszcza Bożego Narodzenia. Wtedy zapasy wykorzystujemy przez kolejne miesiące. Następne duże zakupy robimy przed świętami. Nawet jeśli mamy w domu wyeksponowane świeczki, rzadko je zapalamy. Tymczasem w Skandynawii świece kupuje się cały czas i cały czas płoną: na tarasach, balkonach, schodach, wszystkich pokojach w domu, hollu i w łazience – wszędzie. Norwegowie biją w tej kategorii rekordy świata. W skandynawskich domach nie brakuje lamp naftowych, choć często takie lampy zamieniane są na lampy elektrycznie kinkiety i lampiony. 3. Kwiaty Zioła, żywe kwiaty w wazonach, zielone kwiaty doniczkowe, sukulenty, hiacynty – to wszystko spotkamy w skandynawskich domach. Umieszczamy je w szklanych wazonach, wazonikach, butelkach albo designerskich doniczkach. 4. Typografia Być może w tym miejscu powinien paść inny przykład, ale ja uważam, że liternictwo we wszelkiej postaci to element rozpoznawczy wnętrz skandynawskich. Litery, plakaty, naklejki, napisy – to wszystko ozdabia domy na północy i czyni te wnętrza bardzo oryginalnymi. 5. Tkaniny Mimo że w skandynawskich oknach nie uświadczysz firan, tkanin jest mnóstwo – pod postacią zasłon, tekstyliów kuchennych (obrusy, fartuchy i serwetki) i wielu poduszek. Zasłony najczęściej są lekkie uszyte z lnu lub dobrej jakościowo bawełny. Żadnych syntetyków. Podobnie z poduszkami. Mogą być kolorowe, w różne wzory, ale ważne, aby było ich dużo i były wykonane z dobrych jakościowo tkanin naturalnych. Elementem uzupełniającym wystrój sofy lub fotela jest najczęściej jeden albo więcej grubo tkany pled czy koc z wełny lub bawełny. Po ciężkim dniu na takiej miękkiej sofie masz odpoczywać, otulać się miękkimi tekstyliami i cieszyć się domowym ogniskiem oraz rodziną. Podczas takich zimowych wieczorów często dziergamy swetry na drutach lub szydełkujemy kolejny pled. Skandynawowie doceniają rękodzieło, dlatego nierzadko samodzielnie szyją, tkają dywany czy wyplatają kosze. Skandynawskie wnętrza podobają się wszystkim. Wielu zastanawia się, jak dokonać zmian we własnym domu. Punktem wyjścia powinny być cztery zasady: nie zagracaj własnego mieszkania, rozjaśnij je i ujednolić kolorystycznie, nie zbieraj rzeczy niepotrzebnych (wszystkie dekoracje w stylu skandynawskim mają wartość użytkową), postaw na naturalne surowce (szkło, drewno, naturalne tkaniny). Powodzenia!
5 przedmiotów z wnętrz skandynawskich, które powinniście mieć
Muzyka i gotowanie to dwie pasje Iwony Zasuwy, którymi postanowiła podzielić się z każdym, kto chce jeść zdrowo i smacznie. Jej przepisy na dania bez glutenu, nabiału i cukru to gratka dla każdego, kto cierpi z powodu alergii pokarmowych. Iwona Zasuwa to autorka popularnego bloga Smakoterapia.pl, a także prowadząca dwóch edycji programów „Ugotuj mi, Mamo” na antenie Kuchni+. To także zaangażowana działaczka na rzecz zdrowego żywienia – tworzy cykle edukacyjne i warsztaty kulinarne, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Autorka zafascynowana jest ekologicznym stylem życia i stara się, aby wszystko, w co się zaangażuje było proekologiczne. Również gotowanie! Wejdź do świata Królowej Kaszy Iwona Zasuwa nazywana jest przez czytelników jej bloga „Królową Kaszy Jaglanej’. Czy zasłużyła na ten tytuł? Z pewnością! Autorka od lat zafascynowana jest medycyną profilaktyczną, czyli taką, która tłumaczy jak żyć, aby nie chorować. A, że jedzenie jest nieodłącznym elementem naszego życia to zdrowa kuchnia była naturalnym składnikiem jej zainteresowań. Istotne jest także to, że te zainteresowania nie wynikają jedynie z ciekawości i chęci zdrowego odżywiania. Iwona jest mamą małego alergika, więc naturalnie musiała nauczyć się, jak gotować, aby było zdrowo, smacznie i bez niepożądanych alergenów. Dzięki temu stała się prawdziwą ekspertką od kuchni bez glutenu, nabiału i cukru – samo zdrowie! Ograniczenia to nie przeszkoda Wydaje ci się, że zmagając się z alergią pokarmową musisz pożegnać się z pysznymi potrawami? Nic bardziej mylnego! Nawet gotując bez nabiału, cukru i glutenu można jeść pożywnie, zdrowo i smacznie. Iwona Zasuwa wyjaśnia, czym zastępować te produkty, jak te zamienniki łączyć, aby dostarczać organizmowi odpowiednich składników odżywczych. „Smakoterapia” to zbiór ciekawych pomysłów, które pomogą ci urozmaicić gotowanie. Smacznie i zdrowo – nawet z alergią Jeśli zmagasz się z alergią pokarmową lub jesteś na diecie wegańskiej to książka Iwony Zasuwy jest dobrym zbiorem wiedzy i inspiracji. „Smakoterapia” to źródło ciekawych przepisów, zebranych w czytelną i klarowną całość. Widać, że autorka postarała się, aby książka była jak najbardziej „jej” – wszystkie zdjęcia są robione przez nią, a nie przez profesjonalnego, kulinarnego fotografa. Dodaje to personalnego wydźwięku tej pozycji. To ciekawa książka kucharska, którą warto się zainteresować, jeśli chcemy wyeliminować ze swojego codziennego menu produkty, które mogą nas uczulać lub negatywnie wpływać na nasze zdrowie. Źródło okładki: www.edipresse.pl
„Smakoterapia” Iwona Zasuwa – recenzja
Aktywność fizyczna ciągle jeszcze jest postrzegana jak przykry obowiązek. Nie jest to jednak dobre podejście. Jeśli myśląc o wysiłku fizycznym, krzywisz się z niezadowoleniem to znaczy, że jeszcze nie trafiłeś na swoją dyscyplinę. Jest ich tyle, że każdy bez problemu znajdzie coś dla siebie. Nie kieruj się nowinkami lub panującymi trendami. Tylko ty znasz swoje mocne strony i wiesz, w czym dobrze się czujesz. Istotny jest też charakter. Nie próbuj odnaleźć się w grupie, jeśli nie masz na to ochoty. Nie zmuszaj się do niczego. Swoją dyscyplinę znajdą zarówno ekstrawertycy, jak i introwertycy. Bieganie, pływanie, tenis, ścianka wspinaczkowa, taniec, jazda na rowerze – każda z tych dziedzin wymaga innego podejścia i temperamentu. Pierwszy wybór nie zawsze jest trafiony, to zupełnie naturalne. Wskazane jest poszukiwanie i wybieranie różnych form aktywności. Tylko w ten sposób przekonasz się, na co cię stać. Unikanie sportów, które sprawiały trudność, jest zrozumiałe, ale być może drugie podejście będzie bardziej udane. Zacznij od podstaw Nie zrażaj się za szybko i zacznij od kupienia tego, co na pewno ci się przyda. Podstawą są wygodne buty sportowe i ubrania treningowe. Wybierz legginsy lub spodnie dresowe. Do tego koszulka, a dla pań obowiązkowo dobrze dobrany stanik sportowy. Dzięki temu będziesz przygotowany na większość treningów, szczególnie w domu. Do tego zastawu przyda się mata do ćwiczeń. Start jest najtrudniejszy Pierwsze treningi są zawsze ciężkie, mięśnie nieprzyzwyczajone do wysiłku często bolą i dlatego czujesz dyskomfort. Poza tym musisz dostosować ćwiczenia do rytmu dnia i sprawdzić, kiedy czujesz się najlepiej i masz najwięcej energii do ćwiczeń. Spaceruj Na początek nie przesadzaj z intensywnością. Powinno się zaczynać stopniowo od niskiej intensywności, dlatego zacznij od tzw. power walk, czyli szybkiego marszu. Pozwala on spalić sporo kalorii, a także rozruszać ciało i zbudować lepszą wydolność. Zacznij maszerować 2–3 razy w tygodniu przez około 20–30 minut. Po kilku tygodniach dłuższy spacer (40–60 minut) nie będzie sprawiał ci problemu. Warto pomyśleć o kijach do nordic walking, dzięki którym mocniej zaangażujesz górną partię ciała i wysiłek będzie bardziej intensywny. Treningi w domu To także dobry pomysł na początek. Wystarczy mata i kilka prostych przyborów. Postaw na hantle, obciążniki, drążek i piłkę do ćwiczeń. To prosty i niedrogi sprzęt, dzięki któremu wykonasz wiele ciekawych ćwiczeń. Prosty trening wzmacniający dobrze przygotuje ciało i może być dobrym uzupełnieniem dla innych aktywności. Konsekwencja Nie zrażaj się, jeśli stwierdzisz, że bieganie lub rower nie są dla ciebie odpowiednie. Szukaj, ale też pamiętaj, żeby nie wymagać od siebie za wiele. Chcesz biegać? Zacznij od marszobiegów i wstrzymaj się z kupowaniem drogiego sprzętu. Poczekaj, aż poczujesz, że nie możesz żyć bez tego sportu. Staraj się ćwiczyć minimum 3 razy w tygodniu przez 30–40 minut. Kiedy forma będzie lepsza, bez problemu wydłużysz czas. Zapisuj każdy trening, żeby śledzić postępy. Przyda się dziennik treningowy, który będzie dodatkową motywacją. Może na początku ciężko w to uwierzyć, ale kiedy sport stanie się nawykiem, będzie o wiele łatwej i możliwe, że będziesz wypatrywać treningów. Warto przeczekać ciężkie chwile i ćwiczyć bez taryfy ulgowej. Systematyczność popłaca – zyskasz nie tylko silniejsze ciało, ale też wzmocnisz charakter.
Dobierz aktywność tak, żeby sprawiała ci przyjemność
Sylwester to jeden z tych dni w roku, kiedy możemy bawić się na całego. Aby uświetnić zabawę, proponujemy własnoręczne wykonanie kuli sylwestrowej. Zrobić ją można z rzeczy, które z pewnością mamy w domu, a dzięki temu efekt, jaki wywoła, oczaruje niejednego gościa naszej imprezy. Jak zrobić sylwestrową kulę? Elementy potrzebne do zrobienia sylwestrowej kuli: papierowy klosz nożyczki gilotyna płyty CD pistolet z klejem na gorąco box:video Więcej poradników DIY znajdziesz na kanale allegro Wnętrza.
Jak zrobić sylwestrową kulę?
Czym jest moda przyjazna środowisku? Jak rozumieć ekologię mody? Jaki jest cel organizacji ekologicznych postulujących modową naturalność? Odpowiedzi na te pytania poznasz w naszym poradniku. Udowodnimy również, że eko-moda nie musi być nudna. Różne oblicza mody w stylu eko Modę ekologiczną można rozumieć jako tworzenie mody w duchu wartości ekologicznych. Jest to tzw. moda zielona, a więc cały proces jest ekologiczny, począwszy od wyboru materiałów, poprzez szycie, kończąc na dystrybucji. Po drugie ekologiczność mody może wiązać się z wykorzystaniem materiałów z recyklingu. Może to być również odzież zgodna z wymogami międzynarodowych organizacji ekologicznych, a więc ubrania opatrzone logo rzeczy przyjaznych środowisku. Wreszcie możemy wykorzystywać ekologię w projektowaniu i szyciu, tworząc kolekcje z surowców naturalnych. Powstają na przykład z papieru czy folii, postuluje się wówczas maksymalną oszczędność. Eko-moda to także wszystkie rzeczy szyte z naturalnych tkanin lub tworzyw wysokich jakościowo. Moda organiczna Jest przede wszystkim niezwykle wygodna, łatwa w utrzymaniu oraz przyjemna w użytkowaniu. Ubrania organiczne określa się jako rzeczy oddychające i naturalne. Najczęściej ducha mody organicznej wyrażają szale, chusty, bielizna, skarpety, które często są szyte z tych samych materiałów, co koce, ręczniki, obrusy, a nawet dywany i firany, oczywiście w innych proporcjach. To głównie rzeczy wykonane z ekologicznej bawełny, skóry, jedwabiu. Są to ubrania drogie, ale z gwarancją ponadczasowości, wysokiej jakości szycia i najwyższych standardów produkcji. Ubrania organiczne są niezwykle trwałe, stanowią przy tym integralną część twojego ciała. Moda promująca życie w stylu eko Cały proces tworzenia ubrania jest zgodny z duchem idei ekologii. Możemy być pewni, że temu procesowi towarzyszyło poszanowanie dóbr środowiska naturalnego, a wszystkie osoby zatrudnione do produkcji odzieży mają zagwarantowane najwyższe standardy pracy i godną zapłatę dla globalnych społeczności, których zadaniem jest czuwanie nad wszystkimi etapami powstawania wyrobu. Ponadto jest szanowane prawo pracy twórców choćby najmniejszej skarpetki. Producenci i właściciele modowych firm ekologicznych uczestniczą w kampaniach społecznych zachęcających do życia w zgodzie z naturą, sami również organizują liczne akcje i podejmują inicjatywy we współpracy z organizacjami ekologicznymi. Siła tkwi w naturze Naturalne materiały są bardziej przystępne i przyjazne środowisku, ale także klientom. To tkaniny miłe w dotyku, lekkie, trwałe i zawsze modne. Inwestując w ekologiczny płaszcz, ma się pewność jego ponadczasowości i tak naprawdę niezniszczalności. Zawsze może być przetworzony na inną rzecz. Obok bawełny i skóry, warto wspomnieć również o wełnie, lnie, skaju lub dzianinie. Mają one zastosowanie nie tylko w produkcji dodatków w postaci szalików, czapek, chust czy torebek, ale i odzieży wierzchniej, swetrów czy spódnic. Moda homemade Kojarzona najbardziej z dodatkami, na przykład biżuterią czy torbami ekologicznymi, które zawładnęły sercami konsumentów, stając się modowym hitem polskich ulic. Ręcznie powstają jednak koszulki, sukienki, czapki i właściwie każda część garderoby. Moda homemade jest oferowana najczęściej przez małe stacjonarne sklepiki, prywatne sklepy wysyłkowe. Współcześnie ręcznie wykonana odzież to prawdziwe dzieła sztuki krawieckiej i designerskiej. Warto zaznaczyć, że m.in. motywy graficzne powstają z naturalnych farb. Oferty sklepów Spośród marek i sklepów oferujących na przykład modę przyjazną środowisku jest linia conscious marki H&M, która proponuje ubrania wysokiej jakości z powtórnie przetworzonych rzeczy, które są pozyskiwane z akcji zbierania ubrań. Innym sklepem, który wciela w życie ideę mody organicznej, jest Cottonwood czy Fair Fashion, wykorzystujący głównie wełnę i organiczną bawełnę. Spośród świeżych marek polskich zachwycają rzeczy od Wearso.Organic – marka ta do produkcji ubrań wykorzystuje materiały organiczne, pozyskiwane z upraw ekologicznych. Hasłem brandu jest zero barwników, zero syntetyków.
Eko-moda, czyli moda przyjazna środowisku
Przede wszystkim – na spokojnie. Sprawdź dokładnie przedmiot, który chcesz kupić oraz sprzedającego. Skorzystaj z linków w treści artykułu, by dowiedzieć się więcej o kolejnych etapach zakupu. 1. Znajdź przedmiot Skorzystaj z wyszukiwarki oraz z filtrów, by znaleźć interesujący Cię przedmiot. 2. Zapoznaj się z opisem przedmiotu i opiniami o Sprzedającym Przeczytaj opis przedmiotu i zapoznaj się z jego parametrami. Sprawdź informacje o sposobach odstawy. Jeśli masz wątpliwości, zadaj sprzedającemu pytanie przez formularz Pytanie do sprzedającego. Sprawdź też, czy Sprzedający jest wiarygodny. Możesz zobaczyć oceny oraz komentarze od jego Klientów. 3. Kup przedmiot Przez kup teraz - po prostu kliknij, podaj dane do wysyłki, wybierz sposób dostawy i zapłać. W licytacji - wpisz maksymalną kwotę, jaką zgadzasz się zapłacić i kliknij w przycisk Licytuj. Kupisz przedmiot, jeśli Twoja kwota będzie najwyższa w momencie zakończenia licytacji. Przez koszyk - dodaj różne przedmioty do koszyka, kup i zapłać za wszystkie jednocześnie. Na raty – jeśli chcesz kupić przedmiot na raty, skorzystaj z koszyka. Bez rejestracji - wybrany przedmiot dodaj do koszyka lub kliknij kup teraz i wybierz opcję zakupu bez logowania. Zrobisz zakupy bez zakładania konta, ale nie skorzystasz z funckji i korzyści dostępnych dla zarejestrowanych Klientów. 4. Zapłać za zakupy Po zakupie wybierzesz sposób zapłaty i wysyłki. Jeśli płacisz z góry, skorzystaj z Allegro Finanse. Możesz zapłacić kartą lub wybrać jeden z kilku popularnych banków. Jeśli Twojego banku nie ma wśród nich, wybierz Płacę przelewem tradycyjnym. 5. Wystaw ocenę Sprzedającemu Jeśli w trakcie zakupu Twoje konto było aktywne, możesz wystawić opinię o transakcji przez zakładkę Kupione. Kliknij [wystaw ocenę] przy właściwym zamówieniu - ocenisz poszczególne elementy transakcji oraz wystawisz komentarz opisowy.
Jak kupować?
David Bowie i Stella McCartney – z tak wybuchowej mieszanki powstał prawdziwy miks szalonego stylu, przenoszącego nas do lat 90. XX wieku. David Bowie był jednym z najpopularniejszych i najbardziej kontrowersyjnych piosenkarzy. Miliony fanów kopiowały jego zachowania, muzykę i niepowtarzalny styl. Po dwóch latach od jego śmierci Stella McCartney przywołuje ekscentryczne stylizacje artysty. Kolekcja odzieży męskiej na wiosnę i lato 2018, zaprojektowana przez Stellę, to – jak czytamy na jej stronie internetowej – „gloryfikacja eskapizmu, pozytywnego podejścia do życia, wolności i romantyzmu”. Na tradycyjnej, klasycznej garderobie zostały nadrukowane kolorowe graficzne detale, a całość jest oparta na kontraście – męskie doły kontrastują z kobiecymi górami, miękkie faktury z materiałami szorstkimi, np. ortalion z ekologicznym zamszem. Nadruki enigmatycznej kobiety w czerwieni pojawiają się na pudełkowych marynarkach, bomberkach i koszulkach. Nawiązanie do chęci ucieczki od nudnego świata zawiera się w nadrukach wyrazistych słów: fantazja, raj, euforia, pożądanie i zauroczenie, które są drukowane, haftowane lub naklejane na całej kolekcji. Przeszycia są prowadzone tak, aby rozluźnić sylwetkę. Wiosną i latem chcemy wszak nosić ubrania raczej luźne, swobodne. Szerokie spodnie typu loose, prochowce maksi, koszule o kroju regular. Moda w wydaniu McCartney zawsze jest eko – projektantka nie używa skór ani futer i wykorzystuje tylko organiczne materiały i barwniki. Eliminuje też klej, który powstaje m.in. ze szpiku zwierząt. W kolekcji na ten sezon zaprojektowała specjalny, sztuczny zamsz. Inspiracje stylem Bowiego, obecne w modzie, odkąd artysta podbił szturmem sceny całego świata, widać w eleganckich, nieco androgenicznych garniturach, nawiązujących do błękitnej kreacji, którą w 1973 r. zaprezentował w teledysku „Life on Mars?”. Triumfy święcą koszule w pionowe prążki, wyraziste kolory, zestawione ze sobą na zasadzie kontrastu, np. pomarańczowy z niebieskim. Widzimy też reminiscencje stylu nowojorskiego intelektualisty, który pojawił się w garderobie Bowiego pod koniec lat 80. i zawładnął modą w kolejnej dekadzie – prochowce, koszulki pod luźno zapięte eleganckie koszule, skarpetki do sandałów, czyli nonszalancja i szyk. Propozycje Stelli McCartney, przywołujące legendę muzyki, spodobają się bohemie. Ich artystyczny wyraz jest wyraźny i czasami przerysowany do tego stopnia, że nosić go mogą tylko odważni dandysi w Nowym Jorku. Jeśli jednak ktoś kocha tego typu odważny styl, może go przełożyć na polskie realia i w stylizacjach podobnych do tych, które proponujemy, koniecznie z muzyką Bowiego na słuchawkach, ruszyć w „miasto”. Impreza na mieście box:imagePins box:pin box:pin box:pin box:pin Fot. Mango, Italogy, Mango, Adidas Stella McCartney już od 2004 r. projektuje dla Adidasa. Odzież, obuwie i dodatki sygnowane jej nazwiskiem nie są bardzo drogie, a z pewnością widać tu jej talent i niepowtarzalny styl. W zestawach inspirowanych jej kolekcjami nie ma sztywnych reguł – sportowe buty możemy włożyć do luźnych spodni z modnymi w tym sezonie lampasami. Do tego elegancka koszula w pionowe paski, a na wierzch – jeśli noc okaże się dłuższa i chłodniejsza, niż planowaliśmy – długi zamszowy prochowiec, który można przewiązać paskiem. Romantyczna randka box:imagePins box:pin box:pin box:pin box:pin box:pin Fot. House, DC Shoes, Mango, Sorrento, Benetton Styl à la David Bowie jest romantyczny i retro. Bawełniana koszula, z kołnierzykiem typu collar band, z brązowymi guzikami pasuje do brązowych szortów, które możesz ozdobić paskiem z napisami. W kolekcji McCartney jest sporo frędzli, które zdobią kurki, buty. Tak jak tu tradycyjne mokasyny. Na wierzch karmelowa kurtka typu safari. Moda do kurortu box:imagePins box:pin box:pin box:pin box:pin box:pin Fot. Benetton, Wrangler, Prada, Gant, Adidasko Na koniec propozycja, która może pomóc w wybraniu stylowego zestawu podczas urlopu. Szorty łączymy ze sweterkiem. Całość kolorowa, przy czym wyraźnie wybija się czerwień, która kontrastuje z niebieskim. Plecak z limitowanej kolekcji projektowany przez Stellę McCartney. Świetnie pasują tu duże okulary w kwadratowej oprawce. Buty niekoniecznie w towarzystwie skarpetek – jak na wybiegu u projektantki, gdyż obawiamy się, że Polacy jeszcze nie są gotowi na takie ekstrawagancje w modzie na co dzień.
Być jak David Bowie – stylizacje dla niego inspirowane kolekcją Stelli McCartney
Od czasu do czasu warto sięgnąć po książkę, która pochłonie nas bez reszty, nad którą spędzimy wiele godzin, zanurzeni w świecie opowieści. Taką lekturą może być saga rodzinna autorstwa Leili Meacham. Miłośnicy „Przeminęło z wiatrem”, a także czytelnicy chętnie sięgający po powieści, których akcja toczy się na amerykańskim Południu, nie powinni przegapić cyklu, który rozpoczyna „Plantacja Somerset”. Nie obejdzie się bez chusteczek. Leila Meacham potrafi tak poprowadzić narrację, że od lektury trudno się oderwać, a wzruszeń i emocji na pewno nie zabraknie. Na zachód po marzenia Jak wielu przed nimi, bohaterowie „Plantacji Somerset” wyruszają na zachód Stanów Zjednoczonych, by na kawałku własnej ziemi zbudować dom i spełnić swoje marzenia. Jest pierwsza połowa XIX wieku, niewolnictwo ma się dobrze, a ruchy abolicjonistyczne dopiero nieśmiało kiełkują. Dwóch przyjaciół – Silas i Jeremy – opuszcza rodzinną Południową Karolinę i jedzie do Teksasu. Silas planuje założyć tam plantację, na której pracować będą niewolnicy. Niestety próbując zdobyć fundusze na podróż, zgadza się zabrać ze sobą niejaką Jessicę Wyndham, która zdecydowanie i głośno sprzeciwia się niewolnictwu. Splecione losy Losy całej trójki, a także poznanego po drodze Francuza, który również zmierza do Teksasu, by założyć tam dom handlowy, splotą się w nierozerwalny sposób. Będziemy im towarzyszyć podczas podróży i później, kiedy zaczną realizować swoje marzenia. W drogę wejdzie im historia – konflikt między Północą a Południem będzie stopniowo się zaostrzał, ostatecznie prowadząc do wybuchu wojny secesyjnej. Czytelnik dowie się też sporo o tzw. kolei podziemnej, czyli drodze, którą niewolnicy zbiegali z Południa na Północ, korzystając z pomocy życzliwych ludzi oraz o rozwoju amerykańskiego Zachodu. Informacje te pojawiają się w sposób nienachalny, nie zaburzając toku narracji. Bohaterki kobiece „Plantacja Somerset” to lektura na tyle romantyczna, że skierowana jest głównie do kobiet. Jednocześnie to właśnie niezwykłe postaci kobiece są jej najmocniejszą stroną. Jessica to buntowniczka, która wyprzedza swoją epokę. Trudno nie czuć do niej sympatii, gdy walczy o prawa niewolników i nie boi się sprzeciwić nawet własnemu ojcu. Przez powieść przewijają się także inne bohaterki – odważne i postępowe. Wdają się w romanse, walczą o własne przekonania i o lepszy los innych ludzi. Leila Meacham potrafi sprawnie prowadzić akcję, dawkując napięcie i zaskakując czytelnika w najmniej spodziewanym momencie. „Plantacja Somerset” nie jest może wybitnym dziełem na miarę powieści Margaret Mitchell, niemniej zapewni doskonałą rozrywkę na wiele godzin. Warto sięgnąć także po ciąg dalszy losów bohaterów, czyli powieść „Róże”, napisaną wprawdzie jako pierwszą, lecz chronologicznie będącą drugą częścią cyklu. Źródło okładki: strona www.soniadraga.pl
„Plantacja Somerset” Leila Meacham – recenzja
Zawieszki doczepiane do bransoletek, zwane popularnie charmsami, podbiły serca kobiet. Kuszące, zabawne i niezwykle ozdobne stały się wyjątkową dekoracją naszych rąk. Nazwę wzięły z języka angielskiego, gdzie charm znaczy „oczarować”, „zachwycić”. Modne zawieszki zdobywają serca kobiet swoją urodą, pomysłowością i oryginalnymi wzorami. Znane od starożytności Zawieszki doczepiano do bransoletek już w czasach antycznych. Zdobiły nadgarstki mieszkanek Egiptu, Persji, Babilonii. Pełniły też funkcję amuletów chroniących przed nieszczęściem i złymi mocami. Wykonywano je z muszli, kości zwierząt, gliny, kamieni czy drewna. Specjalnego, osobistego znaczenia nabrały znacznie później, w XIX w. w Anglii, gdzie królowa Wiktoria nosiła zawieszki z podobiznami członków swojej rodziny. Moda na charmsy pojawiała się wielokrotnie. Choćby w latach 40. i 60. XX, a także ponownie kilka lat temu. Obecnie najlepsze firmy jubilerskie prześcigają się w wymyślaniu najoryginalniejszych wzorów i tworzą całe kolekcje fantazyjnych zawieszek. Charmsy na bransoletkach modułowych Nowością ostatnich lat było zaprojektowanie bransoletek modułowych, czy to w formie łańcuszka, żmijki, czy rzemyka, do których doczepia się dowolną zawieszkę. Niektóre firmy tak projektują swoją biżuterię, że do bransoletek można doczepić tylko ich własne zawieszki. Tak jest choćby z Pandorą, której charmsy w formie koralików, w cenie 40–120 zł, należy wybrać z jej kolekcji. Pierwszym krokiem do stworzenia pięknej biżuterii jest zakup bransoletki, a dopiero wtedy można dokupić do niej zawieszki. Te przeznaczone do łańcuszków mają specjalny karabińczyk, czyli zapięcie pozwalające na umieszczeniu charmsa w dowolnym miejscu. Cały urok tworzenia bransoletki polega na stopniowym dokupowaniu charmsów i projektowaniu własnej, niepowtarzalnej biżuterii. Na specjalne okazje Okazji do zakupu zawieszki jest wiele. Mogą to być święta, urodziny, rocznica, komunia czy prezent jako forma podziękowania. Jeśli wiemy, że osoba, którą pragniemy obdarować, zbiera zawieszki, kolejna może się okazać prezentem idealnym. Jeśli charmsa kupimy odpowiednio wcześnie, to w przypadku wyrobów złotych lub srebrnych możemy zamówić wygrawerowanie dedykacji. Zwykle taka usługa jest wliczona w cenę, trzeba jednak na nią poczekać kilka dni. Ponieważ zawieszki różnią się znacznie stylem, należy przy ich zakupie kierować się stylem łańcuszka i dobrać je w taki sposób, by pasowały do pozostałych charmsów zarówno pod względem materiału, jak i fasonu. Można się też kierować zainteresowaniami osoby obdarowywanej, tak by zawieszki oddawały jej charakter i pasje. Różne materiały i fasony Nie sposób zliczyć dostępnych na rynku fasonów. Zawieszki mogą bowiem przedstawiać wszystko: od tradycyjnych serduszek, po telefon komórkowy, torebkę, telewizor, okulary czy butelkę coca coli. Najczęściej wybierane są jednak tradycyjne aniołki i słoniki. Zwykle są złote – w cenie 100–300 zł, pozłacane – ok. 20 zł, srebrne 20–100 zł , posrebrzane 10–20 zł, ze stali chirurgicznej lub też z popularnych, tanich metali – już od 1 zł. Ich ceny zależą od rodzaju surowca i użytych szlachetnych kamieni. Ze srebrnych charmsów największą popularnością cieszą się wyroby firmy Pandora, które wkłada się jak koraliki na żmijkowe bransoletki i oddziela separatorami. Ich cena wynosi średnio 50 zł. Popularnością cieszą się też zawieszki ze szkła weneckiego w oryginalnych kolorach, pochodzące ze znanych na całym świecie manufaktur z wyspy Murano – 10–40 zł. Popularne są też zawieszki zdobione kryształkami Swarovskiego lub w całości wykonane z kryształu. Zawieszki informują o zainteresowaniach Wiele osób wybiera takie zawieszki, które oddają ich naturę albo świadczą o zainteresowaniach. Miłośnicy sportów mogą wybrać zawieszki sportowe, np. piłki nożne, rakiety tenisowe czy wyobrażenia sportowców. Kochający zwierzęta – kotki, pieski, ptaszki. Osoby o klasycznych upodobaniach wybiorą biżuterię ze szlachetnego materiału o wzorach serduszek, kółek, gwiazdek. Może to być biżuteria zdobiona kamieniami szlachetnymi. Osoby młode zdecydują się raczej na bransoletki w tańszych wersjach, dostępne w największej liczbie wzorów. Charmsy pozwalają zaprojektować własną oryginalną biżuterię. Niepowtarzalną i indywidualną. Dobraną do naszego stylu i charakteru. Bransoletkę, jedyną w swoim rodzaju, stworzoną specjalnie dla naszych potrzeb.
Charmsy – modne zawieszki do bransoletek
W jednych grach współpracujemy, w innych rywalizujemy, ale są jeszcze takie, w których robimy to wszystko równocześnie. I najczęściej w tajemnicy. Gry planszowe zwykle stawiają na czyste współzawodnictwo poszczególnych graczy lub współpracę w osiągnięciu konkretnego celu. W grach asymetrycznych zaś może być różnie. Zwykle część graczy ma współpracować, podczas gdy jeden lub dwóch działa przeciwko grupie od samego początku. Czasem cała grupa ma nominalnie współpracować, ale wśród nich ukryty jest zdrajca, który wszystko czyni na ich szkodę. A czasem po prostu nie wiadomo, kto jest kim, i wszystko okazuje się dopiero w trakcie rozgrywki. Niezależnie od tego, którą z metod stosuje dana gra, jedno jest pewne – zabawa będzie znakomita. I ktoś na pewno wygra. Bang! Dziki Zachód, szeryf, bandyci i dużo, dużo strzelania. „Bang!” to dynamiczna gra karciana, w której graczom przydzielane są role bandytów, renegatów, zastępców szeryfa oraz właśnie samotnego stróża prawa. Co ciekawe, tylko o szeryfie wiadomo od początku, kim jest – pozostali gracze nie mogą wyjawić, jaką rolę wylosowali. I każdy z nich dąży do swojego celu. Szeryf i zastępcy chcą wykończyć bandytów, ci zaś załatwić szeryfa. A renegat chce po prostu przetrwać. Battlestar Galactica „Battlestar Galactica” to kultowa gra planszowa, bazująca na nie mniej kultowym serialu science fiction o tym samym tytule. Gracze wcielają się tutaj w znane z ekranu postacie, takie jak Gaius Baltar czy admirał Adama, i razem kierują ostatnią flotą ludzkości uciekającą przed zbuntowanymi Cylonami. Oczywiście, podobnie jak w serialu, nie wiadomo, kto jest człowiekiem, a kto inteligentną maszyną, która działa skrycie na szkodę floty, więc rozgrywka jest mocno paranoiczna i nieprzewidywalna, bo nie każdy Cylon wie od samego początku, że jest Cylonem… Kosmiczne spotkania „Kosmiczne spotkania” asymetrię ujmują w nieco inny sposób niż pozostałe gry z listy. Gracze kierują tutaj wybranymi rasami obcych, próbując za pomocą politycznych przepychanek lub też potężnych flot przejąć kontrolę nad galaktyką, i od początku wiadomo, kto jest kim, a sama zabawa jest czystą rywalizacją. Asymetria kryje się tutaj w opisach i specjalnych zdolnościach poszczególnych ras, które mogą dążyć do zwycięstwa zupełnie inną drogą niż pozostali. Listy z Whitechapel „Listy z Whitechapel” to klimatyczny wiktoriański kryminał, w którym główną rolę odgrywa pierwszy i najsłynniejszy seryjny morderca w historii, Kuba Rozpruwacz. Jeden z graczy wciela się właśnie w Kubę, pozostali zaś w śledczych, którzy tropią jego ślady i próbują, coraz bardziej nerwowo, po kolejnych zabójstwach odnaleźć jego kryjówkę. Nie jest to proste, bo sprytny morderca będzie mylił tropy i zostawiał fałszywe ślady, prowadzące w innych kierunkach. Martwa Zima: Gra rozdroży Przetrwanie apokalipsy żywych trupów jest wystarczająco trudnym zadaniem, gdy wszyscy ze sobą współpracują. „Martwa Zima” jednak dodatkowo utrudnia przeżycie kolonii ocalałych, przydzielając każdemu z graczy osobne, poboczne warunki osiągnięcia zwycięstwa. I jakby tego było mało, wśród nich może być także zdrajca, który dąży do zupełnie przeciwnego celu – upadku ostatniego bastionu cywilizacji. A to wszystko pośród śniegów i hord zombie. Mr Jack Kuba Rozpruwacz zainspirował niejednego twórcę i „Mr Jack” to druga gra w tym zestawieniu, która nawiązuje do słynnych XIX-wiecznych morderstw. Gra się w nią we dwójkę i jeden z graczy ma umożliwić Kubie ucieczkę, a drugi wydedukować, kto jest zabójcą, i schwytać go, zanim będzie za późno. Ta detektywistyczna gra przypomina rozbudowane szachy z dodatkowym elementem losowym i daje sporą przewagę jednej ze stron, więc można ją zakwalifikować do grona gier asymetrycznych. Obecność Czy na każdej planecie, na której ląduje wyprawa badawcza, kryje się krwiożercza obca bestia? Nie wiadomo. Ale na tej tak. „Obecność” to szybka, emocjonująca gra karciana, w której jeden z graczy jest ikonicznym Obcym, a pozostali uczestnicy są ludźmi, którzy, niestety, nie mają szans pokonać stwora, więc muszą wspólnym wysiłkiem wydostać się z planety. A zabawa w kotka i myszkę wraz z upływem czasu staje się coraz gorętsza i bardziej zacięta. Sabotażysta Co robią krasnoludy? Kopią tunele w poszukiwaniu skarbów. A przynajmniej te uczciwe, bo są również i takie, które wolą się wzbogacić same. „Sabotażysta” to przezabawna gra karciana dla większego grona graczy, w której wszyscy wydają się dążyć do tego samego celu, czyli odkopania złota, dopóki nie każe się, że wśród nich są sabotażyści właśnie, którzy zasypują tunele lub też drążą je w przeciwnym kierunku. Star Wars: Rebelia Jeden z najbardziej znanych asymetrycznych konfliktów w popkulturze został doskonale ujęty w rozbudowanej grze „Star Wars: Rebelia”. W tej przeznaczonej dla dwóch graczy produkcji jeden z nich kieruje potężnym Imperium, a drugi stara się pokrzyżować mu szyki, dowodząc wojskami i flotami rebelianckiego Sojuszu. Fani „Gwiezdnych Wojen” znajdą tutaj wszystko, o czym marzyli – od Luke’a Skywalkera i X-wingów po Vadera i Gwiazdę Śmierci. Zimna Wojna 1945-1989 Wielokrotnie nagradzana produkcja, w której dwóch graczy wciela się w szefów najsłynniejszych agencji wywiadowczych XX wieku – CIA i KGB. Areną ich działań jest cały świat, a narzędziami zdobywania wpływów przewroty, zabójstwa, działania militarne i wszelkie inne sztuczki w szpiegowskim arsenale. Celem „Zimnej Wojny” jest oczywiście przejęcie kontroli nad światem lub… doprowadzenie do globalnej wojny nuklearnej. Asymetria oznacza nierówność, ale wcale nie brak równowagi. Najlepsze gry asymetryczne dają każdej stronie, bez różnicy, ile by ich było, takie same szanse na zwycięstwo. Czasem czyniąc ją potężniejszą, a czasem bardziej liczną, a czasem stosując jeszcze inne, oryginalne sztuczki. Niezależnie od tego, jaką drogę obierze dana produkcja, jedno jest pewne – zabawa okaże się bardzo emocjonująca i ciekawa, a na dodatek będzie się chciało zagrać jeszcze raz, zamieniając strony i próbując zupełnie innego podejścia do tej samej gry.
Jeden przeciw wszystkim – najciekawsze planszówki asymetryczne
Startując w biegach długodystansowych, trzeba zdawać sobie sprawę, że to ogromny wysiłek dla organizmu. Niejednokrotnie będziesz odczuwał zmęczenie, brak motywacji i pojawią się myśli o zwolnieniu tempa. Należy więc wspomagać się tak, by cały czas organizm miał odpowiedni poziom energii. Jest to jedna z podstawowych zasad biegaczy, zarówno amatorów, jak i zawodowców. Zanim pojawi się zmęczenie Oprócz tego, że należy umiejętnie rozłożyć siły podczas takiego biegu, jakim jest np. maraton, należy również zadbać o odpowiednie odżywianie oraz dostarczenie organizmowi solidnej dawki energii. Ważne jest, aby wspomagać się zanim poczujesz zmęczenie lub wystąpią oznaki osłabienia. Później trudno jest z powrotem odbudować siły. Trzeba będzie zmniejszyć tempo po to, żeby odpocząć. Może być tak, że niestety nie uda się wrócić do startowego rytmu i pozostanie truchtanie do mety. Żele energetyczne to potrzebna każdemu biegaczowi odpowiednia dawka mocy. Dostarczają one niezbędnej ilości węglowodanów, które pobudzą organizm do sprostania trudom biegu. W ich składzie można znaleźć cukry proste i złożone, aromaty i proszki smakowe, sól różnego rodzaju, substancje konserwujące, pobudzające, antyoksydanty, aminokwasy, takie jak kofeina czy guarana, tłuszcze przetworzone, wyciągi z owoców lub ich kawałki oraz wodę. Szybka dawka energii Żele są w postaci płynnej i znajdują się w tubkach lub saszetkach. Niektóre mają zamknięcia na korek, a w innych należy zerwać górną część, żeby z nich skorzystać. W przypadku tych ostatnich najlepiej spożyć całą zawartość, gdyż żel może się niestety wydostawać przez szczelinę, sklejając odzież. Należy też pamiętać, aby po przyjęciu popić je sporą ilością płynów, gdyż zazwyczaj są bardzo słodkie. Podczas męczącego biegu nie jest to zbyt komfortowe uczucie. Producenci żeli oferują je w wielu smakach. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Bywają też takie, które nie są słodkie. Niektóre zawierają kofeinę, a inne są pozbawione tego składnika. Bardzo dobrze się wchłaniają ze względu na płynną konsystencję. Wystarczy je popić wodą lub izotonikiem i w ustach nie ma po nich śladu. To duża zaleta, gdyż podczas szybkiego biegu, gdy ciężko się oddycha, lepiej nie blokować dostępu powietrza do płuc, trudnym do przełknięcia pożywieniem. Wypróbuj przed zawodami Ważne jest to, żeby przyzwyczaić się do przyjmowania żeli energetycznych. Organizm różnie może na nie reagować i lepiej być przygotowanym na niespodziewane zachowania żołądka. Najlepiej wypróbować je na treningach podczas długich wybiegań. Nie warto robić zakupu na ostatnią chwilę przed ważnym startem. Błąd wielu biegaczy polega na tym, że spożywają oni nieznane sobie żele, dostępne w pakiecie startowym zawodów albo na punktach odżywczych biegów długodystansowych.O sensacje żołądkowe wtedy bardzo łatwo. Nikt nie lubi zatrzymywać się w biegu, żeby odpocząć lub szukać WC, bo dalszy udział w zawodach staje się niemożliwy. Dlatego do wszystkiego trzeba podejść rozsądnie. Bądź dobrze przygotowany Przechowywać saszetki z żelami energetycznymi można w kieszonkach znajdujących się w odzieży biegacza. Jeśli takich nie ma, to najlepiej zaopatrzyć się w pas biodrowy, w którym łatwo rozmieścić żele w odpowiednich przegródkach, specjalnie do tego przygotowanych. Innym rozwiązaniem jest przyczepienie saszetek agrafką do koszulki lub też założenie na przedramię gumki do włosów, za którą należy włożyć torebkę z żelem. Jest to trochę uciążliwe, bo trzeba uważać, aby nie wypadła. Ważną zaletą żeli jest opóźnienie zmęczenia mięśni i dostarczenie organizmowi szybkiej dawki energii. Poza tym zwiększają one wydolność biegacza. Kto wybiera się na długie wybieganie lub planuje wystartować w maratonie, powinien uwzględnić je w swoich planach. Nie zajmują dużo miejsca, łatwo się wchłaniają i – co najważniejsze – mogą pomóc w tym, aby biegacz nagle nie osłabł. Warto pamiętać o żelach energetycznych, jeśli chce się spokojnie przebiec wiele kilometrów.
Żele energetyczne dla biegaczy
Zabawa pełni ważną rolę w rozwoju dziecka i jest jego podstawową aktywnością. Dzięki niej poznaje świat. Pomaga mu też rozwijać się w wielu aspektach – intelektualnym, emocjonalnym i ruchowym. Bardzo istotne miejsce w życiu każdego malca zajmuje zabawa tematyczna. Jednym z przykładów jest odwzorowywanie w niej domu rodzinnego. Zabawa w dom zabawą tematyczną Wszelkie zabawy tematyczne mają znaczenie uspołeczniające. Dziecko, obserwując swoje otoczenie i najbliższych, naśladuje czynności przez nich wykonywane. Zdarza się, że nie potrzebuje do tego zabawek, gdyż bujna wyobraźnia kilkulatka pozwala na odgrywanie scenek. Ponieważ zabawa ma charakter tematyczny, główna akcja dzieje się wokół jednego, wybranego tematu. Dzieci bawią się zwykle w dom, szkołę, sklep i w lekarza. Oczywiście poziom rozbudowania fabuły zależy od wieku malca. Najmłodszy może bawić się w gotowanie obiadu, a np. 5-latek w zapraszanie gości czy przygotowywanie przyjęcia z kilkoma daniami. Bardzo ważne są również wypowiedzi bawiącego się dziecka. Naturalne jest dla niego wygłaszanie zarówno monologów, jak i dialogów, a nawet wypowiadanie się za dwie osoby jednocześnie. Co więcej, zwykle nie potrzeba zachęty do zabawy, bo jest inicjowana przez samych bawiących się. Wszystko to jest niezmiernie ważne w rozwoju dziecka, gdyż scala funkcje psychiczne i fizyczne. Akcesoria potrzebne do zabawy w dom Tak naprawdę wiele zależy od pomysłowości dziecka. Do zabawy przyda się wszystko to, co jest obecne w prawdziwym domu – począwszy od kuchenki, po większe i mniejsze sprzęty AGD. Oczywiście maluch nie musi mieć wszystkiego. Wiele akcesoriów można pożyczyć od mamy z prawdziwej kuchni, np. garnuszek, miskę czy drewnianą łyżkę. Warto rozważyć zakup poszczególnych elementów, biorąc pod uwagę te, których nie możemy użyczyć z własnej kuchni, np. żelazka. Co rodzice najczęściej wybierają? Wyposażenie kuchni – do wyboru jest: lodówka, zmywarka, pralka i zlewozmywak do zabudowy kuchennej. Z pewnością zakup warto uzależnić od posiadanego miejsca. Cena pojedynczego elementu do zabudowy to ok. 200 zł, więc chcąc zainwestować we wszystkie części, potrzeba sporej sumy. Całość jest preferowana do wyposażenia przedszkoli, a w domu wystarczy jeden bądź dwa elementy. Żelazko, często w zestawie z deską do prasowania – dziecko będzie miało okazję do zabawy przedmiotami, do których w warunkach domowych nie ma dostępu. Są w pełni bezpieczne i jednocześnie atrakcyjne. Żelazko jest najczęściej na baterie i wydaje odgłosy prawdziwego urządzenia. Niektóre zestawy zawierają również dodatkowe akcesoria, m.in. klamerki, wieszaki na ubrania, stojak czy spryskiwacz. Zestaw obiadowy – dzięki takiemu wyposażeniu kuchni dziecko będzie miało możliwość zaprosić na herbatkę swoje lalki i misie. Świetnie, jeśli rodzic również ma ochotę na zabawę i skorzysta z propozycji dziecka. Malec będzie zachwycony, jeśli do swoich plastikowych filiżanek będzie mógł rzeczywiście nalać wodę do picia. Odkurzacz – to kolejny sprzęt, który pozwoli dziecku na organizację swojego zabawowego domu. Poza tym to świetny pomysł na jednoczesne odkurzanie z mamą. Odkurzacz zabawowy jest na baterie i wydaje różne szumiące dźwięki. Tak naprawdę można kupić wszystkie sprzęty, które są używane w domu: tostery, ekspresy do kawy, mikrofalówki, miksery i czajniki, zestawy do sprzątania. Do tego można dobrać zarówno drewniane, jak i pluszowe elementy drobne: owoce, warzywa, deski do krojenia i sprzęt do pieczenia ciast. Niemal każde dziecko przechodzi fascynację zabawą w dom, szczególnie dotyczy to dziewczynek, począwszy od 2. czy 3. roku życia. Chcąc sprezentować coś dziecku w tym wieku, można pomyśleć o akcesoriach do takiej zabawy.
Akcesoria do zabawy w dom
Jeśli w motocyklu akumulator odmówił współpracy, być może trzeba pomyśleć o zakupie nowego. Jego wymiana nie jest skomplikowana, dlatego bez problemu możemy wykonać ją sami. Akumulator w każdym pojeździe pełni bardzo ważną funkcję, umożliwia bowiem odpalenie silnika. Nawet jeśli pozostałe podzespoły są w idealnej kondycji, a bateria odmówi współpracy, to z jazdy nici. Akumulatory w przeciwieństwie do ludzi nie lubią długiego odpoczynku. Zdecydowanie lepiej wpływa na nie ciągła praca, podczas której są stale doładowywane. Powodów zepsucia akumulatora może być sporo, np. pozostawienie maszyny z włączonymi światłami, usterki instalacji elektrycznej czy niewyjęcie baterii z motocykla na zimę. Warto wspomnieć też, że akumulatory, jak każda część motocykla, z czasem się zużywa. Współczesne baterie wytrzymują ok. 5 lat, co w dużej mierze zależy od ich eksploatacji. Na szczęście wymiana akumulatora nie wymaga specjalistycznej wiedzy czy kosztownych narzędzi. Nie sprawi nam też kłopotu wymontowanie go w celu podłączenia do prostownika. Jego wymianę przedstawię na przykładzie Yamahy Majesty 400. Zrób to sam W pierwszej kolejności musimy zlokalizować akumulator w motocyklu. Najczęściej znajduje się on pod siedzeniem kierowcy (więc musimy je zdemontować). Jeśli chodzi o skutery, to pod siedziskiem jest schowek, dlatego w tych jednośladach bateria najczęściej znajduje się w tylnej części pojazdu. W moim przypadku konieczne było odkręcenie plastikowych osłon, tylnego siedziska i kufra. Wszystkie prace dotyczące układu elektrycznego wykonujemy przy wyłączonym zapłonie. Po demontażu potrzebnych plastików jest już dostęp do akumulatora. Często można spotkać się z osłoną, w której umieszczona jest bateria. Jeśli jest ona w danym motocyklu, trzeba ją rozkręcić odpowiednim kluczem. Po dotarciu do akumulatora zabieramy się do odkręcenia klem. Zaczynamy od ściągnięcia minusa (najczęściej jest to czarny przewód). Następnie odkręcamy i ściągamy czerwony przewód – klema plusowa. Konieczne jest też zdjęcie opaski stabilizującej baterię. Teraz można wyciągnąć akumulator z motocykla. Jeśli decydujemy się na zakup nowej baterii, nie wybieramy jej na chybił trafił. Każdy pojazd posiada określony rodzaj akumulatora, który jest dla niego odpowiedni zarówno jeśli chodzi o parametry pracy, jak i wymiary. Za duża bateria nie zmieści się na miejscu. Odkręconą baterię możemy też podłączyć pod prostownik, który ją doładuje, nie zawsze bowiem niedziałający akumulator oznacza wymianę na nowy. W wielu przypadkach wystarczy dokładne naładowanie, by bateria zaczęła działać. Po zdemontowaniu akumulatora warto przeczyścić klemy i zaciski. Można do tego użyć specjalnej szczotki do klem. Jej cena wynosi kilka złotych. Skutecznie z tym zadaniem poradzi sobie też drobny papier ścierny. Oczyszczone elementy smarujemy elektrosolem, czyli smarem do styków. Można też użyć wazeliny technicznej, która zapewni również lepszy przepływ prądu. Następnie ponownie montujemy akumulator na swoim miejscu. Jeśli motocykl jest wyposażony w mocowanie zabezpieczające przed przesuwaniem się baterii, zakręcamy je. Podłączamyć klemy, przy czym robimy to w odwrotnej kolejności niż przy odkręcaniu. Jako pierwszy zakładamy przewód plusowy (czerwony), a następnie masę (przewód czarny). Skręcamy obudowę akumulatora i wszystkie elementy, które zdemontowaliśmy w celu dotarcia do baterii. Demontaż akumulatora w motocyklu to czynność niewymagająca specjalistycznej wiedzy motoryzacyjnej. Przestrzeganie powyższych wskazówek pozwala w bezpieczny sposób zdemontować akumulator przy użyciu podstawowych narzędzi.
Wymiana akumulatora w motocyklu
Komfort wypoczynku jest niezwykle istotny w naszym codziennym prawidłowym funkcjonowaniu. Łóżko jest jednym z najważniejszych, o ile nie najważniejszym meblem w naszym domu. Skoro spędzamy w nim kilka godzin na dobę, warto zadbać, aby było jak najwyższej jakości. Wybierając wyposażenie sypialni, zwykle kierujemy się jej wystrojem, względami estetycznymi. W tym przypadku tak samo ważny jest również rodzaj i trwałość wybranego materiału, z którego jest wykonane łóżko. Za przemyślaną decyzję wdzięczny nam będzie nasz kręgosłup! Jak wybrać łóżko małżeńskie, kiedy nasz budżet wynosi 1000 złotych? Łóżko drewniane – czy warto je kupić? Zdecydowanie najbardziej powszechnym materiałem, z którego produkuje się ramy łóżek, jest drewno. Jest trwałe, co może potwierdzić ilość zbudowanych z niego mebli antycznych, zachowujących przez lata swoją świetność. Jest bezpieczne dla zdrowia i ekologiczne. Drewno to również dobry sposób na ocieplenie wnętrza. Szeroka oferta jego gatunków pozwala nam dobrać to, które zaspokoi wszystkie nasze potrzeby. Najtrwalszymi rodzajami desek są dębowe oraz bukowe, nieco mniej – gatunki iglaste, takie jak sosna. W granicach 1000 złotych możemy pozwolić sobie na wiele modeli, również tych ze stelażem i materacem w zestawie. We wnętrzu prezentują się one elegancko, dodając mu zarazem wrażenia ciepła i bliskości z naturą. Gabaryty podwójnego łóżka przesądzają o tym, że to właśnie ono zdefiniuje styl naszego pomieszczenia do spania. Łóżko tapicerowane – elegancja i miękkość formy Łóżka tapicerowane cieszą się dużą popularnością wśród osób urządzających sypialnie. Ich forma jest bardzo stylowa i elegancka. Trzeba jednak pamiętać, że dobór pasujących do nich szafek nocnych i innych mebli może być nieco utrudniony. Zaletą takiego rozwiązania może stać się wbudowana w wiele modeli łóżek skrzynia przeznaczona do przechowywania pościeli. Oszczędność miejsca i wielofunkcyjność to niewątpliwie walor tego typu mebla. Do pokrycia takich łóżek stosuje się materiał syntetyczny lub skórę naturalną. Różnicę między tymi opcjami widać na pierwszy rzut oka, także w cenie gotowego mebla. Skórzane pokrycie jest miękkie w dotyku, daje wrażenie ciepła i jest bardzo trwałe. Ekoskóra może być dość twarda i łatwo ulegać uszkodzeniom, dlatego warto obchodzić się z nią ostrożnie. Rama metalowa – łóżko w niebanalnym stylu Na uwagę przy wyborze łóżka do sypialni zasługują modele wykonane z metalowych konstrukcji. Są to meble trwałe, ale zdecydowanie określające styl całego pomieszczenia. Jeżeli zdecydujemy się na zakup bogatej formy, sprawmy, aby reszta aranżacji harmonijnie z nią współgrała. Stosunek ceny do jakości w tym przypadku jest bardzo rozsądny, dlatego warto go wziąć pod uwagę. Stelaż łóżka – cichy bohater Stelaż jest w codziennym użytkowaniu łóżka zupełnie niewidoczny – ukryty pod materacem nie zwraca naszej uwagi. Wielu z nas dopiero przy zakupie mebla zdaje sobie sprawę, że ten element miejsca do spania jest oddzielną, ale nie mniej ważną od reszty częścią zestawu. Od niego zależy prawidłowe podparcie naszych pleców w trakcie wypoczynku, a także kondycja, higiena i trwałość materaca. Do wyboru są różnego stopnia twardości i elastyczności listwy drewniane: sosnowe, bukowe i inne. Ich parametry wybiera się indywidualnie zależnie od rodzaju materaca oraz naszych upodobań w zakresie stopnia miękkości łóżka. Stelaże mogą być również regulowane. Jeśli lubimy ułożyć głowę lub nogi nieco wyżej niż resztę ciała, warto zastanowić się nad taką opcją. Najbardziej zaawansowane wersje mają regulację elektryczną, wielopunktową, która pozwala zmieniać pozycję nawet bez potrzeby wstawania z posłania !Łóżko idealne to to, z którego aż nie chce się wstawać, a jeśli już je opuścimy, to w pełni wypoczęci i gotowi na trudy dnia. W obecnych czasach wiele osób boryka się z problemami kręgosłupa. To właśnie łóżko i sposób relaksowania się mają kolosalny wpływ na nasze codzienne funkcjonowanie. Wybierzmy więc model tego mebla wysokiej jakości za rozsądną cenę.
Łóżko małżeńskie do 1000 zł
Dorotka przeprowadza się wraz z rodzicami na Suwalszczyznę. To, co wydawało się zwykłą ucieczką z wielkiego miasta, okazuje się być magiczną wyprawą do świata legend i tajemnic. Wznowiony niedawno komiksKarola Kalinowskiego „Łauma” to dzieło obsypane nagrodami – nagroda dla najlepszego komiksu roku 2009 przyznana na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi, nagroda Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego za najlepszy polski album i nagroda Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku za najchętniej wypożyczany tytuł dla młodzieży. Nie bez powodu – młody polski twórca potrafi zaskoczyć, a stworzona przez niego opowieść urzeka od pierwszego rysunku. Magia Suwalszczyzny Suwalszczyzna, ziemia dawniej zamieszkana przez Jaćwingów, to dość tajemnicza kraina. Według podań ludowych w jej lasach żyje wiele dziwnych, często złowrogich stworzeń – zapomniani bogowie, chochoły. I Łauma. Dziwożona, boginka, odmienica, nazywana też wieloma innymi imionami. Przez stulecia porywała dzieci, by je pożreć, teraz powraca i znowu zaczyna polowanie. Świat jaćwieskich wierzeń jest pełen sekretów, których nie należy wyjawiać w recenzji. Dorotka wkracza w ten świat z pewnością siebie i opanowaniem. Swobodnie porusza się po lesie, szukając wiadomości o zamieszkujących Suwalszczyznę stworzeniach w bibliotece. Jest uroczą i odważną bohaterką, jedyną, która może stawić czoła Łaumie. Jako dziecko widzi więcej i inaczej. Groza kryjąca się w rysunkach Suwalski świat narysowany jest pewną, nieco niespokojną kreską, zaś kolejne rysunki budzą grozę, fascynują i pobudzają wyobraźnię. KaeReL narysował Polskę z dawnych wierzeń, które są równie fascynujące jak lepiej znane anglosaskie i skandynawskie. Porównując „Łaumę” z poprzednimi komiksami autora, nie można nie dostrzec, jak pewnie porusza się teraz w wykreowanym przez siebie świecie. Niektóre rysunki są tak intrygujące, że można do nich wracać po kilkakroć. Pole do interpretacji Zresztą cała książeczka, choć niewielkie ma rozmiary, doskonale nadaje się do czytania po wielokroć. Opowieść o Dorotce kryje w sobie bowiem bogactwo znaczeń. Można przy lekturze rozmyślać o tym, dlaczego wyparliśmy z pamięci całe bogactwo ludowych wierzeń i czym grozi takie oderwanie się od korzeni. Można zastanawiać się, czy nie jest to tylko opowieść o potędze dziecięcej wyobraźni. Wreszcie można czytać „Łaumę” jako historię pięknej i smutnej miłości. Zadumać się nad magicznymi zakątkami naszego kraju i nad tym, co może na nas czekać w lesie położonym za domem. Zaśmiać z kilku dowcipów i zachwycić nastrojowymi rysunkami. „Łauma” to lektura na jeden krótki wieczór, ale zapada w pamięć i chętnie się do niej wraca. Poleciłabym ją przede wszystkim osobom, które nieufnie odnoszą się do komiksu jako gatunku nie tylko dla dzieci – świetnie pokazuje, jak nierozerwalnie wiąże się w komiksie warstwa fabularna ze stroną graficzną. Jednocześnie jest to po prostu mądra, prowokująca książka, budząca nieokreśloną tęsknotę za światem, w którym żyły nasze prababki. Źródło okładki: www.kultura.com.pl
„Łauma” Karol „KaeReL” Kalinowski – recenzja
Czy rozmowa o modzie musi być zawsze na serio? Moda jest sposobem wyrażania własnej osobowości, statusu, ale może też być przyjemnością i zabawą, jeśli podejdziemy do niej z należytą lekkością. Stylu nie musimy kopiować od nikogo – mamy go w sobie. Wystarczy trochę luzu i spojrzenia w głąb siebie. Oto publikacja, która nam w tym pomoże – książka Garance Doré pt. „Love, style, life” wydawnictwa Między Słowami. Dla wielu wyrocznia w sprawach mody – uwielbiana amerykańska ilustratorka, komentatorka, a przede wszystkim blogerka modowa. Garance Doré po 11 latach prowadzenia swojego bardzo popularnego bloga wydała pierwszą książkę. Wprawiło to w zachwyt niejedną fashionistkę. Nic dziwnego! Garance Doré to królowa w świecie modowych blogów – jej internetowe zapisy mają miliony czytelników i setki tysięcy obserwujących na Facebooku czy Twitterze. To doskonała lektura dla wszystkich, którzy kochają modę, szukają swojego stylu oraz uwielbiają pięknie wydane książki. Znajdziemy tu oczywiście informacje o modzie i urodzie, a także autobiograficzne wątki dotyczące dzieciństwa czy spraw sercowych autorki. Książka wydana w wielkim stylu Już pobieżne przekartkowanie książki pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z produktem wydawniczym klasy premium. Publikacja jest bardzo elegancka, wydana na wysokim poziomie. Na zewnątrz cudowna bladoróżowa okładka, a w środku wiele gustownych ilustracji, szkiców i przepięknych, cieszących oko fotografii. Ta pozycja ma niezwykłą formę: jest kompozycją zdjęć, kolaży, kreatywnie skomponowanego tekstu, ważniejszych wyimków czy kartek „z dziennika”. Można ją otworzyć na dowolnej stronie i znaleźć ciekawą anegdotę czy złotą myśl Garance. Dzięki temu do dzieła autorki można wracać wiele razy i poznawać je za każdym razem inaczej. Można też czytać książkę od deski do deski – jest to lektura na jeden wieczór, bowiem lekki język autorki sprawia, że narracja wciąga nas bez reszty. Znajdziemy tu porady dotyczące stylu, zabawne anegdotki, ciekawe fakty z życia modowej blogerki, która podbiła Paryż i Nowy Jork. Autorka szczerze dzieli się z nami swoimi doświadczeniami. Opowieść o życiu z modą w tle Konstrukcja tytułu nie jest przypadkowa – jego układ, tzn. najpierw „love”, potem „style” i „life”, idealnie oddaje proporcje poruszanych tematów. W zamyśle autorki ta książka nie miała być typowym poradnikiem modowym, ale bardziej szczerą opowieścią dojrzałej kobiety. Kobiety, która bardzo szybko staje się nam bardzo bliska. A to dlatego, że Garance z lekkością mówi o rzeczach ważnych, opowiadając nam przy okazji całe swoje życie. Robi to z ogromnym wdziękiem, dużą dozą autoironii i humoru, dzięki czemu jej wyznania absolutnie nie męczą. Wydawać by się mogło, że mody jest tu mało, ale to tylko pozory. Bowiem tak właśnie – z lekkością i bezpretensjonalnie – rodzi się nonszalancki francuski szyk, którego często zazdrościmy paryżankom. Czasem czytając modowe blogi czy poradniki dotyczące stylu mamy wrażenie, że musimy wydać fortunę, by wyglądać dobrze. Z książką „Love, style, life” jest inaczej. Jej ogromnym atutem jest poczucie, że nie musimy nagle kupować tony nowych ubrań, by stwierdzić, że moda jednak jest po naszej stronie. Ma się niejasne przekonanie, że wszystkie potrzebne ubrania znajdziemy we własnej szafie, a stylu musimy poszukać w sobie, bez ślepego naśladowania celebrytek. Garance zachęca do minimalizmu: możesz obejść się bez mnóstwa ciuchów i akcesoriów. Skup się na tym, co sprawia, że wyglądasz dobrze i w tę stronę podążaj. Kwestie stylu są bardzo subiektywne, dlatego w tej książce nie znajdziemy gotowego na niego przepisu. Garance w świecie mody Autorka zaprasza nas do świata wielkiej mody – w Paryżu i Nowym Jorku. To wnikliwe spojrzenie w ten specyficzny świat od samego środka, dowcipne spojrzenie na reguły, które nim rządzą i absurdy, które mają w nim miejsce. Garance bez owijania w bawełnę opowiada o swoim życiu i drodze na szczyt kariery w świecie mody oraz nawiązuje do czasów swojej młodości. Książkę tak dobrze się czyta, gdyż jest to lektura bezpretensjonalna, dowcipna i ironiczna. Garance jest szczera, zabawna, ale też nieco uszczypliwa. Potrafi otworzyć się przed czytelnikami – nie ma problemu z opowiadaniem o swoich porażkach, problemach, rozterkach sercowych. Co więcej, wszystko podane jest ze smakiem, dystansem i dużą dozą humoru. To również krótka historia o tym, jak Garance Doré wchodzi w wiek dojrzały i jak sobie z tym procesem radzi. Autorka doradza na podstawie własnych doświadczeń i nikogo nie udaje, jest po prostu sobą. Poza przemyśleniami o życiu i stylu, książka „Love, style, life” pokazuje – na przykładzie błyskotliwej kariery Garance – że w życiu najważniejsza jest pasja. To ilustracje stały się dla autorki przepustką do wielkiego świata. Jej droga z Korsyki poprzez Paryż do Nowego Jorku to fantastyczny przykład na to, że można wszystko, tylko trzeba mieć prawdziwą pasję i ją realizować. „Love, style, life” to pięknie wydana pozycja, pełna pięknych fotografii, wspaniałego poczucia humoru i celnych rad jak zostać stylową kobietą. Do tego mnóstwo ilustracji i wiele ciekawych porad. Ta książka z pewnością pomoże wydobyć z każdego jego własny styl, poznać kulisy świata mody, a przede wszystkim pozwoli wspaniale się zrelaksować podczas czytania szczerych zwierzeń Garance z modą w tle. Źródło zdjęcia: http://www.znak.com.pl/
„LOVE, STYLE, LIFE” Garance Doré – recenzja
Torba fotograficzna to jedno z podstawowych akcesoriów fotografa. Myśląc o przechowywaniu i przenoszeniu aparatu, często kupujemy ją równocześnie z nim. W takiej sytuacji decyzja jest podejmowana w pośpiechu i bez dokładnej analizy dostępnego asortymentu. Warto jednak poświęcić chwilę na zastanowienie, gdyż dobrze wybrana torba może służyć przez kilka lat. Oto kilka porad, które pomogą wam podjąć dobrą decyzję. Przeznaczenie torby fotograficznej Przed rozpoczęciem przeglądania ofert warto się zastanowić, do czego planujemy jej używać. Na jedne elementy będziemy zwracać większą uwagę, wybierając torbę fotograficzną, która ma pomieścić nasz cały sprzęt fotograficzny, a na inne – jeśli szukamy takiej, która będzie poręczna w codziennym użytkowaniu. Jak dobrać rozmiar torby fotograficznej? Jednym z największych wyróżników toreb jest pojemność. Jeśli planujemy przenosić swój aparat ze wszystkimi akcesoriami, lepiej pochylić się nad taką, która w tej chwili wydaje się nieco za duża. Nawet jeśli tego teraz nie planujemy, prawdopodobnie w przyszłości kupimy dodatkowe akcesoria. Szkoda będzie, gdy za kilka miesięcy nie zmieści się do niej nowa lampa lub obiektyw, który dostaliśmy w prezencie. Pamiętajmy, że do torby powinny zmieścić się też drobne akcesoria, które łącznie potrafią zająć sporo miejsca. Idealnym rozwiązaniem będą wewnętrzne kieszenie przeznaczone do przechowywania kart pamięci czy filtrów. Torba tego rodzaju będzie mniej wygodna w transporcie, ale powinna zapewnić komfortowe przechowywanie wszystkich fotograficznych gadżetów. Zwróćcie uwagę chociażby na Hama Multitrans – za 240 zł można kupić produkt, do którego zmieści swój sprzęt większość fotoamatorów. Inaczej jest, gdy potrzebujemy akcesorium, które będzie poręczne w codziennym użytkowaniu. W tej sytuacji priorytetem jest niewielki rozmiar torby. Najlepiej, aby mieściła aparat, jeden lub dwa ulubione obiektywy i niezbędne akcesoria, takie jak zapasową kartę pamięci i baterię. Jej pakowanie będzie wymagać kompromisów, ale w przypadku takich toreb liczy się przede wszystkim wygoda. Gdy decydujemy się na jej użycie, mniej potrzebne drobiazgi zostają w domu lub w drugiej, większej, leżącej w bagażniku samochodu. Przykładem małych toreb, mieszczących sam aparat, są Hama z serii Canbera. Ich ceny zaczynają się od około 50 zł. Równie poręczne, lecz nieco większe są torby Manfrotto Active w cenie od 90 zł. Sposób noszenia torby Producenci przewidzieli kilka systemów noszenia toreb. Najbardziej tradycyjnym jest oczywiście pasek przerzucony przez ramię. Występuje on w większości toreb – czasem jako jeden z kilku dostępnych wariantów w danym modelu. Drugi, bardzo wygodny i praktyczny sposób to zastosowanie pasa biodrowego. Pozwala odciążyć kręgosłup, co będzie dużym plusem podczas dłuższych spacerów z aparatem. Największą wadą jest to, że większość toreb tego typu nie jest zbyt pojemna. Jeśli zależy wam na noszeniu większych ciężarów bez konieczności nadwyrężania pleców, polecam walizki fotograficzne. Większość modeli ma zamontowane kółka, podobne jak w walizkach podróżnych. Tego rodzaju torby są stosunkowo drogie – za Manfrotto Roller z osłoną przeciwdeszczową, kółkami, w rozmiarze dopasowanym do przewozu samolotem trzeba zapłacić od 860 zł. Na co jeszcze zwrócić uwagę, wybierając torbę? Oferta jest szeroka. Jeśli już wybraliśmy przeznaczenie, rozmiar i sposób noszenia, możemy skupić się na nieco mniej istotnych elementach. Warto zwrócić uwagę np. na grubość materiału. Prawdopodobnie aparat będziemy nosić w różnych warunkach, więc polecam wybrać wykonaną z grubszego i bardziej wytrzymałego tworzywa. Wielu producentów oferuje dodatkową osłonę wodoodporną. To rozwiązanie okaże się zbawienne w wyjątkowo deszczowy dzień, kiedy sama torba może przepuszczać wodę do środka na szwach. Możemy też zwrócić uwagę na dodatkowe kieszenie – zarówno wewnątrz torby, jak i te dostępne bez otwierania głównej komory. Możemy w nich umieścić drobniejsze przedmioty, które nie będą się poniewierać pomiędzy aparatem, obiektywami a lampą.
Torba fotograficzna – na co zwracać uwagę przy wyborze?
Uniwersum „Gwiezdnych Wojen” doczekało się odświeżenia. Książki sprzedawane przed 2015 rokiem nakładem wydawnictwa Amber nie wliczają się do nowego kanonu, a zdarzenia w nich zaprezentowane według Disneya nigdy się nie wydarzyły i oznakowano je jako legendy. Wśród kilkuset pozycji jest jednak kilka, które zdecydowanie warto przeczytać. Disney wykupił prawa do marki Star Wars i w 2015 roku na ekrany kin trafił nowy film. Twórcy „Przebudzenia Mocy” odcięli się jednak od wydanych wcześniej powieści, komiksów i gier wideo. Nie oznacza to, że poprzednio wydane książki nie są warte uwagi. Przedstawiamy 4 takie „legendy”, do których warto wrócić. „Revan” – Drew Karpyshyn To książka, która z pewnością przypadnie do gustu fanom postaci Dartha Revana z cyklu gier wideo „Knights of the Old Republic”. Protagonista pierwszej części serii i tytułowy bohater książki Drew Karpyshyna był Sithem, który po stracie wszystkich wspomnień powrócił na Jasną Stronę Mocy.Nawrócony Revan pod koniec gry udał się w podróż, z której nigdy nie powrócił. Trzecia część serii „Knights of the Old Republic” nigdy nie powstała, dlatego fani Revana – bohatera żyjącego na kilka tysiącleci przed wydarzeniami z sagi „Gwiezdne Wojny” – o jego dalszych losach mogą dowiedzieć się właśnie z książki. Trylogia „Darth Bane” – Drew Karpyshyn W dorobku Drew Karpyshyna można znaleźć serię, która podobnie jak Revan opowiada o wydarzeniach umiejscowionych chronologicznie na tysiąc lat przed filmami. Głównym bohaterem serii jest Darth Bane, który ustanowił słynną Zasadę Dwóch. Wedle tej reguły mogło być tylko dwóch członków Zakonu Sith.Na łamach trylogii „Darth Bane”, na którą składają się książki „Droga zagłady”, „Zasada Dwóch” i „Dynastia Zła”, obserwujemy to, jak Bane z górnika stał się Mrocznym Lordem i jak przeobraził Zakon. Dane jest nam zobaczyć, jak szkolił swoją następczynię, czyli Darth Zannah, i obserwujemy powolny upadek jej mistrza. „Kenobi” – John Jackson Miller Książki z uniwersum „Star Wars” często opisują historie dotyczące postaci znanych z filmów. John Jackson Miller wziął na warsztat Mistrza Jedi, który pojawił się w sześciu filmach z sagi. Z książki o tytule „Kenobi” dowiadujemy się, jak wyglądało życie Obi-Wana na wygnaniu, zanim na Tatooine pojawił się droid R2-D2. „Przeznaczenie Jedi. Wygnaniec” – Aaron Allston „Przeznaczenie Jedi” to ostatnia duża seria książkowa z uniwersum „Star Wars” wydana w Polsce przez Amber. Jej pierwszy tom zatytułowany „Wygnaniec” opowiada o losach Galaktyki na 43 lata po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci.Dwa lata po śmierci Jacena Solo, który jako Darth Cadeus przejął na krótko władzę w Galaktyce, Luke Skywalker zostaje postawiony przed sądem. Sędziwy mistrz zostaje oskarżony o niedopilnowanie siostrzeńca i razem z synem udaje się na dobrowolne wygnanie. Podsumowanie Po przejęciu Gwiezdnych Wojen przez Disneya dowiedzieliśmy się, że wydarzenia przedstawione w powieściach z serii „Gwiezdne Wojny” wydawnictwa Amber tak naprawdę nigdy się nie wydarzyły. W nowych filmach i kolejnych książkach z uniwersum „Gwiezdnych Wojen” wydawanych teraz przez wydawnictwo Uroboros będą opowiadane zupełnie inne historie.Przy kolejnych wydaniach dotychczas wprowadzonych do sprzedaży książek i komiksów zostanie dołączony dopisek „Legendy”, ale wiele z tych historii i tak warto znać. To w wielu przypadkach bardzo dobrze napisane powieści, które wciągają na długie godziny. Źródło okładki: http://www.wydawnictwoamber.pl
Star Wars Legendy – które książki ze starego kanonu warto nadrobić?
Na ekranach polskich kin niedawno pojawił się film fabularny pod tym samym tytułem, ale niezależnie od jego obejrzenia warto zainteresować się również reportażem Romana Cílka pt. „Ja, Olga Hepnarová”. Jest to drobiazgowe odtworzenie tła sprawy, która wstrząsnęła Czechami w latach 70. Jak do tego doszło? Choć autor Ja, Olga Hepnarová rozpoczyna swą opowieść od feralnego dnia, gdy bohaterka wypożyczoną ciężarówką wjeżdża w ludzi stojących na przystanku, wydawałoby się więc, że wszystko już wiemy, jesteśmy w sytuacji podobnej do policjantów tamtego dnia. Wiemy, co się stało. Wiemy, kto to zrobił. Wiemy, że zabiła 6 osób na miejscu, a dwie kolejne zmarły potem w szpitalu w wyniku obrażeń. Nie wiemy jednak najważniejszego: dlaczego? Ostatnia kobieta, na której wykonano w Czechach wyrok śmierci, dzięki autorowi może przedstawić nam swoją odpowiedź na to pytanie i podać własną argumentację. Szaleństwo? Akt terroryzmu? Jedno jest pewne: była to zbrodnia z premedytacją. Niczego nie żałuję To, co budziło największe zdumienie, to brak jakichkolwiek wyrzutów sumienia, chłód, jaki bił od tej, wydawałoby się, kruchej kobiety. Stwierdziła, że żałuje jedynie tego, że ofiar nie było więcej. Nie znała żadnej z zabitych osób, było jej obojętne, kim są, bo najważniejszy był sam czyn. Miała to być zemsta na społeczeństwie i na wszystkich ludziach, zemsta za krzywdy, jakich doznała. Zemstą. Cóż takiego doświadczyła w swoim życiu, że postanowiła się mścić i to nie na konkretnych osobach, tylko całkiem anonimowych? Chora jednostka, chory system Ja, Olga Hepnarová to wnikliwa próba pokazania portretu psychologicznego dziewczyny, która określała swoje życie jako nieustanną udrękę i pasmo krzywd, jakie doznawała od różnych ludzi, począwszy od własnych rodziców. Możemy sami zastanowić się, czy wyrok w jej sprawie i opinia psychiatrów, że nie miała zaburzeń psychicznych, nie budzą naszej wątpliwości. Ta książka skupia się bowiem nie tylko na portrecie morderczyni, która sama zażądała dla siebie kary śmierci, ale pokazuje nam funkcjonowanie całego systemu kłamstw, półprawd, wykrętów i przemilczeń, jakie państwo socjalistyczne stosowało, aby nigdy żadna wina nie mogła zostać przypisana błędom systemu. Smutna to książka i dość wstrząsająca, podobnie jak zbrodnia popełniona przez bohaterkę. Autor nie broni jej za wszelką cenę, ale i nie staje przed nami jako oskarżyciel. Powołuje świadków, cytuje listy, a wszystko po to, by lepiej zrozumieć, by więcej taka rzecz się nie powtórzyła. Pamiętajcie, że na Allegro do kupienia są nie tylko wersje papierowe książek, ale również e-booki. Ja, Olga Hepnarová w formatach MOBI lub EPUB do nabycia za niecałe 24 złote. Źródło okładki: www.wydawnictwoafera.pl
„Ja, Olga Hepnarová” Roman Cílek – recenzja
„Wszechświat jest nie tylko dziwniejszy, niż nam się wydaje, jest dziwniejszy, niż możemy to sobie wyobrazić” – powiedział A.C. Clark, pisarz fantastycznonaukowy, który całe życie fascynował się wszechświatem. Trudno nie podzielać tego oczarowania, jeśli tylko odrobinę zainteresujemy się tą dziedziną nauki, która – choć wydaje nam się dość zaawansowana, jeśli wziąć pod uwagę eksplorację kosmosu, jakiej udaje się dokonać ludzkości – jest niczym w porównaniu z tym, czym jest wszechświat. Geniusz naszych czasów Mówiąc o wszechświecie i współczesnej wiedzy na jego temat, nie można nie zacząć od osoby, która wniosła ogromny wkład w poznanie kosmosu. Mowa oczywiście o S. Hawkingu. Jego prace naukowe mogą być trudne do zrozumienia dla przeciętnego człowieka zainteresowanego kosmosem, na szczęście mamy także dzieła popularnonaukowe. Jednym z nich jest Ilustrowana teoria wszystkiego. Trzeba przyznać, że nie jest to książka dla zupełnych amatorów. Podstawy fizyki i astronomii wypada znać, by zrozumieć to, o czym traktuje. Książka jest jednak napisana w dość przystępny sposób i nawet jeśli nie zrozumiemy wszystkiego – to nic, być może potrzeba czasu, by pojąć to, co niepojęte. Warto poznać też inną książkę, której autorem jest Hawking, o fascynującym tytule Wszechświat w skorupce orzecha. Opisuje w niej przemyślenia i poszukiwania Teorii Wszystkiego. Jest to opowieść o próbie rozwikłania zagadki Wszechświata. Docieramy do granic współczesnej nauki i zastanawiamy się, czy są one rzeczywiście krańcem, czy może po ich przekroczeniu jest coś więcej. Dla początkujących i zaawansowanych Trzeba powiedzieć jasno, że zrozumienie wielu teorii, jakie głoszą naukowcy, jest możliwe po poznaniu podstaw i zrozumieniu osiągnięć współczesnej fizyki. Istnieje na szczęście wiele książek, które w przystępny sposób zapoznają czytelnika z tą wiedzą. Należy do nich Kompleks Kopernika C. Scharfa, w której autor porusza problem naszego istnienia we Wszechświecie oraz tego, czy jesteśmy istotną jego częścią, czy tylko nieznaczącym pyłem. Pozycją, która z pewnością zainteresuje tych, którzy chcą w przystępny sposób zapoznać się z najnowszymi osiągnięciami dotyczącymi wszechświata, jest książka S. Gilesa Tajemnice Wszechświata. Najnowsze odkrycia. To historia pracy teleskopu Hubble’a – trudności, momentów zwrotnych i przełomowych odkryć, połączona z niesamowitymi fotografiami. Wybitną pozycją wśród książek o tej tematyce jest Boska cząstka, napisana przez laureata nagrody Nobla – L. Ledermana, przy wsparciu publicysty D. Teresiego. Powstała ona zanim odkryto bozon Higgsa, więc mamy w niej do czynienia z hipotezami. Książka jest nauką przez zabawę, gdyż autorzy nie szczędzą anegdot, które ułatwiają zrozumienie podstawowych zasad fizyki cząstek elementarnych. Jej kontynuacją jest Dalej niż Boska cząstka – książka, która powstała już po odkryciu bozonu Higgsa. Tym, którzy myślą, że teleportacja to wyłącznie science fiction, warto polecić książkę A. Zeilingera Od splątania cząstek do kwantowej teleportacji. Autor to wiedeński profesor, który obecnie prowadzi najbardziej zaawansowane na świecie badania dotyczące stanu splątanego cząstek. Zrozumienie sensu wykładu ułatwia wprowadzenie do książki, w którym są opisane podstawy mechaniki kwantowej. Nawet niewielkie spotkanie z książkami traktującymi o Wszechświecie może obudzić niedającą się zaspokoić ciekawość. Choć wiedza, jaką dysponujemy, jest coraz szersza, to nadal nie daje ostatecznych odpowiedzi. Jesteśmy jak ludzie w wiekach średnich, którzy uważali, że ziemia jest płaska. My, mając szersze horyzonty, wiemy, że Wszechświat jest nadal zagadką, którą staramy się wyjaśnić. Teoretycy snują swoje wizje, ale póki co, możemy oprzeć się bardziej na ich teoriach niż obserwacjach kosmosu, którego tylko bardzo małą część potrafimy zobaczyć.
6 książek dla fascynatów wszechświata
Doświadczony motocyklista wie, że na kontuzje narażone są nie tylko głowa, kręgosłup, kolana i łokcie, ale również dłonie. Skuteczną ochronę przed urazami zapewniają motocyklowe osłony na dłonie, a wśród nich handbary. Zobacz, co można kupić w cenie do 100 zł. W czasie jazdy, szczególnie w warunkach offroadowych, mimo włożenia rękawic jesteśmy narażeni na uderzenia gałęzi czy lecących spod opon kamieni. Osłony minimalizują ryzyko kontuzji, a dodatkowo chronią przed wiatrem. Na rynku są dwa rodzaje osłon – małe, lekkie i mocowane tylko w jednym miejscu (przy uchwytach dźwigni sprzęgła i przedniego hamulca), tzw. „listki”, oraz solidne i w pełni zintegrowane z kierownicą handbary. Co to są handbary? Nazwa „handbar” pochodzi od angielskich słów hand – ręce i bar – osłona, krata, pręt. Odnosi się do całkowicie zintegrowanych z kierownicą osłon motocyklowych. Handbary przykręcane są do kierownicy kołkami rozporowymi oraz za pomocą uchwytów przy klamkach hamulca i sprzęgła. Dzięki takiemu stałemu przytwierdzeniu i głębokiemu wyprofilowaniu nie tylko dłonie, ale również klamki są chronione przed ewentualnymi uderzeniami czy uszkodzeniami. Na rynku są handbary z dodatkowym aluminiowym prętem, co sprawia, że nawet przy bardzo groźnych upadkach uszkodzenie klamek jest praktycznie niemożliwe. Mając taką osłonę, nie musisz się obawiać „gleby” czy zderzenia z gałęziami i konarami, które bez niej zakończyłyby się z pewnością solidnym uszkodzeniem motocykla i twojej dłoni. Jednak jej zakup wymaga wydania kilkuset złotych. Handbary najczęściej montują motocykliści jeżdżący na maszynach enduro, hard enduro, najcięższych dakarówkach, a w offroadzie także na przeprawowych quadach. Ten rodzaj osłony rąk stanowi niezbędne akcesorium motocykli supermoto. Warto jednak wiedzieć, że handbary zupełnie nie nadają się do motocrossów, gdyż podczas wykonywania przeskoków czy innych trików nieopatrzne wsunięcie dłoni między handbar a kierownicę grozi poważnym złamaniem ręki. Handbary do 100 zł box:offerCarousel Handbary Changcheng. Uniwersalne handbary Changcheng wykonane są z wytrzymałego lekkiego tworzywa sztucznego ABS, dodatkowo wzmocnione aluminiowym rdzeniem i łatwe w montażu. Ich zaletą jest stylistyka, bo do złudzenia przypominają markowe handbary firmy ACERBIS. Można je więc uznać za tańsze zamienniki tych popularnych osłon. Cena: około 90 zł. Handbary Supermoto. Za niecałe 100 zł otrzymujemy komplet dwóch czarnych handbarów wraz z zestawem śrub i mocowań. Osłona wykonana jest ze wzmocnionego plastiku, natomiast jej bazę stanowi aluminiowa listwa, która sprawia, że handbar chroni dłonie przed zimnem, deszczem i uderzeniami kamieni czy gałęzi. Handbary montowane są w dwóch miejscach, mają okrągłą budowę, częściowo łamaną. Oferowane są w dwóch kolorach, czarnym i czerwonym. Handbary uniwersalne wzmacniane HW1. Za mniej więcej 80 zł możesz mieć uniwersalne handbary montowane na kierownicy za pomocą aluminiowego rdzenia, wykonane z trwałego, lekkiego tworzywa sztucznego odpornego na uderzenia. Ich zaletą jest zaokrąglony kształt i brak udziwnień. Charakter nadają im kolory – od wyrazistych pomarańczy, zieleni, żółci i fioletu, przez czerwienie, różne odcienie niebieskiego, na czarnych i węglowych kończąc. Handbary Polisport Integral Evolution. Propozycją znanej portugalskiej firmy Polisport są uniwersalne handbary Integral Evolution, przeznaczone do większości modeli motocykli i quadów. Wyprodukowane z trwałego polipropylenu wzmocnionego włóknem szklanym (DGP) mocowane są w dwóch punktach. Do wyboru jest wiele kolorów – od bardziej stonowanych aż po wyraziste odcienie, więc dobranie ich do swojej maszyny nie powinno sprawić większego problemu. Cena kompletu z zestawem montażowym to około 78 zł. Zakup handbarów jest dobrą decyzją. Nie tylko zwiększą twoje bezpieczeństwo w czasie jazdy po bezdrożach, ale również pozwolą ci zindywidualizować wygląd motocykla. Pamiętaj jednak, że za kwotę do 100 zł otrzymasz osłony zbliżone raczej do listków, niż wzmacnianych, masywnych handbarów renomowanych firm. Ale jeśli nie możesz wydać więcej, rozważ ich kupno.
Handbary do 100 zł
Jaką kurtkę z jeansu wybieramy na wiosnę? Z czym ją łączyć, aby wyglądała modnie? Podpowiadamy kompozycje z jeansową górą. Kurtka z jeansu to element garderoby, który zawsze warto mieć w szafie. Możemy postawić na dopasowany fason z przecieranego jeansu lub skusić się na trendy wzór. Fanki mody powinny zwrócić w tym sezonie uwagę na jeansowe kurtki z naszywkami. Dość popularne pozostają także błękitne katany z jeansu. Jeansowe góry rodem z lat 90. to opcja dla wielbicielek trendów. Dziewczęce zestawy z jeansową kurtką Nasze ulubione jeansowe kurtki często stanowią bazę wiosennych zestawów. Podpowiadamy, że błękitne góry dość dobrze komponują się z kremowymi sukienkami, np. koronkowymi. Modną jeansową kurtkę możemy wybrać również jako uzupełnienie zwiewnej sukienki w kropki czy rozkloszowanej sukienki w kwiaty. Przy tego typu kompozycjach warto podwinąć rękawy lub skusić się na jeansową kurtkę z rękawem do łokcia. Kobiece połączenia z jeansem Dla równowagi luźną jeansową kurtkę zakładamy na wierzch dopasowanych kreacji. Połączenia na bazie ołówkowej sukienki w tonacji oliwki i jasnoniebieskiej kurtki oversize będą przebojem wiosny. Dobierzmy do nich wygodne dodatki, np. baleriny i plecak. Nasz jeans dopasujemy także do niezobowiązujących zestawów z czarnymi, prostymi spódnicami. Jeansowe zestawy dla odważnych Obszerne jeansowe kurtki powracają również w stylizacjach grunge. Do czarnych, poszarpanych rurek dodajemy białą koszulkę i marmurkową kurtkę z jeansu. Ciężkie botki, torba z łańcuszkami i ciemne okulary podkręcą całość. Denimowa kurtka będzie pasowała także do wzorzystej sukienki mini. Ponadto możemy skusić się na kompozycję jeansu, szortów i koszuli w kratę. Czy jeansowe góry pasują do sportowych stylizacji? Jeansową kurtkę w męskim stylu dobierzemy do sportowych ubrań. Łączymy ją z legginsami i bawełnianymi koszulkami. Nie zapominamy także o akcesoriach typu sportowe botki za kostkę czy czapka z daszkiem. Krótszą jeansową kurtkę nosimy z luźnymi spodniami typu baggy. Tutaj dla odmiany załóżmy sneakersy na koturnie i delikatną biżuterię. Jeans w ponadczasowym wydaniu W zestawach z koszulkami w paski i białymi spodniami nie może zabraknąć naszej jeansowej kurtki. Ciemny denim idealnie wpisuje się w marynarski styl. Z nadejściem cieplejszych dni jeansową kurtkę wybierzemy zamiast żakietu do lnianych szortów i prostego topu. Taka góra uzupełni też bawełnianą sukienkę w paski. Przy morskich stylizacjach nie zapominamy o gadżetach typu espadryle i koszyk do ręki. Maksymalne granice jeansowych gór Góry z jeansu świetnie wkomponują się również w stylizacje z długimi spódnicami. Do czarnej sukienki maksi wystarczy dodać denimową kurtkę, sandałki i dużą torebkę w kontrastowym kolorze. Podobnie sprawdzonym połączeniem na co dzień okaże się zestaw na bazie białego topu, szarej powłóczystej spódnicy i jeansowej kurtki. Naszą górę dobierzemy zamiast sweterka do plisowanej spódnicy za kolano czy długiej asymetrycznej sukienki w pastelowym odcieniu. Totalne jeansowe szaleństwo Jeans noszony od stóp do głów mocno wpisuje się w aktualne trendy. Nie oznacza to jednak, że wystarczy założyć przypadkowe ubrania z jeansu, aby wyglądać modnie. Na trendy wygląd zadziała zestaw na bazie boyfriendów z dziurami, jasnej koszuli z kołnierzykiem i jeansowej kurtki z naszywkami. Na jeansowe koszule zakładamy kurtki z tego samego materiału. Z jeansu stworzymy także kobiecy kostium, zdecydujmy się np. na ołówkową spódnicę i dopasowaną kurtkę z jeansu w podobnych odcieniach.
Jeansowa kurtka – z czym ją zestawiać?
Światowa historia himalaizmu to przede wszystkim historie dzielnych mężczyzn. Tak samo zresztą jak cała historia, pełna wojen, podbojów czy dalekich rejsów w nieznane. Dla kobiet mało jest miejsca w szeregach nieustraszonych zdobywców. Na szczęście ta narracja powoli się zmienia, a kobiety w końcu zabierają głos. W historii nie brakowało bowiem bohaterów płci pięknej. Ich wyczyny były równie heroiczne i śmiałe, a czasem wręcz przewyższały męskie dokonania. „Annapurna. Góra kobiet” to książka o odważnych kobietach, które nie bały się zrealizować swojego celu. Ponad 30 lat temu grupa trzynastu himalaistek postanowiła zdobyć szczyt Annapurny, jednego z najtrudniejszych ośmiotysięczników na mapie świata. Miejsce kobiet jest na szczycie Pomysł zdobycia okrytej złą sławą Annapurny narodził się w głowie Arlene Blum w czasach, kiedy kobiety traktowano jak istoty z innej planety. Niezdolne do ekstremalnego wysiłku, o słabej konstrukcji psychicznej. Himalaizm to była działka mężczyzn, którym niestraszne były przenikliwe zimno, samotność, a nawet śmierć. Oczywiście pomimo to kobiety wspinały się i osiągały sukcesy. Jednak obowiązujące w tamtych latach przekonanie o kobiecej słabości na pewno nie ułatwiało im życia. Pisze o tym we wstępie autorka książki Arlene Blum: „Na przestrzeni lat wiele razy mówiłam, że nasza wyprawa przyczyniła się do rozwiania mitów o barierach nie do pokonania dla kobiet – tak powszechnych w czasie, kiedy postanowiłyśmy zdobyć Annapurnę”. W ramach wyprawy Blum wymyśliła nawet hasło „Miejsce kobiet jest na szczycie”, które potem zostało umieszczone na T-shirtach. Pieniądze z ich sprzedaży w dużej części przyczyniły się do realizacji tej legendarnej eskapady. Wstępny cel został osiągnięty. Trzynaście kobiet – z Blum jako liderką – wyrusza do Nepalu w sierpniu 1978 roku. „Kobiety są zbyt dobre” „Annapurna. Góra kobiet” zaczyna się od omówienia trudności, z jakimi musiały borykać się kobiety pragnące wspinać się ramię w ramię z mężczyznami. Blum przytacza powody, dla których płeć piękna – według mężczyzn – nie powinna brać udział w górskich wyprawach. W 1969 roku autorce odmówiono udziału w alpinistycznej ekspedycji w Afganistanie. Jak bowiem uzasadnił lider wyprawy: „(...) Jedna kobieta na dziewięciu facetów na otwartym lodowcu to byłoby trochę zbyt karkołomne doświadczenie. Nie mówię tu o sytuacjach toaletowych, ale o utrzymaniu codziennej męskiej, braterskiej atmosfery, co jest tak ważne dla powodzenia ekspedycji”. W tym samym roku Blum zostaje uświadomiona przez innego przewodnika górskiego, że: „Kobiety albo nie są dobre w wspinaczce, albo nie są prawdziwymi kobietami”. To zaledwie ułamek seksistowskich stwierdzeń, z którymi Blum i inne kobiety musiały się przez całą swoją karierę zmagać. Wśród wielu obraźliwych opinii wypowiadanych bezrefleksyjnie przez mężczyzn najbardziej kuriozalną wydaje się być ta: kobiety są z natury zbyt dobre, aby się wspinać. Ten dziwny pogląd forsował przyjaciel Blum, Grant Barnes, prezes komitetu wydawniczego American Alpine Club. Apelował on do kobiet, aby nie poświęcały się one na „tym samym ołtarzu egoizmu, który każe mężczyznom wstępować do Marines, polować na bizony, jeździć szybkimi samochodami czy bić się o kobiety”. Triumf kobiet „Annapurna. Góra kobiet” to opowieść o kobiecej determinacji. Arlene Blum opisuje wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat, ale jej historia niestety wciąż wydaje się aktualna. Kobiety w XXI wieku ciągle muszą udowadniać, że nie są gorsze ani słabsze od mężczyzn. W 1978 roku na Annapurnie trzynaście kobiet pokazało facetom gest Kozakiewicza. Dwie z nich – Vera Komarkova i Irene Miller – zdobyły szczyt, niestety dwie – Alison Chadwick-Onyszkiewicz i Vera Vatson – zginęły. Każda z tych trzynastu kobiet zmagała się z cierpieniem, zimnem, ekstremalnym wysiłkiem oraz śmiercią. Arlene Blum opisała to w piękny sposób. Żywy styl i dbałość o szczegóły sprawiają, że jej książkę czyta się z wypiekami na twarzy. Emocje zawarte w tej opowieści są uniwersalne, nie mają płci. Dlatego „Annapurna. Góra kobiet” to świetna pozycja dla wszystkich. Nie tylko kobiet. Książka dostępna jest także w wersji elektronicznej za ok. 42 zł. Źródło okładki: www.wydawnictwoagora.pl
„Annapurna. Góra kobiet” Arlene Blum – recenzja
Nadchodzi wyczekiwany sezon wakacyjny, a to właśnie wtedy robimy najwięcej zdjęć. W dobie aparatów cyfrowych gromadzimy setki czy nawet tysiące zdjęć na dyskach komputerów. Warto jednak je wywoływać, by wspomnienia pięknych chwil towarzyszyły nam każdego dnia. Podpowiadamy, jak ciekawie zaprezentować zdjęcia, a jednocześnie stylowo udekorować mieszkanie. Fotografie pozwalają zachować wspomnienia na dłużej, a ramki do zdjęć umożliwiają ich odpowiednie wyeksponowanie. Ramki nie tylko prezentują najważniejsze momenty życia, wesołe zdarzenia i uroczyste okazje, ale również mogą być interesującą dekoracją wnętrza. Prezentujemy kilka pomysłowych ramek na zdjęcia: pojedynczych, podwójnych i takich, które pomieszczą nawet 10 i więcej zdjęć. Pamiętajmy, że stylowa rama ozdobi nie tylko komodę czy półkę, ale również ścianę lub podłogę! Multirama – kolaż Jeśli lubimy otaczać się zdjęciami, to doskonałym wyborem będzie dla nas multirama, złożona z wielu małych ramek. Multirama tworzy galerię zdjęć – w różnych kolorach i układach do wyboru. Wyjątkowy zestaw ramek na zdjęcia, tworzących multiramę, to oryginalny sposób na ozdobienie domu lub prezent dla bliskiej osoby. Kompozycje utworzone ze zdjęć to nowy trend w dekoratorstwie wnętrz, szybko zyskujący coraz większe uznanie wśród klientów na całym świecie. Multirama zmienia wygląd pokoju, gdyż nie da się jej nie zauważyć! Pamiętajmy tylko, by jej styl i kolorystyka były spójne z resztą mieszkania. Zegar z ramkami na zdjęcia 12 naszych ulubionych fotografii w jednym miejscu, a dodatkowo funkcja użyteczna: zegar z ramkami na zdjęcia udekoruje większą ścianę, np. w sypialni lub salonie. Ten pomysłowy zegar to idealny prezent dla osób sentymentalnych i rodzinnych! Nie tylko wskaże aktualną godzinę, ale także sprawi, że nie zapomnimy o najważniejszych wydarzeniach z przeszłości i zawsze będziemy mieli zdjęcia bliskich osób przed oczami. Poza zdjęciami do ramek możemy włożyć także ukochane sentencje lub notatki o ważnych wydarzeniach. Ramki z sercem Ramy – pojedyncze lub na kilka zdjęć – w kształcie serca to doskonały sposób, by podkreślić charakter swojego domu oraz czułe relacje w nim panujące. Dzięki naszej ramce bliscy oraz wspomnienia ważnych chwil będą zawsze na „wyciągnięcie ręki”. Ramy w kształcie serca, wykonane z wysokiej jakości tworzywa, stanowią ciekawą ozdobę każdego pomieszczenia, a także modny element wystroju biura czy domu. Taka ramka przypadnie do gustu wszystkim osobom uczuciowym i ceniącym oryginalne pomysły w urządzaniu wnętrz. To idealny prezent na wszystkie „miłosne” okazje: ślub, walentynki czy rocznicę ślubu. Parawan ze zdjęciem Parawan foto może stanowić element dekoracyjny, ale także użytkowy, np. oddzielać kącik sypialniany od reszty dużego pokoju, a w pokoju dziecinnym może oddzielać część sypialną od części zabawowej. Parawany foto pasują do nowoczesnego pomieszczenia. W lekkim parawanie photo Modo w 32 ramach możemy umieścić zdjęcia swoich bliskich. Dostępny kolor parawanu to biały lub czarny, a najlepiej prezentują się w nim zdjęcia w sepii. Możemy też wybrać parawan w formie przenośnej ścianki działowej, na której umieścimy wielkoformatowe fotografie. Taki nowoczesny parawan – rama na zdjęcia – wzbogaci Twoje mieszkanie o modny, praktyczny detal. Rodzinne drzewo wspomnień Drzewo to symbol życia, a życie związane jest z rodziną, dlatego więzi rodzinne często przedstawiane są w postaci drzew genealogicznych. Blisko zarówno tej symboliki, jak i odniesień do świata natury są dekoracje w formie drzew z ramkami na zdjęcia na ścianę. W zależności od posiadanej powierzchni możemy wybierać od największych drzew (XXL), będącymi naklejkami na ścianę, poprzez dekoracje zajmujące tylko fragment ściany, aż po najmniejsze drzewka do postawienia na komodzie. Drzewa ze zdjęciami – bez względu na to, czy zdjęcia ułożymy według więzi rodzinnych, czy w inny dowolny sposób, wyglądają imponująco! Zwłaszcza te największe, zajmujące np. większą część ściany w sypialni. Taka oryginalna rama nie opatrzy nam się tak szybko jak zwykła, wspaniale udekoruje pokój, a jednocześnie umieści zdjęcia najbliższych w jednym miejscu. Home sweet home Szukając interesujących ramek do zdjęć, nie mogliśmy pominąć ramek w kształcie domów. Wybierając taki kształt, bazujemy na prostej i bliskiej każdemu symbolice, a zdjęcia umieszczone w takiej formie wyglądają o niebo ciekawiej niż w zwykłej prostokątnej ramce. Rama w kształcie domku, np. w pastelowych kolorach, pięknie odmieni każde wnętrze i idealnie pasuje na ścianę zarówno w salonie, jak i w korytarzyku czy kuchni. Gitara elektryczna ze zdjęciami Dla młodzieży, melomanów i rockandrollowców (bez względu na wiek) fantastycznym prezentem będzie rama na zdjęcia w kształcie gitary elektrycznej. Prezentuje się niezwykle efektownie, można ją powiesić w pionie lub poziomie i wyeksponować sześć zdjęć. Takiej ramy nie widuje się codziennie! Uwieczniajmy piękne chwile, wywołujmy zdjęcia i oprawiajmy je w ramy. Naprawdę warto! Stylowe ramki do zdjęć wzbogacają wnętrza, nadają im unikalnego charakteru i wprowadzają niepowtarzalny styl. A nowoczesne i niebanalne ramki pięknie wyeksponują pamiątkowe i rodzinne zdjęcia, na które miło będzie popatrzeć. Warto wykorzystać tę możliwość aranżacyjną i stworzyć własną, oryginalną galerię zdjęć. Wybierz ramki i już dziś udekoruj swoje mieszkanie!
Oryginalne ramki do zdjęć
Pływanie to jeden z ulubionych sportów współczesnych Polaków. Regularne treningi na basenie pozwalają nie tylko poprawić wydolność organizmu i poprawić pracę serca, ale i zadbać o piękną sylwetkę. Zamiast więc siedzieć kolejny dzień w domu, lepiej wybrać się na trening w wodzie i powtarzać go przynajmniej 2–3 razy w tygodniu. Zanim jednak ruszymy szturmem na najbliższą pływalnię, skompletujmy torbę, którą zabierzemy ze sobą. Strój kąpielowy lub kąpielówki To obowiązkowy punkt na naszej liście. Może wydawać się, że kupno kostiumu kąpielowego lub kąpielówek to prosta sprawa – w rzeczywistości jednak nieodpowiednio dobrany strój zamiast ułatwiać trening, może nam go jedynie popsuć. Na co więc zwrócić uwagę, wybierając strój do pływania? Przede wszystkim powinien przylegać do naszego ciała. Zbyt duży lub wykonany z luźnego materiału kostium będzie tylko utrudniał nam trening. Ponadto zwróćmy uwagę na materiał, z którego został wykonany strój. Na jego metce powinno widnieć oznaczenie o odporności materiału na chlor. Taka informacja zapewnia nas, że kostium będzie towarzyszył nam przez długie lata na basenie, a chlor nie będzie wpływał na jego jakość. Dobrej jakości materiał nie będzie też się rozciągał i przecierał w trakcie przebywania w basenie. Zarówno strój kąpielowy, jak i kąpielówki absolutnie nie mogą krępować naszych ruchów i ograniczać nas w czasie treningu pływackiego. Jeśli w trakcie podnoszenia rąk czujemy, że kostium wrzyna nam się w plecy, to powinniśmy rozejrzeć się za innym strojem. Z pewnością na basenie nie sprawdzą się kostiumy, których używamy podczas wakacji nad morzem. Na basenie potrzebujemy stroju, który w czasie pływania nie będzie się przesuwał i spadał. Ostatnią rzeczą, na którą zwracamy uwagę jest wygląd stroju. Jednak to, jaki kolor kostiumu lub kąpielówek wybierzemy, zależy już tylko od naszego gustu. Czepek Teoretycznie można się bez niego obejść, ale tylko teoretycznie. W praktyce noszenie czepka na basenie zapewnia nam odpowiednią higienę. Ponadto nakładając czepek, dbamy o pływalnię, ponieważ nasze włosy nie będą zatykać filtrów przepuszczających wodę. Warto też pomyśleć o kondycji naszych włosów. Narażanie ich na kontakt z chlorem z pewnością je zniszczy. Na rynku dostępne są zarówno czepki materiałowe, jak i te wykonane z lateksu. Podczas pływania lepiej sprawdzą się te drugie, ponieważ lateks będzie lepiej przylegał do naszej głowy i zapobiegnie zsuwaniu się czepka. W dodatku producenci akcesoriów sportowych pomyśleli też o kobietach z długimi włosami i wyprodukowali dla nich specjalne czepki. Mają one wydłużony kształt tak, aby związane w kok włosy mogły swobodnie się w nim zmieścić. box:offerCarousel Okularki To kolejny podstawowy element wyposażenia. Okularki do pływania zapewniają przede wszystkim odpowiednią ochronę oczu, nie doprowadzają do podrażnień, rozwoju infekcji, a w konsekwencji chronią przed niebezpiecznymi chorobami, takimi jak np. owrzodzenie rogówki. Odpowiednie okularki powinny przede wszystkim przylegać do naszej głowy i chronić oczodoły przed nalewaniem się wody. Zwróćmy uwagę na to, aby zabezpieczenia przed chlorowaną wodą nie zapewniała uszczelka z pianki, tylko z gumy, która da nam 100% gwarancji, że podczas pływania okularki nie zsuną się, a chlor nie dostanie się do naszych oczu. Dobrze by było, gdyby nasze okularki miały kilka dodatkowych cech. Powinny przede wszystkim mieć podwójny pasek, dzięki któremu nie będą spadać z głowy. Na rynku dostępne są również okularki mające specjalną powłokę zapobiegającą parowaniu szkieł. Warto też, aby okularki miały regulowaną długość gumy i nosek – w końcu każdy z nas ma inny rozstaw oczu i obwód głowy. box:offerCarousel Klapki Nie zapomnijmy też o ochronie stóp. Brak klapków na basenie może w niedługiej przyszłości skutkować pojawieniem się grzybicy i innych zakażeń. Warto zwrócić uwagę na to, aby nasze klapki przeznaczone były właśnie do używania na basenie. Dzięki takiej informacji możemy mieć pewność, że ich kształt pozwoli na szybsze odprowadzanie wody, a materiał, z którego są wykonane, zapobiegnie poślizgnięciu na śliskiej powierzchni basenowych kafelków. Ręcznik Po wyjściu z basenu z pewnością będziemy chcieli otulić się ręcznikiem. Co prawda możemy zabrać ze sobą zwykły bawełniany ręcznik, który używamy w domu, jednak lepszym wyborem będzie kupno ręczników szybkoschnących. Nie dość, że są bardziej chłonne niż zwykłe ręczniki, to zajmują mniej miejsca i szybciej wysychają. Tych kilka elementów powinno znaleźć się w naszej torbie na basen. Pozwolą nam rozpocząć swoją przygodę z basenem. Jeśli wybierzemy dobre jakościowo elementy, to możemy być pewni, że posłużą nam one przez wiele długich lat.
Kompletujemy torbę na basen
Wybieramy najciekawsze wiosenne trampki dla pań. Na co zwrócić uwagę? Wraz z nastaniem ciepłych sezonów powoli odkładamy ciężkie zimowe buty daleko w głąb szafy. Przez następne pół roku nie będziemy z nich korzystać. Ich miejsce zajmą lekkie wiosenne tenisówki, chyba najpopularniejszy casualowy model obuwia na ciepłe dni. Uwielbiane zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn, trampki to niepodważalny wiosenny i letni klasyk. Buty te sprawdzą się przede wszystkim na suchą pogodę. Idealnie dopasują się zarówno do jeansów, jak i krótkiej spódniczki. Na co warto zwrócić uwagę przed wyborem damskich trampek? Jakie modele są obecnie popularne na rynku? Jakie kolory będą rządzić w nadchodzącym sezonie? Oto kilka użytecznych informacji, które warto znać przed kupnem tenisówek. Sprawdźmy! Tenisówki – skąd się wzięły? Mimo że obecnie trampki są młodzieżowym modelem obuwia, ten sportowy rodzaj butów ma dość ciekawą historię. Pierwotnie tenisówki były przeznaczone dla koszykarzy. Po II wojnie światowej z kolei były częścią stroju treningowego amerykańskich żołnierzy. W latach 60. na fali rewolucji obyczajowej trampki stały się swoistym symbolem młodzieżowego buntu i od tamtych czasów były powszechnie zakładane przez hippisów, fanów rocka oraz – ostatnio – przez miejskich hipsterów. Główną zaletą tenisówek jest ich lekkość i komfort noszenia. Dobrze dobrany model jest prawie nieodczuwalny na nodze. Ten rodzaj obuwia idealnie sprawdza się na suchą pogodę. Dobrze komponuje się z ubraniem casualowym np. szortami, spódniczką czy jeansami. Rodzaje trampek Na rynku znajdziemy różnego rodzaju trampki – zarówno uniwersalne, do ulicznych przechadzek, jak i specjalistyczne sportowe modele do gry w kosza czy piłki nożnej. Warto zauważyć, że ten rodzaj obuwia całkowicie nie nadaje się do biegania. Gumowa podeszwa nie jest wystarczająco miękka, przez co mogą powstawać różnego rodzaju otarcia, a nawet płaskostopie. Trampki świetnie odnalazły się także w świecie wysokiej mody. Takie marki modowe jak: Kenzo, Roberto Cavalli czy Isabel Marant udowodniły, że nie jest to wyłącznie sportowy element stroju. Na co zwrócić uwagę przed wyborem trampek? Przed wyborem wiosennych trampek warto przede wszystkim zwrócić uwagę na wygodę i wytrzymałość modelu. Podeszwa musi być z dobrej gumy. Tymczasem szwy łączące tkaninę i podeszwę muszą być wyjątkowo mocne, by przy codziennym używaniu obuwia nie powstawały rozstępy. Nie warto polegać na klejonych modelach. Ich wytrzymałość jest bardzo wątpliwa. Ważną rolę odgrywa także waga. Warto pamiętać, że główną zaletą tenisówek jest ich lekkość. Popularne damskie modele tenisówek na wiosnę 2015 Wiosną 2015 roku na topie będą florystyczne printy oraz jaskrawe i intensywne kolory. Możemy wybrać m.in. obuwie w zielonej, brązowej lub bordowej barwie. Jak zapowiadają trendsetterzy, kolor Marsala (chłodny, lekko rdzawy bordowy) jest nową czernią. Wybrać możemy także klasyczne czarno-białe motywy. Tutaj należy jednak zaznaczyć, że białe trampki są bardzo niepraktyczne. Jeśli obuwie będziemy zakładać na co dzień, tenisówki w jasnych kolorach posłużą nam najwyżej do końca sezonu. Ciekawe propozycje trampek z wyższej półki możemy znaleźć w ofercie Converse. Popularnością cieszą się także tenisówki za kostkę ze skóry naturalnej. Wybierając trampki na wiosnę i lato, warto zwrócić uwagę na ich wytrzymałość i wygodę. Muszą być wystarczająco lekkie, ledwo odczuwalne na stopie. Podeszwa z kolei powinna być bardzo miękka. Kolory? W następnych sezonach na topie będą jaskrawe barwy oraz florystyczne wzory. Niezwykle popularny będzie brąz oraz bordowy.
Pogoda na trampki – najmodniejsze modele tenisówek na wiosnę 2015 dla niej
Tabletów opartych o Windows 8.1 na rynku jest coraz więcej. Wśród produktów z tym systemem operacyjnym znalazł się także najnowszy tablet Della, tj. model Venue 8 Pro. Jak w moim teście wypadło to urządzenie? Pierwsze wrażenia i jakość wykonania Dell Venue 8 Pro to jak na 8-calowy tablet z Windows 8 urządzenie całkiem zgrabne i lekkie. Sprzęt waży niecałe 400 gramów i mierzy 216 x 136 mm. Grubość tabletu wynosi zaledwie 9 mm. Szeroka ramka po bokach ekranu oraz gumowana, delikatnie falowana powierzchnia z tyłu Venue 8 Pro sprawiają, że tablet doskonale trzyma się w dłoni. Dodatkowym atutem gumowanego tyłu jest fakt, że bardzo łatwo utrzymać go w czystości. Odciski palców raczej trudno do niego „przylegają”. Poza tym ewentualnie powstałe rysy nie będą tutaj tak widoczne, jak na błyszczącej powierzchni. Oczywiście na froncie, gdzie znajduje się ekran, odciski palców są bardzo uporczywe, jednak nie znalazłem jeszcze tabletu, w którym nie stanowiłoby to problemu. box:imageShowcase box:imageShowcase box:imageShowcase Cała obudowa sprzętu została zrobiona z tworzywa sztucznego – jednak świetnej jakości. Oprócz standardowych przycisków na urządzeniu znajdziemy też przycisk „Windows”, który w microsoftowym systemie wywołuje menu główne. Warto zaznaczyć, że Dell Venue 8 Pro dysponuje dwiema kamerami – frontową, służącą do przeprowadzania wideokonferencji oraz główną – 5 Mpix. Ekran Dell w swoim tablecie zamontował 8-calową matrycę IPS o rozdzielczości 1280 x 800 pikseli. Zastosowana technologia produkcji wyświetlacza gwarantuje, że kąty jego widzenia będą w zasadzie idealne. Również odwzorowanie kolorów należy do czołówki. Niektóre osoby mogą narzekać, że Venue 8 Pro powinien mieć ekran o większej rozdzielczości. Według mnie to zarzut niesłuszny, bo system Windows 8.1 dość słabo radzi sobie ze skalowaniem wielkości ikonek i czcionek do wyższej rozdzielczości. Oznaczałoby to, że w trybie pulpitu mielibyśmy do czynienia z naprawdę małymi elementami interfejsu i dodatkowo bardzo trudnymi w obsłudze. Bateria Akumulator, który umieszczono w tablecie, ma pojemność 4830 mAh. Pełne naładowanie rozładowanego ogniwa zajmuje ok. 3 godzin. Jeśli chodzi o czas działania, to przy średnim ustawieniu jasności ekranu będziemy mogli przeglądać strony WWW poprzez łączność Wi-Fi przez ok. 7 godzin. To niezły rezultat, który zaspokoi potrzeby większości użytkowników. Dźwięk W sprzęcie znajdziemy aż dwa głośniki stereo. Niestety zostały one umieszczone tylko z jednej strony i w tak małej odległości od siebie (pod jednym grillem), że ze stereo nie będziemy mieć żadnego pożytku. Mimo wszystko tablet gra naprawdę dobrze. Dźwięk wydobywający się z Dell Venue 8 Pro jest czysty i głośny. Wydajność i oprogramowanie Za moc obliczeniową w Dellu Venue 8 Pro odpowiada czterordzeniowy chip Intel Atom Z3740D oraz 2 GB RAM. Mamy tu również pamięć flash na dane, której pojemność wynosi 64 GB (z możliwością rozszerzenia kartą microSD). Jak wspominałem już wcześniej – tablet działa w oparciu o Windows 8.1. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się aż tak płynnego działania Windowsa 8.1 na tym sprzęcie. Operując interfejsem użytkownika nie natrafimy praktycznie na żadne zacięcia i spowolnienia. Oczywiście aby komfortowo korzystać z panelu dotykowego powinniśmy używać nowego interfejsu Modern UI. W trybie desktopowym dotyk raczej kiepsko się sprawdza – elementy UI są po prostu za małe, aby wciskać je palcem. Co z dodatkowym oprogramowaniem? W pamięci znajduje się pakiet Microsoft Office 2013 z licencją Home & Student. Oznacza to, że nie będziemy musieli kupować tego pakietu, który w normalnej sprzedaży kosztuje ok. 400 zł. To wielka zaleta produktu Della. Co z obsługą gier i multimediów? Jeśli chodzi o to pierwsze, to niestety nie możemy liczyć na komfortową rozgrywkę w klasyczne, windowsowe tytuły. Ilość klatek na sekundę jest wtedy niewystarczająca. Co do multimediów, to Venue 8 Pro radzi sobie z nimi doskonale. Mało tego, sprzęt z powodzeniem odtwarza nawet filmy 4K, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Podsumowanie Dell Venue 8 Pro to pod wieloma względami sprzęt doskonały. Dobry i odpowiedni dla Windowsa ekran oraz niezła wydajność, która zapewnia płynną obsługę UI, pakietu biurowego, przeglądarki itp. Do wszystkiego należy dorzucić bardzo przyjemną w odbiorze i praktyczną obudowę, mocny głośnik oraz licencję na pakiet biurowy Office 2013, a otrzymamy naprawdę świetny tablet z Windows 8.1. Co w Venue 8 Pro mi się nie spodobało? Chyba jedynie cena, która mimo wszystko jest nieco wyższa niż w przypadku sprzętów konkurencji. Venue 8 Pro kosztuje obecnie około 1000 zł. Poza tym zwolennicy klasycznych rozwiązań mogą w tej kwocie kupić low-endowy laptop.
Dell Venue 8 Pro – test poręcznego tabletu z Windows 8.1
W pięknym zamku mieszkała księżniczka Kastelina, która pochowała swoje klejnoty po kątach. Dlatego królewskie dzieci co chwila przybywają do zamku w poszukiwaniu tych drogocennych kamieni. Kto pierwszy odnajdzie 10 klejnotów, ten zdobędzie wielkie bogactwo. Jak połączyć znakomitą zabawę, wielkie emocje i szczyptę edukacji? Wystarczy zagrać w „Zamek Kasteliny”. Wnętrzności i przygotowanie do gry W pudełku znajdziemy trójwymiarowy zamek, 4 skrzynie na skarby (żółtą, zieloną, czerwoną i niebieską) oraz 50 klejnotów (po 10 w kolorze: białym, żółtym, czerwonym, zielonym i niebieskim). Właściwie do elementów możemy jeszcze dodać pudełko, bowiem bez niego gry nie będzie. Jest ono fundamentem dla budowanego zamku, co daje świetną stabilizację dla jego murów. Wszystkie elementy są bardzo dobrej jakości, a wielkość pudełka jest dostosowana do tego, co musi pomieścić. Przed grą trzeba zbudować zamek (w przypadku młodszych dzieci może być potrzebna pomoc kogoś ciut starszego). W związku z czym należy wyciągnąć wszystko z pudełka, ułożyć podłogę i postawić ściany. Tadam – zamek gotowy. Każdy gracz otrzymuje skrzynię, mieszamy wszystkie klejnoty i wrzucamy je na zamkowy dziedziniec. Zbieramy od dwóch do czterech graczy, którzy ukończyli co najmniej 5 lat i możemy rozpocząć poszukiwanie skarbów… box:imageShowcase box:imageShowcase Przebieg rozgrywki Każdy gracz ma w swojej kolejce 10 sekund na zapamiętanie ułożenia klejnotów na dziedzińcu (najbardziej interesują go te, które są w kolorze jego skrzyni). Potem przekręcamy zamek i gracz wkłada rękę przez główną bramę (tunel). Oczywiście teraz już nie ma żadnego podglądania, w końcu nie bez powodu mury zamku są takie wysokie. Pozostaje zamknąć oczy, uruchomić pamięć, zmysł dotyku i zasięgnąć rady u świetnej orientacji w terenie. Czas jest nielimitowany, więc można krążyć i krążyć ręką po dziedzińcu. Gracz wyciąga jeden kamień i wtedy są trzy możliwości. Opcja pierwsza – kamień jest w kolorze skrzyni gracza, można wtedy sięgnąć po jeszcze jeden skarb (bez odwracania zamku!). Gracz może wyciągać skarby do momentu, aż trafi na klejnot w kolorze innym niż swój. Wtedy nareszcie kolejka przechodzi na następnego gracza. Każdy zdobyte klejnoty układa na swojej skrzyni skarbów. Opcja druga – wyciągnięty klejnot jest w kolorze innego gracza, w takiej sytuacji trzeba go oddać właścicielowi. Jeśli gracze nie wykorzystują wszystkich skrzyń podczas rozgrywki i skarb nie należy do nikogo, to wrzucamy go z powrotem na dziedziniec. Opcja trzecia – klejnot jest biały, trzeba go położyć na trawie przed swoją skrzynią. Są one podróbkami, więc ich posiadanie jest zakazane. Gracz, który uzbiera 3 białe klejnoty, odpada z gry. W momencie, gdy któryś z graczy uzbiera 10 klejnotów w swoim kolorze, rozgrywamy daną rundę do końca (tak aby wszyscy mieli równe szanse). Dzięki czemu zwycięzców może być nawet kilku (w końcu jest to gra skierowana do dzieci) i każdy może się cieszyć wymarzonym bogactwem. „Zamek Kasteliny” jest grą o bardzo prostych zasadach, które można wytłumaczyć dosłownie w kilka minut. Nasza pamięć i orientacja w terenie dostaną tutaj nieźle do wiwatu, a kluczem do zwycięstwa jest pierwszorzędna koncentracja. Dlatego w tej rozgrywce nie ma znaczenia, ile masz lat, tylko ile jesteś w stanie zapamiętać i jak dobrze potrafisz się skupić. Jak wiadomo, z wiekiem nasza relacja z pamięcią się trochę ochładza, więc dorośli mogą mieć chwilami pod górkę. „Zamek Kasteliny” jest grą edukacyjną i do tego niesamowicie rozrywkową. Wszyscy, nie tylko dzieci, mogą poćwiczyć orientację w terenie, wyostrzyć zmysł dotyku, popracować nad koncentracją i rozruszać pamięć. Najlepsze jest to, że ta cała masa pozytywnych rzeczy dzieje się właściwie mimochodem, bowiem na pierwszym planie pozostaje fantastyczna zabawa w bajkowej krainie. Nie ma znaczenia, czy przed nami spotkanie w dziecięcym, czy też rodzinnym gronie – wszyscy będą czerpali taką samą satysfakcję z rozgrywki. Grę można kupić na Allegro za około 80 złotych.
„Zamek Kasteliny” – recenzja gry
Złota polska jesień ustępuje miejsca szaroburej, deszczowej, ale wciąż polskiej jesieni. Nie dajmy się jej zaskoczyć, zwracając szczególną uwagę na najmłodszych. Wodoodporną odzież dziecięcą uzupełnijmy odpowiednimi butami, do których należą również kalosze. Minęły już czasy, kiedy kalosze dla dzieci były dostępne w jednym fasonie, w ponurych odcieniach granatu i zielonego, nie wspominając o za dużej cholewce. Współczesne kalosze na stałe weszły do kanonu mody i dzisiaj już nie szpecą. Wręcz przeciwnie, zdobią i nadają szyk całej stylizacji. Wzory, kolory, nadruki – kalosze dla najmłodszych box:imagePins box:pin box:pin box:pin box:pin Fot. Endo, Cos, Cos, 5.10.15. Nawet w największy deszcz nie rezygnujmy ze spaceru – wystarczy peleryna i kalosze, by najmłodsze pociechy mogły skakać po kałużach. Dla przedszkolaków idealną propozycją są kalosze popularnej firmy Crocs, zwłaszcza model z charakterystycznym zapiętkiem z otworem na palec lub z uchwytami na rączki po bokach, dzięki czemu nawet małe dzieci bez problemu poradzą sobie z ich wkładaniem. Usztywniany przód zapewni im większą trwałość i komfort noszenia, a bogaty wybór kolorów sprawi, że każde dziecko je pokocha. Ponieważ co roku jesienią popularne są typowe dla tej pory roku kolory, zwróćmy uwagę szczególnie na żółte i czerwone modele. Nie dość, że są ostatnim krzykiem mody, to jeszcze są niebywale energetyczne i stanowią wyrazisty element stylizacji. Kupując kalosze, zwróćmy również uwagę na ofertę kaloszy Endo. Oprócz zabawnych nadruków i napisów wyróżniają się ściągaczem na szczycie profilowanej, dopasowanej do łydki dziecka cholewki, co pozwala na zachowanie suchych stópek nawet w czasie największej ulewy. Jeśli natomiast możemy pozwolić sobie na prawdziwe szaleństwo, sprawdźmy kalosze Melissa – żółta małpka, brązowy miś czy różowa kaczuszka – nasze przedszkolaczki nie będą mogły doczekać się deszczu. Słodkie kalosze dla młodej damy box:imagePins box:pin box:pin box:pin box:pin Fot. 5.10.15., Cool Club, Endo, Ren But Większość dziewczynek ma w życiu okres „wszystko jest ładne, pod warunkiem że jest różowe”. Jeśli mamy w domu miłośniczkę różu, sprawdźmy, co ma w swojej ofercie m.in. Melissa. Można tam znaleźć prawdziwe perełki i cudeńka. Żadna dziewczynka nie oprze się złotym, błyszczącym kaloszom z efektowną kokardką lub motylkiem albo przesłodkim bladoróżowym cudeńkom, które są praktyczne i szykowne. Jeśli wolimy coś bardziej subtelnego, zwróćmy uwagę na wygodne kalosze z długimi cholewkami z logo Emporio Armani w kolorze zgaszonego różu. Absolutny must have tej jesieni! Ciekawe propozycje kaloszy dziecięcych na sezon jesień/zima przygotowała również marka Clarks. Na tle konkurencji wyróżniają się m.in. znakomitej jakości tworzywem, z którego wykonano cholewki i podeszwy. Antypoślizgowa podeszwa zapewnia doskonałą przyczepność, a smukła cholewka zakończona nieprzemakalnym „rękawem” powoduje, że buty są dopasowane do nogi, co pozwala uniknąć przemoczenia stóp, a trendy połączenie bladego różu z panterką lub subtelny wzór w bladoróżowe paski sprawi, że te kalosze staną się obiektem westchnień każdej dziewczynki. Klasyczne kalosze uniseks box:imagePins box:pin box:pin box:pin box:pin box:pin Fot. Endo, 5.10.15., Disney, Crocs, Cool Club Myślisz kalosze, mówisz: Hunter. Wysokiej jakości naturalna guma, ręczne wykonanie, doskonale dopasowujące się do ruchów, w modnych kolorach… Kalosze Hunter to najlepszy wybór, jeśli cenimy i doskonałą jakość, i ciekawe wzory. Nasze serce skradły te w pięknym czerwonym kolorze z logo marki na przodzie, ale można zdecydować się na bardziej praktyczny kolor (czarny, granatowy, zielony czy modny w tym sezonie żółty) lub na różowe szaleństwo. Jeśli szukamy kaloszy dla chłopca, dobrym wyborem będą także kalosze marki Reima lub Guess, obu cenionych za klasyczny styl, wysoką trwałość i solidne wykonanie. Bez względu na to, czy wybieracie się do przedszkola, czy na spacer w poszukiwaniu kasztanów i żołędzi, kalosze idealnie sprawdzą się jako wygodne obuwie na bliższe i dalsze wyprawy. Zwłaszcza jeśli położysz nacisk nie tylko na wygląd, ale także na gwarantujące jakość i komfort wykonanie, w tym na antypoślizgową podeszwę i/lub ściągacz, dzięki któremu woda nie dostanie się do środka butów.
Kalosze – modne buty na jesienne pluchy
Jeże to sympatyczne leśne zwierzątka, które często stają się bohaterami bajek i piosenek śpiewanych przez dzieci w przedszkolu. Prawdziwemu miłośnikowi tych kolczastych stworzonek warto sprezentować zabawkę albo inny gadżet z jeżem. Najeżony pokój dziecięcy, czyli wnętrzarskie dodatki z jeżami Dzieci darzą jeże wielką sympatią i ogromnie się cieszą, kiedy na spacerze uda im się wypatrzyć to zwierzątko pokryte kolcami. Swojej pociesze możesz jednak zapewnić znacznie częstsze kontakty z jeżami – jedyne, co powinnaś zrobić, to trochę odświeżyć aranżację dziecięcego królestwa poprzez dodanie kilku nowych drobiazgów. Pamiętaj, że nie musisz od razu planować czasochłonnego remontu pokoju, bo uzupełnienie wystroju o kilka dodatków wnętrzarskich z jeżami daje rewelacyjne, a przede wszystkim widoczne od razu rezultaty. Na które dodatki powinnaś zwrócić uwagę? Pomyśl przede wszystkim o naklejkach ściennych i lampach nocnych. Naklejki łatwo przykleja się do ściany, która w okamgnieniu zmienia dzięki nim swoje oblicze. Możesz przeprowadzić podobnie szybką metamorfozę ściany, jeśli tylko zdecydujesz się na wybór fototapety z jeżami. Cudowne kształty na suficie i ścianie mogą wyczarować także lampki nocne i lampki-projektory. Zwróć uwagę np. na nietuzinkowe lampki Cloud B, które łączą w sobie cechy pięknej lampy i przytulanki. Możesz wybrać jeden z dwóch modeli: projektor w kształcie jeża leżącego na brzuszku (cena: 100–120 zł; wyświetla gwiazdki i księżyc) albo typową lampkę nocną w kształcie jeżyka stojącego na tylnych łapkach (cena: 150–160 zł). Poduszki w kształcie jeża również wcielają się w podwójną rolę – mogą być wygodną poduszeczką dekoracyjną albo miękkim pluszakiem. Artykuły szkolne i ubrania z jeżami Jeże mogą też na co dzień towarzyszyć młodszym i starszym dzieciom. Wśród przebrań na bale karnawałowe, ubranek i artykułów przydatnych w szkole znajdziesz mnóstwo jeży! Na pewno zauważysz koszulkę odpowiednią dla swojej kilkuletniej pociechy, wypatrzysz też śpioszki z sympatycznym zwierzątkiem w sam raz dla wesołego niemowlaka. Najmłodsze pociechy będą również zachwycone sztućcami i talerzykami, które ułatwią im stawianie pierwszych kroków w nauce samodzielnego jedzenia. Te piękne akcesoria produkuje marka Skip Hop, w której katalogu znajduje się także wiele ciekawych akcesoriów szkolnych ze zwierzątkami… Nie brakuje wśród nich również jeżyków. Jeżeli zaczynasz właśnie kompletować wyprawkę dla pierwszaka albo szukasz niebanalnej lanczówki dla starszego przedszkolaka, przyjrzyj się plecakom Skip Hop. Nawet popularny producent artykułów szkolnych dla najmłodszych NICI przygotował serię Forest Friends, w której jeże odgrywają jedną z głównych ról – zwróć uwagę chociażby na kolorowy piórnik albo breloczek z pluszowym jeżykiem. Zapraszamy jeże do wspólnej zabawy! W świecie dziecięcej rozrywki nie tylko rozbiegane przedszkolaki i radośni uczniowie podstawówki czują się jak ryba w wodzie… Niemowlęta także mają w tej kwestii wiele do powiedzenia. Nie bez powodu tak cieszą się na widok kolorowych grzechotek i gryzaków w kształcie jeża albo z kolczastych zabawek do wózka. Grzechotki, a szczególnie gryzaki pomagają malcowi przejść trudny okres ząbkowania, z kolei przywieszki do wózka przyciągają jego uwagę i stymulują wzrok. Przedszkolaki będą zachwycone pluszowymi zwierzątkami, szczególnie tymi, które znają z filmów i seriali animowanych, np. z Jeża Jerzego albo My Littlest Pet Shop. Starszej pociesze możesz sprawić też figurki kolekcjonerskie, np. marki Schleich, albo dokupić niewielki komplet klocków Lego z jeżykiem. Nawet w świecie planszówek czeka prawdziwa gratka dla miłośnika kolczastych zwierzątek – o grze Pędzące jeże słyszał chyba każdy rodzic. Gra, przeznaczona dla trzech do pięciu graczy w wieku co najmniej sześciu lat, dostarcza niezapomnianych emocji. Zadaniem każdego z uczestników zabawy jest jak najszybsze doprowadzenie jeża do jego ulubionej przekąski, a jednocześnie pozostawienie w swoim ręku jak najwięcej kart ze zwycięskim jeżem (zwierzątka z kart różnią się kolorem igieł). Dzieci uwielbiają zwierzęta, a jednymi z ich ulubieńców są jeże. Możecie wybrać się do lasu na poszukiwania kolczastego zwierzątka, warto także wzbogacić dziecięcą skrzynię z zabawkami o jeżykowy drobiazg.
Zabawki i akcesoria z jeżami
Zasilacze to jedne z najbardziej niedocenianych części składowych każdego komputera. Większość posiadaczy komputerów stacjonarnych nawet nie zdaje sobie sprawy, jak ważną sprawą jest, aby wewnątrz obudowy znajdował się naprawdę solidny zasilacz. Kłopot pojawia się jeszcze większy, jeśli chcemy kupić zasilacz do komputera dla gracza. Jaki model najlepiej wybrać? be quiet! Dark Power Pro 10 Dark Power Pro to topowe produkty firmy be quiet!. Tą serię zasilaczy producent nie tylko okrasił ładnym designem, ale także komponentami o świetnej jakości. Mamy tu m.in. bardzo cichy wentylator SilentWings, a także kilka dodatkowych powłok, które mają za zadanie tłumić drgania. Firma be quiet! sprzedaje swoje zasilacze z mocą 550/650/750/850/1000/1200 W. Jeśli chodzi o sprawność, to stoi ona na najwyższym poziomie, ponieważ model o mocach 550/650/750/1000/1200 W posiadają certyfikat 80 PLUS Gold, natomiast model 850 W dostał certyfikat 80 PLUS Platinum. Warto dodać, że zasilacze be quiet! Dark Power Pro 10 są sprzedawane wraz z 5-letnią gwarancją. SilentiumPC Supremo M1 Kolejnym, wartym polecenia zasilaczem z pewnością jest SilentiumPC Supremo M1, który może się pochwalić mocą wynoszącą 700 W. Sprawność tego modelu stoi na najwyższym poziomie, co potwierdza certyfikat 80 PLUS Platinum. Do dyspozycji mamy tutaj w części modularne okablowanie, które z pewnością pozwoli na uporządkowanie przewodów wewnątrz obudowy komputera. W obudowie zasilacza jest też oczywiście wentylator, jednak jeśli obciążenie nie przekroczy progu 300 W – wcale się on nie włączy. Oznacza to, ze podczas niewielkiego obciążenia komputera jego zasilacz działa całkowicie bezgłośnie. W SilentiumPC Supremo M1 naprawdę warto zainwestować, tym bardziej, że jest on sprzedawany po bardzo konkurencyjnej cenie. Corsair VS Jeśli mimo wszystko chcemy złożyć komputer do grania, jednak dysponujemy naprawdę niewielkim budżetem, warto pomyśleć o zasilaczu firmy Corsair z serii VS. Występują one w wersjach o mocy 350/450/550/650 W, a ich sprawność przekracza 80%. W kwestii chłodzenia zastosowano tu wentylator, którego średnica wynosi 120 mm. Produkt firmy Corsair jest też nieźle zabezpieczony, ponieważ posiada aż sześć zabezpieczeń: OCP, OVP, UVP, SCP, OTP, OPP. Co istotne, pomimo faktu, że Corsair VS jest niedrogi, to i tak gdy go kupujemy – otrzymujemy 3-letią gwarancje producenta. Enermax Platimax Enermax Platimax to zasilacze z najwyższej półki, a świadczy o tym m.in. certyfikat 80 PLUS Platinum. Do dyspozycji jest naprawdę szeroka gama mocy, bo Platimax można kupić w wariantach 500/600/750/850/1000/1350/1500 W. Warto dodać, że w tych zasilaczach za chłodzenie odpowiada 135 mm wentylator, posiadający dodatkowo łożysko Twister, generujące dużo mniej hałasu i mające bardzo długą żywotność. Obudowa tego urządzenie wygląda dość futurystycznie. Trzeba także wspomnieć, że zasilacze Enermax Platimax są sprzedawane wraz z 5-letnią gwarancją producenta. Cooler Master V Pisząc o zasilaczach dla graczy, należy też wspomnieć o serii Cooler Master V. Do dyspozycji mamy tu wersję o mocy 700/850/1000 W, a także bardzo wysoką sprawność, potwierdzoną certyfikatem 80 PLUS Gold. Ważną cechą Cooler Master V jest fakt, że okablowanie zasilacza jest w pełni modularne. W kwestii chłodzenia producent zastosował 135 mm wentylator Silent FDB, który jest cichy i wytrzymały. W kwestii zabezpieczeń wbudowano uch pięć: OVP, UVP, OPP, OTP, SCP. Jak przystało na topowy produkt, jest on sprzedawany „w zestawie” z 5-letnią gwarancją producenta.
Zasilacz do komputera dla gracza - przegląd popularnych modeli
Pizza smażona na patelni to idealny pomysł na obiad dla kogoś, kto nie dysponuje piekarnikiem. Jest równie smaczna jak w wersji tradycyjnej, a na dodatek szybsza w przygotowaniu. Składniki: Ciasto na pizzę 200 ml oleju 300 g passaty pomidorowej 200 g mozzarelli z bawolego mleka 100 g uprażonych orzeszków pinii oliwa Krok po kroku: Z ciasta formujemy cienkie placki i smażymy je w oleju aż urosną i się przyrumienią. Na ciepłe usmażone ciasto nakładamy pomidory i ser. Posypujemy orzeszkami i skrapiamy oliwą. Sprawdź inne przepisy na naszym kanale YouTube oraz na allegro.pl/kuchnia.
Smażona pizza z pomidorami
Samobójstwo to taki temat, który, bez względu na to, z której strony by na to nie patrzeć, przywołuje najwięcej frustracji, lęków i uczucia zawodu. Czy jest się kimś, kogo w ten sposób opuściła bliska osoba, czy jedynie słyszy się o kimś wśród znajomych, zawsze pojawia się do pytanie: „dlaczego?”. Jest ono o tyle trudniejsze, gdy samobójstwo popełnia młoda, pełna energii i pomysłów na życie osoba. Faza pierwsza: szok i niedowierzanie Nie ma żadnej reguły na to, jak się przeżywa żałobę. Jednak psychologowie twierdzą, że istnieją pewne fazy, które każdy człowiek, choćby się tego wypierał, przechodzi podczas jej przeżywania. Nie muszą one być dokładnie w takiej kolejności, jak to jest prezentowane, mogą się nawzajem przenikać, ale ta pierwsza jest niepodważalna: zawsze pojawia się szok i niedowierzanie, gdy otrzymujemy informację o śmierci kogoś bliskiego. Te emocje są jednak dużo silniejsze, gdy informacja mówi o samobójstwie, jako przyczynie śmierci. Z czymś takim musi się zmierzyć Cody, której najlepsza przyjaciółka, taka od lat dziecięcych, wierna, kochana, z którą miała swoje sprawy i tajemnice, odbiera sobie życie. Zaś informację o tej decyzji przesyła mailem, celowo opóźnionym na tyle, by Meg została znaleziona już po śmierci. Cody przeżywa ogromny wstrząs, jest bezsilna wobec tak miażdżącej wiadomości. Szok i niedowierzenie powoduje, że zaczyna szukać innego wyjaśnienia niż samobójstwo albo przynajmniej przyczyny innej niż chęć odebrania sobie życia, bo to życie było dla Meg zbyt trudne. Cody próbuje znaleźć winnego decyzji Meg, bo w głębi duszy najbardziej obwinia siebie samą. W podróży po prawdę Dla Cody ta pierwsza faza żałoby po śmierci Meg to etap roztrząsania ostatnich miesięcy życia Meg oraz ich wzajemnej relacji i próba odnalezienia odpowiedzi na to odwieczne pytanie „dlaczego?”. Cody nie odpuszcza, nawet, gdy zmusza to ją do porzucenia codziennych obowiązków, udania się w podróż do miejsca, gdzie studiowała Meg i przeszukania jej rzeczy osobistych. Wszystko jednak wskazuje na to, że Meg przeżyła jakieś silne rozczarowanie i dlatego prawdopodobnie targnęła się na swoje życie. W ten oto sposób Cody może przeżyć kolejną fazę żałoby, jaką jest gniew. Jej gniew jest ogromy, zwłaszcza, gdy winą o nieszczęście Meg próbuje obarczyć jej niedawnego przyjaciela, kumpla, który dla Meg najwyraźniej znaczył więcej niż ona dla niego. Jednakże mimo oczywistych wad, to nie Ben zawinił, ale to właśnie on pomoże uporać się Cody z kolejną, znacznie trudniejszą podróżą, w której Cody skonfrontuje swoje wyobrażenia i lęki z rzeczywistością. Ku przestrodze Gayle Forman należy do moich faworytek, ale tym razem potraktowała fabułę nieco po macoszemu, wchodząc w dość oczywiste ścieżki i wątki. Jednakże muszę przyznać, że cel, jaki obrała autorka, przyświecał środkom. W powiastce, w której główna bohaterka wydaje się trochę zbyt idealna i pozbawiona wad, a wątek miłosny jest nadto oczywisty, autorka przemyca ważny przekaz związany z dramatami młodych ludzi, choć warto dodać, nie tylko młodych. W przystępny sposób przedstawia mechanizmy, jakimi rządzi się problematyka depresji oraz innych chorób związanych z psychiką, które znacząco wpływają na samopoczucie i nastrój. Zrozumienie, że depresja przypomina w jakiś sposób inne choroby, które należy leczyć, a także wyczulenie na dziwne strony internetowe, na których zachęca się ludzi do popełnienia samobójstw, są najistotniejszymi elementami „Byłam tu” rekompensującymi jednocześnie drobne niedociągnięcia fabularne. Dlatego, mimo, że nie jest to najlepsze dzieło autorki warto spędzić parę chwil z tą powieścią i spojrzeć na tematykę samobójstw z nieco innej, bliższej perspektywy. Powieść jest dostępna już także w wersji elektronicznej, dlatego zwolennikom takiego czytania polecam obydwa formaty, EPUB i MOBI. Źródło okładki: http://www.bukowylas.pl/
„Byłam tu” Gayle Forman – recenzja
Jazda na rowerze z psem to aktywna forma spędzania czasu z czworonogiem, która łączy przyjemne z pożytecznym. Dowiedz się, jakie akcesoria będą potrzebne, aby trening był bezpieczny i dawał radość. Zanim zabierzesz psa na rower Jazda na rowerze z psem u boku to świetny trening zarówno dla człowieka, jak i dla zwierzaka. Trzeba jednak przestrzegać kilku zasad. Po pierwsze, do tego typu aktywności można włączyć większe psy, np. owczarki. Mniejszych, a więc np. jamników, nie wolno forsować. Po drugie, regularny trening można zacząć z psem, który ukończył dziewiąty miesiąc życia. Po trzecie, pierwsze wyprawy nie powinny trwać dłużej niż 10 minut, a pies powinien biec wolnym kłusem. Zwierzę musi się nauczyć biegania przy rowerze, więc wyćwiczenie tej umiejętności zajmie trochę czasu. Po czwarte, na jazdę na rowerze wybieraj tereny polne lub leśne zamiast twardej nawierzchni asfaltowej lub żwirowej drogi. Ścieżki rowerowe są niebezpieczne dla psa ze względu na duże natężenie ruchu. Po piąte, w czasie treningu należy często robić postoje, by napić się wody z bidonu. Nie wyruszaj w drogę z czworonogiem tuż po jedzeniu, najlepiej będzie, jeśli poczekasz i nakarmisz psa po powrocie z treningu. Po szóste, najlepszy czas na wycieczki rowerowe to poranek lub popołudnie. W trosce o zdrowie psa na tę aktywność fizyczną należy wybierać chłodniejsze dni. Jeśli temperatura przekracza 20 stopni Celsjusza, zaplanuj trasę wycieczki przez las. Najlepiej dodatkowo skonsultować się z weterynarzem w sprawie adekwatnej dawki ruchu dla twojego pupila. Akcesoria na rower z psem Prędkościomierz rowerowy i szelki. Zaleca się, aby w czasie treningu rowerowego z psem jeździć spokojnie, z prędkością 10 km/h, warto zatem kupić prędkościomierz rowerowy. To bezprzewodowe urządzenie umożliwi zaplanowanie treningu, należy bowiem dostosować tempo jazdy do możliwości zwierzęcia. Dla bezpieczeństwa czworonoga warto zaopatrzyć go w szelki, które uchronią go przed urazami szyi na skutek ewentualnego wypadku, co mogłoby mieć miejsce, jeśli biega w obroży. Szelki powinny być dopasowane do wielkości psa i podszyte od spodu miękkim materiałem. Smycz. W czasie jazdy pies powinien biec po prawej stronie roweru. Do utrzymania psa w ryzach potrzebna będzie smycz. Trzeba zwrócić uwagę na to, aby nie była zbyt długa. Najlepsza będzie smycz amortyzowana o długości od 1 do 1,5 metra. Nie wiąż smyczy wokół dłoni, żeby w razie potrzeby móc ją natychmiast wypuścić. Nie zaleca się też przywiązywania smyczy do kierownicy, ponieważ w przypadku pogoni psa za innym zwierzęciem może to doprowadzić do wypadku. Nie zaszkodzi, jeśli zaopatrzysz się w kask na rower. Jeżeli jesteś właścicielem psa mniejszych rozmiarów, również możesz wybrać się z nim na rower. Wystarczy, że kupisz dla niego kosz rowerowy z drucianą przykrywką. Springer. W czasie jazdy na rowerze z psem stosuje się także tzw. springer – metalowe urządzenie, które mocuje się pod siodełkiem. Pozwala ono na kontrolę zachowania czworonoga. Mocuje się do niego krótką smycz. Wówczas nawet duży pies nie ma możliwości decydowania o kierunku jazdy. Springer zapobiega wbiegnięciu psa przed przednie koło roweru, pozostawaniu w tyle i amortyzuje silne pociągnięcia smyczy. Plusem tego urządzenia jest to, że masz wolne obie ręce. Minusem wysięgnika jest fakt, że nie ma kontroli wzrokowej nad psem. Springer można kupić na Allegro. Jazda na rowerze z psem może być świetnym treningiem, jeśli zadbasz o podstawowe akcesoria, które zapewnią bezpieczeństwo tobie i czworonogowi.
Jazda na rowerze z psem
Coraz dłuższe, jesienne wieczory pary chętnie spędzają razem. Wspólne chwile można dodatkowo uprzyjemnić – sięgając po intrygujący film, który przypadnie do gustu i jej, i jemu. Które tytuły ogląda się najmilej, trzymając za rękę partnera i wtulając się w jej włosy albo jego ramiona? 1. Niebezpieczne związki: niegrzeczne gierki francuskiej arystokracji box:offerCarousel Gdy zapada zmierzch i długi, jesienny wieczór, najlepiej sięgnąć po film, który rozbudzi nieco rozleniwione zmysły, a wyobraźni podsunie kilka pomysłów… W tej roli świetnie sprawdzą się klasyki, np. ponadczasowe Niebezpieczne związki Stephena Frearsa. Historia, która znakomicie prezentuje zepsuty, lecz jakże fascynujący światek francuskiego establishmentu. Znudzeni przepychem bohaterowie urozmaicają sobie codzienność gierkami towarzyskimi i erotycznymi skandalikami. Markiza de Merteuil to jedna z centralnych postaci obrazu filmowego, w którą brawurowo wcieliła się Glen Close. Pod płaszczykiem pruderii i powagi kryje namiętności i pragnienia, jakie nawet u progu XXI wieku bywają kontrowersyjne. Razem z równie cynicznym kompanem – wicehrabią de Valmont (w tej roli John Malkovich) snują intrygi i podstępne plany. Te jednak niespodziewanie krzyżuje miłość. Valmont wpada we własne sidła i ulega sile uczucia. Odtrącona markiza nie może pogodzić się ze startą dawnego druha, który szczęście znalazł w ramionach innej. Taki trójkąt musi prowadzić do zguby… 2.Gwiazd naszych wina – gdy miłość nadaje sens nieuchronnej śmierci box:offerCarousel Zakochani doskonale wiedzą, że siłę uczucia mierzy się bólem, cierpieniem i przeciwnościami losu. Jednak gdy na drodze staje jedna z najdotkliwszych chorób XXI wieku – nowotwór, wszystko wokół nabiera zupełnie nieoczekiwanych znaczeń, nawet miłość „smakuje” inaczej. Gwiazd naszych winastanowi ekranizację intrygującej i uznanej powieści Johna Greena – bożyszcza amerykańskich nastolatków. Tytuł jedynie z pozoru jest banalny, w rzeczywistości to bezpośrednie odwołanie do dramatu Williama Szekspira pt. „Juliusz Cezar.”. Kto nie czyta klasyki, dowie się o tym z ust głównego bohatera, który osobliwie cytuje dzieło swojej wybrance. Augustus i Hazel należą do jednej grupy wsparcia dla nieuleczalnie chorej młodzieży. Oboje cierpią na nowotwór – on, ex-koszykarz, przez schorzenie stracił nogę. Dziewczyna już jako 13-latka zapadła na raka tarczycy. Gdy łączy ich miłość, w oczach własnych i wybranej „połówki” zaczynają dostrzegać wreszcie więcej niż tylko nieuchronną śmierć – tli się w nich iskra nadziei. Kiedy ból schodzi na dalszy plan, kochankowie obmyślają szaloną przygodę... 3. Tylko kochankowie przeżyją – czyli miłość według wampirów box:offerCarousel Główni bohaterowie noszą znamienne dla pradziejów ludzkości imiona – Adam i Ewa. Nietuzinkową parę wampirów grają Tom Hiddleston i Tilda Swinton. Adam to wrażliwy kompozytor muzyki i kolekcjoner unikalnych przedmiotów, po uszy zakochany w Ewie. Wybranka także nie pozostaje obojętna i odwzajemnia uczucie z równą siłą. Ich niezwykłemu spotkaniu akompaniują mroczne dźwięki hipnotycznych utworów i intrygujące tło ciemnych, miejskich zaułków. Dramat filmowy w reżyserii słynnego Jima Jarmusha (także autor scenariusza) nie jest tylko nic nieznaczącą sielanką. Niezwykłą więź kochanków narusza nieoczekiwana wizyta siostry Ewy. Ava postanawia wprowadzić lekkie zamieszanie do ich miłosnego gniazdka i – mimo wszystko – uporządkowanego świata. Czy nić miłości, która zawiązała się ponad czasem i prawami rzeczywistości, może zostać zerwana? 4. Polska komedia wszech czasów: Nie lubię poniedziałku box:offerCarousel Ból przemijania wieczorów zakochanych, zwłaszcza tych niedzielnych, po których nieuchronnie następuje poniedziałek, złagodzi dobra, polska komedia. Nie wymyślono skuteczniejszego „plastra na ranę” niżNie lubię poniedziałku Tadeusza Chmielewskiego – to wyjątkowo optymistyczny obraz z brawurową obsadą kwiatu polskiego kina. Socjalizm bywa czasem uciążliwy: bohaterowie zmagają się z brakami w zaopatrzeniu i udzielają sobie pomocy w zdobywaniu papieru toaletowego. Nie brak tu wielu, właściwych tamtym czasom, absurdów – poniedziałkowym świtem, po włączeniu telewizora, widzom ukazuje się sylwetka spikera – jak oni zaspanego i też w piżamie. Co jeszcze może wydarzyć się w poniedziałek? Przez nieuwagę Włoch, który przyleciał do Warszawy w interesach, staje się klientem biura matrymonialnego i poznaje uwodzicielską Polkę. Ta, co prawda, nie zna słowa po włosku – ale co to za przeszkoda dla przedsiębiorczej rodaczki epoki gierkowskiej, która chce wyjść za mąż? 5. Dziewczyna z perłą – miłość zawieszona między płótnem a pędzlem Wieczór wspaniale zakończyć w pracowni mistrza, najlepiej z siedemnastowiecznych Delft. Krzątająca się tam Dziewczyna z perłą zainteresuje nie tylko amatorów holenderskiej sztuki. Jest coś w gorącej, nieraz aż dusznej atmosferze ciemnego pokoju, w którym unosi się kurz i, z pewnością, zapach farb. Powietrze kipi od uczuć, ale kto liczy na zakończenie rodem z komedii romantycznej – zawiedzie się. Tutaj nie ma prostych rozwiązań, a historie bliższe życiu nie zawsze kończą się happy endem. Griet (Scarlett Johansson) podejmuje pracę jako służąca w domu Jana Vermeera (w tej roli Colin Firth). Ku zaskoczeniu pracodawcy – odkrywa w sobie artystyczną duszę i zamiłowania. A tych zdecydowanie brak żonie malarza, której potrzeby ograniczają się do dóbr materialnych. Utrzymanie licznej rodziny bywa niełatwe, lecz nieoczekiwanie Vermeer otrzymuje zamówienie na obraz od bogatego mecenasa. Powoli w hermetyczny świat artysty wkracza Griet – jako muza i modelka...
Które filmy uprzyjemnią wieczory zakochanych?
Jaki smartfon kupić w cenie do 2000 zł? Pytanie wcale nie jest proste, bo chociaż stać nas na zakup naprawdę porządnych sprzętów, to w naszym zasięgu znajduje się kilkaset modeli tych urządzeń. W jaki sposób wybrać właściwe, jeśli zupełnie nie orientujemy się w tematyce smartfonów? W tym poradniku zaprezentuję kilka naprawdę ciekawych smartfonów w tej cenie. Apple iPhone 6s Smartfony Apple mają tę ciekawą cechę, że bardzo wolno tracą na popularności. Z tego powodu nawet modele, które premierę miały już kilka lat temu, nadal trzymają dość wysoką cenę. Nie inaczej jest z iPhone 6s, którego za pośrednictwem Allegro możecie kupić za ok. 1800–2000 zł (w wersji pamięciowej 16 GB). Sprzęt ten, chociaż nie jest najnowszym dzieckiem Apple, ma do zaoferowania całkiem sporo. Kupując ten model, otrzymamy smartfon z 4,7-calowym ekranem o rozdzielczości 750 x 1334 pikseli, 2-rdzeniowym CPU taktowanym zegarem 1,84 GHz, a także 2 GB RAM. Oczywiście jedną z najistotniejszych cech każdego smartfonu Apple jest to, że działa on w oparciu o system iOS. Dla amatorów robienia zdjęć udostępniono kamerę główną 12 Mpix oraz przednią 5 Mpix. Co do zasilania, mamy tu wbudowane ogniwo o pojemności 1715 mAh. box:offerCarousel Samsung Galaxy S7 Wśród polecanych smartfonów w cenie do 2000 zł nie sposób pominąć Samsunga Galaxy S7. Sprzęt ten, chociaż premierę miał ponad rok temu, nadal dysponuje imponującą specyfikacją i koniecznie trzeba go rozważyć podczas podejmowania decyzji zakupowej. S7 został bowiem wyposażony w 5,1-calowy ekran o rozdzielczości wynoszącej aż 1440 x 2560 pikseli, 4 GB RAM, 8-rdzeniowy procesor z zegarem o taktowaniu 2,3 i 1,6 GHz, a także 32 GB przestrzeni na dane. W roli kamer znajdziemy tu sensor główny 12 Mpix i przedni 5 Mpix. S7 jako zasilania używa ogniwa 3000 mAh, a całość działa w oparciu o Android (z możliwością aktualizacji do wersji 7 Nougat). box:offerCarousel Sony Xperia XZ W cenie ok. 1900 zł bardzo ciekawą propozycję ma firma Sony. Konkretnie chodzi o model Xperia XZ. Na wyposażeniu ma 5,2-calowy ekran o rozdzielczości 1080 x 1920 pikseli, 4-rdzeniowy procesor z zegarem 2,15 i 1,6 GHz, 3 GB RAM, 32 GB pamięci wewnętrznej, a także ogniwo zasilające o pojemności 2900 mAh. Najmocniejszym punktem tego sprzętu jest chyba jego kamera, która opiera się o sensor 23 Mpix. Zadowoleni będą też zapewne wielbiciele selfie, ponieważ kamera przednia ma aż 13 Mpix. Całością zawiaduje system Android, który co prawda jest w wersji 6 Marshmallow, ale można go zaktualizować do 7 Nougat. „Wisienką na torcie” jest z pewnością fakt, że smartfon ma certyfikat IP68 świadczący o jego odporności na kurz i wodę (zanurzenie na głębokość do 1,5 metra i nie dłużej niż 30 minut). box:offerCarousel Huawei P10 Tworząc ten poradnik, absolutnie nie mogłem zapomnieć o najnowszym flagowcu chińskiego producenta, firmy Huawei – modelu P10. Specyfikacja tego sprzętu budzi naprawdę spory podziw, a to dlatego, że we wnętrzu znajdziemy 8-rdzeniowy procesor z zegarami 2,4 i 1,8 GHz, 4 GB RAM, 32/64 GB przestrzeni na dane użytkownika oraz sporą baterię 3200 mAh. Jako system operacyjny mamy tu Android w wersji 7 Nougat. Co z ekranem? Ten stanowi 5,1-calowa matryca cechująca się rozdzielczością 1080 x 1920 pikseli. Zadowoleni będą także amatorzy fotografii, ponieważ P10 został wyposażony w podwójną kamerę główną (20 + 12 Mpix), dzięki której zdjęcia wychodzą jeszcze lepsze. Co do kamery przedniej, ta dysponuje sensorem 8 Mpix. Co istotne, Huawei P10 można kupić w wersji z dual SIM.
Smartfony do 2000 zł – II kwartał 2017
Na kolejne książki Nicka Hornby'ego czekam zawsze z równą niecierpliwością co na płyty jednego z moich ulubionych zespołów. Pamiętam, jakim przeżyciem było dla mnie poznanie jego "Wierności w stereo", czyli opowieści o miłosnych upadkach i wzlotach (przede wszystkim jednak upadkach) właściciela niewielkiego sklepu z płytami, bo oto okazało się, że czytam o… sobie samym. Do dziś najsłynniejsza powieść brytyjskiego autora znajduje się wysoko na liście książek mojego życia. Nie bez kozery zacząłem jednak od muzycznego porównania – Hornby w istocie jest pisarzem, którego popularność porównać można do sławy gwiazd rocka. Nie ma jednak czemu się dziwić, jego proza jest niezwykle bezpośrednia, narracja żywa, a tematy dotykają sedna naszych problemów – zupełnie jak dobra piosenka. Hornby, ale jakby nie Hornby Ale Funny Girl to Hornby nieco inny. Nie czytamy tym razem o niepoukładanym singlu z syndromem Piotrusia Pana, który ze swoimi frustracjami walczy ucieczką w świat futbolu, rock and rolla, seksu czy alkoholu. Przyznam szczerze, że początkowo ta informacja nieco mnie zmartwiła, bo przecież za to faceta pokochałem. Zawsze mogłem liczyć na to, że przeczytam kolejną wariację na temat perypetii bohatera powieści Był sobie chłopiec, w której znów odnajdę tyle z siebie. A tu nagle okazuje się, że ze współczesności przenieść się będę musiał do swingującego Londynu lat 60. XX wieku, przez który prowadzić mnie będzie… kobieta! No nie, tego było już za wiele. Nick Hornby zdradza tę chłopackość, która była dotąd znakiem szczególnym jego literatury? Ale dobrze, powiedziałem sobie, sprawdźmy to. Dajmy Funny Girl szansę – przecież to Hornby! Kula śniegowa Naszą przewodniczką po Londynie sprzed pięciu dekad jest Barbara Parker, była Miss Blackpool, która postanawia opuścić prowincję i wyjechać do wielkiego miasta, gdzie będzie mogła spełnić swoje marzenie o zostaniu gwiazdą sitcomu. Najpierw jednak będzie musiała przejść swą drogę krzyżową jako sprzedawczyni w domu towarowym. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo, panno Parker! To właśnie tam spotyka Briana Debenhama, który okazuje się agentem teatralnym… W tym momencie zaczyna się efekt śniegowej kuli. Debenham wysyła Barbarę na casting do pilota jednego z seriali telewizyjnych, z którego panna Parker wychodzi z główną rolą. Przybrawszy chwytliwie brzmiący pseudonim Sophie Straw, Barbara staje się prawdziwą gwiazdą i… I koniec? Nie, nie byłoby Hornby'ego, gdyby w tym momencie kula śniegowa nie zaczęła przybierać przedziwnych, nieraz dramatycznych trajektorii. Pojawia się, oczywiście, sporo humoru – często niezwykle gorzkiego (jest to w końcu Hornby!) i przebogata galeria niesamowitych bohaterów. Przede wszystkim jednak poznajemy początki popkultury takiej, jaką znamy dziś! Big boom Tak jest, lata 60. zeszłego stulecia były czasem, kiedy – proszę mi wybaczyć ten frazes – wszystko się zaczęło. Wtedy właśnie z kopa ruszyła wielka rewolucja obyczajowa, wtedy, cegła po cegle, budować zaczęto celebrycką kulturę kinowo-telewizyjną. Wtedy też praca dla BBC zaczęła znaczyć naprawdę dużo. Główną bohaterką powieści jest, oczywiście, Barbara-Sophie, jednak szybko dobijają do niej jej towarzysze, czyli ekipa tworząca serial I Love Lucy. Jesteśmy świadkami obracania się wielkich kół zębatych show-biznesu, które jednych zabierają ze sobą, natomiast drugich łapią w swój uścisk i zgniatają na miazgę. Dokument epoki Dla mnie Funny Girl nie jest jedynie opowieścią o upadkach i wzlotach dziewczyny z prowincji, która stała się wielką gwiazdą. Najnowsza powieść Hornby'ego to przede wszystkim obraz momentu, w którym show-biznes i cała popkultura zaczęły tracić swą niewinność. To właśnie wtedy media zaczęły śledzić upodobania widzów, a w końcu się do nich dostosowywać. To wtedy telewizja i prasa zaczynały testować granice dopuszczalności i powolutku je przekraczać. Barbara-Sophie, jak już wcześniej pisałem, jest naszym przewodnikiem po tym świecie i tej, coraz bardziej już odległej, epoce. Nick Hornby to natomiast, jak zwykle, wytrawny i bezceremonialny gawędziarz. Taki, co to opowiada ze swadą, nie patyczkując się za bardzo ze swoimi bohaterami i samymi czytelnikami. Warto, jak zwykle. Źródło zdjęcia: http://www.wydawnictwoalbatros.com/
Nick Hornby powraca - poznajmy “Funny girl”
Podróżnicy „z krwi i kości” wiedzą, że plecak to przedmiot osobisty – powinien spełniać indywidualne oczekiwania właściciela. Musi uwzględniać kształt jego sylwetki, potrzeby, wymagania czy możliwości fizyczne. Właściwie dopasowany system nośny uprzyjemni niejedną forsowną wędrówkę, choćby szczytami gór. Dzięki niemu ciężar, który niesiesz na ramionach, staje się „lżejszy”. Plecak dostosowany do rodzaju aktywności Ostatnie dekady to czas wielkich zmian. Producenci prześcigają się w opracowywaniu kolejnych, wyspecjalizowanych rozwiązań, które mają ułatwiać życie globtroterom. Plecaki wytwarza się z coraz bardziej zaawansowanych włókien i materiałów, opatruje trokami, dodatkowymi kieszeniami, patkami czy klamrami. Zanim wybierzesz system nośny idealny dla siebie – zastanów się, do jakiego rodzaju aktywności jest ci potrzebny. Dowiedz się, na jakie detale musisz zwrócić uwagę, by podjąć trafną decyzję. A ta bywa niełatwa, gdy masz przed sobą setkę – na pierwszy rzut oka – zupełnie różnych produktów. Plecaki dzieli się ze względu na ich przeznaczenie. Są wyroby dla „mieszczuchów”, do wspinaczki,plecaki transportowe i trekkingowe. Znajdziesz także grupę plecaków specjalistycznych – wyjątkowo lekkich, łatwo się kompresujących, które przydają się na długodystansowe rajdy piesze i rowerowe, do biegania czy ski alpinizmu. Tutaj szczególną rolę odgrywa prawidłowe usztywnienie części przylegającej do pleców. Plecaki ze stelażem zewnętrznym zyskały sobie popularność podróżników w drugiej połowie ubiegłego wieku – dziś raczej się ich nie używa. Istnieją też stelaże wewnętrzne, które „współpracują” z systemami nośnymi. Współcześni globtroterzy najczęściej wybierają plecaki ze stelażem zbudowanym z cienkich prętów węglowych, ewentualnie z aluminiowych płaskowników, które zostają uformowane i starannie dopasowane do kształtów anatomicznych. Dobra regulacja i specjalistyczne materiały Odpowiedni system nośny to nieoceniona wygoda na szlaku, dlatego podczas jego wyboru, zwróć uwagę na kluczowe elementy: szelki, pas biodrowy i stelaż wewnętrzny. Jeśli na wyprawy zabierasz zwykle duży i ciężki bagaż, starannie sprawdź, czy konstrukcja nośna „zgadza się” z twoją sylwetką. Spotkasz się z wieloma rozwiązaniami, oferowanymi przez producentów, często opatrzonymi specjalistycznymi, „naukowymi” nazwami. Jednak podstawowe konstrukcje i sposoby ich funkcjonowania bywają podobne bez względu na metkę czy producenta. Zasadnicze zadanie systemu nośnego polega na równomiernym rozłożeniu ciężaru na biodra i ramiona. Środek pasa biodrowego konstrukcji musi zatem opierać się na kościach biodrowych, a szelki mają dokładnie obejmować ramiona. Między linią ramion a paskami podtrzymującymi plecak powinien utworzyć się kąt równy 45 stopni. Dlatego właściwa konstrukcja nośna ma spore zdolnościami regulacji i dopasowywania elementów – jedynie w ten sposób plecak „zgra się” z twoją sylwetką. Tam, gdzie systemy nośne przylegają do ciała, zwykle znajdują się poduszki z pianki, które ułatwiają noszenie bagażu i odprowadzają wilgoć przy pomocy zaawansowanych tkanin, na przykład MeshTex. Nie zapominaj, że pas biodrowy musi ściśle opasać biodra. Warto zaopatrzyć się w wyspecjalizowane rozwiązania, dzięki którym pas dostraja się do ruchów bioder, jak chociażbyw plecakach firmy The North Face. Każdy kilogram ma znaczenie Kiedy zastanawiasz się nad wyborem odpowiedniej konstrukcji nośnej, pamiętaj, że liczy się nie tylko doskonała synchronizacja z sylwetką. Weź też pod uwagę też inne, kluczowe kryteria. Sprawdź, ile waży plecak bez obciążenia. On także obarczy twoje ramiona, a podczas intensywnej wędrówki każdy kilogram ma znaczenie. Zapytaj sprzedającego o rodzaj wentylacji pleców i oceń sposób regulacji – czy jest łatwy w obsłudze i nie przysporzy problemów na trasie. Przyjrzyj się materiałowi, z którego wykonano taśmy do regulacji. Jeśli użyto zbyt śliskich tkanin, paski mogą samoistnie destabilizować się w czasie marszu. Poświęć czas na wybór właściwego pasa biodrowego – istotna bywa nie tylko jego szerokość, ale też mocna i wytrzymałą klamra spinająca. Co ważne, sporo firm produkuje specjalne linieplecaków z systemami nośnymi, opatrzonymi pasami dla kobiet i dopasowanymi do żeńskiej sylwetki. Inaczej się je modeluje, a szelkom nadaje specyficzny kształt – przypominający literę „S”. Pasek, który spina szelki z przodu, osadzono wyżej niż w męskich wersjach. Cały system nośny dla pań jest krótszy i współgra z kobiecą sylwetką. Szeroka oferta plecaków i wyspecjalizowanych systemów nośnych utrudnia wybór właściwej konstrukcji, dlatego warto dać sobie czas na decyzję. Spokojnie, bez pośpiechu trzeba przeanalizować wszystkie szczegóły produktu. Najmniejszy detal ma znaczenie na trasie podczas intensywnego marszu, wtedy każdy dekagram potrafi znużonego i wyczerpanego podróżnika „przygiąć” do ziemi.
Systemy nośne w plecakach turystycznych – wybierz idealny dla siebie
Kwota około 2000 zł pozwoli na zakup aktualnego smartfona flagowego lub jego poprzednika. Można liczyć na topową wydajność, bogate wyposażenie oraz wzorową jakość wykonania. Smartfony w tej cenie to zakup na lata – nie zestarzeją się szybko, otrzymają najnowsze wersje systemów operacyjnych, poradzą sobie też z preferencjami wymagających użytkowników i fanów mobilnych gier. Samsung Galaxy S7 box:offerCarousel wyświetlacz: 5,1 cala, Super AMOLED, 1440 x 2560 pikseli, szkło 2.5D, Gorilla Glass 4 procesor: Exynos 8890 + 4 GB RAM pamięć: 64 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: nano łączność: LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4 + 5 GHz), Wi-Di, Bluetooth 4.2 LE z NFC, GPS z GLONASS i A-GPS aparaty: główny 12 Mpix, przedni 5 Mpix bateria: 3000 mAh wymiary i masa: 142,4 x 69,6 x 7,9 mm, 152 g S7 przedstawiać nie trzeba. Mimo że to poprzedni flagowiec Samsunga, w praktyce jego zakup nadal stanowi znakomitą ofertę. S7 cechują: piękne wzornictwo, idealne wykonanie, rewelacyjny ekran, wysoka wydajność, a także poręczne wymiary i dobra ergonomia. Niczego nie brakuje aparatom, które wykonują rewelacyjne zdjęcia – to zbliżony poziom do najnowszych smartfonów południowokoreańskiej marki. Oczywiście ekran, w przeciwieństwie do nowszego Galaxy S8, ma standardowe proporcje 16:9, a model S7 (videotest) nie załapał się też na USB typu C, jednak pod względem możliwości smartfon wcale nie został w tyle. Oferuje dużo lepszy stosunek jakości do ceny niż obecne flagowce. Xiaomi Mi6 box:offerCarousel wyświetlacz: 5,15 cala, IPS, 1080 x 1920 pikseli, szkło 2.5D, Gorilla Glass 4 procesor: Snapdragon 835 + 6 GB RAM pamięć: 64 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: 2x nano (Dual SIM) łączność: LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4 + 5 GHz), Wi-Di, Bluetooth 5.0 LE z NFC, GPS z GLONASS i A-GPS aparaty: podwójny główny 12 Mpix, przedni 8 Mpix bateria: 3350 mAh wymiary i masa: 145,2 x 70,5 x 7,5 mm, 168 g Niska cena i wysoka wydajność – tak można scharakteryzować wiele smartfonów Xiaomi. Nie inaczej jest z aktualnym flagowcem serii Mi. To szklano-metalowy smartfon z najwydajniejszym układem Qualcomma, wyposażony w 6 GB RAM-u i 64 GB pamięci wbudowanej. Nie zabrakło czytnika palca, portu USB typu C, szybkiego ładowania, najnowszego interfejsu Bluetooth i dobrego Wi-Fi. Ekran to „tylko” Full HD i technologia IPS, ale w praktyce radzi sobie on i tak bardzo dobrze. Xiaomi nie doścignęło też Samsunga pod względem jakości zdjęć (mimo podwójnego aparatu w Mi6), ale trudno narzekać, to w końcu piękny smartfon z rewelacyjną specyfikacją techniczną. Honor 8 Pro box:offerCarousel wyświetlacz: 5,7 cala, IPS, 1440 x 2560 pikseli, szkło 2.5D, Gorilla Glass 3 procesor: HiSilicon Kirin 960 + 6 GB RAM pamięć: 64 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: nano (hybrydowy Dual SIM) łączność: LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4 + 5 GHz), Wi-Di, Bluetooth 4.2 LE z NFC, GPS z GLONASS i A-GPS aparaty: podwójny główny 12 Mpix, przedni 8 Mpix bateria: 4000 mAh wymiary i masa: 157 x 77,5 x 7 mm, 184 g Honor 8 Pro to tylko pozornie powiększona i ulepszona wersja Honora 8. W praktyce to inny smartfon, wyposażony w świetny ekran QHD o przekątnej 5,7 cala. Obudowa urządzenia jest aluminiowa, wzorowo obrobiona, a na jej tylnej ściance umiejscowiono błyskawicznie działający czytnik palca. Nie brakuje wydajności i RAM-u – układ Kirin 960, wspierany przez 6 GB pamięci operacyjnej podoła każdemu zadaniu. Honor 8 Pro (test) jest także bogato wyposażony pod względem łączności i funkcji dodatkowych – ma chociażby podwójny aparat główny, zapewniający wspaniałej jakości zdjęcia. Nie zabrakło też portu USB typu C, długiego czasu działania oraz szybkiego ładowania. Jedyny minus stanowi brak wodoodporności. LG G6 box:offerCarousel wyświetlacz: 5,7 cala, IPS, 1440 x 2880 pikseli, szkło 2.5D, Gorilla Glass 3 procesor: Snapdragon 821 + 4 GB RAM pamięć: 64 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: nano (hybrydowy Dual SIM) łączność: LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4 + 5 GHz), Wi-Di, Bluetooth 4.2 LE z NFC, GPS z GLONASS i A-GPS aparaty: podwójny główny 12 Mpix, przedni 5 Mpix bateria: 3300 mAh wymiary i masa: 157 x 77,5 x 7 mm, 184 g G6 to pechowy smartfon – wystartował ze Snapdragonem 821 tuż przed wprowadzeniem przez konkurencję flagowców z układem Snapdragon 835. W praktyce wcale się tego nie odczuwa, bowiem wydajność urządzenia jest znakomita. LG G6 jest smartfonem nowej generacji z ekranem o proporcjach 18:9 i wysoką rozdzielczością QHD+, który wspiera HDR, oferuje świetne barwy i mocne podświetlenie. Wykonanie jest wysokiej jakości – to aluminiowy telefon ze sprawnie działającym czytnikiem palca. G6 wyposażony jest także w podwójny aparat główny (z jednym obiektywem szerokokątnym) oraz dobry aparat przedni, również o szerokim kącie. Warto dodać, że początkowa cena smartfona wynosiła ponad 3000 zł, a aktualnie można go mieć już za 1900 zł. Honor 9 box:offerCarousel wyświetlacz: 5,15 cala, IPS, 1080 x 1920 pikseli, szkło 2.5D, Gorilla Glass 3 procesor: HiSilicon Kirin 960 + 4 GB RAM pamięć: 64 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: nano (hybrydowy Dual SIM) łączność: LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4 GHz + 5 GHz), Wi-Di, Bluetooth 4.2 LE z NFC, GPS z GLONASS i A-GPS aparaty: podwójny główny 20 Mpix + 12 Mpix, przedni 8 Mpix bateria: 3200 mAh wymiary i masa: 147,3 x 70,9 x 7,5 mm, 155 g Honor 9 to świetny następca modelu 8, który kontynuuje założenia flagowej linii, ale przenosi je na wyższy poziom. Smartfon jest ponownie szklano-metalowy, ale tym razem wygląda jeszcze lepiej – odbicia na obudowie wpadają w oko, a gdy trzyma się urządzenie w dłoni, nie ma wątpliwości, że to najwyższa jakość wykonania. Smartfon robi wrażenie także ergonomią – jest poręczny i niewielki. Nie zabrakło funkcji dodatkowych, w tym czytnika palca, USB typu C, a także najnowszego trendu w postaci podwójnego aparatu głównego. Fotograf raczej będzie zadowolony, bo zdjęcia robią wrażenie pod kątem szczegółowości, barw i ostrości. Honor 9 (test) jest zdecydowanie wart zakupu, również dlatego, że stanowi tańszy odpowiednik modelu Huawei P10. Sony Xperia XZ box:offerCarousel wyświetlacz: 5,2 cala, IPS, 1080 x 1920 pikseli, szkło 2.5D, Gorilla Glass 4 procesor: Snapdragon 820 + 3 GB RAM pamięć: 32 GB + obsługa kart microSD do 256 GB format karty SIM: nano łączność: LTE, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac (2,4 + 5 GHz), Wi-Di, Bluetooth 4.2 LE z NFC, GPS z GLONASS i A-GPS aparaty: główny 23 Mpix, przedni 13 Mpix bateria: 2900 mAh wymiary i masa: 146 x 72 x 8,1 mm, 161 g W momencie premiery Xperia XZ była za droga w stosunku do konkurencji, ale aktualnie jest dostępna za około 1900 zł. To niezła propozycja dla fana ponadczasowego wzornictwa. Urządzenie zostało już zastąpione modelem XZ1 (test), ale japoński producent rozwija linię powoli, więc model wcześniejszy nadal satysfakcjonuje pod względem wydajności i funkcjonalności. Xperia XZ (test) posiada bardzo dobry ekran IPS o przekątnej 5,2 cala i rozdzielczości Full HD. Ogólna wydajność zadowala – Snapdragon 820, wspierany przez 3 GB RAM-u działa odpowiednio szybko i radzi sobie idealnie z trójwymiarową grafiką. Nie zabrakło czytnika palca, USB typu C, rozbudowanych modułów Wi-Fi i Bluetooth. Jedynie czas pracy oraz jakość zdjęć wypadają w tej klasie standardowo. Zobacz również: Smartfon na prezent do 1500 zł – Święta 2017
Smartfon na prezent do 2000 zł – Święta 2017
Wolnościowy zryw stolicy sprzed 70 lat stał się inspiracją dla wielu artystów i muzyków. Wciąż powstają nowe filmy, utwory muzyczne czy spektakle teatralne poświęcone jednemu z najważniejszych wydarzeń w naszej historii. Tragiczne losy Warszawy zainspirowały również Filipa Miłuńskiego, który chcąc przybliżyć najmłodszym graczom tematykę Powstania Warszawskiego, stworzył świetną, rodzinną grę edukacyjną o Harcerskiej Poczcie Polowej. Rys historyczny Harcerska Poczta Polowa była jednym z największych fenomenów organizacyjnych Powstania Warszawskiego. Została zorganizowana przez najmłodszą grupę harcerzy Szarych Szeregów – tzw. Zawiszaków, pomagała w walce z okupantem, roznosząc listy wśród ludności cywilnej oraz meldunki pomiędzy oddziałami powstańczymi. Dzięki zaangażowaniu harcerzy powstało kilka urzędów pocztowych zlokalizowanych w różnych miejscach stolicy, rozlokowano także kilkadziesiąt skrzynek na listy oraz uruchomiono druk serii znaczków powstańczych. Przesyłki roznosili przede wszystkim młodzi powstańcy (do Zawiszaków należeli chłopcy do 14 roku życia), którzy jeszcze przed wybuchem powstania przygotowywani byli do roli łączników poprzez naukę szczegółowej topografii miasta. Niestety wielu z nich podczas wypełniania swej misji zginęło lub zostało rannych. Warszawskie dzieci, pójdziemy w bój... To właśnie harcerze z Poczty Polowej są bohaterami gry Mali Powstańcy. Każdy z graczy wciela się w rolę zastępowego, który kieruje 3-osobowym oddziałem i rywalizuje z pozostałymi uczestnikami o to, która drużyna dostarczy największą liczbę rozkazów pomiędzy dzielnicami walczącej Warszawy. Jednak, aby wygrać trzeba również ze sobą współpracować. W przeciwnym razie, niemieckie wojska zablokują niektóre obiekty, a nawet dzielnice, co może skończyć się porażką wszystkich graczy. Celem gry jest zdobycie jak największej liczby punktów. Te otrzymujemy za dostarczone na czas rozkazy, bezpieczny powrót harcerzy do domu oraz realizację sekretnych misji. Autor gry przewidział dwa warianty rozgrywki – podstawowy, przeznaczony dla graczy w wieku od 8 lat oraz zaawansowany, w który mogą grać osoby w wieku od lat 10. W grze może uczestniczyć od 2 do 4 uczestników. Gra powstała we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Związkiem Harcerstwa Polskiego. Z założenia ma przybliżyć najmłodszym dzieciom tematykę Powstania Warszawskiego i zachęcić do dalszego zgłębiania wiedzy na temat walczącej z okupantem stolicy. Pomóc w tym ma przede wszystkim dołączona do gry broszura opracowana przez dr Stanisława Ozimka, autora książki Poczta Powstańczej Warszawy. Zawartość pudełka W pudełku znajdziemy przede wszystkim pokaźnych rozmiarów planszę z mapą lewobrzeżnej Warszawy. Na planie miasta zaznaczono różnymi kolorami dzielnice, w których toczyły się działania powstańcze, oraz strategiczne obiekty, np. budynek PAST-y, Plac Trzech Krzyży, Plac Narutowicza czy Cytadelę. Plansza wzorowana jest na przedwojennych mapach i doskonale oddaje klimat tamtych niezwykłych wydarzeń. Do tego wykonana została z niezwykle grubej tektury, co również zasługuje na pochwałę. Z boku planszy ulokowano tor rozkazów. Na nim gracze wykładają rozkazy, które następnie będą musieli dostarczyć we wskazane miejsce. Poniżej znajduje się pole „więzienie”. Te wykorzystywane jest jedynie w wariancie podstawowym. Oprócz planszy w pudełku znajdziemy również: 12 pionków harcerzy w 4 kolorach. Każdy gracz otrzymuje 3 pionki w wybranym przez siebie kolorze. Wszyscy harcerze mają swoje imiona. Jest Alek, Janek, Zosia czy Krysia oraz wielu innych. 12 żetonów harcerzy w 4 kolorach. Za ich pomocą gracze zaznaczają, które rozkazy zamierzają donieść. 20 kart ruchu w 4 kolorach. Każdy uczestnik rozgrywki otrzymuje po 5 kart ruchu. Karty są ponumerowane od 1 do 5. Wartości te odpowiadają liczbie ruchów, które może wykonać gracz. Dodatkowo, w wariancie rozszerzonym karty o numerach od 1 do 4 umożliwiają również wykonanie dodatkowej akcji, np. przesunięcie jednego ze swoich harcerzy z obiektu do innego obiektu lub podejrzenie rozkazów, które zostaną wyłożone w kolejnej fazie. talia 42 kart rozkazów. Te mówią skąd i dokąd należy dostarczyć dany rozkaz. talia 24 kart sekretnych celów. Te używane są jedynie w wariancie rozszerzonym i umożliwiają zdobycie dodatkowych punktów. żetony oddziałów niemieckich – 7 małych i 3 duże. Małe żetony służą blokowaniu dojazdu do określonych punktów na mapie. Duże blokują całe dzielnice. Dzieje się tak wtedy, gdy gracze nie dostarczą rozkazu na czas. pionek niemieckiego żołnierza – wykorzystywany jest jedynie w wariancie podstawowym. Porusza się on o tyle pól, ile wypadnie na kostce. Jeśli żołnierz wejdzie na pole, na którym znajduje się harcerz, ten drugi trafia do więzienia. kostka – kostka używana jest jedynie w wariancie podstawowym. Składa się z czarnych i czerwonych pól. Wylosowanie jednego z czarnych oznacza ruch niemieckiego żołnierza. Zaś czerwone pola to dodatkowy ruch dla harcerzy. znacznik gracza rozpoczynającego rundę karta Zwycięstwo! – używana w wariancie rozszerzonym. W ogniu walk – czyli przebieg rozgrywki Przygotowanie oraz przebieg gry jest nieco odmienny w zależności od tego, na jaki wariant rozgrywki się zdecydujemy. Podstawowy jest znacznie łatwiejszy i świetnie sprawdzi się jako wprowadzenie dla początkujących bądź wersja rodzinna. Wariant zaawansowany cechuje z kolei większa liczba zasad, możliwości taktycznych i wyższy poziom trudności. Jednak przebieg gry oraz mechanika pozostają praktycznie bez zmian. Rozgrywka składa się z kilku następujących po sobie rund. Te z kolei złożone są z kilku faz: 1. Faza rozkazów Gracz rozpoczynający grę bierze ze stosu karty rozkazów (ich liczba uzależniona jest od liczby graczy; w przypadku gry czteroosobowej są to dwie karty) i układa je odkryte na pierwszym polu toru rozkazów. Na karcie znajduje się informacja skąd i dokąd należy dany rozkaz dostarczyć oraz liczba punktów, jaką otrzymamy za wykonanie zadania. Rozkaz można odebrać tylko wtedy, gdy pionek harcerza znajduje się na polu oznaczonym na karcie rozkazu jako startowe. Przykładowo, jeśli na torze rozkazów pojawi się karta „Plac Wilsona – Port”, rozkaz może odebrać ten harcerz, który znajdzie się na polu „Plan Wilsona”. Aby poinformować pozostałych uczestników, że zdecydowaliśmy się na dostarczenie danego rozkazu, kładziemy na karcie rozkazu żeton z imieniem harcerza. Każdy rozkaz może być odebrany przez kilku harcerzy, ale muszą oni należeć do różnych zastępów. Co ważne, pojedynczy harcerz może nieść tylko jeden rozkaz naraz. Można natomiast w dowolnej chwili porzucić dany rozkaz i zdecydować się na dostarczenie innego, jeśli np. znajdujemy się blisko miejsca docelowego, a dany rozkaz wart jest więcej punktów. Ten harcerz, który jako pierwszy dotrze do wskazanego na karcie celu, zdobywa punkty dla swojego zastępu. 2. Faza ruchu harcerzy Na początku rozgrywki gracze otrzymują zestaw 5 kart ruchu w ustalonym przez siebie kolorze. To dzięki nim poruszają się po planszy i dostarczają rozkazy we wskazane miejsce. Karty są ponumerowane od 1 do 5. Wartości decydują o dwóch kwestiach. Po pierwsze wskazują kolejność, według której gracze będą się poruszać, a po drugie określają, o ile pól dany gracz może posunąć swoje pionki. Aby wykonać ruch każdy z graczy wybiera jedną z trzymanych w ręku kart i kładzie zakrytą przed sobą. Gdy wszyscy gracze dokonają wyboru, należy odkryć wybrane karty. Harcerze poruszają się w kolejności od numeru 1 do 5. W ramach swojego ruchu gracz może posunąć pionki o wskazaną liczbę pól lub wykonać jednym harcerzem skok z obiektu do sąsiedniego obiektu. Wybierając wariant pierwszy, możemy wskazaną liczbę podzielić na kilka pionków, np. jednym harcerzem posunąć się o 2 pola, a drugim o 3. Skok do obiektu wykonujemy tylko wtedy, gdy znajdujemy się na polu z innym obiektem. Wykorzystana karta nie może zostać użyta w kolejnej rundzie. 3. Faza ruchu niemieckiego żołnierza (pomijana w wariancie rozszerzonym) Ciekawym urozmaiceniem gry jest faza ruchu niemieckiego żołnierza. Wprowadza ona do rozgrywki element losowości, bowiem przesuwanie się żołnierza zależne jest od wyniku rzutu kostką. Na kostce znajdują się czarne oraz czerwone pola. Jeśli wypadnie pole czarne, pionek Niemca należy przesunąć w stronę najbliższego harcerza o tyle pół, ile widnieje na kostce. Pola czerwone to dodatkowy ruch dla harcerzy, którzy mogą uciec przed ścigającym ich żołnierzem. Jeśli żołnierz wejdzie na pole, na którym znajduje się harcerz, zatrzymuje go i wsadza do więzienia. Schwytany harcerz traci niesiony rozkaz i spędza kolejną rundę w areszcie. 4. Faza upływu czasu Podczas rozgrywki gracze muszą uważać nie tylko na wojska nieprzyjaciela, ale również na upływający nieubłagalnie czas. Mają bowiem 5 rund, aby dostarczyć dany rozkaz. Po każdej rundzie znajdujące się na torze rozkazów karty, należy przesunąć o jedno pole w dół. Jeśli karta rozkazu opuści tor oznacza to, że rozkaz nie został dostarczony na czas. W praktyce wiąże się to z tym, że oddział niemiecki blokuje jedną z dróg prowadzącą do obiektu, do którego dany rozkaz miał być dostarczony. W tym celu na planszy umieszczamy żeton niemieckiego oddziału. Rozgrywka trwa dopóty, dopóki na torze rozkazów znajdują się karty. Gdy ostatni rozkaz opuści tor, następuje podliczenie punktów. Jeśli jednak na planszy pojawi się czwarty żeton oddziałów niemieckich, gra kończy się klęską harcerzy i wygraną sił wroga. W takim przypadku nie podlicza się punktów. Wariant podstawowy, a rozszerzony – różnice Pionek niemieckiego żołnierza nie bierze udziału w grze, trzecia faza gry – ruch niemieckiego żołnierza jest pomijana, gracze nie mogą zostać aresztowani i wsadzeni do więzienia. Skróceniu ulega czas, w którym należy dostarczyć rozkaz (w wariancie podstawowym jest to 5 rund, w rozszerzonym tylko 4). Niedostarczenie rozkazu na czas powoduje nieco inne konsekwencje. Gdy jest to pierwszy niedostarczony rozkaz w danej dzielnicy, efekt jest taki sam jak w wariancie podstawowym – blokada drogi. W przypadku kolejnego niepowodzenia blokowana jest cała dzielnica. W grze, poza zwykłym ruchem, można wykonać również akcję specjalną, np. zamienić miejscami dwóch harcerzy, przesunąć jednego ze swoich harcerzy do sąsiedniego obiektu, zmienić kolejność na torze rozkazów oraz podejrzeć karty z talii rozkazów. W rozgrywce wykorzystywane są karty sekretnych celów, dzięki którym gracz zdobywa dodatkowe punkty, np. jeśli dostarczy najwięcej rozkazów czy dostarczy rozkaz o najwyższej liczbie punktów. Gra kończy się w momencie, gdy odkryjemy umieszczoną wśród kart rozkazów specjalną kartę Zwycięstwo! lub gdy trzecia z dzielnic Warszawy zostanie zablokowana przez oddział niemiecki. Opinia Mali Powstańcy to dopracowana w najdrobniejszych szczegółach gra planszowa, która dzięki wyjątkowej mechanice polegającej na połączeniu rywalizacji z kooperacją oraz świetnie dopasowanej szacie graficznej doskonale oddaje klimat Powstania Warszawskiego. To także niezwykle cenna i wciągająca lekcja, która przekazuje najistotniejsze informacje na temat jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski XX w. Ponadto, wplatając w mechanikę gry elementy współpracy, uczy dzieci, że czasami dla dobra ogółu warto zrezygnować z własnych ambicji. Ci bowiem, którzy za wszelką cenę będą dążyli do wygranej mogą się nieźle rozczarować, gdy gra zakończy się porażką wszystkich uczestników i wygraną wroga. Dlatego moim zdaniem Mali Powstańcy to wyjątkowa, mądra i pożyteczna gra. Szkoda, że na naszym rynku tak zrobionych i przemyślanych produktów jest nadal niewiele. Choć liczba zasad i dość szczegółowa instrukcja mogą na początku zniechęcić, to gra jest naprawdę ciekawa i warta poświęcenia dłuższej chwili na zapoznanie się z regułami. Dwa warianty rozgrywki sprawiają, że nie szybko się znudzi, a dobrą zabawą mogą cieszyć się zarówno kilkulatki, jak i ich rodzice czy dziadkowie (może nawet uczestnicy Powstania). Na koniec warto dodać, że wydawnictwo Egmont wypuściło na rynek również dodatek do gry – "Liberator", który wprowadza dodatkowe elementy rozgrywki. Pierwszy z nich to samolot dostarczający powstańcom drogocenne zrzuty w postaci amunicji, żywności czy leków. Drugi, to Poczta Cywilna umożliwiająca dostarczanie mieszkańcom walczącej stolicy listów od ich najbliższych. Grę Mali Powstańcy zakupimy na Allegro za ok. 70 zł.
Mali Powstańcy. Warszawa 1944 – recenzja gry